#UlgJM

„Przyjaciółka” ciągle narzekała na rodziców, że są okropni, że się nad nią znęcają psychicznie, że krytykują, podcinają skrzydła itd., ale nie wyprowadziła się na swoje, bo szkoda jej kasy na wynajem i nie będzie miała wtedy kasy, by raz w miesiącu wyskoczyć na weekend za miasto. Kumpel otyły, ciągle narzekający na kobiety, jakie to one są okropne i jak patrzą na wygląd. Swój wywód często toczył przy piwku lub pizzy. Jednego dnia mówił, że się nienawidzi, że źle wygląda i się nie lubi, drugiego przychodzi do mnie z blachą szarlotki, którą upiekł, bo nie chce zjeść całej. Na pytanie, czy chce iść ze mną na basen, stwierdził, że on się wstydzi rozebrać, a argumenty, że dobrze to wpłynie na jego zdrowie i pomoże z wagą, nie trafiały. A na końcu moja mama, która ciągle krytykowała, że po studiach (pedagogika) nie znajdę pracy i nie będę miała za co żyć, że nie będzie mnie utrzymywać itd. Jakby to robiła przez ostatnie lata. Pracowałam, studiowałam, a i tak ciągle słyszałam pretensje.

W końcu usunęłam z mojego życia ludzi, którzy ciągle narzekali, że życie jest okropne i są wielce przez wszystko pokrzywdzeni. I odkryłam, że ja tak naprawdę jestem pozytywną osobą i lubię swoje życie. I może chwilami jest ciężko, ale warto wziąć swoje życie w swoje ręce i przestać się nad sobą użalać.

Jeśli naprawdę sądzisz, że Twoje życie jest beznadziejne, a Ty jesteś urodzonym pesymistą, zobacz, jak dobrałeś sobie ludzi wokół siebie i pamiętaj, że z nikim z nich nie musisz utrzymywać kontaktu. Z kim przystajesz, takim się stajesz

#T3rb4

Miałam mniej więcej jakieś 6-7 lat, może trochę więcej. Były święta, więc naszykowaliśmy święconkę. Mieszkałam na wsi, więc wszyscy mieszkańcy zbierali się w jednym miejscu obok małego budynku (nie mieliśmy tam kościoła) i przyjeżdżał ksiądz, aby poświęcić koszyczki. Koszyczki kładło się na stole w tym budynku, a na zewnątrz odbywała się msza.
Nudziło mi się, gdy nagle zobaczyłam bezdomnego psa w typie labradora. Jako miłośniczce psów od razu mi się spodobał. Był wychudzony, więc chciałam go nakarmić. Gdy rodzice nie patrzyli, wzięłam go ze sobą do tego budynku. Najpierw dałam mu kiełbasę, a gdy się skończyła, to w ruch poszły chlebki, a następnie jajka na twardo. Gdy koszyki były opróżnione, wróciłam do rodziny. Wróciliśmy do domu.

Po świętach moja mama umówiła się na ploteczki ze znajomymi na wsi. Okazało się, że podczas mszy ktoś okradł koszyczki. Oskarżenia padły na pijaka, którego każdy znał.

Nigdy się nie przyznałam.

#GSvPD

Mama zawsze „tłukła” mi do głowy, że mam na siebie uważać i nie kusić losu. Pilnowała mnie z ogromnym wyczuciem. Tata zawsze uważnie słuchał, czy mam jakieś plany na wieczór, bo gdybym miała, to choćby przyszedł do niego kolega z wojska, był sylwester i do tego czyjeś imieniny i rocznica w jednym, to by nawet korka nie powąchał z myślą, że mogę go potrzebować. Ja sama również nie przejawiałam żadnych ryzykownych zachowań, wolałam kręcić się koło domu, a jak wychodziłam za płot, to najlepiej z psem przy nodze i nie po zmroku.

W lipcu, około południa, poszłam do lasu na jagody. Dobrze znane mi jagodzisko przy leśniczówce, wszystko piękne, pies na smyczy grzecznie pilnuje się pańci. Nagle z daleka słyszę wrzaski i warkot silnika – nie przejęłam się, bo w „mojej” okolicy jest zbyt gęste zadrzewienie dla quadów, do tego tuż pod nosem leśniczy, więc westchnęłam i zignorowałam. Przestałam być taka spokojna, gdy w drodze powrotnej zajechali mi drogę. Zaczepiali mnie, próbowali ściągać sukienkę, kopnęli psa... próbowałam krzyczeć, wołać o pomoc, bronić się, ale to nic nie dawało, bo ich było pięciu, a ja jedna, z niewielkim kundelkiem. Przepędził ich miejscowy dzik, ogromny odyniec, pan „na dzielni”, którego nawet pies leśniczego nie odważył się obszczekiwać. Zanim ktokolwiek zorientował się w sytuacji, wypadł z las, wywalił do góry kołami jeden z quadów, szablami podziurawił opony drugiego i staranował trzeci, miotając się między tym wszystkim jak szatan, po czym zniknął, powiewając peleryną...

Wróciłam do domu ze szczerym postanowieniem, że już nigdy więcej nie wyjdę sama za płot, a dzik to moje ulubione zwierzę.

PS Mojemu psu na szczęście nic się nie stało. Sprawa została zgłoszona, dzięki rejestracjom z rozwalonych quadów udało się znaleźć sprawców. Brak świadków był na moją niekorzyść, ale przynajmniej odpowiedzieli za niszczenie lasu.

#hFdVA

Najgorsze wspomnienie z mojego życia?

Nie jestem w stanie dokładnie określić, kiedy miało to miejsce, jednak wiem, że sytuacja działa się, kiedy byłem w podstawówce – około 17-20 lat temu.
Była zima, sroga. Wraz z przyjaciółmi i z resztą sąsiadów po południu postanowiliśmy pozjeżdżać na sankach z górki, która znajdowała się nieopodal mojego domu. W tamtych czasach w sobotę około południa puszczano nowy odcinek Scooby-Doo. Zdecydowaliśmy, że nowy epizod obejrzymy u mnie. I wszystko byłoby dobrze, dopóki matka nie odkryła wieczorem, że zaginął jej portfel. Wtedy zaczęło się piekło. Mój ojciec wpadł w szał. Postanowił, że wspólnie z braćmi będziemy klęczeć... na ziarnach jakiegoś zboża z rękami uniesionymi do góry. Nie przez chwilę, ale przez całą noc.

Dokładnie pamiętam, ile mamuśka łez wylała, jak prosiła ojca, by zakończył karę. Jednak on, siedząc w salonie, przychodził co chwilę do nas, by poprawić nam ręce, które opadały z bólu i ze zmęczenia. Żaden z trójki braci nie przyznał się do kradzieży, mimo „tortur”.

2-3 dni później, kiedy byłem już po szkole, do naszych drzwi zapukała sąsiadka, która mieszkała około 200-250 metrów od mojego domu. Okazało się, że jej syn, który uczył się w tej samej klasie co mój starszy brat, zabrał ten portfel.

Można powiedzieć, że to koniec historii, jednak pamiętam słowa matki, która nakazała ojcu przeprosić nas. Jednak on stwierdził, że nie jest od przepraszania i nic w tym kierunku nie zrobi.

Najlepsze jest to, że pamiętam tatuśka jako zajebistego człowieka, a matkę jako tyrana.

#P251v

Moja ś.p. babcia miała takie hobby, że kupowała na bazarze dużo rzeczy „od ruskich”, czyli od przypadkowych sprzedawców z Białorusi. Te wyroby z daleka wyglądały podobnie do tych sprzedawanych w sklepach, ale były dużo tańsze, babcia je kupowała, „bo ładnie prosili”. To było jeszcze przed zalewem chińszczyzną, różnica taka, że wyroby chińskie są po prostu niskiej jakości, nietrwałe, a spośród tych ruskich wiele było praktycznie niezdatnych do użytku. I tak lutownica się od razu spaliła, budzik robił jedną dobę w 16 godzin, zapałki łamały się przy potarciu o draskę, a sztućce się gięły przy próbie pokrojenia kotleta. Dwukrotnie dostałem też od babci piłki nożne: w pierwszej po godzinie gry puściły szwy i dętka wyszła bokiem, druga była sznurowana na rzemyk i nie wiedziałem nawet, jak ją zawiązać.

Prawdziwym kuriozum były papierosy za 1,30 zł. Marka nazywała się „Prima”, ale pod spodem mniejszą czcionką byto napisane, że to są papierosy „piątej klasy” („класс пятый”). Tak naprawdę nie wyglądały nawet jak papierosy, tylko jakieś nieudolne skręciki, tytoń nie był sprasowany, a bibułka sklejona, po prostu ta mieszanka, wśród której nie jestem pewien, czy tytoń w ogóle był, była owinięta w papierek i się wysypywała. Nie próbowałem ich, ale widziałem, że przy zapaleniu dawały czarny, śmierdzący dym.

Pewnego razu babcia podejmowała gości i poprosiła mnie, żebym otworzył wino. W tym celu miałem użyć „porządnego”, „szwajcarskiego” scyzoryka z korkociągiem. Nie udało się – korkociąg się... wyprostował.

Była wśród tych wszystkich rzeczy jedna, którą uwielbiałem i mam do niej szczególny sentyment. Ta pakowana w blaszane puszki chałwa. Nie taka, jak teraz sprzedają w sklepach, tłusta i do obrzydliwości słodka – tamta była sucha, krucha i miała niepowtarzalny smak. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze na nią natknę.

#UG5lJ

Chodzę do pewnego technikum i jestem w klasie, która jest ze sobą bardzo zżyta. Często wspólnie chodzimy pograć w gałę, na kebaba itp.

Jest u nas jeden chłopak, na którego mówimy KKK, lub po prostu Ku Klux. Nie, nie jest on członkiem tej organizacji (chyba...), mówimy tak na niego, dlatego że uwielbia czarny humor, zwłaszcza jeżeli chodzi o ciemnoskórych lub o imigrantów.

Na początku tego roku przyszedł do nas, powiedzmy, Ahmed. Ahmed okazał być się Syryjczykiem, który mieszkał w Polsce od 2 lat.
1 września: wszyscy już w naszej sali, a nasz nowy kolega się przedstawia na forum klasy. Wśród nas nie ma tylko KKK. Napisał na FB, że się spóźni kilka minut. Ahmed kończy się przedstawiać i siada do ławki. Po chwili przychodzi KKK:
- Przepraszam za spóźnienie, ale zobaczyłem, jak Murzyn jechał na rowerze i musiałem się upewnić, czy to nie mój.

Myślał, że zaczniemy się śmiać, ale wszyscy byliśmy w szoku. Po chwili Ahmed wstał i powiedział, a raczej zaśpiewał piosenkę z 13 posterunku:
- Zabij białasa, utnij mu... palec, biały jest gorszy niż chory... padalec.
- O ku**a... nowy!
Niesamowite było to, że ta dwójka znalazła wkrótce wspólny język, dogadała się i są teraz kumplami.

Zanim pojawią się tutaj komentarze „Syryjczyk nie jest Murzynem” albo inne podobne do tego. Tak, wiem o tym, ale Ahmed jest uczulony na rasizm, ponieważ doświadczył go w życiu wiele razy.

#GMr28

Każdy kiedyś chodził do kościoła, więc na pewno kojarzycie pieśń „pełne są niebiosa i ziemia chwały twojej...”. Ja natomiast od małego słyszałam tam „będę sobie wiosał”. Nie pytajcie, co to znaczy, bo sama nie wiedziałam, o co tam chodzi. Jak byłam jeszcze młodsza, to wyobrażałam sobie aniołka, który wiosłuje po niebie. Dopiero jak miałam 17 lat, siostra uświadomiła mnie, jak to leci. I tak była w szoku z powodu mojej głupoty.
Dodaj anonimowe wyznanie