Dzisiaj dowiedziałam się od mojej mamy, że jestem nieodpowiedzialną gówniarą, zadufaną w sobie, bo dałam mojej córce na imię Rozalia, a nie inaczej...
Jestem po trzydziestce, a Rozi ma 7 lat...
Historia w zasadzie nie jest jakaś niespotykana. Możliwe, że piszę to tylko po to, aby się wygadać, bo nie mam komu o tym powiedzieć.
Jestem w ciąży, niechcianej przeze mnie. Antykoncepcja zawiodła i po 2 miesiącach dowiedziałam się dopiero, że coś jest nie tak, gdyż wcześniej miałam normalnie okres. Mój narzeczony chce dziecka i choć wiedział, że ja dzieci nie chcę, jest przeciwko jego usunięciu. Wszyscy wokół mnie się cieszą, a ja w głębi serca jestem załamana. Można powiedzieć, że mogę urodzić i oddać narzeczonemu, ale ja nie chcę rodzić. Wszystko związane z ciążą, porodem i dziećmi mnie brzydzi, przeraża... nienawidzę dzieci. Poza tym wiem, że nikt mi nie pozwoli odciąć się od tego dziecka po porodzie. Próbowałam za plecami bliskich usunąć ciążę tabletkami, ale nie dało rady. Gdy na USG widziałam, że serce płodu bije, byłam zrozpaczona. Nie stać mnie na wyjazd za granicę. Nie wiem co mam zrobić, szukam wszelakich sposobów w internecie, ale nie chcę też sobie zrobić krzywdy. Z drugiej strony nawet jakby mi się udało uszkodzić płód, to w Polsce i tak jest zakaz aborcji płodu z wadami.
Wiem, że dla wielu będę brzmieć jak okrutny człowiek, ale to dla mnie za dużo...
Jakiś czas zbierałam się, żeby tu opisać swoją historię. Pamiętacie wyznanie o chłopaku, który z powodu krzywd ze strony dziewczyn zaczął krzywdzić inne dziewczyny? Zauważyłam, że naprawdę mało osób zastanowiło się nad tym, czy ten chłopak zawsze był taki niewinny.
Piszę tak, bo teraz ja uchodzę za jedną z takich złych kobiet. Też miałam chłopaka, który jest bardzo (nad)wrażliwy. Kilka przykładów:
1) przynajmniej raz w ciągu godziny musiałam mu napisać, że go kocham. Nieważne, co robiłam. Nieważne, że pracuję po 9 godzin dziennie. Jeśli tego nie zrobiłam, od razu był wielki płacz, że o nim nie myślę.
2) co trochę kazał mi wymyślać coraz to nowe powody, za które go kocham. Jeśli nic mi od razu nie przyszło do głowy, był pewny, że przestałam go kochać i że go zdradzam.
3) kiedy raz na jakiś czas szłam z koleżankami na zakupy czy w ogóle wychodziłam bez niego, to już była masakra. Od razu płacz, że będzie strasznie tęsknił, że cały wolny czas powinnam jemu poświęcać, że pewnie go nie kocham, że to przykrywka dla zdrady itd.
4) kiedy w jego obecności powiedziałam zwykłe ''cześć'' do jakiegokolwiek innego chłopaka, godzinę musiałam go przekonywać, że to na pewno nie jest mój kochanek i nikogo innego nie mam.
Po którejś podobnej scenie po prostu nie wytrzymałam i naprawdę zerwałam. Wcześniej miliard razy tłumaczyłam mu, że tylko jego kocham, ale czuję się przytłoczona jego zachowaniem, prosiłam, żeby choć trochę odpuścił. Każda taka rozmowa kończyła się jego wybuchem płaczu.
Kochałam go, naprawdę. Ale byłam jednocześnie wyczerpana psychicznie jego zachowaniem. Pod koniec coraz częściej traktowałam Daniela opryskliwie, bo miałam po prostu dosyć mówienia mu w kółko tego samego.
Zacisnęłam zęby i nie zwracałam uwagi na jego błagania, postawiłam mu warunek, że ma mi udowodnić, że się zmienił, a wtedy do niego wrócę. Stwierdził, że gdybym go naprawdę kochała, to nie miałabym problemu z jego wrażliwością i nie szantażowałabym go emocjonalnie. Cóż, nie zamierzam walczyć z wiatrakami, ale też nie mam siły znosić jego humorów.
Teraz sporo osób kręci głowami i wzdycha nad biednym, kochanym, czułym, porzuconym wspaniałym chłopcem. Ja jestem egoistką, która zabawiła się uczuciami Daniela i go zwyczajnie porzuciła.
Szkoda tylko, że nikt z tych osób nie zadał sobie trudu, żeby poznać moje motywy.
I bardzo zgadzam się ze zdaniem, na które jakiś czas temu natrafiłam -"Dziewczyny marzą o wrażliwym chłopaku, dopóki nie spotkają NAPRAWDĘ wrażliwego chłopaka".
Jestem 100% hetero, jednak aż do 25. roku życia nie miałem stałej partnerki, a przynajmniej takiej, którą mógłbym przedstawić rodzicom. Ciągle dopytywali o jakąkolwiek towarzyszkę płci żeńskiej, dając mi do zrozumienia, że zaczynają się martwić, czy nie jestem gejem, a dodam, że byli zagorzałymi katolikami. Osobiście nie mam nic przeciwko gejom, ale to trochę tak jak z weganami, niech sobie istnieją, ale nie chciałbym być brany za jednego z nich, bo po prostu kocham mięso, tak jak i uwielbiam kobiety.
Na moje nieszczęście wydarzyło się coś, co mogło tylko w bardzo mocny sposób ugruntować obawy moich rodziców. Swego czasu kupiłem sobie wypasionego smartfona, takiego z trylionem niepotrzebnych funkcji i aplikacji. Wśród tych wszystkich bajerów była funkcja automatycznego czytania SMS-ów. Ledwo ją ustawiłem, a mój porąbany kumpel wysłał mi takiego esemesa, choć nigdy dotąd podobnych bzdur do mnie nie pisał: "Hej, może zwalisz mi konia?''. Wiadomość w maksymalnej głośności odczytał bardzo miły damski głos, dodając przy tym imię kolegi, od którego przyszła, akurat w momencie, gdy do pokoju weszła moja rodzicielka. Moja twarz w tamtej chwili byłaby zupełnie niewidoczna na tle dojrzałych wiśni, a zniesmaczony wzrok matki dobrze pamiętam do dziś.
Cierpię, bo nie mam ojca.
W wieku 4-5 lat urwał mi się kontakt z moim ojcem (którego pamiętam jak przez mgłę). Moja matka odcięła mnie od niego, gdy się wyprowadziliśmy ponad 700 km od niego, on sam zmarł kilka lat po przeprowadzce. Nigdy nie miałam w swoim życiu mężczyzny, który próbowałby być wzorem jakiegoś ojca. Nie wiem, jak to jest go mieć, jak się spędza z nim czas, jak okazuje miłość, jak się opiekuje. Nie wiem, jak to jest i boli mnie to, że nigdy się nie dowiem. Gdy byłam mała nie zdawałam sobie sprawy, że jest to tak ważne i będę za tym płakała po nocach. Teraz, gdy jestem nastolatką, często patrzę na fikcyjnych mężczyzn pod kątem „ojca” niż romantycznie. Niedawno postanowiłam obejrzeć serial Sherlock Holmes i pomimo że znałam to wcześniej, to dopiero niedawno się za niego zabrałam. Wtedy pomyślałam o Sherlocku (tak, wiem, niezły kandydat, ha, ha) jako o ojcu. Spodobał mi się pod tym względem i wyobrażałam sobie, że jestem jego córką. Czytałam i sama pisałam wiele opowiadań o tym, jak przeżywałam przygody razem z nim. Jak okazywał swoją ojcowską miłość, oczywiście to wszystko było moimi wyobrażeniami.
Dziś jednak coś mnie wzięło i zaczęłam płakać, nawet teraz wycieram łzy, gdy to piszę.
Tak bardzo chcę mieć tatę, tak bardzo chcę mieć tatę.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że to się nie stanie. Nieważne, ile będę płakać, jak bardzo będę tego chcieć. Mój ojciec nie żyje, moja matka mi uniemożliwiła z nim kontakt. To jest tak niesprawiedliwe...
Nie rozumiem ludzi, którzy plują na swoich ojców i mówią na nich „stary”. Nawet nie wiedzą, jakie mają szczęście.
Dzisiaj dostałem propozycję reklamowania odżywki proteinowej.
Jako sylwetka „Przed”...
Mój pierwszy raz przeżyłam z prawiczkiem. Wszystko pięknie, gdyby nie to, że on miał już 30 lat i gdyby nie okazało się, że po prostu chciał się "przełamać", żeby móc sypiać z dziewczynami, które naprawdę są w jego typie :/
Kilka ładnych lat temu (gdy byłam w podstawówce) miała miejsce dość niezręczna sytuacja.
Grałam sobie na komputerze, przerwała mi mama – powiedziała, że chce sobie coś sprawdzić, a ja i tak muszę wziąć jeszcze prysznic.
Szybko się umyłam i poszłam do pokoju z zamiarem kontynuowania gry. Mama siedziała na kanapie stojącej naprzeciwko komputera. Usiadłam i zauważyłam MASĘ otwartych kart. Zabrałam się do ich zamykania i BUM. Jedną z nich była hardcorowa strona z filmem dla dorosłych z panami w roli głównej... Mama w pisk, zakryła mi oczy i powiedziała „Przypadkiem sobie kliknęłam, bo było obok”.
PRZYPADKIEM :D
Moja mama wyjechała na kilka dni, zostawiając mnie samą w domu.
Podeszłam do sprawy uradowana – w końcu mogę wykazać się samodzielnością itd.
Pierwszego dnia miałam jeszcze resztki obiadu z wczoraj, dzień iście leniwy. Pogoda zresztą pochmurna i chłodna. Następny dzień zapowiadał się obiecująco. Pełna ambicji poszłam do sklepu po potrzebne mi składniki. Dodatkowo ucieszył mnie fakt, że potrafię rozsądnie gospodarować pieniędzmi. Wzięłam się za robienie obiadu, wszystko super. Kotleciki usmażone, ziemniaki niestety zrąbałam – rozgotowane, praktycznie nie czuć, że osolone. Ziemniaki, żółte warzywa, przy których nie potrzeba umiejętności gotowania, pokonały mnie. Dobrze, że kolejne dwa dni zajadałam się obiadem od babci.
Wymyśliłam sobie, że zaskoczę moją mamę i upiekę ciasto. Dla bezpieczeństwa dzień przed przyjazdem. Kiedyś kilka razy próbowałam coś upiec, jednak doskonale wiem, że to nie jest moja mocna strona. Tak czy siak, kupiłam wszystko co potrzebne na szarlotkę. Nawet mus chciałam zrobić własnoręcznie. 3-4 godziny stania w kuchni, gdzieniegdzie mąka, resztki startych jabłek, masa naczyń, ja brudna. A ciasto? Zakalec... Jestem uparta, więc następnego dnia rano poszłam do sklepu po składniki na coś prostszego. Sernik na zimno. Co może pójść nie tak? Nakruszyłam herbatnikami, przy ubijaniu mleka z fixem na sernik (bo miało być coś prostszego) nachlapałam na czajnik, chlebak, oczywiście na siebie i blat. Ale to nic, przecież się sprzątnie. Ciasto czeka w lodówce, aż galaretki truskawkowa i poziomkowa zmieszane razem trochę się ściągną. Brudna, ale szczęśliwa wyczekiwałam.
Nadszedł moment wylania galaretki na masę serową. I ups... Galaretka wyciekła sobie dołem, a że robiłam to nad kuchenką (blat był zajęty wczorajszym zakalcem oraz dzisiejszymi miskami), razem z blatem i podłogą pokryła się tym jeszcze płynnym glutem. Kupa sprzątania i mycia, a z ciasta nici.
Chyba nie będę dobrą matką Polką ;)
Kiedy poznaję jakąś dziewczynę, to od razu myślę, czy byłaby dobrą matką dla moich dzieci, czy wygląda zdrowo, czy byłaby dobrym wzorem do naśladowania, czy by sobie dobrze radziła. Wypytuję też delikatnie o grupy krwi, kwestie zdrowia ginekologicznego, płodność itd. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z tego, że tak robię. Sam się przez to czuję jak pomyleniec. Jeszcze trochę i znajomości będę zawierał w formie „Cześć, jestem Tomek, nie jesteś przypadkiem bezpłodna, bo wyglądasz na niezłą matkę dla moich dzieci”. Creepy as fuck!
Dodaj anonimowe wyznanie