#EOLsp

Pracuje w restauracji. Od jakiegoś czasu przychodzi do nas pewna Pani, która od samego początku wydała mi się "dziwna", nieobecna. Kiedyś składała zamówienia na wynos za przeszło 100zł co u nas przekładało się na pełno jedzenia. Jednak od jakiegoś czasu zamawia i je na miejscu.
Wszystko wydawało się być okej, ale przyłapałam ją jeszcze zanim dostała jedzenie, w ukryciu jadła swoją bułkę. Pomyślałam wtedy, że może po prostu jest bardzo głodna. Przyniosłam jej zamówienie, gdzie miała dwa dania obiadowe, dwie zupy i naleśniki, z czego tylko jednen zestaw z zupą i naleśniki były zapakowane na wynos. Chwilę potem widzę że jej talerze są puste, a ona jeszcze otwiera torbę z wynosem i również zjada wszystko.
Nagle wstaje i idzie do łazienki. Jak już wyszła a ja weszłam po niej do toalety, zauważyłam w toalecie resztki jedzenia i ogólnie śmierdziało wymiocinami.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze przynajmniej dwa razy, zawsze zamawiała pełno jedzenia a potem sama wszystko zjadała a potem toaleta...
Naprawdę bardzo jej współczuję, szczególnie że ostatnio wygląda na bardzo zmęczoną. Jednak jest to obca kobieta, nie porozmawiam z nią o tym bo myślę, że nie taka moja rola. Jest chora, ale co ja mogę zrobić? Przecież nie powiem jej że nie sprzedam jej jedzenia.
Co byście zrobili w takiej sytuacji?

#plamD

To ja jestem problemem czy mój mąż?

Pokłóciliśmy się bo powiedziałam, że może wybierzemy się za tydzień do moich rodziców, jest dzień ojca. Myślałam żeby wrócić w sobotę wczesniej żebysmy mogli poswiętować dzień ojca z naszymi dziećmi. Mąż oczywiście się obraził. Bo tez ja wcale nie nalegałam, chciałam złagodzić sytuację że to była tylko propozycja i można to przeorganizować. Ale oczywiście obraza majestatu. Mąż jest przewrażliwiony też przeze mnie - mam bliski i częsty kontakt z rodzicami, są dla mnie ważni. Widujemy się srednio co 3 tygodnie na weekend. Dodam, że obraził się na mnie w rocznicę ślubu.
Nieważne że gdy był dzień matki nie podpowiedział naszym jeszcze małym dzieciom żeby zrobiły mi laurkę czy dały czekoladę. Miał mi zamówić łańcuszek od dzieci, co by zrobił, bo sknera nie jest, ale nie zrobił tego ponieważ nie wysłałam mu konkretnie jaki i temat ucichł.
Mam dość tego wiecznego obrażania się, bo powiem coś nie po jego myśli.

#1RFkU

Miałam 6, może 7 lat i pewnego dnia zostałam wysłana do sklepu po kilka produktów, w tym dżem (do naleśników, gwoli ścisłości). Nic zwyczajnego, prawda?

Wszystko szło świetnie do momentu podejścia do kasy, zapłacenia i zapakowania zakupów do torby. Miałam trochę mało poręczne rzeczy, trudno było mi je włożyć do dość małej reklamówki, więc jakimś cudem przeniosłam zakupy na sklepowy parapet.

Słoik z dżemem wpakowałam tak niefortunnie, że po chwili wypadł z torby, przetoczył się po parapecie i zanim zdążyłam go złapać, roztrzaskał się na kawałki, prosto na posadzkę. Jak łatwo się domyślić, poryczałam się na środku sklepu, stojąc nad kupką szkła i plamą z dżemu (chyba truskawkowego :P)

Czasami w sklepie coś się rozbija, wielkie rzeczy... Nieczęsto jednak można usłyszeć w sklepie taki dialog. Jedna z pań pracujących w sklepie zapytała: "Ojej, dziecko, płaczesz? Czemu?", na co niespełna siedmioletnia ja odparłam łamiącym głosem: "Bo nie ma dżemuuu...".

PS. Naleśniki w końcu zjadłam z czekoladą, a do tego sklepu wstydziłam się chodzić przez kilka kolejnych miesięcy :)

#UCtNH

Razem z moim chłopakiem pojechaliśmy samochodem na miejsce postojowe w lesie, żeby sobie pospędzać czas w spokoju bez ludzi. Po jakimś czasie mówi do mnie że musi iść na stronę (odcedzić kartofelki) na co odpowiedziałam że też tak zrobię, ale oczywiście poszliśmy w różne krzaki. Robię swoje i patrzę, mam te dni. W głowie od razu stres i że on pomyśli że jestem obrzydliwa zwłaszcza że nie miałam nic ze sobą czym mogłabym "zatamować" krwotok. Kiedy wróciliśmy do auta, zebrałam się na odwagę i powiedziałam mu o całej sytuacji i to co od niego usłyszałam roztopiło mi serce. Powiedział że nic się nie stało, że możemy podjechać do apteki i do sklepu jeśli na coś mam ochotę. Później się dopytywał jak może mi poprawić humor I na co mam zazwyczaj zachcianki żeby w przyszłości umilić mi te dni. Kocham mojego chłopaka i nie mogłam trafić na nikogo lepszego. Kocham go

#lyRBy

Witajcie. Krąży nade mną widmo odsiadki, w momencie, w którym tak jak mi się na chwilę obecną wydaje, poznałem kobietę swojego życia. Dodatkowo miesiac temu straciłem pracę i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Buzują we mnie skrajne emocje, które mówią, że albo mam walczyć, albo poddać się i zostawić wszystko bo i tak zniknę z życia spolecznego na ponad rok. Nie mogę spać, jestem w wiecznym napięciu. Sprawa może zakończyć się dobrze lub źle - 50/50.

#RlkkO

Kocham swoją siostrę. Jestem najmłodsza i mam 3 rodzeństwa. Każde z nas jest już dorosłe i usiłuje układać sobie życie. W domu nigdy się nie przelewało ale też nigdy nie chodziliśmy brudni czy głodni. Najstarszy brat ożenił się i trzepie hajs w dobrze płatnej pracy. Drugi brat wyjechał za granicę i spełnia swoje marzenia z dziewczyną którą tam poznał. Ja jakoś ogarniam życie starając się znaleźć swoją ścieżkę i próbując wszystkiego po trochu. Natomiast starsza siostra eh... jej życie totalnie się nie potoczyło od małżeństwa, braku możliwości zajścia w upragnioną ciążę aż po finanse kończąc. Siostra ma długi jeszcze sprzed X lat. Męża ma bardzo fajnego (z mojej perspektywy) ale im się nie układa. Siostra ma też problemy zdrowotne i praktycznie 0 szans zajścia w ciążę której bardzo by chciała. Pracuje "na czarno" opiekując się starszą panią. I słuchajcie robię co mogę aby ją wspierać. Najstarszy brat jest zaślepiony swoją żoną która jest toksyczna i to ona zarządza hajsem więc oni nie pomagają siostrze. Tylko ja, drugi brat i rodzice jako tako ale oni mają gospodarstwo i większość pieniędzy idzie w to. Kocham siostrę ale mam już dosyć jej ciągłego jojczenia jak to źle i strasznie. Tak, jest źle ale kurde ja się staram pomóc. A ona ciągle jojczy, narzeka, płacze. Ja rozumiem, chce zrozumieć ale to mnie już wkur... Czy jestem złą siostrą? Sama mam już schizy że jestem jakaś wyrodna. Do tego stopnia że powiedziałam siostrze wprost żeby przestała myśleć o bachorze bo nigdy nie będzie matką i niech się z tym pogodzi. Czuję się tak beznadziejnie ale czasami mam dość. Pomaganie innym czasami jest tak cholernie trudne...
Anonimowe6669 Odpowiedz

Ale czemu wy ją tak wszyscy wspomaganie? Ma męża, nie piszesz nigdzie żeby nie był zdolny do pracy, ona też chyba jest zdolna, niech się utrzymują sami. Może trzeba ich odciąć żeby się sami podnieśli na nogi? To te problemy zdrowotne pochłaniają takie ilości hajsu, że nie stac ich na utrzymanie pogoń za dzieckiem?

Zobacz więcej komentarzy (2)

#u0T7T

Wiem, że ten post może być głupi, ale po prostu muszę się wygadać. Jakieś 2 tyg temu koleżanka zaprosiła mnie na swoje urodziny, połączone z nocowaniem. Moja mama pozwoliła mi iść na obydwie rzeczy, co bardzo mnie ucieszyło, bo nie wiedziałam, czy zgodzi się na nocowanie. Wszystko było fajnie gdyby nie fakt, że jakoś tydzień przed imprezą zaczęła używać argumentu, że idę, jako pewnego rodzaju szantaż (określam to tym słowem, inaczej nie potrafię). Niedawno się z nią pokłóciłam dosłownie o to, że miałam odprowadzić siostrę do szkoły (specjalnie ustalałam korepetycje na 7, żeby ją odprowadzić), ale mama powiedziała, że siostra pojedzie autem wcześniej. Wyraziłam moje niezadowolenie z sytuacji (jakbym wiedziała, że tak będzie, wzięłabym zajęcia na później, co zarówno mnie jak i mojemu korepetytorowi wyszłoby na dobre). Całe to zdarzenie przerodziło się w małą kłótnię. Koniec końców, usłyszałam standardowy tekst w stylu "Nie odzywaj się tak do mnie/ Nie chcę z tobą rozmawiać/Nie pyskuj/Przestań mówić, bo powiesz o jedno słowo za dużo." Według mnie tej kłótni dałoby się uniknąć, gdyby tylko moja mama mnie wysłuchała i postarała się zrozumieć. Oprócz tego tekstu usłyszałam też, że jeżeli będę się tak dalej zachowywać, to nie pójdę do koleżanki, więc musiałam się uspokoić. Potem napisałam jej wiadomość, że przepraszam i skończyło się dobrze. Dzisiaj ubrudziłam domową koszulkę tak, że została tłusta plama. Pomyślałam, że dam tą koszulkę do prania, jak będę się szykować do koleżanki - zawsze tak robię z domowymi koszulkami. Moja mama powiedziała, że mam się natychmiast przebrać. Zaczęłam tłumaczyć, że to bez sensu, bo przecież za jakieś 2 godziny wychodzę i dopiero wtedy się przebiorę, a moja mama znów zaczęła używać argumentu, że nie pójdę do koleżanki, by wymusić coś na mnie. Wiem, kłócimy się o takie pierdoły; zarówno ja jak i ona nie chcemy ustąpić sobie nawzajem, ale według mnie używanie tego argumentu przez moją mamę jest słabe. Czułabym się źle, gdybym miała pisać do koleżanki, że nie przyjdę, bo mama mi jednak nie pozwoliła. Brzmi to jak jakaś głupia wymówka na ostatnią chwilę, a nie jak sytuacja z prawdziwego zdarzenia! Poza tym ta koleżanka się pewnie mega napracowała (upiekła jakieś ciasta, przygotowała dla nas pokój, zrobiła rezerwację w lokalu na konkretną ilość osób, itp.), więc byłoby to bardzo słabe i pewnie sprawiłoby, że koleżanka poczułaby się źle, co mogłoby spowodować osłabienie naszej relacji (mojej z koleżanką i z resztą osób zaproszonych). Poza tym, to będzie moje pierwsze nocowanie (nie licząc wycieczek, gdzie spałam z koleżankami w jednym pokoju), więc też ważny element mojego życia. Czy jest jakiś sposób, by do takich kłótni, tego szantażu, itp. nie dochodziło? Czy mam po prostu ustępować mamie?

#pNvGW

Czuję, że rodzice mnie nie słuchają. Moi rodzice są po rozwodzie od kiedy pamiętam. Na co dzień mieszkam z mamą, ojczymem (mam z nim dobrą relację) i z siostrą. Do taty jeżdżę w co drugi weekend, wakacje na 2 tygodnie każdego miesiąca, tydzień ferii i niektóre święta. Ostatnio zaczęło do mnie docierać, że moi rodzice mnie nie słuchają (może nie chcą, nie potrafią?)

Ojciec - od niego zacznę, bo u niego zauważyłam to wcześniej. Kiedy mnie odbiera i wsiadam do auta, czasami podczas drogi rozmawiam z nim o szkole, znajomych, życiu. Czuję, że powinnam rozmawiać z nim o tym. On, zamiast angażować się w rozmowę ze mną, niby słucha, ale wylatuje mu to drugim uchem, bo potem jakby zapomina o mojej rozmowie, bo zaczyna gadać o sobie. Jak tak robi, to się angażuję w tą rozmowę o jego życiu. Potrafię mówić mu o moich znajomych, np. że Bartek to, Bartek tamto, po czym dojeżdżamy do domu/rozmawiam z nim na drugi dzień, pyta "Kim jest Bartek?". Starałam się mówić mu o moich problemach, trudnościach, itp., lecz on albo nie słucha, albo je bagatelizuje, lub po prostu zwala to na nastoletni wiek, hormony. Nie mam w nim wsparcia, nie potrafi mi pomóc. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy nic nie gadam, on prosi mnie, żebym z nim rozmawiała. Kiedy pada pytanie w stylu "Co tam?" - odpowiadam, że "nic", na co mój tata się denerwuje, bo "jak odpowiadasz nic na moje pytanie, to nie ma to logicznego sensu" - jakoś tak to mówi.
Mama - kiedyś rozmawiałam z nią więcej o życiu, ale teraz trochę mniej rozmawiamy, bo jest przytłoczona pracą. Podobnie jak ojciec, bagatelizuje moje problemy, zwala na hormony, nastoletni wiek, lub mówi, żebym się tak nie zachowywała, bo to nienormalne i skończę w psychiatryku. Kilkukrotnie prosiłam ją, by umówiła mnie do psychologa, słyszałam, że powinnam zmienić nastawienie, że mi przejdzie i w ogóle to ja bzdury wygaduję. Kiedy rozmawiamy to rozumiem, że może nie podzielać mojego entuzjazmu na temat niektórych rzeczy, ale chociaż mogłaby przez chwilę o nich posłuchać, a nie przerywać mi w połowie słowa, mówiąc, że mam zająć się czymś normalnym. Często komentuje mój wygląd w niemiły sposób.

Czy to ja jestem złą córką, że chcę podzielić się z rodzicami tym, co mnie trapi, męczy, co mi się nie podoba, tym co mnie cieszy, sprawia mi radość, tym jakich mam fajnych znajomych? Może robię to w nieodpowiedni sposób? Może powinnam mówić mniej? Jedynymi osobami, które chcą jeszcze słuchać są babcie (chociaż ta druga zachowuje się czasem trochę jak tata), i niektórzy znajomi.
Dodaj anonimowe wyznanie