#YsQWG

Mam w liceum paczkę przyjaciół. Wśród nich jest Ania i Damian. Nie od dziś wiadomo, że Ania jest flirciarą i dokonuje wszelkich starań, by Damian odpowiedział na jej zaloty, jednak bez skutku. Otóż on jest typem chłopaka, który nie bardzo jest zainteresowany związkami. Właściwie to nie wydaje się być zainteresowany czymkolwiek w życiu.

Ostatnio staliśmy na korytarzu, czekając na rozpoczęcie pierwszej godziny. Wtedy do szkoły wpadła Ania. Od razu zaczęła opowiadać, jak na dworze jest zimno, jak opóźniają się autobusy, krótko mówiąc: dawka negatywnej energii z rana to dokładnie to, o czym wszyscy marzyliśmy!

Nagle dziewczyna zakończyła swój monolog słowami: „...i w dodatku spierzchły mi usta... Wiecie może, co najlepiej może mi je nawilżyć?”. Na co Damian, bez odrywania wzroku od telefonu, odparł obojętnie: „Moja mama zawsze mówiła, że salceson”.

Dziewczyna chyba jeszcze trochę pobędzie w tym friendzonie :D

#I4mey

Jako nastolatka dość często kłóciłam się z moją mamą. Wkurzało mnie, że nie pozwala mi zostać do późna u koleżanki, każe sprzątać, poucza mnie, a przecież byłam już prawie dorosła i wszystko wiedziałam najlepiej.... Podczas jednej z kłótni mama powiedziała, że kiedyś będę chciała słuchać jej rad, ale już będzie za późno.

Kilka tygodni po tej kłótni (miałam wtedy 17 lat) dowiedziałam się, że mama jest chora na raka. Moje życie wtedy się zmieniło. Zaczęłyśmy więcej czasu spędzać razem, rozmawiać o życiu, mojej przyszłości. Zaczęłyśmy się naprawdę rozumieć. Cały czas mocno wierzyłam, że po zabiegach chemioterapii moja mama wyzdrowieje. Tak jednak się nie stało. Mama zmarła po kilku miesiącach, trzymając mnie za rękę. Na szczęście zdążyłam jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham.

Teraz, gdy od śmierci mamy minęło ponad 5 lat, dostrzegam, że zawsze chciała tylko mojego dobra. Teraz chciałabym, żeby mi doradziła, przytuliła, gdy jest mi smutno, ale już za późno. Żałuję każdej nawet najmniejszej kłótni, każdego przykrego słowa. Dziękuję jednak Bogu, że mimo coraz większego osłabienia mamy i postępującej choroby mogłyśmy w pełni wykorzystać jej ostatnie chwile. Kocham Cię, mamo :(

#1jSEu

Kilka lat temu uczęszczałem do harcerstwa. Podczas jednego z biwaków wydarzyła się rzecz, którą niestety będę pamiętał do końca życia.

Była noc, spaliśmy w 2-osobowym namiocie razem przyjacielem, nazwijmy go Andrzej. Obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące z jego strony. Po chwili nasłuchiwania domyśliłem się co tak naprawdę robi Andrzej... kolokwialnie mówiąc, robił sobie dobrze. Postanowiłem nie wprowadzać go w niezręczną sytuacje i udawać, że śpię. Jednak po chwili na mojej twarzy poczułem coś mokrego. Nie wiedziałem jak mam się zachować i co robić. Byłem tak bardzo zszokowany sytuacją, że nawet na to nie zareagowałem. Na szczęście Andrzej zachował się jak prawdziwy przyjaciel i zaczął wycierać moją twarz chusteczką higieniczną. Od tamtego biwaku nie byłem z nim już pod jednym namiotem...

#qbyFd

Działo się to jakieś 10 lat temu. Mieliśmy wtedy może po 12 lat. Siedzieliśmy ze znajomymi w moim pokoju i nagle któryś z nas przeklął. Usłyszała to moja mama.
Wparowała nagle do pokoju i zbytnio nie myśląc nad wypowiadanymi słowami krzyknęła: „JA WAS KU*WA NIE UCZYŁAM PRZEKLINAĆ!”.

Padliśmy ze śmiechu na podłogę. Często wracamy do tej sytuacji ze znajomymi. Kochamy Cię, Mamo!

#SRE7j

W Wielkanoc byłem zaproszony na obiad do rodziców mojej, obecnie już byłej, dziewczyny. Wcześniej widywałem się z nimi kilka razy i to na zasadzie "dzień dobry/do widzenia", więc wiadomo, duża sprawa, trzeba się ładnie ubrać itp. No to hop w koszulę, ładnie się uczesałem, kwiaty kupiłem i do boju. Jedzenia tyle, że starczyłoby to na miesiąc dla całej brygady wojskowej, stół się uginał od tego wszystkiego. Tak sobie jemy, typowe rozmowy w stylu "a co zamierzasz robić po studiach", wszyscy się ładnie uśmiechają, generalnie poznawanie rodziców 10/10. Ale oczywiście jestem takim życiowym przegrywem, że musiałem odwalić coś głupiego.

Jako że do krótkich nie należę i co jakiś czas trącałem kogoś nogami, to stwierdziłem, że sobie odsunę troszkę krzesło. Tylko że nie zauważyłem, że tuż za moim krzesłem jest dywan. Ale nie taki zwykły dywan, nie nie, to był dywan, który miał wysokość niezłego krawężnika, jak Boga kocham, normalni ludzie na 100 % nie kupują takich dywanów. Tak czy siak, tylnymi nogami krzesła stanąłem na krawędzi tego zrąbanego dywanu i gdy chciałem się rozsiąść, to się jakimś cudem "huśtnąłem" (nie wiem, jak to określić, każdy kto się kiedyś huśtał na krześle w szkole itp. to zrozumie), bo te tylne nogi mi z dywanu zjechały. W momencie huśtnięcia chciałem chwycić stół, żeby się nie wywalić, ale zamiast tego chwyciłem obrus, co mnie nie uratowało. Tak samo jak większości potraw ze stołu, w wyniku czego wylądowałem na podłodze w deszczu kotletów, ziemniaków, sałatek, talerzy itp. Cała ta akcja trwała jakieś dwie sekundy, następne dwie wychodziłem z szoku, a przez następne dwie wykonałem modlitwę do wszystkich bogów, żeby teleportowali mnie gdzieś daleko, a ja już zmienię sobie nazwisko i już nigdy nie wrócę do miasta. Generalnie głupio mi było cholera, szybko wstałem, powtórzyłem jakieś dwa tysiące razy przepraszam i rzuciłem się po ścierkę (kij wie czemu akurat ścierka wydawała mi się najlepsza, panika mi się udzieliła) do kuchni. Wbiegam, patrzę, jest, chwytam tę ścierkę i lecę do pokoju. I słyszę huk za plecami.

Okazało się, że ścierka była na takim haczyku, zaś ten haczyk to był od suszarki. I razem ze ścierką pociągnąłem suszarkę, na której było sporo naczyń. Które w sekundzie znalazły się na podłodze, w większości rozbite. Na szczęście niedoszli teście byli naprawdę spoko, jakoś ogarnęliśmy razem bałagan, który zrobiłem, powtórzyli jakieś dwa miliony razy, że nic się nie stało takiego, ja dwa miliony razy, że przepraszam i że mogę oddać piniondze za naczynia, jedzenia i straty moralne.

Z dziewuchą się rozstaliśmy, już wcześniej nam nie szło, a wielkanocny obiad to był taki gwóźdź do trumny.

PS Justyna, jeśli to czytasz, to jeszcze raz przepraszam.
A, i jak trzeba komuś rozpieprzyć dom, to dajcie znać, jestem w tym dobry :)

#cm7kq

Ostatnio przypomniała mi się sytuacja, która miała miejsce kilka lat temu. Miałem wtedy 13 lat i telefon komórkowy.

Pewnego dnia na ów telefon otrzymałem wiadomość SMS o treści "wezwanie do zapłaty". Jako niezwykle mądra osoba stwierdziłem, że mam to gdzieś, a to wezwanie to pomyłka. Potem przychodziły kolejne wiadomości, każda co kilka dni o bardziej ostrym charakterze. Wspominano tam o rozprawie sądowej i komorniku. Nadal miałem to gdzieś, a irytującego się nieznajomego pana nie raczyłem wyprowadzić z błędu, co do odbiorcy tych SMS-ów. W ostatnim z nich dowiedziałem się, że ów zdenerwowany pan bierze komornika ze sobą i idzie po swoje pieniądze. I co? I nic. Wiedziałem, że to nie do mnie są kierowane informacje i dalej nie odpowiedziałem.

Po tym ostatnim SMS-ie myślałem, że już nie otrzymam kolejnych. Zapomniałem o tym w ciągu godziny. Koledzy po mnie zadzwonili, a ja skierowałem swoje kroki ku boisku. Opuściłem dom i osłupiałem. Ujrzałem dwóch panów w garniturach, którzy właśnie podeszli do mojej furtki. "O w dupę" pomyślałem, ale z uśmiechem przywitałem się. Byli mili, choć w mojej głowie panowała nawałnica myśli, "jak mnie znaleźli, o co im dokładnie chodzi" i tak dalej.

Panowie zapytali mnie o wiek, a po otrzymaniu tej informacji odrzekli, że tyle lat, to już mężczyzna. Straciłem wtedy wątek. Co to ma do długu z SMS-ów? Otóż następnie dostałem ulotkę. Ci mili panowie byli świadkami Jehowy, o czym się dowiedziałem się po chwili. Po raz pierwszy w życiu ucieszyłem się, że mnie odwiedzili!

Pomimo tego, że jestem katolikiem, ulotkę mam nadal. Zawsze jak na nią patrzę mam wrażenie niesamowitej ulgi :)

#jXk4p

Zobaczyłam romans rodem z filmu, który rozgrywał się tuż pod moim nosem.

Moja babcia odeszła sześć lat temu, więc na wieść, że mój dziadek ponownie bierze ślub, wszyscy zareagowali zaskoczeniem.
Po ślubie dziadek był szczęśliwszy niż kiedykolwiek, ta kobieta wydobyła z niego wszystko co dobre i wróciła do życia, za co zawsze będę jej wdzięczna. Patrząc na nich, miałam wrażenie, jakbym obserwowała parę nastolatków i to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie dane mi było zobaczyć.

A potem diagnoza – rak płuc. Los prawie przesądzony, lecz nikt nie mówił o tym głośno. Chemioterapie, szpitale, koszmar. Ale patrząc na nich, gdy trzymali się za ręce w jego szpitalnym łóżku, wierzyłam najmocniej w ich słowa, że przez te dwa lata, najszczęśliwsze lata ich życia, przeżyli więcej niż przez całą jego resztę, jakby narodzili się na nowo.
Dziadek odszedł bardzo niedawno, a ja zawsze mam łzy w oczach, słuchając jak mówi o nim jego żona, miłość wylewa się z jej ust i odbija na źrenicach.

Chciałabym kiedyś tego doświadczyć, mam nadzieję, że prędzej i dłużej niż oni.

#Gm8hE

Z początkiem wojny moje życie się kompletnie zmieniło.

Mieszkałem z moją narzeczoną już 3 lata w domu, który odziedziczyłem po moich rodzicach. Oboje mamy po 32 lata, nie mamy kredytu ani innych zobowiązań, pracujemy w swoich zawodach i ogólnie żyje nam się bardzo dobrze.
Niestety moja narzeczona nie chce dzieci, i mimo że przed oświadczynami rozmawialiśmy o tym wielokrotnie i zawsze zapewniała, że dwójkę dzieci chce mieć, tak od 3 lat bardzo wygodnego życia o dzieciach nie chce słyszeć. Przez to też zwlekamy ze ślubem, bo ta kwestia jest dla mnie bardzo ważna.

Dom jest bardzo duży, praktycznie dla dwóch rodzin, i to niewchodzących sobie w drogę. Gdy wybuchła wojna, podjęliśmy decyzję o tym, że przyjmiemy pod dach potrzebujących. Pojechałem na granicę, przywiozłem ze sobą 28-letnią (imiona zmienione) Wiktorię i jej 4-letnią córkę oraz jej jedyną rodzinę, 72-letnią babcię Zosię.

Na początku było dziwnie, babcia nie mówiła po polsku, a Wiktoria i jej córka były bardzo przerażone. Po tygodniu postanowiliśmy mimo wszystko wypytać je o to, co przeżyły.
Wiktoria mówi po polsku i angielsku, jest bardzo oczytaną i mądra kobietą, mieszkała w Kijowie sama, ojciec jej córki zostawił ją zaraz po tym, jak dowiedział się o ciąży, ale wspierał ją finansowo. Zofia mieszkała na wsi blisko Kijowa i w dniu wybuchu wojny Wiktoria spakowała siebie, córkę, zabrała Zofię i uciekła do Polski.

Właściwe wyznanie – Wiktoria zadurzyła się we mnie, wyznała mi to wprost, po czym szybko pocałowała mnie gorąco w usta. Zaskoczony oddałem pocałunek, bo sam widzę w niej kobietę, którą chciałbym poznać i z którą chciałbym być.

Jest całkowitym przeciwieństwem mojej narzeczonej, ma piękną figurę, jest pełna życia i promienieje energią. Gdy wracamy do domu, ona zawsze coś gotuje, zajęła się ogrodem, jej córka jest przeurocza i nazywa mnie wujkiem Iśem. Z kolei narzeczona spędza godziny na tik toku i Instagramie. Jest znudzona życiem i wszystko ją drażni...

Spędzam całe godziny bawiąc się z obcą córką, pożądliwie patrząc na jej matkę i zastanawiam się, co życie przyniesie.
Jestem złym czy dobrym człowiekiem...

#eB0RZ

To co wam przedstawię zdarzyło się, gdy miałam około 7-8 lat.

Gdy byłam w tym wieku, wszystko mnie interesowało. Pewnego razu zobaczyłam reklamę strony z filmami dla dorosłych i na nią weszłam. A potem nie zważając na to, czym jest historia wyszukiwania, po prostu odeszłam od komputera.

Dzień lub dwa później tata wziął nas (mnie i dwóch moich starszych braci) na rozmowę, bo sprawdził historię. Pyta się kto wchodził na te strony... i wyobraźcie sobie małą dziewczynkę, która siedzi czerwona jak burak i się śmieje pod nosem.

Mina ojca – bezcenna.

#GbnUv

Witam. Mam 25 lat i jest taka sprawa. Nie jestem zbyt przystojny, właściwie brzydal i mam świadomość tego. Do czego zmierzam? A więc tak: lubię być poniżany przez kobiety zwłaszcza gdy komentują moją aparycję - że masz krzywy ryj, jesteś brzydki, załóż worek na głowę etc.

Nie wiedzieć czemu bardzo mnie to jara i wykorzystuję to wysyłając zdjęcia swojej twarzy dziewczynom na różnych portalach, ostatnio też pokazuję się też na czatach z kamerkami. Lubię to uczucie gdy dziewczyny patrzą na mnie i komentują mój wygląd, zwłaszcza gdy dość negatywnie wypowiadają się na ten temat. Czy to normalne? Czy powinienem to leczyć? Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam.
Dodaj anonimowe wyznanie