#w9Czs

Mam 15 lat i mam problemy z jedzeniem. Nie wiem, czy są to jakieś zaburzenia odżywiania, być może, ale jeszcze są niezdiagnozowane. Mianowicie mam napady jedzenia niezdrowych rzeczy – wiem, że ktoś może sobie stwierdzić „co to za problem, przecież wystarczy nie jeść”. No właśnie nie. W każdym razie chodzę z mamą do dietetyka, byłam u psychologa, idę jutro na następną wizytę (na którą czekałam miesiąc :/). Niedawno okazało się, że mam insulinooporność.

Najważniejsze tutaj jest to, że lekarz nie próbuje mnie zabić, kiedy czasami się nie powstrzymam. Po prostu przypomina mi, że to szkodzi i lecimy dalej z dietą. Ale nie moja mama. Dzisiaj zjadłam zupkę chińską, o czym mama miała nie wiedzieć, ale nie wyszło, więc zaczęła mi robić wykład, że się nie staram, że ona mnie niepotrzebnie wozi po lekarzach i w ogóle to jestem najgorsza.

Dzięki, mamo ;* ale pamiętaj, że jedna wizyta u psychologa mnie nie wyleczy.

#kMaAv

Wyznanie o tym, jak niechcący udało mi się rozśmieszyć ponurych i nigdy nieśmiejących się Finów.

Warszawa, przystanek pod Zamkiem Królewskim. Turyści z Finlandii pomylili kierunki i zamiast do centrum, wsiedli do autobusu, który jechał na Pragę, co w tamtych latach nie było zbyt bezpieczne. Kiedy zobaczyli, że przekroczyliśmy Wisłę, byli już mocno zdezorientowani.

Podszedłem do nich i łamanym angielskim wyjaśniłem, co się stało i pokazałem, gdzie powinni się przesiąść. Potem przedstawiłem się: „Kumi” (taki miałem przydomek na studiach), ale ... zamiast podziękowań gruchnął taki śmiech, że aż się ludzie zaczęli oglądać.

Dopiero później dowiedziałem się, że kumi to po fińsku kondom...

#HaNXj

Jestem barmanką w hotelu. Kilka dni temu pewna para zamówiła piwa i desery lodowe. Na swoje zamówienie czekali spokojnie przy stoliku. Najpierw nalałam piwa i poszłam im zanieść. Przy stoliku zastałam tylko faceta, jego dziewczyna widocznie musiała wyjść do toalety. Kładę piwa na stolik, po czym z uśmieszkiem na twarzy, nie zastanawiając się nad tym, co mówię, a raczej w jaki sposób, mówię mu: „Lodzika zaraz zrobię”. 
Przez pierwsze parę sekund nie ogarnęłam, co ja właśnie palnęłam, ale jak tylko zobaczyłam jego minę i usłyszałam cichy chichot, to zdałam sobie sprawę, jak to zabrzmiało. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię.

#ynM3b

Zaraz na początku studiów poznałem spoko kumpla. Śmieszyły nas te same żarty, mieliśmy podobne poglądy itd. Po pewnym czasie stworzyliśmy zgraną paczkę z jeszcze dwoma innymi kolegami z roku.

Przyszła sesja. Niestety mój kumpel nie został dopuszczony do jednego z egzaminów w pierwszym terminie. Zorganizował posiadówkę dzień przed tym egzaminem i zaprosił mnie oraz pozostałych dwóch kumpli z paczki. Stwierdziliśmy, że uczyliśmy się sporo, przedmiot łatwy, a jeszcze możemy sobie podyskutować na temat związany z przedmiotem na posiadówce, więc czemu nie? 
Organizator imprezy miał genialny plan jak zrobić, żeby nie iść na drugi termin solo. Zaczęło się od alkoholu. My jednak się pilnowaliśmy, żeby nie obudzić się rano w tragicznym stanie. Tak się jednak złożyło, że przesiedzieliśmy na posiadówce do czwartej. Nie było opcji, żebyśmy szli spać, skoro za pięć godzin się zaczyna egzamin, a trzeba jeszcze się przyszykować i dojechać autobusami, więc postanowiliśmy zarwać nockę. Wtedy dobroczynny przyjaciel wpadł na kolejny pomysł: „Skoro i tak zarywacie nockę, dam wam po tabletce z kofeiną, da wam kopa i nie będziecie przysypiali”. Wyszedł i po chwili wrócił z garścią tabletek i rozdał nam po dwie. „Jedna na teraz, druga na potem, jakby któryś z was miał wysoką tolerancję”.

Około czwartej wyszliśmy od kumpla i poszliśmy do mnie, żeby przeczekać do rana. Około szóstej stało się to, czego się najmniej spodziewaliśmy. Wszyscy trzej, jeden po drugim, lecieliśmy do kibla z ostrą sraczką... Taaaak, w ramach dowcipu dostaliśmy środki przeczyszczające. Natychmiast wyjąłem cały arsenał leków przeciwbiegunkowych (na niewiele się one zdały). Z zaciśniętymi pośladkami dotarliśmy na egzamin w pierwszym terminie, na szczęście zdaliśmy na 85% i dwa razy po 90%. A kolega przestał być moim kolegą.

#LZsts

Stoję ja sobie dziś przy przejściu dla pieszych i czekam, aż zaświeci się zielone światło.
Jakiś dzieciak, może z 10-letni, bardzo się zniecierpliwił i postanowił dostać się na drugą stronę ulicy natychmiast. Jednocześnie z naprzeciwka ruszył też wielki, łysy dres. Obaj spotkali się na środku. Dresiarz, chwyciwszy dzieciaka za kark, zatargał go z powrotem na chodnik, wrzeszcząc „Ja ci, kur#a dam przechodzić na czerwonym świetle! Matka cię nie nauczyła zasad panujących na drodze?”.

Kiedy małolat został bezceremonialnie zrzucony na miejscu, wszyscy przechodnie czekający na zielone światło spojrzeli na dresa z wyraźnym podziwem. A mógł zabić...

#ZLPBF

Mieszkam w akademiku, dzielę kuchnię z 7 osobami.
Każdy z nas ma swoje rzeczy, talerze, garnki, no i oczywiście jedzenie. Mamy niestety spory problem z tajemniczym znikaniem wszystkiego, zaczynając od łyżek czy patelni, po gąbki do mycia naczyń. Nikt się nie przyznał, nikt nikogo nie złapał na gorącym uczynku.

Pewnego dnia zachciało mi się kakao, a że jest zimno i do sklepu daleko, postanowiłam zapytać współlokatora, czy mogę mu trochę ukraść. Zanim przystąpiłam jednak do czynu, stwierdziłam, że sprawdzę najpierw, czy on w ogóle kakao posiada. Jesteśmy sobie na tyle bliscy, że nie mamy problemu ze szperaniem w swoich szafkach, więc bez skrępowania zaczęłam szukać.

W tym momencie do kuchni wparowało trzech moich współlokatorów. Powiedzieli, że podejrzewali mnie o te kradzieże, a teraz mają mnie na gorącym uczynku. Próbowałam się wytłumaczyć, ale nie przyjmują tego do wiadomości. Nawet właściciel kakałka wstawił się za mną, ale dalej nic.

Nie odzywają się do mnie już trzeci tydzień, ponadto chcą, żebym oddała pieniądze za zaginione rzeczy, które niby ukradłam. Chyba się wyprowadzę.

#OydUf

Poszedłem po pracy do łazienki umyć nogi. Stanąłem sobie pod prysznicem i nagle poczułem mokro w spodenkach. Perfidnie zlałem się w gacie.

Czasem zdarza mi się siknąć pod prysznicem. Głowa odnotowała, że jestem pod prysznicem, ale zapomniała o fakcie, że do mycia nóg zdjąłem tylko skarpetki i spodnie.

Od dziś nie sikam pod prysznicem.

#GF7cw

Od dziecka uwielbiam zupę ogórkową, mógłbym ją jeść codziennie, nigdy mi się nudzi. W przedszkolu często nam ją dawali, ale mi zawsze było mało, chciałem więcej...  Więc znalazłem na to sposób.

Mówiłem dzieciom przy stoliku, że to zupa z glonów i wodorostów, więc żadne dziecko nie chciało jej jeść, a ja wcinałem i swoją, i ich porcję :D

#84V8I

Kilka lat temu z grupką znajomych pomyśleliśmy sobie „Idą święta Bożego Narodzenia, Mikołaj, rodzina i tak dalej, pomyślimy o tych, którym którejś z tych rzeczy brakuje”. Zaczęliśmy plany z koncertem charytatywnym, zaangażowaliśmy się – plakaty, kapele, promocja, klub... Nie było łatwo, ale się udało, koncert wypalił, uzbieraliśmy kolo 1,5 tysiąca złotych, wzięliśmy listę dzieciaków z domu dziecka z sąsiedniego miasta i ruszyliśmy na zakupy. Nakupowaliśmy miśków, zabawek, słodyczy i innych gadżetów, które by uszczęśliwiły dzieciakom święta. Był dzień przed wigilią, ruszyliśmy do domu dziecka. Grupka metalowców, satanistów i punków wybrała się szerzyć dobro. W domu dziecka doświadczyliśmy szoku. Tyle radości z otrzymanych upominków przerosło nasze najskrytsze przewidywania. Panie zaproponowały nam zostanie i zabawę z grupą 3-, 4-latków, oczywiście zostaliśmy i bawiliśmy się z nimi przez kilka godzin. Pojawiły się łzy, złapało nas za serducha, ale z bólem serca wróciliśmy do swoich domów.

Pomoc innym to zajebiste uczucie, więc już okrojonym składem pomyśleliśmy o kolejnym koncercie. Znalazł się cel kolejnej zbiórki, kolejne kapele i kolejni ludzie, którzy zechcieli nas wspierać. Znowu wszystko poszło świetnie, koncert w mega atmosferze, dopisali ludzie i ponownie uzbieraliśmy pokaźną sumę. Umówiliśmy się w klubie z tatą dziewczynki, na którą zbieraliśmy pieniądze, przekazaliśmy im co do grosika. Był nam bardzo wdzięczny, dziękował nam z 20 razy, opowiedział nam dokładnie historię dziewczynki i znowu dziwne uczucie na żołądku i ta zajebista satysfakcja.

Po kilku dniach dostaliśmy wiadomość od znajomego z klubu, że ludzie na nas gadają. Koncert charytatywny, ładnie zarabiają na takim evencie. Zabolało nas to bardzo, bo każdy zespół zrzekł się wynagrodzenia, kluby nie wzięły od nas ani złotówki, a na nagłośnieniowca dopłacaliśmy z własnej kieszeni, i to niemało.

Tym, którzy tak na nas pluli, a może to czytają: dziewczynka, której opłaciliśmy jeden turnus leczenia, zrobiła takie postępy, że uzdolniła się do samodzielnego chodzenia. I to był nasz cel! Wcale nas ta historia nie zniechęciła, gadanie ludzi jest nieważne, koncerty były, są i będą przez nas organizowane!
Dodaj anonimowe wyznanie