#oc1tI

Godzina 14:00. Siedzę w poczekalni, czekając na wizytę u lekarza, patrzę, wchodzi babunia. Lat około 90. Futro, beret i bliżej nieokreślone buty, coby ciepło w stópki było. Zmachana staje przed drzwiami numer 2 i wypala:
- Dzień dobry, kto z państwa ostatni do lekarza Kowalskiego?
Ludzie odpowiadają, że nikt. Babunia się ucieszyła i siadła na krześle:
- No to będę pierwsza!

Wszystko fajnie, pięknie. Szkoda, że lekarz przyjmował dopiero od godziny 16.

#56Fby

Gdy miałam 6 lat, mama postanowiła przepisać mnie do innego przedszkola. Kiedy wielkimi krokami zbliżał się mój długo wyczekiwany pierwszy dzień w nowej "zerówce", mój starszy o 8 lat brat powiedział mi, oczywiście z grobową twarzą, żebym pod żadnym pozorem nie korzystała z przedszkolnej toalety, ponieważ zarażę się wirusem HIV, a potem umrę.

Uwierzyłam mu.
Nie poszłam do toalety przez cały dzień i zasikałam sobie nowiutkie, białe rajstopki w truskawki.

#l9QJ4

To nie jest żadna prowokacja, więc proszę nie wyśmiewajcie mnie, drodzy Anonimowi.

W przyszłym miesiącu mam szesnaste urodziny. Od trzech miesięcy mam chłopaka. To mój pierwszy chłopak w życiu (wcześniej miałam tylko kolegów). Jestem dziewicą i chcę, żeby na razie tak pozostało, bo nie jestem jeszcze gotowa na seks. Chłopak (on jest o rok starszy) powiedział, że to rozumie i nie będzie mnie naciskał. Ostatnio powiedział jednak, że chce żebym mu w takim razie zrobiła loda. Tego też nigdy nie robiłam. Nie wiem jak i szczerze mówiąc trochę się brzydzę brać do ust coś, czym faceci sikają. Na to też nie jestem gotowa. Boję się jednak, że on mnie wyśmieje od dzieciaków i zostawi. Zależy mi na nim i nie chcę się rozstawać. Z drugiej strony nie wiem czego oczekiwałam? Skoro zgodziłam się być jego dziewczyną (a naprawdę tego chciałam, bo on mi się podoba i go lubię, nie zrobiłam tego przez jakąś presję), to powinnam być też gotowa na takie rzeczy, no ale jednak nie jestem.

Czy wszystkie dziewczyny muszą robić swoim chłopakom loda? To normalne? Może jestem jakaś dziwna i niedojrzała? Wiem, że moje koleżanki już to robiły, ale wstydzę się z nimi porozmawiać o moich odczuciach, bo mnie wyśmieją. Nie mam siostry. Z bratem nie będę przecież rozmawiała o takich rzeczach. Z mamą mam skomplikowane relacje, więc to też odpada. Nie mam się do kogo zwrócić. Powiedzcie mi, co tym myślicie i proszę, nie śmiejcie się ze mnie. To dla mnie naprawdę ważna sprawa, a nie żaden żart. Z góry dziękuję.

#qdyZB

Jakiś czas temu związałem się z matką wychowującą samotnie dziecko. Niestety, jej córka od początku mnie nie akceptowała. Mimo że starałem się zaskarbić jej przychylność, starałem się być miły, wyrozumiały, nie obrażałem się, gdy mi docinała, tłumaczyłem, że wcale nie chcę zastąpić jej nieżyjącego tatę, że chciałabym zostać jej przyjacielem, że kocham jej mamę, mimo że kupowałem różne prezenty, że jeździliśmy we troje do cyrku, do parku rozrywki, jedliśmy pizzę, lody itd., to i tak mnie nie lubiła.

Gdy po roku wprowadzali się do mnie, urządziła prawdziwą awanturę, że rujnuję jej życie, że musi zostawić koleżanki i przeze mnie zmieniać szkołę, że jestem najgorszym złem, które jej się w życiu przytrafiło, że nienawidzi mnie, żebym zdechł itd. No po prostu resztki włosów stawały mi dęba na głowie, gdy słyszałem co ta smarkula wykrzykuje. Omal nie dostała w twarz od matki, ale zdążyłem wkroczyć między nie i rozdzielić.

Nigdy nie usłyszałem „przepraszam” za tamte życzenia śmierci. Nie usłyszałem też „dziękuję” za nowego laptopa. Kupiłem, bo był jej po prostu potrzebny do nauki. Panowały wówczas lockdowny i czasy zdalnej nauki. Jej stary lapciak wieszał się co chwila i mulił niesamowicie.

Obecnie mamy maj 2022 r. Wraz z wiosną nastąpiła dziwna metamorfoza w zachowaniu dziewczyny. Nie tylko przestała się boczyć na mnie, nie tylko przestała traktować mnie jak najgorszego wroga (cud, że to wytrzymywałem), ale zaczęła się normalnie odzywać, normalnie zachowywać itd. Ale największego szoku doznałem, gdy wybierając się na ryby usłyszałem od niej pytanie, czy może jechać ze mną. Ona i ja? We dwoje? Aż zatkało. Oczywiście zgodziłem się. No i faktycznie pojechaliśmy we dwójkę.

Brzeg jeziora, sami na odludziu, dookoła krzaki i moje dwie wędki nad powierzchnią wody. Ja łowiłem, a ona chyba się trochę nudziła. Żałowała, że zapomniała stroju kąpielowego. A potem zdjęła dżinsy i koszulę i zaczęła się opalać bez stroju. W samych majtkach. Nawet stanika nie miała.

Przepraszam bardzo, ale to nie jest już małe dziecko. Ona ma piersi. Co prawda jeszcze drobne, no ale jednak ma. Dziwne, że się nie wstydzi. Biologicznego ojca powinna się wstydzić a co dopiero mnie  – „obcego” faceta.

Nic na to nie powiedziałem. Udawałem, że nie zwracam uwagi. Ona leżała obnażona, a ja obok łowiłem dalej. Po powrocie jej matce też nic nie wspomniałem o dziwnym zachowaniu córki. Boję się jednak, że ona coś kombinuje. Że moja radość z nagłego ocieplenia relacji jest przedwczesna. Niby od paru dni jest spokój, wręcz wspaniale, jak nigdy dotąd, ale mam wrażenie, że to cisza przed burzą. Obym się mylił.

#rTjJi

Mieszkam w niedużej wiosce, gdzie większość ludzi zna się choćby z widzenia. Jako dziecko byłam molestowana przez ówczesnego kolegę ojca. Bałam się o tym komukolwiek powiedzieć (nie pytajcie, gdzie byli wtedy rodzice, bo sama nie wiem).

Kiedy miałam 10 lat wybuchła afera, ktoś skierował sprawę do sądu. Pojawił się nawet artykuł w lokalnej gazecinie o tym, że molestował dwie dziewczynki z rodziny państwa Iksińskich. Wyobraźcie sobie, że mało kto w to uwierzył. Serce mi pękało słysząc prawie codziennie lamenty własnej matki że ''te dzieci to wymyśliły, Henio taki dobry chłop, jak ludzie mogą w to wierzyć'' itd. Z czasem wszystko ucichło.

Kiedy tylko doszła do mnie informacja, że po rozprawie został posadzony, poczułam lekką ulgę. Po wszystkim starałam się wyprzeć te wydarzenia z pamięci.
Mając 16 lat zapoznałam się przypadkiem z chłopakiem o nazwisku Iksiński. Po dwóch latach znajomości wyznał nieśmiało, że czuje coś więcej i tak od słowa do słowa zostaliśmy parą.

O moich przejściach z dzieciństwa nie wiedział nikt. Długo zbierałam się, żeby powiedzieć chłopakowi. Zaczęłam sobie wszystko przypominać i doszłam do drastycznego wniosku. Mój chłopak miał dwie siostry. Pewnego dnia nie wytrzymałam i powoli, przełykając łzy zaczęłam opowiadać. Reakcja chłopaka mnie zaskoczyła, sam zaczął płakać i niechętnie mówić. Wyobraźcie sobie, że informacje sprzed lat nie były do końca prawdziwe.. Ten skurwysyn molestował nie tylko dziewczynki. Mój chłopak zrobił coś, na co ja się nie odważyłam. Powiedział matce, a ona wiedziała co z tym robić. To on go posadził. Może i na krótko, ale posadził. Powiedział mi też, że ta sprawa miała duży odzew i wielu rodziców z dziećmi zgłaszało się do sądu złożyć zeznania przeciwko pedofilowi.

Wyobraźcie sobie, że moja matka nadal uważa, że Henio był niewinny.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on miał córkę. Wyniosła się z domu jako nastolatka. Ludzie mówią, że nie wytrzymywała oskarżeń ludzi za ojca, a ja obawiam się, że to mogło wyglądać zupełnie inaczej, niż się komukolwiek wydaje...

#n2XNM

To było jeszcze za komuny. Miałem wówczas 14 lat i nie byłem na tzw. bilansie. Tak nazywano badania lekarskie. Nie wiem, czy dziś urządza się uczniom takie badania, ale kiedyś były one standardem. Nie byłem, bo chorowałem. Po powrocie do szkoły usłyszałem, że muszę uzupełnić badanie. Od kolegów dowiedziałem się jak ono wygląda. Oprócz ważenia, mierzenia i innych tego typu rzeczy było też zaglądanie w majtki. Każdy musiał na chwilę odciągnąć gumkę, aby pani mogła zerknąć do środka. Koledzy bardzo to przeżywali, bo za naszych czasów nie było wszędobylskiej golizny, nie było internetu i epatowania genitaliami, które dziś na nikim nie robią już chyba wrażenia. Każdy z nas zwyczajnie wstydził się swego siusiaka. Mnie też krępowała perspektywa, że będę musiał go odsłonić.

Higienistka umówiła się ze mną po którejś tam lekcji. Przyszedłem o ustalonym czasie. Kazała mi się rozebrać do majtek. Byliśmy sami w gabinecie. Rozebrany musiałem boso stawać na wadze, stawać pod wzrostomierzem. Musiałem zakrywać jedno oko i odczytywać literki na tablicy, potem drugie. Musiałem zasłaniać jedno ucho i powtarzać szeptane przez panią słowa, potem drugie. Musiałem pochylać się i dosięgać czubkami palców do podłogi, a zaraz potem stałem wyprostowany, czując jak końcówka długopisu sunie wzdłuż linii kręgosłupa.

Wreszcie nadeszła TA chwila.

- Zdejm majtki - usłyszałem.
- Zdjąć? - powtórzyłem pamiętając, że przecież koledzy musieli tylko odciągnąć gumkę znad przyrodzenia.
- Tak. Jesteśmy sami, nie ma kolejki, więc mogę poświęcić ci więcej czasu niż zazwyczaj. Jeśli się wstydzisz, to zamknę drzwi - odpowiedziała podchodząc do drzwi i rzeczywiście przekręciła gałkę w zamku. - No ściągaj, na co czekasz.

Po chwili wahania zatknąłem kciuki za obwód gumki i zjechałem majtkami po nogach. Czułem, jak policzki zaczynają mnie piec na widok własnego przyrodzenia zwisającego z gęstwiny czarnych włosów łonowych. To miał być dopiero początek horroru... Przyrodzenie zaczęło mi nabrzmiewać. Wbrew woli i rozumowi rosło, aż musiałem nakryć je ręką. Im bardziej starałem się nie dopuścić do erekcji, tym wzwód stawał się prężniejszy.

- Nie zasłaniaj się - upomniała kobieta z uśmieszkiem cisnącym się w kąciki ust. Kucnęła przede mną i zwyczajnie odciągnęła mi ręce na boki.

Dziś takie rzeczy byłyby pewnie nie do pomyślenia. Gdyby dziś lekarz-mężczyzna rozebrał uczennicę do naga, by ją sobie tak po prostu pooglądać z ciekawości, to poszedłby pewnie siedzieć. Ale za komuny nie takie rzeczy uchodziły płazem. Za komuny była inna mentalność. Po powrocie do domu, kiedy opowiedziałem rodzicom o całym zdarzeniu, to zostałem jeszcze skarcony za bezwstydne zachowanie (wzwód) i pouczony, że u lekarza nie należy się wstydzić.

Ujmę to tak – kiedyś pozwalano sobie na znacznie więcej.

#uAUf3

Sytuacja sprzed chwili… Moi rodzice kilka dni temu się pokłócili, w sumie jak zawsze po weekendzie. Dziś siedzimy w trójkę w salonie, gdy nagle dostaje SMS od mamy "Jak nasza córeczka się pójdzie kąpać, to zaliczamy kuchenny stół?".
Chyba nie chciałam nigdy dostać takiego SMS-a...

#qfFGn

Aby zmniejszyć widoczność plam na policzkach, moja mama ciągle testuje nowe kremy. Gdy plamy nie znikają lub są takie same, rodzicielka stwierdza, że ma uczulenie na dany krem.

Ostatnio pożyczyłam jej korektor. Mama się pomalowała i zadowolona, bo plam nie ma! Jakież było moje zdziwienie, gdy parę godzin później powiedziała, iż odkryła, że ma uczulenie na wodę, bo gdy przemyła nią twarz, to plamy znów się pojawiły.
Dodaj anonimowe wyznanie