#5UBgK

Kiedy miałam 16 lat, byłam w Anglii. Mieszkałam u mojego taty, który jest tam na stałe. Pewnego dnia musiał on wyjechać daleko w sprawach służbowych, a ja miałam wybrać się do dużego miasta oddalonego od naszego miasteczka o jakieś 30 km. Wiele razy sama tam jeździłam, więc nie było problemu. Sprawdziliśmy, o której mam ostatni pociąg powrotny - 22:30. Idealnie. Kupiłam bilet i na następny dzień pojechałam.

Pozałatwiałam swoje sprawy i o 22:15 byłam na peronie. Minął kwadrans, a pociąg nie przyjeżdżał. Nie wiedziałam co się dzieje, więc poszłam zapytać panią w okienku, a ona powiedziała mi, że strona kolei nie była długo aktualizowana i rozkład jest nieaktualny. Ostatni pociąg w moją stronę był... godzinę temu.
Nie mogłam uwierzyć, zaczęłam panikować. Sprawdziłam kieszenie - miałam przy sobie 15 funtów. Zdecydowanie za mało na taksówkę, a autobusy o tej godzinie też już nie jeżdżą. Nie miałabym także jak zapłacić taksówkarzowi na koniec kursu. Mój tata przyjechałby w jakieś 5 godzin i perspektywa spędzenia takiego czasu samotnie w nocy mnie przerażała. To był piątek, więc na ulicach dużo było ludzi pod wpływem. Dodatkowo zaczął okropnie lać deszcz.

Pomyślałam, że czas do północy spędzę w fast foodzie, którego o tej godzinie zamykano. Usiadłam w środku, wyglądałam jak siedem nieszczęść. Chciało mi się płakać. Nagle podeszła do mnie grupka 4 chłopaków, pewnie niewiele starszych ode mnie. Spytali, czy wszystko w porządku, więc po prostu opowiedziałam im, co się stało. Na to oni przeszukali kieszenie i zrobili dla mnie zrzutkę i kazali mi nie płakać, dali mi swoje jedzenie. Po chwili zaprowadzili mnie do postoju taksówek i załatwili wszystko. Spytałam o numer konta któregoś z nich, żeby na następny dzień tata przelał pieniądze, ale powiedzieli, żebym się nawet nie wygłupiała. Na koniec poprosili mnie o konto na FB i teraz, po dwóch latach, nadal codziennie piszę z nimi w naszej konwersacji.
Dzięki, chłopaki! :)

#5BDlE

Jestem mamą od 5 lat. Troszczę się o rodzinę jak tylko mogę. nie mam czasu na odpoczynek, a w mieszkaniu nie sprzątam "na święta", bo utrzymuję porządek przez cały rok. Mój mąż lubi dobrze zjeść. Zawsze delikatnie sugeruje mi co by zjadł na obiad czy na kolację. Moja pensja idzie na jedzenie, głównie dla niego. Nie to, że pochlania ogromne ilości, ale jego zachcianki są dość kosztowne. Nigdy mu tego nie wypominałam, wierzyłam, że gdy będzie miał J. Lo w łóżku i panią Michałową w kuchni nigdy nawet nie pomyśli o innej kobiecie.
Myliłam się. Przyłapałam go z mało atrakcyjną sąsiadką. Całą sytuację podsumował zwięźle - "Każdy facet ma czasem ochotę na zwykły smalec"...

#ekPNz

A co tam, też wam coś napiszę - ku przestrodze.

Z moją duszą wiecznego nomady jakoś tak się zdarzyło, że wylądowałam 10 000 km od Polski, w miejscu, gdzie jest zawsze lato i które wygląda jak wyspa ;)
Miejsce cudowne, ale żeby zostać tutaj na dłużej trzeba było zawalczyć o wizę pracowniczą, o którą wcale nie jest łatwo, tak że aby wykazać się skillem, którego tam na miejscu nie mają, a który przesądziłby o potrzebie emigracji padło na... o dziwo, na język polski. I tak oto wylądowałam w supporcie kasyna online.

Nie wyobrażacie sobie ile milionów dolarów takie kasyno online zarabia na dzień.
Siedzę tu już prawie 3 lata i na szczęście mam już możliwość przekwalifikowania się (karma zawsze zaskakuje, nie ma to jak znaleźć męża na końcu świata ;)), ale psychicznie nie ogarniam tego co doświadczyłam tutaj.

Ta desperacja ludzi błagających cię o darmowe spiny o potencjalnej wartości wygranej 5 złotych, ludzie wywalający dorobek życia w błoto, marzący o wielkiej wygranej, bo przecież tyle już poszło, że musi się udać...

Zwycięzców widziałam kilku. Przegranych - grube tysiące.

Ostatnio ktoś napisał do mnie e-maila, że hazard prowadzi do śmierci. Zgadzam się. Ciągła przegrana z małymi wygranymi, które i tak są kroplą w morzu strat.
To jest niehumanitarne zarabiać miliony na marzeniach ludzi, dlatego, cholera, trzymajcie się z daleka od tych durnych slotów. No chyba że was bawi wywalanie w błoto kasy za każdym kliknięciem ''Spin'' na monitorze.

Nic nie wygracie.

Dzięki za uwagę!
Jeśli chcecie więcej info (jak to działa od środka, ciekawe przypadki) - dajcie znać.

Keep shining, people! :)

#m724c

Sprzedajecie telefon? Róbcie format.

Po pewnej imprezie poniosła mnie fantazja i zmasakrowałem swój telefon: rozlany i potłuczony ekran po spotkaniu z podłogą. Standard w smartfonie.
Kupiłem na olx zastępczy telefon z półroczną gwarancją, pudełkiem itp. pierdołami, od pewnej dziewczyny. Zapłaciłem, wróciłem do domu i gdy go włączyłem... Szok! Bonus jaki dostałem zaskoczył mnie, ilość zdjęć oraz niecenzuralnych filmików w wykonaniu nastolatki - szok, ale w tych czasach to standard. Zaskoczyła mnie ilość facetów, z iloma ta dziewczyna była.
Nie mnie kogoś oceniać, ale jeśli macie takie rzeczy - usuwajcie.

#CSVLX

Piątek wieczór, domówka u siostry. Jej znajomy miał wpaść tylko w krótkie odwiedziny zobaczyć świeżo narodzonego dzieciaka, ale koniec końców został u niej na noc (spaliśmy w tym samym pokoju, na osobnych łóżkach). W trakcie imprezy pisałam na telefonie z moim wtedy obecnym lubym, a on zaczął się do mnie jakoś spinać, więc stwierdziłam, że odłożę telefon, zajmę się domówką i wyjaśnimy to sobie następnego dnia. 

Pech chciał, że obudził mnie dzwonek telefonu o szóstej rano. Odbieram i słyszę wielkie pretensje w głosie. Mocno poirytowana, myśląc, że przecież nie chciałam wyjaśniać sprzeczki o tak wczesnej godzinie, mówię, że pogadamy później, po czym odkładam telefon. Patrzę na niego... o kurczę! To ewidentnie nie jest mój telefon! ODEBRAŁAM TELEFON ZNAJOMEGO SIOSTRY, KTÓREGO ZATROSKANA DZIEWCZYNA MARTWIŁA SIĘ PO PROSTU GDZIE ON JEST. Nie wiem, czy wytłumaczył się jej jakoś z tej niekomfortowej sytuacji i udowodnił, że jednak jej nie zdradza, ale chętnie się dowiem, jeśli to czytasz, nieznajomy.


PS Nie pogadałam z nią później, chyba nie miała ochoty.
PPS Byłam po dwóch godzinach snu, zrozumcie mój błąd.

#eBID9

Sytuacja z dzisiaj. Wychowawczyni poprosiła nas, byśmy przynieśli jakiś datek, jeśli chcemy dołączy się do zbiórki dla Ukrainy. Wzięłam 10 zł z myślą, że to mało, ale i tak wzięłam, a potem okazało się, że taką myśl miało 30 osób z mojej klasy. I tak oto kupiliśmy potrzebne artykuły dla Ukrainy za wartość 350 zł.

Ludzie, nawet jeśli wydaje się wam, że nie możecie nic zrobić, ta jedna cegiełka może pomóc zbudować dom. Nie wiecie, czy i my nie będziemy kiedyś potrzebowali pomocy.

#aBa9O

Parę lat temu mój brat w doniczce posadził konopie. Pewnego dnia babcia przyszła do niego i zobaczyła roślinkę, która już nieco wyrosła. No a potem babcia przychodziła do brata codziennie, bo jak sama powiedziała „Jak ja paprotki nie podleję, to w końcu mu uschnie”. Babcia tak zadbała o roślinkę, że puściła ładny plon...

#ELqP5

Gdy miałam 22 lata moja ciocia, będąca jednocześnie moją najlepszą przyjaciółką, ciężko zachorowała. Cała rodzina się od niej odwróciła, traktowała ją jak trędowatą. Tylko ja przy niej zostałam. Z racji choroby nie mogła pracować, wychodzić z domu, właściwie nic. Studiowałam wtedy dziennie, na weekendy znalazłam pracę i przeprowadziłam się do niej. Jak się zapewne domyślacie, nie byłam w stanie nic opłacić. Wtedy wpadłam na "genialny" pomysł sponsoringu. Bardzo się bałam, ponieważ byłam dziewicą.

No i stało się... poznałam mężczyznę, 29 lat. Przystojny, zabawny, bogaty, ale nie wierzył w ludzi, partnerki go zdradzały. Powiedział, że chce takiego układu, bo już nigdy nie zaufa kobiecie na tyle, żeby stworzyć związek, a tak ma jasne zasady. Spotykałam się z nim kilka razy w tygodniu, seks był boski, po jeszcze chwilę zostawałam żebyśmy mogli ochłonąć i wtedy rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, oglądaliśmy coś, ogólnie milo spędzaliśmy czas :)

Rodziców miał z drugiego końca Polski, na święta mieli przyjechać na tydzień. Wtedy poprosił mnie, abym zamieszkała z nim na ten czas i udawała jego dziewczynę, bo rodzice nie dają mu spokoju. Niechętnie, ale jednak się zgodziłam. Na rodzinnym obiadku oświadczył mi się, byłam w szoku, zgodziłam się, rodzice szczęśliwi, on szczęśliwy, a ja... czułam, że już nie udaję, że stał się dla mnie kimś więcej.
Odwiedziny rodziców dobiegły końca, spakowałam się, oddałam pierścionek, wtedy podszedł do mnie z obiecaną kwotą za tę usługę. Nie przyjęłam, powiedziałam, że ten tydzień coś mi uświadomił i nie chcę dłużej kontynuować tego co robimy, po czym chciałam wyjść. On złapał mnie za rękę i powiedział, że od dłuższego czasu chciał mi coś powiedzieć. Wtedy usłyszałam "Kocham cię". Byłam w szoku, płakałam ze szczęścia. Ponownie mi się oświadczył i już zostałam na dłużej.

W marcu ślub. Za rok planujemy powiększyć rodzinę. Tylko co my powiemy dzieciom, kiedy zapytają jak się poznaliśmy? :)

PS Ciocia zmarła jak miałam 24 lata, byliśmy oboje przy niej, mieszkała z nami.
Dodaj anonimowe wyznanie