#AJdv9

Moja przyjaciółka jarała się Świętami Bożego Narodzenia i śniegiem bo to ma według niej zajebisty klimat! (Nie twierdzę, że ja nie lubię ale skupmy się na głównym temacie)
Zapytałam ją gdzie planuje pojechać w Święta, myślałam że pewnie do babki, do jedynego wujka i oczywiście do teściów. Na co ONA: Do wujka nie, bo on w Holandii miał różne choroby w pracy, do teściów tak a do Babki nie, bo nie mam po co..
Moje myśli zaczęły szaleć: "Kurwa masz jedną babkę, zawsze czekałaś na 25 dzień miesiąca aż dostanie emeryturę, żeby Ci sypnęła groszem, na własny ślub powiedziałaś jej, że ma grubą kopertę przygotować a teraz jak jej zdrowie jest w złej kondycji, to nie masz po co do niej jechać?!"
(Dodam, że jej babcia żyje we własnym świecie, nie ogarnia rzeczywistości, zapomina się bardzo i ma kiepski słuch. Jej mąż również kiepsko słyszy i ostatnio dużo po szpitalach jeździ.)
PRZYJACIÓŁKA napisała mi: I tak się z nimi nie dogadamy, trzeba będzie się drzeć a po co mi dodatkowe nerwy. JA na to: Rozumiem Cię, ale myślałam że chociaż w Święta na herbatę pojedziecie, nawet na pół godziny. Na co ONA: Ale to że idą Święta, nie znaczy że mam odwiedzać rodzinę.
Znowu moje myśli miały zawał: "No nie no kurwa.. Chwal się w internecie choinką i pieczeniem pierników bo to główny znacznik Świąt! Wiem co to znaczy, żyć z człowiekiem w takim stanie jak JEJ babcia. Moja (Świętej Pamięci) przez około 4 lata, żyła w znacznie gorszej świadomości a raczej nie świadomości. Mieliśmy wtedy piekło w domu. Ledwo funkcjonowaliśmy. Wiecznie były krzyki, wrzaski i awantury. Nikt nie chciał nas odwiedzać "bo z babką nie da się pogadać".. My mówiliśmy o niedzieli a ona 'Marian wujek dziadka Józka z drugą żoną kuzyna Wieśka z psem'. Moja babka miała sporo wnuczek i wnuków. Doczekała się 14 prawnucząt. Niektóre wnuki przez cały rok nie były u niej ani razu! A gdy wiedziały, że jej stan się pogarsza to tym bardziej nie przyjeżdżały..
A gdy umarła, był płacz i zgrzytanie zębów oraz zadawanie pytania DLACZEGO?
Ja kurwa rozumiem, że ludzie są różni i każdy inaczej znosi daną sytuację.. I nie życzę mojej przyjaciółce rozczarownia bądź żalu jaki czuli wnukowie mojej babci..

#r8WWz

W podstawówce, gimnazjum i liceum wszyscy dorośli mówili, żebym była taka jaka jestem. A byłam cichą kujonką bez znajomych, obiektem drwin w klasach. Zawsze dorośli mówili „kto się teraz bawi, w dorosłym życiu będzie cierpieć i na odwrót”.
Jeździłam specjalnie busem do szkół w mieście, uczyłam się naprawdę pilnie przez wszystkie lata edukacji, a w liceum osoby z mojej klasy chodziły na imprezy, piły, paliły i brały masę kosztownych korepetycji. To były dzieciaki z bogatych domów, przy czym ja jestem z ubogiej, niewykształconej rodziny. Naprawdę cały czas się starałam, miałam dobre notatki, nie chodziłam na imprezy ani na miasto - bo miałam z tyłu głowy to, że kto się teraz bawi ten będzie w przyszłości żałował, a ponadto nie miałam znajomych. Śmiali się ze mnie, z mojej tuszy, z tego, że przez długi czas byłam bardzo religijna.
I wiecie co? Teraz te osoby wcale nie żałują, a dalej się bawią. Piją, palą, ćpają i bóg wie co jeszcze, brylują w mieszkaniach w centrum miasta od rodziców, są na mega dobrych i przyszłościowych studiach i tak naprawdę na idealnej drodze do sukcesu. A ja zawaliłam maturę i dostałam się na zły kierunek, pracowałam, żeby utrzymać się w mieście w akademiku, próbowałam poprawić maturę za rok, ale i tak nie dostałam się na to, co chciałam i studiuję niezbyt przyszłościowy kierunek w niezbyt prestiżowym mieście. I teraz już wiem, że oni będą się bawili przez całe życie, a ja przez całe życie będę cierpieć. Na domiar złego mam nadwagę, nie lubię mojego życia i w życiu nie osiągnę nawet połowy tego, co osoby, ktore się ze mnie nabijały. Tak samo te najwredniejsze osoby z podstawówki studiują teraz dobre kierunki. Każdy chwalił moją sumienność i uczciwość i marnie skończyłam przez to, że nie chciałam się zmienić.

#C5jff

Chodzę w rajstopach jak jest zimno pod spodnie gacie były w ubiegłym wieku teraz chłopaki chodzą w rajstopach mam różne i dzieci nie chciała by pani widząc młodego chłopaka w. Gaciach
thor1908 Odpowiedz

Zainwestuj w kalesony i słownik.

#Q4PSv

Zadzwonił brat cioteczny, ze zmarł nasz dziadek. Powiedziałem, żeby zadzwonił po pogotowie, ja przyjadę i ogarniemy zakład pogrzebowy. Przyjechałem do babci i razem czekaliśmy na zabranie ciała. Babcia, 94 letnia kobieta, wiadomo, przybita. Ciało zabrane wracam do domu.
3km przed domem dzwoni znów roztrzęsiony brat, mówi, ze muszę szybko wracać. Pytam, co się stało? Mówi, ze dzwonili właśnie ze szpitala, w którym od kilku dni była jego matka, ze zmarła w trakcie operacji.
Wróciłem. Musiałem powiedzieć babci, że dziś straciła nie tylko męża ale i córkę. Zabierałem się do tego godzinę...
Powiedziałem... Cały czas mi się kraje serce. Babcia płakała jak mała dziewczynka. Stara kobieta, skurczona wiekiem i ciężarem doświadczeń a ja zobaczyłem w niej bezbronną, małą dziewczynkę.
Musiałem to komuś powiedzieć, wybaczcie, że padło na was...

#UaLEJ

Mam 16 lat, za kilka dni bede miał juz 17 na karku. Jestem transplciowym mężczyzna i czuję ze coraz bardziej odizolowuje sie od ludzi. Przebierając sie z chłopakami, popadam w kompleksy, mimo tego ze mam szerokie barki i nie mam wcięcia w talii. Od lat mam krótkie włosy, a moj głos nawet przed testosteronem jest dość męski, coz tak obdarzyła mnie natura. Sprawa wygląda tak ze czuje sie trochę wyobcowany. Lubię spędzać czas z kolegami, ale potem mam ogromne poczucie bycia innym, mało wystarczającym. Koledzy zawsze mi mówią, że jestem jednym z nich, ale w głębi czuję sie nadal gorszy. Gdy spędzam czas z kobietami, często czuję ze nie jest w stanie pogadać na każdy temat, czasem czuje glupi brak męskości, ale mam z nimi dobre relacje, często proszą o rady, oraz rozmowy. Miałem kilka przelotnych "związków", tu z kobietami, tu z mężczyznami, ale nigdy nie potrafiłem okazywać wystarczająco duzo uczuć, jak to robiłem, to z ogromnego przymusu i poczucia "a okej teraz powinnem zrobic i powiedzieć, to i to, bo tak robia ludzie w związkach". Nie czułem tego. Seks to w sumie tragedia, mimo tego, ze mam swoje potrzeby i mam możliwość, by z kimś sypiać, rezygnuje i sie poddaję. Wszyscy mi mówią że operacje i testosteron, wiele zmieni, ja boje sie że nic, ze nadal będę czul sie chujowo, i samotnie. Mam niby wielu przyjaciół, ale pewnie i ich niedługo stracę, ze względu na to że siedzę w domu. W domu zwykle czytam książki, śpię, ćwiczę, maluję, próbuje robic wiele rzeczy, by nie myśleć. Jednak zawsze przed snem znajduje się moment, w którym analizuje i dochodzę do wniosku ze jestem nikomu nie potrzebny. Czuje że żaden mężczyzna, lub żadna kobieta, nie obdarzy mnie szczerymi uczuciami. Chodzę na terapię, ale jest mi obojętna, nie czuję żeby wiele zmieniała, mimo ze naprawdę bym chciał i, z ogromnym szokiem otwieram sie przed terapeutką. Nie wiem co robić, ot tak wygląda moje zycie,od kilku miesięcy...

#HSSGB

Jestem ciekawa, czy ktoś ma tak samo, lub podobnie do mnie. Czasem mam wrażenie, że ludzie się mnie boją (?), krępuję ich, nie lubią mnie, ciężko to określić. Od dziecka zauważyłam, że inni mają do mnie dość specyficzne podejście. Wyraźne to było u nauczycieli w szkole. Z innymi uczniami potrafili śmieszkować, żartować, w stosunku do mnie zawsze zachowywali powagę i podchodzili do mnie z rezerwą. W żaden sposób nie wyróżniam się wyglądem, jestem przeciętnym człowiekiem, nigdy nie należałam do żadnej subkultury. Może to kwestia tego, że jako dziecko i później nastolatka byłam dość cicha i nieśmiała i ogólnie mało mówiłam, przez co mogłam wzbudzać nieufność. Teraz jestem już dorosła, pracuję i zauważyłam, że współpracownicy też mnie tak traktują. Ciężko powiedzieć, czy mnie lubią, jeśli czasem mam wrażenie, że niektórzy unikają. Jedną z koleżanek z pracy kiedyś jechała ze mną autobusem. Wysiadła na przystanku i szła bardzo szybko oglądając się, czy jej nie doganiam. W sumie nie mamy nie wiadomo jak dobrych kontaktów, więc może po prostu chciała uniknąć niezręcznej sytuacji, kiedy nie miałybyśmy o czym rozmawiać. Mam kilka przyjaciółek od dziecka i nie zależy mi na nawiązywaniu przyjaźni w miejscu pracy, ale i tak to dość dziwne uczucie, kiedy zauważam, że ludzie mnie unikają i zachowują drętwo w moim towarzystwie.

#np16E

Jak skiepścić swoją sytuację finansową zarabiając nawet przyzwoicie?
1. Poznaj chłopaka.
2. Zakochujecie się w sobie.
3. Okazuje się, że ma długi, spore, ale sam się do tego przyznaje, sam też zarabia i je spłaca regularnie.
4. Dzień rozkminy na ten temat. Dochodzisz do wniosku, że to tylko pieniądze, raz są, raz ich nie ma, tym bardziej, że kredyt za parę lat będzie spłacony. „Może przepuszczę miłość życia?”
5. Zaręczyny, ślub itd.
6. Dziecko w drodze.
7. Staraj się zachęcić już męża do rzucenia palenia. W zasadzie miesięczny koszt palenia papierosów to rata dobrego auta.
8. Kupujecie samochód, którego usterki i części są drogie.
9. Tadam. Oto macie już dwa „spore” kredyty i samochód, który jak się okazało często zawodzi.
10. Cały czas wynajmuj mieszkanie w dużym mieście, ponieważ obydwoje macie tu pracę, a uciułanie wkładu własnego przy 3000 kosztów opłat (kredyty plus czynsz) jest mega trudne.
11. Drugie dziecko - też obniża zdolność kredytową.
12. Tak jest, obydwoje zarabiamy całkiem spoko, ale przez miesięczne wydatki jesteśmy goli i weseli.

I piszę to wyznanie, lekko rozgoryczona, że z własnej głupoty płacę za nieswoje mieszkanie i w zasadzie, żyje skromnie, choć nie musiałabym. No, ale: mam ładny samochód, dwoje zdrowych i mądrych dzieci, niepalącego męża, zresztą sami jesteśmy również zdrowi. Trzymajcie kciuki, żeby wychodzenie z tej finansowej d. upływało przyjemnie i żebyśmy dalej umieli cieszyć się ze zdrowia i tego, że mamy siebie. W zdrowiu, w chorobie… i głupocie ;)

#vY4U0

Miałem w pracy kolegę, nazwijmy go Adam. Super inteligentny gość, zabawny, bardzo pomocny i życzliwy. Adam mimo swojej inteligencji był jednak przeciwnikiem szczepień. Nigdy z nim o tym za bardzo nie dyskutowaliśmy, bo mamy w pracy złota zasadę nieporuszania kontrowersyjnych tematów typu polityka czy właśnie szczepienia, żeby nie wprowadzać niepotrzebnych spin i nie psuć atmosfery. Kiedyś po prostu wyszło w rozmowie ze Adam się nie zaszczepił i nie zaszczepi. Ok, jego sprawa.

Adam od początku grudnia pracował zdalnie, bo go bolały plecy po kontuzji (niefortunnie wywalił się na chodniku). W tygodniu poprzedzającym Święta Adam poszedł na zwolnienie, wszyscy byliśmy pewni ze z powodu pleców. Po świętach ani nie przyszedł do biura, ani się nie zalogował, wiec szef zadzwonił do niego na komórkę. Odebrała żona i powiedziała ze Adam nie żyje. W momencie jak zobaczyliśmy minę szefa, to już wiedzieliśmy ze jest zle, a jak tylko przekazał nam te informacje, to połowa osób zaczęła płakać, druga nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Każdy zastanawiał się jaki był powód jego nagłej śmierci. Na pogrzebie się dowiedzieliśmy- covid. Być może zaraził się w przychodni, jak poszedł na badania po upadku na plecy, nie wiadomo. Na początku miał podobno tylko lekki kaszel i osłabienie, potem nagle mu się pogorszyło (duszności) i trafił do szpitala. Zmarł zanim go podłączyli pod respirator…

Teraz czas na moje refleksje. Jestem wściekły, bo jego śmierci można było uniknąć. Był młody (34 lata), zostawił żonę, osierocił dziecko. Wystarczyło tylko się zaszczepić. Jestem zły, ze nie rozmawialiśmy z nim o tym w pracy. Może dałoby się go przekonać. Domyślam się jakie tu przeczytam komentarze: „kuzyn sąsiadki zachorował po szczepieniu”, „babcia wujka nieszczepiona i przeszła łagodnie” itd, itp. Faktem jednak jest, ze ani ja, ani nikt kogo znam nie znamy nikogo kto by umarł po szczepieniu. Każdy natomiast zna na pewno kogoś kto umarł na covid. Po co ryzykować, skoro naukowcy i medycyna są w stanie nas ochronić przed śmiercią na covid? Adama nie udało mi się nakłonić do szczepienia, ale może choć jedna osoba przemyśli sprawę i przejrzy statystyki po przeczytaniu jego historii. Mi wciąż jest strasznie przykro, bo spędzałem z gościem więcej czasu niż z niejednym kumplem (8h dziennie 5 dni w tyg), z perspektywy czasu traktowałem go jak przyjaciela. Atmosfera w biurze już nie będzie taka sama, będzie nam brakowało jego żartów i anegdotek.

Codziennie kilkaset ludzi umiera na covid. Statystyki znieczulają, ale każda smierć to mała tragedia, taka jak w przypadku Adama. Nasz rząd nic nie robi, bo rządzą nami sondaże, a dużo osób nie popiera obowiązkowych szczepień. Warto jednak zadbać o siebie i swoją rodzine, bo póki jest dobrze, to jest dobrze, a jak jest zle, to już jest często za późno.

RIP, Adam!
JoseLuisDiez Odpowiedz

Jego wybór. Wybrał źle i poniósł tego konsekwencje.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#w7YpG

Wyznanie z gatunku odkryć zupełnie rzeczywistych.
Jednak mnie oświeciło - właśnie oświeciło mnie, że NIE MUSZĘ, nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności, uznawać za swoje, emocjonować się, przekonaniami osoby mi bliskiej.
To, że dobijająca 80 teściowa chce niańczyć 50-letnią córkę i gotować jej obiadki, mogę mieć w dupie.
To, że moja żona, młodsza siostra tej niańczonej, odczuwa i przeżywa to jako odrzucenie (pewnie tak jest), to przykro. Ona nie ma obiadu, ani żadnego wsparcia. Ale ja nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności, przeżywać tego tak jak ona.
Mając to gdzieś, nie zdradzam jej. Po prostu - widzę, że to porąbane i zgadzam się, że to porąbane.
Ale ja nie muszę tego tak przeżywać, nie muszę tego tak samo emocjonalnie widzieć.
Moje wielkie odkrycie.
Dodaj anonimowe wyznanie