Historia sprzed dobrych 4 lat, która dopiero wczoraj miała swój finał.
Razem z kilkoma kumplami byliśmy posiadaczami quadów i crossów. I czy to w weekendy, czy w tygodniu, jeździliśmy do pobliskiego lasu poszaleć. Wiem, trochę to nieodpowiedzialne. Więc z czasem zaczęły się pojawiać tam patrole straży miejskiej, policji, nawet służby leśnej. Nigdy nas nie złapali na gorącym uczynku, ale wiedzieliśmy, że trochę przesadzamy.
Nie chcieliśmy jednak rezygnować z naszych zabaw, a w pobliżu nie było specjalnie innych miejsc, gdzie można by sobie poszaleć. W związku z tym, udaliśmy się do leśniczego i po ponad tygodniu ustaleń, mieliśmy wytyczone trasy, gdzie mogliśmy jeździć. Na policję również poszła informacja, że mamy pozwolenie, by panowie nie jeździli na darmo do wezwań. Skorzystał na tym też leśniczy. Zapytacie jak? Ano od jakiegoś czasu miał problem z Januszami wywożącymi śmieci do lasu. Niby na wjazdach były pomontowane kamery, ale za wjazd do lasu jeszcze nikogo nie zamykają. A ciężko udowodnić, co delikwent ma na przykrytej plandeką pace. Więc oprócz szaleństwa, mieliśmy też oko na niektóre trasy i nielegalne wysypiska.
I tak może po 2 miesiącach jednego Janusza złapaliśmy. Nawet nie próbował uciekać na widok 3 quadów i jednego crossa. Lublinem miałby raczej małe szanse. Facet dostał grzywnę, a my o sprawie zapomnieliśmy. Przynajmniej z pozoru.
3 tygodnie później dzwoni do mnie dziewczyna kumpla, że ten miał wypadek na quadzie. I co się okazało? Nie była to zwykła wywrotka. Ktoś rozciągnął żyłkę między drzewami. Kumpla przed utratą głowy uratował przypadek. Dosłownie metr wcześniej wjechał na jakiś korzeń, w skutek czego quad mu podskoczył i zamiast zawadzić szyją, zawadził klatką piersiową, a żyłka zaczepiła się o zamek kurtki
Sprawa poszła na policję. My przestaliśmy jeździć, z obawy o własne głowy, a służby robiły co mogły, by sprawcę złapać. I dorwały. Po roku żmudnego śledztwa, odpowiedzialnym okazał się nie kto inny, jak ów Janusz, który dzięki nam musiał zabulić 5 tysi na poczet kary za wywożenie śmieci. Więc postanowił się zemścić na gówniarzach, którzy mu zaszli za skórę.
Sprawa poszlakowa, więc po pierwszym skazującym wyroku, postanowił się odwołać. I tak sprawa ciągnęła się prawie 3 lata. My daliśmy sobie spokój z jazdą. Ze strachem człowiek czasami nie wygra, a mi od tej pory jakoś ciężko było na quada wsiąść. Bałem się, że znowu jakiś geniusz rozciągnie żyłkę w lesie. I tym razem szczęście nie dopisze.
Facet dostał 15 lat odsiadki, z racji, że oskarżony był nie o uszkodzenie ciała, a o usiłowanie zabójstwa. Ale dalej nie mogę zrozumieć, co trzeba mieć w głowie, by nie zdawać sobie sprawy z faktu, jakie zagrożenie dla motocyklistów taka żyłka niesie?
Moim szefem był psycholog z wykształcenia. Cały czas miał problem z tym, że jak to on określił, nie wie co ja myślę i czuję, kiedy on do mnie mówi. Dziś mnie zwolnił (do końca tymczasowej umowy zostały mi dwa tygodnie), oto powód: „Bo ja nie wiem co pani myśli, nie mogę pani rozgryźć, pani jest za mało ekspresywna podczas wykonywania pracy”.
Jestem księgową. Co ja, miałam chichotać nad fakturami?
Całe życie byłam nastawiona na to, że muszę w życiu osiągnąć sukces, mam być najlepsza. Rodzice ledwo wiązali koniec z końcem, ale bardzo pilnowali, żebym się uczyła, bo inaczej będę nikim. Bardzo nie chciałam być nikim, a wiedząc, że muszę się starać pięć razy bardziej niż rówieśnicy, nie pozwałam sobie na błędy. Najwyższa średnia, konkursy... Nie było tam wiele czasu na życie. Nieraz wystarczyłoby mi pouczyć się do testu kilka godzin, żeby dostać 5 lub 4. W moim wykonaniu było to kilka dni, aby dostać 6, a ponieważ jak wiadomo testów jest sporo, to dużo więcej ponad to nie robiłam.
Nie wolno mi było chodzić na żadne dodatkowe zajęcia, bo po pierwsze nie było nas stać, darmowe z kolei tłumaczone były tym, że szkoda tracić czas na głupoty.
Generalnie byłam wzorowo poprawna poza jednym. Właściwie od dziecka kłóciłam się z mamą. Na zewnątrz wszystko okej, ale w domu nieraz aż trzaskało od kłótni. Miałam taki okres, że naprawdę chciałam, żeby ona umarła. Postanowiłam wyprowadzić się najszybciej jak się da (miałam takie momenty, że naprawdę wpadałam w szał i bałam się, że ją zabiję), chciałam dostać się do liceum w dużym mieście i postarać się o jakieś stypendium, żeby mieszkać w bursie. Żeby się tam dostać, nakręciłam się na naukę jeszcze bardziej. Nie spałam, uczyłam się po nocach, odpuszczałam wycieczki klasowe. Chęć wyprowadzenia się była najsilniejszym uczuciem w moim coraz bardziej wykończonym ciele.
Udało mi się. Wyprowadziłam się w wieku 16 lat, prawie nie wracałam do domu.
Pracowałam kiedy się dało, żeby tylko zapewnić sobie trochę niezależności. Prawie przestałam się uczyć. Straciłam sens. I okazało się, że nawet słabo płatna praca zapewnia mi lepsze warunki niż miałam w domu, że wcale nie muszę być nie wiadomo kim, żeby nie biedować, że ludzie są super i wcale nie czekają, aż się potknę, że są osoby, które mi pomogą, że WOLNO MI POPEŁNIAĆ BŁĘDY.
Moje zachwycenie nowym życiem mieszało się z epizodami spazmatycznego płaczu kiedy przypominałam sobie, ile czasu w życiu straciłam. Wciąż czuję tę stratę. Te wycieczki klasowe, te spotkania ze znajomymi, te nieprzeczytane książki inne niż podręczniki, seriale, zajęcia dodatkowe, zniszczone poczucie własnej wartości...
Tego czasu już nie nadrobię.
Chore ambicje matki, która sama nie pracowała, bo nie ma pracy dla ludzi z jej wyższym wykształceniem. Teraz widzę, że na mnie oparła swoją pozycję, bo sama nie miała nic, moje osiągnięcia przedstawiała jako swoje, bo to jej zasługa, że się uczę. Wiecznie byłam nie dość dobra, nie dość skromna, nie dość pomocna, nie dość pokorna, nie dość religijna (jej się nawet Matka Boska objawiła, taka jest idealna).
Pracuję nad sobą, jest lepiej, mam własne mieszkanie, męża, jestem szczęśliwa. Coraz rzadziej płaczę. Ale nigdy nie poczuję z siebie dumy, zawsze czuję, że to za mało.
Zdarzyło się to na koncercie punkrockowym. Moim pierwszym w życiu. Piwo lało się litrami, a ekipa rozweselona. Jak to po alkoholu bywa, trzeba się często udawać do kibelka. Tak że ruszyłam w tamtą stronę, a tu niespodzianka. Koleżanki z dawnych lat! Przedstawiły mi jakiegoś ogromnego, napakowanego, pijanego kolesia. Człowiek ten podniósł mnie jak piórko i wziął na ręce. Dla mnie pijanej sytuacja nie była jakoś specjalnie dziwna, poza tym myślałam tylko o tym, żeby udać się do toalety. Koleś wychwalał moją urodę, moją figurę i to jaka jestem cudowna. Ja się próbuję wyrwać, bo jego ręce zaczynają wędrować tam gdzie nie powinny, ale że facet był naprawdę spory, to bez skutku.
Po chwili wyraźnie niezadowolony zwraca się do mnie „No ale Kaśka, nie wyrywaj się”.
Na co ja: „Kaśka? Ale ja nie jestem Kaśka...”.
Pan Paker puścił mnie tak szybko, że walnęłam porządnie o podłogę, a guza na głowie miałam chyba dwa tygodnie. W życiu nie widziałam, żeby ktoś takiej wielkości uciekał tak szybko :D
Do toalety zdążyłam ;)
Rodzice mojego chłopaka znowu poruszyli temat wnuków, a on im przyznał, że mamy problem z zajściem w ciążę.
Później podsłuchałam, jak jego mama kazała mu oddać pierścionek zaręczynowy do sklepu, tłumacząc, że nie warto się ze mną żenić, skoro nie urodzę mu dzieci...
Moi rodzice są małżeństwem od ponad 15 lat. Kochają się i wspierają, ale jak to w małżeństwie bywa, zdarzają się też kłótnie. W większości są to totalne pierdoły i kłótnia trwa 5 minut, ale jedna z ostatnich była najlepsza.
Siedziałam sobie w pokoju i słyszę, jak moja mama krzyczy na tatę. No to jako ciekawskie dziecko podeszłam bliżej drzwi i słucham. I uwaga! Moja mama miała pretensje do mojego taty, że... wszystko mu pasuje. Naprawdę, kłóciła się z nim o to że nigdy na nic nie narzeka, wszystko mu pasuje i że nigdy on nie zaczyna kłótni! A mój tata, jak to on, siedział tylko i słuchał.
Sama osobiście padłam na miejscu i wypominam to mojej mamie do dzisiaj, a ona sama potem przeprosiła i usprawiedliwiała się PMS :)
Więc panowie, podenerwujcie czasami swoje kobiety, bo potem to one czują się jak ostatnie zło świata :-P
Jestem twardym facetem, ale spotkało mnie w życiu ostre nieszczęście. Nikt nie wie, jak bardzo mnie to złamało wewnętrznie, ponieważ wszystko co mam, co osiągnąłem w życiu, cały podziw i szacunek mam dzięki temu, że jestem prawdziwym mężczyzną i wylewając to z siebie boję się stracić w oczach wszystkich. Jednak mimo że ciągle wydaję się być niewzruszony, pozytywny i aktywny, to przez tą niespójność, oszukiwanie siebie i innych staję się momentami agresywny i zgorzkniały. Teraz nie wiem, czy czas uleczy rany i mi przejdzie, czy muszę to jednak przepracować w inny sposób, żeby kiedyś nie wybuchnąć i nie zniszczyć sobie życia.
Do dziś dzień nie wiem, co miałam na myśli, ale mając około 5-6 lat chciałam w tajemnicy przed rodzicami napompować mojego psa pompką od roweru. Oczywiście to wszystko miało polegać na zaaplikowaniu mu tej pompki od tyłu... Miałam chyba nadzieję, że urośnie. Na szczęście rodzice jakimś cudem przejrzeli mój bystry plan i zapobiegli tej sytuacji.
Jestem już prawie 14-letnią dziewczyną. Za tydzień urodziny. Moja siostra jest znacznie starsza, bo nie tylko zdążyła już wyjść za mąż, ale właśnie urodził im się prześliczny synek. Ostatnio z mamą i tatą byliśmy u nich w odwiedzinach (pieluchowe, wiadomo). Wybraliśmy się też na spacer wszyscy razem i z wózkiem dziecięcym oczywiście. W pewnym momencie mijaliśmy jakiś sklep i oni zapragnęli go odwiedzić. Wszyscy prócz mnie, bo ja zafascynowana nie mogłam oczu oderwać od śpiącego maluszka. Powiedziałam, że zostanę z wózkiem przed sklepem, poczekam, a oni niech idą do środka i sobie pooglądają co tam chcą. Tak też zrobili.
W pewnym momencie Kacperek się przebudził i zaczął płakać. Najpierw zaczęłam huśtać wózkiem, patrząc przez szybę wystawową, czy nie widać rodzinki. A gdy huśtanie nie pomagało, a rodzina wciąż nie wychodziła, to sama wyjęłam ostrożnie maluszka z wózeczka i zaczęłam lulać go na rękach, mrucząc "aaa-aa... aaa-aa...".
W pewnym momencie z mijającego mnie tłumu ludzi podchodzi pewna starsza pani i z przejęciem w oczach pyta: "Dziewczynko, karmisz już piersią?".
Dziś wysłałem kilka zbereźnych wiadomości do mojej narzeczonej, kiedy ona była na kawie ze swoimi koleżankami. Wieczorem przyszła do mnie i powiedziała, że przedwczoraj jak się widzieliśmy, to dla żartu zamieniła nazwy kontaktów jej i jej matki...
Coś czuję, że atmosfera na następnym rodzinnym obiedzie będzie trochę napięta.
Dodaj anonimowe wyznanie