#z0sVb
#klE4d
– Co ty robisz?
– No gaz próbuję odpalić.
Zaczęłam się śmiać, a on wziął patelnię w ręce, przyłożył do twarzy i powiedział coś w stylu „Jesteśmy do podobni?”. Na sam koniec mój kochany brat poszedł do pokoju spać. Oczywiście wziął ze sobą patelnię. Poszłam za nim, żeby krzywdy sobie nie zrobił i widzę, jak braciszek kładzie na biurko ten przyrząd do smażenia rozmaitych rzeczy i idzie spać.
Następnego dnia zapytałam, co odwalał tamtego wieczoru. Nic nie pamiętał.
#1im9q
Któregoś wieczoru oglądaliśmy z mężem prank, w którym żartownisie smarowali przypadkowych ludzi masą kupopodobną... Nie pamiętam, które z nas wpadło na ten pomysł, jednak byliśmy tak wkurzeni nieprzespanymi nocami, że widzieliśmy w tym pomyśle jedyny ratunek na pozbycie się niechcianych gości...
Mąż wypróżnił się w czarny worek na śmieci i po 21 wyszedł i wywalił zawartość na ławkę. Przed 22 pojawili się nasi goście. Było słychać śmiechy, otwieranie puszek, a po kilku minutach w akompaniamencie przekleństw i krzyków, jak to się gównem uwalili, pospiesznie udali się w nieznanym kierunku.
Kolejnego dnia powtórka z rozrywki. Więcej już nie przychodzili.
A ławkę umyła wiosenna ulewa dzień później.
#Zlzlw
Co się dzieje z tym światem?
Idę kopać sobie dół. Na moje poczucie własnej wartości.
#moLwB
Mam tatę wesołka. Jak wie, że dzwonią bliscy znajomi lub rodzina, to odbiera telefon domowy (stacjonarny) z głupim tekstem, np.: „Policja w Pcimiu Dolnym, komisarz Szybkonogi, już po panią jedziemy!”. Lub gdy mama jest na zakupach: „Dom rozkoszy „Różowa Landrynka”. Wszystkie dziewczynki obecnie w trasie, zostali panowie, nieletni”. I tak to działa. Ważne w historii jest to, że wtedy telefon nie miał wyświetlacza, więc nie było widać, kto dzwoni.
Miała dzwonić taty teściowa, więc on już przy telefonie, gotowy i jest. Odbiera po drugim sygnale: „Komisariat policji w Wielkiej Małej, komisarz Psi przy telefonie. Zamówiona usługa tańca erotycznego już w drodze. Zaraz u pani będziemy. Dorzucić jakieś ekstra pokazy?”. No i zamiast odpowiedzi ktoś się rozłączył. Trzy minuty później dzwoni drugi raz. Tata to samo i znowu ktoś się rozłączył. Kolejny telefon był jakoś po 15 minutach. Tata jedzie to samo i tym razem ktoś odpowiada. Zamiast babci prawdziwy komisariat policji z miejscowości obok... Pan spytał grzecznie, dlaczego tata podaje się za policję i zaprosił „na kawę” na wspomniany komisariat.
Okazało się, że pierwsze dwa połączenia to nie babcia. To był urzędnik z naszej gminy. Zaniepokojony taty przywitaniem zawiadomił policję jednostka za płotem urzędu), bo był pewien, że odkrył nielegalnie działający dom publiczny. A jako że służbę miał taty kolega i znał jego „śmieszki heheszki”, postanowił go postraszyć i stąd to wezwanie.
Nawet oficjalne pouczenie było.
Od tego czasu tata już tyle nie śmieszkuje. Czasem szkoda. Miałem takiego Piotrka Żyłę, w domu, każdego dnia, i to na wyłączność :D
#Eixs1
#BPhiP
#ECWAq
Najgorsze jest w sumie to, że w przeszłości miałem kilka możliwości do skoczenia w bok, z których zresztą nigdy nie skorzystałem, a czego teraz żałuję, bo może bym chociaż raz miałbym udane pożycie. Obecnie jesteśmy małżeństwem od roku i widzę, że nasz związek się sypie, zwłaszcza że księżniczka uaktywniła inne skrywane, bardziej istotne wady, o których nie miałem nawet pojęcia, a zostawić jej nie mogę z uwagi na dwoje dzieci i hipotekę na dom.
Zastanawiam się, czy inni ludzie mają równie żenujące życie łóżkowe jak ja?
#I1gD5
Tamtego lata chciałam nauczyć się skakać. Początkowo wszystko szło dobrze, ale ja nie lubiłam, jak chłopcy mnie pchali i popychali w kolejce do skoku. Ktoś pokazał mi, jak się skacze na główkę. Pomyślałam sobie, że co będę skakać tam, gdzie wszyscy, skoczę sobie w innym miejscu. Wzięłam rozbieg i już chciałam skoczyć na główkę, gdy tuż przed wpadnięciem do wody usłyszałam takie męskie: „Stój!!!”. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam, do kogo to było skierowane. Wygięłam się, spadając, i zamiast na główkę, spadłam na brzuch, na „dechę”. Poczułam bardzo silne uderzenie w mostek. Wypuściłam całe powietrze z płuc, potem już tylko opadałam. Ból był tak wielki, że nie byłam w stanie oddychać, a nawet się ruszyć. Powoli opadałam na dno, czując przerażający lęk i pewność, że umrę. Woda była ciemna, wszędzie były wodorosty. Albo straciłam przytomność, albo byłam tak odrętwiała, że nic dalej nie pamiętam. Kolejne, co pamiętam, to jak leżałam na pomoście i ludzie pytali mnie, czy wszystko dobrze, a ja kaszlałam wodą i z każdym oddechem bardzo bolały mnie płuca i mostek. Miałam na klatce (byłam wtedy jeszcze płaska jak decha) takie białe miejsce wielkości 5x5 cm, w którym była zdarta skóra.
Z wody wyciągnął mnie jakiś mężczyzna, który pływał po drugiej stronie pomostu i zauważył, że skoczyłam, ale nie wypłynęłam. To było jeszcze w latach 90. XX wieku. Komórki nie były powszechne. Obcy ludzie zawinęli mnie w koc i mówili, że zawiozą do szpitala, ale ani ja, ani mój brat nie chcieliśmy jechać, bojąc się reakcji rodziców. Siedzieliśmy na plaży tak długo, aż doszłam do siebie. W kolejnych dniach na klatce piersiowej zrobił mi się olbrzymi krwiak, który bolał kilka tygodni. Nie mogłam mocniej oddychać, unosić rąk, kilka miesięcy miałam problem, by np. zrobić pompkę. A jakiś czas potem okazało się, że podniesiony poziom wody uniósł do góry molo i stare belki odłączyły się od konstrukcji. Kilka tygodni potem molo zamknięto. A ja nigdy więcej nie odważyłam się skakać do wody.
Nie wiem, kto wtedy krzyczał. Lubię myśleć, że tamtego dnia krzyknął mój „anioł stróż” – może był nim ktoś przypadkowy, kto krzyczał coś do swojego dziecka? Ważne, że na mnie podziałało. Myślę sobie czasem, że gdyby nie ten czyjś krzyk, nadziałabym się głową o belkę i złamała kręgosłup szyjny.
Wyznanie piszę, bo kilka dni temu miałam stłuczkę w aucie i zrobili mi RTG klatki, by sprawdzić, czy nie mam pękniętych żeber. Okazało się, że na mostku mam starą bliznę. Ortopeda pytał, kiedy było pęknięcie.