#IaQZ3

Jak byłem w technikum (jeszcze za czasów tzw. komuny, lata 80-te ub. wieku), pojechaliśmy do Bydgoszczy na wycieczkę, której głównym punktem (według wychowawczyni) było zwiedzanie zakładu produkującego sprzęt elektroniczny. Po zwiedzaniu były ze 2-3 godziny czasu wolnego (główny punkt według nas), które postanowiliśmy spędzić na piciu alkoholu (byliśmy wtedy już pełnoletni, klasa maturalna). Wchodzimy do jednej restauracji, pytamy, co mają do picia, a kelnerka mówi, że tylko wino wytrawne (cóż, braki w zaopatrzeniu). Na to jeden kolega mówi:

-Nieważne, byleby szklany były.
kotekzpiwnicy Odpowiedz

co xd

Skobel1 Odpowiedz

Faktycznie, anonimowe jak cholera 👏

Zobacz więcej komentarzy (3)

#N5aTE

Sytuacja w akademiku. Szykuje się impreza, dwóch "dyżurnych" z ekipy zbiera zamówienia na piwo. Kolega z pokoju mówi, że jak będą małe (czyli 0,33l), to dla niego 5. Przed imprezą kolega postanowił się zdrzemnąć. Nagle przez sen gada:

-Jak będą małe, to dla mnie 5.
Zutaras Odpowiedz

Historia zycia

magicznapyra Odpowiedz

Wow, mówienie przez sen. Kto to widział?

#jOa0S

Pierwszy rok elektroniki na politechnice miał wuef na 7:15. Dwaj koledzy postanowili zrobić trzeciemu kawał. Wieczorem, jak poszedł już spać, przesunęli wszystkie zegary w pokoju o godzinę naprzód. Rano kolegę obudził budzik o "właściwej" (czyli godzinę wczęsniej) godzinie, kolega ubrał się i poszedł tak, gdzie był wuef. A tam brama zamknięta, nikogo. Na ulicy też nie ma ludzi poza jedną kobietą w oodległości kilkudziesięciu metrów. Kolega zaczął za nią biec. Kobieta zaczęła uciekać, ale była bez szans. Kolega dogonił ją, ona do niego:
-Tylko niech pan nic mi nie robi!!!
-Proszę pani, która godzina?
KlaraBarbara Odpowiedz

Ofkors tak było, jakiś creep gonił biędną babkę

monstrancja Odpowiedz

To chyba historia sprzed potopu. Opowiesz coś o dinozaurach?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#2fhV0

Na pierwszym semestrze studiów na politechnice było laboratorium z fizyki. Po każdym trzeba było zrobić sprawozdanie. Jeden z prowadzących bardzo lubił odrzucać te sprawozdania i kazać poprawiać. Któregoś dnia przyszedł kolega z ekipy od brydża i picia ze sprawozdaniem odrzuconym po raz szósty z tekstem prowadzącego:

-Ja nie wiem, co tu jest źle, ale niech pan to poprawi i jutro przyniesie.

Patrzę na to całe pokreślone sprawozdanie i nie wiem, co jeszcze można by pokreślić i zmienić, bo wszystko już zostało potraktowane korektorem (czasy przedkomputerowe). Kolega pyta z desperacją w głosie:
-Co mam zrobić?
-Nic. Zanieś mu bez zmian. Jak odrzuci, to będziemy się martwić.

Tak zrobił. Prowadzący przyjął sprawozdanie bez jakichkolwiek uwag.
JoseLuisDiez Odpowiedz

To jak pisanie mojej magisterki. Promotor nakazał przynieść rozdział 2 pracy, na następnych zajęciach - Tak nie może być, trzeba zmienić to i tamto. Tydzień później zdaje poprawiony rozdział i znowu coś nie tak. Na kolejne zajęcia przyniosłem przez przypadek pierwszą wersję. Promotor przeczytał - o i teraz jest bardzo dobrze.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#fYY3H

Zajęcia wojskowe na politechnice,lata 80-te ub. wieku. Major podczas wykładu przedstawia teorię balistyki pocisku. Na tablicy pojawia się wzór. Jeden ze studentów pyta:

-Czy ten wzór jest empiryczny, czy analityczny?
-Nie wiem, proszę pana, ale sprawdzę i na następnych zajęciach odpowiem.

Na następnych zajęciach major wraca do tematu:

-Ten wzór nie jest ani empiryczny, ani analityczny. Ten wzór jest zatwierdzony przez Ministra Obrony Narodowej.
Velasco Odpowiedz

Sierżant pyta żołnierzy
- z czego zrobiona jest lufa karabinu?
- ze stali
- a z czego zrobiony jest zamek w karabinie?
- też ze stali
- źle, bo z tego samego materiału

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#imZNr

Rok 1988. Sklep nocny w centrum Wrzeszcza. Kolejka:
-10 piw,
-20 piw,
-2 czyste,
-15 piw,
-chleb i mleko.

Wszyscy patrzą, kim jest ten dziwak.
arizona41 Odpowiedz

Lata 90-te. W pobliżu osiedla gdzie mieszkałem znajdowała się jednostka wojskowa. Do osiedlowego sklepu ze stoiskiem monopolowym przyszło paru żołnierzy. Sprzedawczyni pyta co podać. Jeden z żołnierzy odpowiada - "tamto" i pokazuje na bliżej nie określoną flaszkę na wystawie. Ekspedientka sięga po flaszkę i pyta czy o tą mu chodziło.
Żołnierz odpowiada - tamte co na wystawie, bierzemy wszystkie.

radiant Odpowiedz

I co w tym dziwnego? Pewnie ktoś szedł do pracy na bardzo wczesną godzinę.

Odpowiedzi (6)

#OdfB6

Zawsze lubiłam sex... w każdej formie;) Teraz jestem ustatkowaną mężatką więc zostaje mi sex właśnie z mezem:) Ale nie o tym to wyznanie.
Chyba teraz już mi wolno powiedzieć bo kilka lat już minęło od tego zdarzenia. Mając jakies 17-18 lat bardzo interesowałam się tematem sexu, ba! Uwielbiałam masturbację itp, jednak w pewnym momencie przestało mi to wystarczać...
Koledzy że szkoły odpadali, przecież to wstyd podejść i zaproponować wspólną masturbację lub sex... wiec co wymyśliła mądra, zboczona głowa? Ano będąc u dziadków na wakacjach, napompowana hormonami, zwolniona z czujnego oka rodziców, wymyśliłam by zaprezentować swoje wdzięki jakiemuś obcemu mezczyznie;) Coś ala ekshibicjonizm ale dla ubogich;)
Zaczęłam mocno szukać potencjalnej ofiary, jednak nie przemyślałam tego że na takim zadupiu będzie o przystojnego kawalera ciężko... im bliżej wyjazdu, tym chcica większa a fajnego faceta brak...
Została mi jedna opcja... pokazać co trzeba p. "Mieciowi" (imię zmienione)z pod pobliskiego sklepu, który zawsze wieczorem wracał zalany w trupa do domu...
Miecio mieszkał w takich chaszczach, dookoła same krzaki, zero zabudowań. Więc znając rytm dnia Miecia, zakradlam się do niego pod dom wieczorem i czekałam... Cóż, Miecio trzy razy się przewracał zanim z szosy doszedł w pobliże domu, a gdy przewrócił się czwarty raz, musiałam wykorzystać sytuację:) W zmienionych ciuchach(miałam na to jakieś dwadzieścia minut, gdy czekałam na niego) podbiegam i udaję chęć pomocy, ramiączka od sukienki mi spadają niby przypadkiem:;) Miecio patrzy jak zahipnotyzowany na mnie, na moje piersi, to znów na mnie... jest pijany więc chyba nie ogarnia dokonca co się dzieje. Ja znow próbuję mu pomóc stając nad nim okrakiem, teraz już widzi wszystko, a ja podniecona jak kotka w rui ciągnę go za rękę ale tak by go nie podnieść. Piersi mi skaczą, miecio w szoku próbuję się podnieść ale gdy już jest blisko to lekko go popycham i znów leży:) Ja juz prawie eksploduję... przykleknelam na jednej nodze, tak by mieć jego rękę pomiędzy. Próbowałam go za głowę podnieść, tak by przez chwilę moje piersi dotykały go, ocieraly się o niego... I nadszedł moment kulminacji... jego dłoń... (wreszcie chyba zaczaił) trafiła pomiędzy uda, złapał mnie tam i pocierał a ja wybuchłam.
W tamtym momencie to było moje najwspanialsze 30sek w życiu... moje piersi, moja cipka, wszystko eksplodowało... przez te kilkadziesiąt sekund czułam że płonę... Miecio nie hamował... ściskał mnie tak że az potem miałam sińce... ale warto było... to jedno z moich najwyraźniejszych wspomnień... a takiego orgazmu jak wtedy, to chyba już nigdy nie będę miała...
P.S. na drugi dzień wyjechałam z tamtąd. Nie dane mi było już później usłyszeć o jakiejś przygodzie w okolicy więc chyba się nie wygadał... albo nie wierzył... od 16 lat to moja największa tajemnica:)
dnoiwodorosty Odpowiedz

Na samą myśl, że brudna ręka lokalnego chlora miałaby się znaleźć między moimi nogami zwymiotowałam sobie w usta.

No ale co kto lubi. ¯\(°_o)/¯

rutabo Odpowiedz

Miecio był tak nawalony że pewnie nic nie pamieta. Swoja droga to juz kolejne wyznanie odnośnie sexu z zulami, jakas nowa dewiacja sexualna?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#ddfDc

Znajoma poprosiła mnie abym zaopiekowała się jej kotem przez czas który ona musi spędzić w szpitalu, bo będzie mieć jakąś operację, więc futrzak był u mnie w domu. Okazało się, że mam mocne uczulenie na sierść kocią i cały czas chodziłam z zatkanym nosem, ale kot nie miał gdzie się podziać, więc został. Jakiś czas temu robiłam ciastka na imprezę urodzinową mojej młodszej siostry. Stwierdziłam, że dodam trochę soku wiśniowego do lukru aby zrobił się czerwony, więc dodałam chyba z litr soku, aby kolor był wyrazisty. Ozdobiłam ciastka i dałam pięcioletniej siostrze oraz jej dwóm koleżankom ciastka w kształcie kwiatków. Sama siedziałam w salonie mając widok na bawiące się w pokoju siostry dzieci, a w międzyczasie tata przewinął się zgarniając dzieciom parę ciastek. Odmówiłam słodkości tłumacząc się dietą, więc mąż zjadł ciastka i nagle słyszę coś takiego.
-*** czego dodałaś do tego lukru?
-Soku wiśniowego
-Ale my nie mamy w domu soku wiśniowego- powiedział tata, a ja chcąc udowodnić swoją rację poszłam do kuchni i przyniosłam z lodówki resztki soku w słoiku. Tata zrobił przerażone minę i natychmiastowo zabrał dzieciom na szczęście jeszcze nie zjedzone ciastka. Okazało się, że przez zatkany nos nie wyczułam 50% spiritusu w robiącej się wiśniówce. Siostra roku, ale na szczęście młode nie tknęły ciastek. Nikt poza moim tatą o tym nie wie, a matki przyjaciółek siostry nie dowiedziały się o tym. To taka moja tajemnica z ojcem, bo nawet mamie o tym nie powiedzieliśmy.
ad13 Odpowiedz

A już myślałam, że to był sok z kota...

Odpowiedzi (1)
dnoiwodorosty Odpowiedz

Ja takie techniczne pytanie - ile tego lukru robiłaś z litra soku? xd

Zobacz więcej komentarzy (1)

#fv0Cd

Przez tydzień chodziłam z podbitym okiem. Fioletową skórę dało się lekko ukryć dużą ilością korektora i pudru, ale przekrwiona gałka oczna i tak mnie zdradzała. Ludziom, którzy pytali opowiadałam różne wersje - pijana rąbnęłam twarzą w słup, potknęłam się na schodach i kością oczodołu uderzyłam w kant... Generalnie sprawdzałam, która bardziej chwyci i powtarzałam ją dalej. A jaka była prawda? Uderzył mnie chłopak. Ale nie, nie jest oprawcą a ja ofiarą przemocy. Po prostu lubimy ostry seks i w trakcie często bije mnie za moją zgodą a wręcz prośbą, tylko tym razem troszkę przesadził.
Dodaj anonimowe wyznanie