#Lcixg

Od kilku dni jestem chora, gorączka 38 stopni, poszłam więc do przychodni. Wiadomo, jak to w przychodni, same starsze panie i dzieci. Tym razem przyszedł ktoś jeszcze. Był to miejscowy dresik, zapalony fan siłowni. Pierwsze co zrobił, to zaczął opowiadać wszystkim, że przez wizytę u lekarza straci dzisiejszy trening. Na dowód miał ze sobą torbę na ramię, w której trzymał strój.
Dobra, znacie sytuacje, wiec przejdę do sedna.

Dresik stanął w otwartych drzwiach do gabinety, oparł się o framugę, a następnie...
zaczął nakurwiać coś w stylu pompek. Po skończonym treningu zaczął zaczepiać starszą babinkę, odpalił telefon i pokazywał jej zdjęcia, na których uwiecznione są jego postępy z siłowni. Po wszystkim usiadł sobie grzecznie w słowiańskim przykucu i czekał na swoją kolej.

#w7ZXZ

Historia bodajże z klasy 2.
Przed wyjściem do szkoły zjadłam sobie czekoladkę z adwokatem.
Potem mieliśmy lekcję z panami policjantami. Pokazali nam okulary, przez które można zobaczyć jak widzi pijana osoba, a ja zrozumiałam, że zobaczą, czy ktoś pił jakiś alkohol. Strasznie się zestresowałam, że wykryją tę czekoladkę.

#nQI0W

Macierzyństwo... Ostatnio weszłam na pewne forum i zobaczyłam, jak wiele jest takich kobiet jak ja. Zaszły w ciążę, bo mąż chciał, bo rodzina naciskała, bo już po 30., bo lekarz powiedział, że to ostatni moment. Myślałam, że tylko ja jestem jakaś dziwna, bo nie kocham swojego dziecka.

Ciążę przeszłam bez żadnych dolegliwości, przytyłam raptem 7 kg, nie nie wierzył, że rodzę za dwa tygodnie. Poród też sobie zaplanowałam, cesarka, raz-dwa i było po wszystkim, a na następny dzień do domu. Rana troszkę ciągnęła, ale już po dwóch dniach latałam z odkurzaczem po domu. I wtedy endorfiny zaczęły spadać, a ja zderzyłam się z rzeczywistością. Od razu wiedziałam, że macierzyństwo jest nie dla mnie i jestem udupiona na kolejne 10 lat. Po dwóch tygodniach miałam tak dość, że błagałam męża o oddanie syna. Wszyscy powtarzali mi, że z czasem będzie lepiej. Minął miesiąc, trzy, pół roku, a ja nienawidziłam swojego życia i swojego dziecka. Kiedy Antoś skończył 10 miesięcy, było jeszcze gorzej. Rzucanie zabawkami, ząbkowanie, gryzienie, szczypanie, wiszenie na mnie przez cały dzień. Powiedziałam szczerze mężowi, że nie chcę być mamą, że to nie dla mnie, że jeśli dalej tak będzie, to się zabiję. Wyśmiał mnie, powiedział, że przesadzam. Odeszłam, wyprowadziłam się, bo nie potrafiłam tak żyć. Nie mówię, że było to proste, bo jednak przywiązałam się do swojego dziecka, do tego musiałam porzucić męża, którego bardzo kochałam, swój dom i dotychczasowe życie.

Antek ma dziś 5 lat. Mąż ułożył sobie życie i razem z nową partnerką wychowują syna. Nie wtrącam się, wolę żeby Antoś miał normalną rodzinę i myślał, że ta kobieta jest jego mamą. Płacę alimenty i mąż czasem wysyła mi jego zdjęcia, ale to tyle. Nie żałuję, że to zrobiłam. Moje życie wróciło do normy, pracuję, mam hobby i mężczyznę, który podziela moje poglądy i nie rwie się do bycia tatusiem.

Myślę, że czas przestać słodzić macierzyństwo. Prababki powielały te kłamstwa babciom, babcie mamom, a mamy nam. Bo to takie cudowne, bo tak trzeba. Nie wrzucam wszystkich kobiet do jednego worka i wiem, że pewnie więcej mam lubi tę rolę, ale jest dużo kobiet, które myślą podobnie tak jak ja, że macierzyństwo niszczy nam życie. Niestety większość z poczucia obowiązku nie porzuci dziecka i tkwi w tym nieszczęśliwym „związku” długie lata.

Do osób, które nie mają dzieci, ale mnie skrytykują, że przecież nie musiałam sobie rodzić dzieci, mogę się jedynie uśmiechnąć i życzyć, żeby wam (jeśli się zdecydujecie) rodzicielstwo się udało i powiedzieć, że nie wszystko jest albo tylko czarne, albo tylko białe.

#oc1tI

Godzina 14:00. Siedzę w poczekalni, czekając na wizytę u lekarza, patrzę, wchodzi babunia. Lat około 90. Futro, beret i bliżej nieokreślone buty, coby ciepło w stópki było. Zmachana staje przed drzwiami numer 2 i wypala:
- Dzień dobry, kto z państwa ostatni do lekarza Kowalskiego?
Ludzie odpowiadają, że nikt. Babunia się ucieszyła i siadła na krześle:
- No to będę pierwsza!

Wszystko fajnie, pięknie. Szkoda, że lekarz przyjmował dopiero od godziny 16.

#56Fby

Gdy miałam 6 lat, mama postanowiła przepisać mnie do innego przedszkola. Kiedy wielkimi krokami zbliżał się mój długo wyczekiwany pierwszy dzień w nowej "zerówce", mój starszy o 8 lat brat powiedział mi, oczywiście z grobową twarzą, żebym pod żadnym pozorem nie korzystała z przedszkolnej toalety, ponieważ zarażę się wirusem HIV, a potem umrę.

Uwierzyłam mu.
Nie poszłam do toalety przez cały dzień i zasikałam sobie nowiutkie, białe rajstopki w truskawki.

#l9QJ4

To nie jest żadna prowokacja, więc proszę nie wyśmiewajcie mnie, drodzy Anonimowi.

W przyszłym miesiącu mam szesnaste urodziny. Od trzech miesięcy mam chłopaka. To mój pierwszy chłopak w życiu (wcześniej miałam tylko kolegów). Jestem dziewicą i chcę, żeby na razie tak pozostało, bo nie jestem jeszcze gotowa na seks. Chłopak (on jest o rok starszy) powiedział, że to rozumie i nie będzie mnie naciskał. Ostatnio powiedział jednak, że chce żebym mu w takim razie zrobiła loda. Tego też nigdy nie robiłam. Nie wiem jak i szczerze mówiąc trochę się brzydzę brać do ust coś, czym faceci sikają. Na to też nie jestem gotowa. Boję się jednak, że on mnie wyśmieje od dzieciaków i zostawi. Zależy mi na nim i nie chcę się rozstawać. Z drugiej strony nie wiem czego oczekiwałam? Skoro zgodziłam się być jego dziewczyną (a naprawdę tego chciałam, bo on mi się podoba i go lubię, nie zrobiłam tego przez jakąś presję), to powinnam być też gotowa na takie rzeczy, no ale jednak nie jestem.

Czy wszystkie dziewczyny muszą robić swoim chłopakom loda? To normalne? Może jestem jakaś dziwna i niedojrzała? Wiem, że moje koleżanki już to robiły, ale wstydzę się z nimi porozmawiać o moich odczuciach, bo mnie wyśmieją. Nie mam siostry. Z bratem nie będę przecież rozmawiała o takich rzeczach. Z mamą mam skomplikowane relacje, więc to też odpada. Nie mam się do kogo zwrócić. Powiedzcie mi, co tym myślicie i proszę, nie śmiejcie się ze mnie. To dla mnie naprawdę ważna sprawa, a nie żaden żart. Z góry dziękuję.

#qdyZB

Jakiś czas temu związałem się z matką wychowującą samotnie dziecko. Niestety, jej córka od początku mnie nie akceptowała. Mimo że starałem się zaskarbić jej przychylność, starałem się być miły, wyrozumiały, nie obrażałem się, gdy mi docinała, tłumaczyłem, że wcale nie chcę zastąpić jej nieżyjącego tatę, że chciałabym zostać jej przyjacielem, że kocham jej mamę, mimo że kupowałem różne prezenty, że jeździliśmy we troje do cyrku, do parku rozrywki, jedliśmy pizzę, lody itd., to i tak mnie nie lubiła.

Gdy po roku wprowadzali się do mnie, urządziła prawdziwą awanturę, że rujnuję jej życie, że musi zostawić koleżanki i przeze mnie zmieniać szkołę, że jestem najgorszym złem, które jej się w życiu przytrafiło, że nienawidzi mnie, żebym zdechł itd. No po prostu resztki włosów stawały mi dęba na głowie, gdy słyszałem co ta smarkula wykrzykuje. Omal nie dostała w twarz od matki, ale zdążyłem wkroczyć między nie i rozdzielić.

Nigdy nie usłyszałem „przepraszam” za tamte życzenia śmierci. Nie usłyszałem też „dziękuję” za nowego laptopa. Kupiłem, bo był jej po prostu potrzebny do nauki. Panowały wówczas lockdowny i czasy zdalnej nauki. Jej stary lapciak wieszał się co chwila i mulił niesamowicie.

Obecnie mamy maj 2022 r. Wraz z wiosną nastąpiła dziwna metamorfoza w zachowaniu dziewczyny. Nie tylko przestała się boczyć na mnie, nie tylko przestała traktować mnie jak najgorszego wroga (cud, że to wytrzymywałem), ale zaczęła się normalnie odzywać, normalnie zachowywać itd. Ale największego szoku doznałem, gdy wybierając się na ryby usłyszałem od niej pytanie, czy może jechać ze mną. Ona i ja? We dwoje? Aż zatkało. Oczywiście zgodziłem się. No i faktycznie pojechaliśmy we dwójkę.

Brzeg jeziora, sami na odludziu, dookoła krzaki i moje dwie wędki nad powierzchnią wody. Ja łowiłem, a ona chyba się trochę nudziła. Żałowała, że zapomniała stroju kąpielowego. A potem zdjęła dżinsy i koszulę i zaczęła się opalać bez stroju. W samych majtkach. Nawet stanika nie miała.

Przepraszam bardzo, ale to nie jest już małe dziecko. Ona ma piersi. Co prawda jeszcze drobne, no ale jednak ma. Dziwne, że się nie wstydzi. Biologicznego ojca powinna się wstydzić a co dopiero mnie  – „obcego” faceta.

Nic na to nie powiedziałem. Udawałem, że nie zwracam uwagi. Ona leżała obnażona, a ja obok łowiłem dalej. Po powrocie jej matce też nic nie wspomniałem o dziwnym zachowaniu córki. Boję się jednak, że ona coś kombinuje. Że moja radość z nagłego ocieplenia relacji jest przedwczesna. Niby od paru dni jest spokój, wręcz wspaniale, jak nigdy dotąd, ale mam wrażenie, że to cisza przed burzą. Obym się mylił.

#rTjJi

Mieszkam w niedużej wiosce, gdzie większość ludzi zna się choćby z widzenia. Jako dziecko byłam molestowana przez ówczesnego kolegę ojca. Bałam się o tym komukolwiek powiedzieć (nie pytajcie, gdzie byli wtedy rodzice, bo sama nie wiem).

Kiedy miałam 10 lat wybuchła afera, ktoś skierował sprawę do sądu. Pojawił się nawet artykuł w lokalnej gazecinie o tym, że molestował dwie dziewczynki z rodziny państwa Iksińskich. Wyobraźcie sobie, że mało kto w to uwierzył. Serce mi pękało słysząc prawie codziennie lamenty własnej matki że ''te dzieci to wymyśliły, Henio taki dobry chłop, jak ludzie mogą w to wierzyć'' itd. Z czasem wszystko ucichło.

Kiedy tylko doszła do mnie informacja, że po rozprawie został posadzony, poczułam lekką ulgę. Po wszystkim starałam się wyprzeć te wydarzenia z pamięci.
Mając 16 lat zapoznałam się przypadkiem z chłopakiem o nazwisku Iksiński. Po dwóch latach znajomości wyznał nieśmiało, że czuje coś więcej i tak od słowa do słowa zostaliśmy parą.

O moich przejściach z dzieciństwa nie wiedział nikt. Długo zbierałam się, żeby powiedzieć chłopakowi. Zaczęłam sobie wszystko przypominać i doszłam do drastycznego wniosku. Mój chłopak miał dwie siostry. Pewnego dnia nie wytrzymałam i powoli, przełykając łzy zaczęłam opowiadać. Reakcja chłopaka mnie zaskoczyła, sam zaczął płakać i niechętnie mówić. Wyobraźcie sobie, że informacje sprzed lat nie były do końca prawdziwe.. Ten skurwysyn molestował nie tylko dziewczynki. Mój chłopak zrobił coś, na co ja się nie odważyłam. Powiedział matce, a ona wiedziała co z tym robić. To on go posadził. Może i na krótko, ale posadził. Powiedział mi też, że ta sprawa miała duży odzew i wielu rodziców z dziećmi zgłaszało się do sądu złożyć zeznania przeciwko pedofilowi.

Wyobraźcie sobie, że moja matka nadal uważa, że Henio był niewinny.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on miał córkę. Wyniosła się z domu jako nastolatka. Ludzie mówią, że nie wytrzymywała oskarżeń ludzi za ojca, a ja obawiam się, że to mogło wyglądać zupełnie inaczej, niż się komukolwiek wydaje...

#n2XNM

To było jeszcze za komuny. Miałem wówczas 14 lat i nie byłem na tzw. bilansie. Tak nazywano badania lekarskie. Nie wiem, czy dziś urządza się uczniom takie badania, ale kiedyś były one standardem. Nie byłem, bo chorowałem. Po powrocie do szkoły usłyszałem, że muszę uzupełnić badanie. Od kolegów dowiedziałem się jak ono wygląda. Oprócz ważenia, mierzenia i innych tego typu rzeczy było też zaglądanie w majtki. Każdy musiał na chwilę odciągnąć gumkę, aby pani mogła zerknąć do środka. Koledzy bardzo to przeżywali, bo za naszych czasów nie było wszędobylskiej golizny, nie było internetu i epatowania genitaliami, które dziś na nikim nie robią już chyba wrażenia. Każdy z nas zwyczajnie wstydził się swego siusiaka. Mnie też krępowała perspektywa, że będę musiał go odsłonić.

Higienistka umówiła się ze mną po którejś tam lekcji. Przyszedłem o ustalonym czasie. Kazała mi się rozebrać do majtek. Byliśmy sami w gabinecie. Rozebrany musiałem boso stawać na wadze, stawać pod wzrostomierzem. Musiałem zakrywać jedno oko i odczytywać literki na tablicy, potem drugie. Musiałem zasłaniać jedno ucho i powtarzać szeptane przez panią słowa, potem drugie. Musiałem pochylać się i dosięgać czubkami palców do podłogi, a zaraz potem stałem wyprostowany, czując jak końcówka długopisu sunie wzdłuż linii kręgosłupa.

Wreszcie nadeszła TA chwila.

- Zdejm majtki - usłyszałem.
- Zdjąć? - powtórzyłem pamiętając, że przecież koledzy musieli tylko odciągnąć gumkę znad przyrodzenia.
- Tak. Jesteśmy sami, nie ma kolejki, więc mogę poświęcić ci więcej czasu niż zazwyczaj. Jeśli się wstydzisz, to zamknę drzwi - odpowiedziała podchodząc do drzwi i rzeczywiście przekręciła gałkę w zamku. - No ściągaj, na co czekasz.

Po chwili wahania zatknąłem kciuki za obwód gumki i zjechałem majtkami po nogach. Czułem, jak policzki zaczynają mnie piec na widok własnego przyrodzenia zwisającego z gęstwiny czarnych włosów łonowych. To miał być dopiero początek horroru... Przyrodzenie zaczęło mi nabrzmiewać. Wbrew woli i rozumowi rosło, aż musiałem nakryć je ręką. Im bardziej starałem się nie dopuścić do erekcji, tym wzwód stawał się prężniejszy.

- Nie zasłaniaj się - upomniała kobieta z uśmieszkiem cisnącym się w kąciki ust. Kucnęła przede mną i zwyczajnie odciągnęła mi ręce na boki.

Dziś takie rzeczy byłyby pewnie nie do pomyślenia. Gdyby dziś lekarz-mężczyzna rozebrał uczennicę do naga, by ją sobie tak po prostu pooglądać z ciekawości, to poszedłby pewnie siedzieć. Ale za komuny nie takie rzeczy uchodziły płazem. Za komuny była inna mentalność. Po powrocie do domu, kiedy opowiedziałem rodzicom o całym zdarzeniu, to zostałem jeszcze skarcony za bezwstydne zachowanie (wzwód) i pouczony, że u lekarza nie należy się wstydzić.

Ujmę to tak – kiedyś pozwalano sobie na znacznie więcej.
Dodaj anonimowe wyznanie