#11I2C

Moja babcia nie posiada "normalnej" pralki. W chłodne dni radzi sobie ręcznie piorąc ubrania, a gdy pojawia się trochę słońca, wyciąga na podwórko starą franię i w niej pierze pościele, ręczniki... generalnie największe rzeczy. Dlatego często zdarza się, że zabieramy od niej rzeczy do prania i wrzucamy do naszej maszyny. Tak też postanowiłam zrobić dzisiaj.

Odwiedziłam babcię, chwile porozmawiałyśmy, po czym zaproponowałam, żeby dała mi pościele, obrusy i inne jasne rzeczy, które są brudne, lub po prostu chciałaby je odświeżyć. Kobiecina ucieszyła się tak bardzo, że oprócz przekazania stosiku rzeczy do prania, obdarowała mnie słodyczami i świątecznymi, czekoladowymi mikołajami. Po powrocie do domu słodycze zostawiłam w kuchni, a brudy od razu zapakowałam do pralki. Siadłam przy komputerze i słuchałam, jak pralka wesoło brzęczy za ścianą. Zdążyłam włączyć film i obejrzeć połowę, gdy nagle coś mnie tknęło - biegiem wpadłam do kuchni, patrzę na słodycze: jak nic brakuje jednego mikołaja. Znalazłam go chwilę później. W pralce. Sami możecie sobie tylko wyobrazić, jak wyglądało całe babci pranie...

#Kqauq

Dziś jest rocznica najgorszego dnia w moim życiu. Dokładnie dwadzieścia lat temu, gdy nasz rocznik jako pierwszy poszedł do gimnazjum, w ferie drugiej klasy popełnił samobójstwo mój kolega z klasy. Minęło tyle lat, ale ja często Go wspominam, zwłaszcza w ten dzień. Pamiętam, jak jechało pogotowie i policja wczesnym wieczorem (mieszkaliśmy kilometr od siebie). Nie wiedziałam wtedy, że Jego życie właśnie się skończyło. Często zastanawiam się, kim by teraz był, czy miałby żonę, dzieci?Jak by teraz wyglądał... Po tylu latach nie mogę się z tym nadal pogodzić. Nie umiem sobie z tym poradzić. A może nie chcę. Może to głupie, ale boję się, że pomyślałby sobie wtedy, że o nim zapomniałam. Czasami myślę sobie, że nie mam prawa być szczęśliwa, jak On nie żyje. To była moja pierwsza miłość, może dlatego.
Toja133 Odpowiedz

Jego nie ma a Ty jesteś. Więc żyj i nie myśl już o tym.Tyle lat minęło A czas niby leczy rany.Nie wolno się zadręczac.Trzeba żyć własnym życiem bo czas ucieka. Powodzenia

Camill Odpowiedz

aż mi się łezka w oku zakręciła :-(

Zobacz więcej komentarzy (1)

#UDpOi

Jakiś czas temu, będąc w sklepie z zabawkami z moją 5-letnią córeczką, natknąłem się na sytuację, gdzie jakiś dzieciak, na oko 7-8 lat, robił histerię swojej rodzicielce. Tupał i krzyczał, że chce największy zestaw klocków. Inni ludzie przechodzący obok nich tylko rzucali krzywe spojrzenia w ich stronę. Matka próbowała uspokajać go i mówić, że niedługo dostanie wypłatę i kupi mu co tylko będzie chciał, ale nic do niego nie docierało. Ostatecznie matka namówiła go na jakieś dwa "średnie" zestawy, które i tak do tanich nie należały. Dzieciak tylko rzucił krótkim "dobra, niech już będą".

Chwilę po ich wyjściu ze sklepu moje dziecko niespodziewanie powiedziało coś, przez co o mało mi łzy nie poleciały: "Tatusiu, kiedyś za własne pieniążki, kupię ci duuuży samochód, bo bardzo ciebie kocham", po czym mnie przytuliła.

Ostatecznie nie kupiliśmy żadnej zabawki, choć uporczywie próbowałem córkę przekonać, jednakże przez resztę dnia miałem banana na twarzy.
Misskiss Odpowiedz

Fascynujące...A tak serio to co jest w tym anonimowego?

Odpowiedzi (2)
GrubySchudl Odpowiedz

Wspaniale, zapraszam wypierda**ć :)

Zobacz więcej komentarzy (4)

#BrDBG

Mam ochotę zakończyć swoje życie. Moja matka jest alkoholiczką. Mimo wielokrotnego wysyłania na leczenie, ciągle wraca do picia. Od wielu lat jestem świadkiem różnych scen z jej udziałem, przynoszących mi wstyd i ból. Rodzina ma już dosyć matki i ciągłych prób wyciągnięcia jej z choroby, które ona zaprzepaszcza. Wielokrotnie znęcała się nade mną psychicznie i fizycznie. Nabawiłam się przez to problemów z agresją i opanowaniem nerwów.

Niedawno rozpoczęłam studia, a matka zaczęła chlać więcej niż kiedykolwiek. Co więcej, narobiła ogromnych długów, a wszystko to za namową swojej „koleżanki”. Ta kobieta uzależniła moją matkę od siebie i nastawia ją przeciwko mnie. Niedługo przez alkohol matka straci pracę, a ja nie poradzę sobie z utrzymaniem jej i mieszkania. Boję się, że wszystkie długi przejdą na mnie. Nie wiem już co robić. Mam dosyć ciągłego wstydu i życia w strachu. Coraz częściej nachodzą mnie myśli, żeby zrobić matce krzywdę i nie musieć już tego znosić. Przeraża mnie to.
niechcedorastac Odpowiedz

Darmowa porada prawna, chyba w każdym mieście jest coś takiego. Przedstaw sytuację i popytaj o możliwości.

lavande Odpowiedz

Pamiętaj, że Twoja matka to dorosła osoba, za której wybory i czyny nie odpowiadasz. Musi sama poczuć konsekwencje tego co robi, nie chroń jej przed nimi. Jedyna rada to odcięcie się i wyprowadzka, pomyśl o tym jak najszybciej i uciekaj. Zobaczysz, że odetchniesz, pomyśl o sobie i swoim bezpieczeństwie i spokoju psychicznym. Kontakt z psychologiem i zrozumienie jak działa współuzależnienie też jest bardzo ważne. Pozdrawiam i życzę siły.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#Cujzq

Jestem kierownikiem zmiany w jednej z większych holenderskich firm. Codziennie kiedy jadę do pracy palę jointa. Robię to od tak dawna, że nikt się nie orientuje. Uchodzę za osobę, która zawsze jest uśmiechnięta.


A ja po prostu mam dosyć tej pracy i ludzi, z którymi mam ciągły kontakt.
WhiteGal Odpowiedz

A nie ma innych firm na świecie, które mogłyby Cię zatrudnić? Moze warto rozważyć zmiane pracy zamiast uciekac sie do watpliwej jakosci rozwiazan, ktore nie wplywaja na polepszenie Twojej sytuacji w dluzszej perspektywie?

hubabubabubabuba Odpowiedz

"Mój ziomo w 1 LO zjarał Amsterdam pierwszego września
Po to by nauczycielka myślała, że tak już ten ma z natury
No i do matury mówił jej, że to alergia"

Zobacz więcej komentarzy (5)

#tcjf1

Walentynki - urodziny mojego byłego. To skłania mnie do refleksji.

Zerwałam z nim, kiedy było między nami źle. Wmawiałam sobie, że to nie ten, bo gdy z nim jestem, to często myślę o innych... Próbowałam się utwierdzić w przekonaniu, że dobrze zrobiłam.
Po drodze dokonałam stertę głupich rzeczy, m.in. przespałam się ze swoim dobrym kolegą, który wykorzystał sytuację, gdy byłam bardzo chwiejna emocjonalnie, strasznie tego żałowałam i próbuję to wymazać z pamięci, ale się nie da.
Chciałam mieć silnego mężczyznę z zarostem, większego od siebie, wyrozumiałego i troskliwego.
Niestety nie da się mieć wszystkiego naraz.

Odkąd zerwałam ze swoim chłopakiem minęło już ponad półtora roku. Od tamtego czasu - z ręką na sercu - nie było ani jednego dnia, kiedy bym o nim nie pomyślała, tęsknię za nim, moja rodzina też. Nie potrafię o nim zapomnieć. Czuję jakby nałożył na mnie jakiś urok, albo zaklęcie, dzięki któremu nie mogę się od niego oddalić.

Jestem teraz rok w związku z dobrym facetem, ale brakuje mu tego "czegoś", co ma tamten. Często rozmawiam z ciocią i mamą mojego byłego, za nimi też tęsknię. Nie wiem co robić... Gdy spotykam mojego byłego na mieście, to serce mi mocniej bije, aż mi się ciepło robi. On jest na tyle miły, że gdy się przypadkowo spotkamy (najczęściej gdy jestem w pracy - a pracuję w firmie usługowej), to on przynosi mi moje ulubione słodycze. Wiem, że on dalej nikogo nie ma. Nie mam odwagi zerwać ze swoim obecnym partnerem, ponieważ nie chcę go ranić... Nie chcę go zawieść. Po prostu czuję, że to nie jest miłość mojego życia.

Codziennie borykam się z tym dylematem i nie mam zupełnie nikogo, z kim mogłabym podzielić się moimi myślami. Wiem, że mój były czasami czyta anonimowe. Może by się zorientował, że to ja i zadziała? On jest mądry i inteligentny, wierzę, że mi pomoże. Nigdy nie chciał dla mnie źle, po prostu mieliśmy bardzo zły okres i oboje podjęliśmy głupią decyzję.
Sama się plączę ze swoimi myślami... Głupia jestem.
To tyle.
Alpejski Odpowiedz

No, to prawda. Głupia jesteś

LiscMiety Odpowiedz

To umów się z nim i powiedz prawdę. A swojego obecnego już krzywdzisz.

Zobacz więcej komentarzy (17)

#P6S9i

Nie lubię tłumów oraz pchających się ludzi . Zawsze gdy jestem w takiej sytuacji, np.  sklepie lub w pociągu, to udaję, że rozmawiam przez telefon, wtedy żalę się, że od paru dni męczy mnie grypa żołądkowa i chce mi się wymiotować. Mimowolnie wielu ludzi nagle się ode mnie odsuwa. A ja mam spokój.
Gaazr30 Odpowiedz

W obecnym sezonie warto opowiadac przez telefon o powrocie z Chin, masz mur beton pol osiedla dla siebie xD

zoltybanan Odpowiedz

Kurde, dobre. Też tak mam i chętnie też opatentuję Twój sposób xd

Zobacz więcej komentarzy (4)

#B8bRE

Odkąd pamiętam, zawsze byłem osobą raczej wycofaną, niezbyt pewną siebie. Zawsze łatwo było zachwiać moim poczuciem własnej wartości, wystarczyło tylko kilka nieprzyjemnych słów i wszystko waliło się jak domek z kart. To odcisnęło wielkie piętno na moim życiu. Stałem się osobą, która desperacko szuka kontaktu z innymi, aby choć przez chwilę poczuć się trochę mniej samotnym, lecz nie potrafiłem zrobić kroku, aby otworzyć się na innych ludzi. W takiej atmosferze, gdzieś na pograniczu depresji, minęło mi dzieciństwo, liceum i większość studiów. Zero związków, przyjaciół, wspomnień, które są coś warte.

W końcu coś we mnie pękło, zrozumiałem, że aby coś w swoim życiu zmienić, muszę złapać za ster i zmienić kurs o 180 stopni. I tak zrobiłem. Wyprowadziłem się do większego miasta, zmieniłem studia, zdobyłem lepszą pracę, odkryłem w sobie nowe pasje. Nie mogłem uwierzyć, że tyle może się zmienić w ciągu jednego roku. I wtedy pojawiła się ona, nazwijmy ją Basia. Z Basią z początku łączyły mnie tylko relacje zawodowe, pracowaliśmy razem. Z biegiem czasu, po kolejnych nadgodzinach przy wspólnych projektach to zaczęło się zmieniać. Basia jest wyjątkową osobą, pełną pasji, przebojową dziewczyną, która każdy dzień wita z uśmiechem na ustach. Tylko ona potrafi roztoczyć wokół siebie jakąś niesamowitą aurę, która sprawia, że każdy chce przebywać w jej towarzystwie. Ja nie byłem inny. Basia stała się dla mnie kimś więcej niż koleżanką z pracy. Stała się jedną z niewielu osób, przy których czuję się swobodnie i chyba pierwszą osobą, z którą potrafię szczerze rozmawiać o wszystkim.

Tak, zakochałem się w niej, ale kompletnie nie wiem jak jej to powiedzieć. Mimo iż tak wiele udało mi się w swoim życiu zmienić, to nadal nie potrafię uwierzyć, że ktoś taki jak ona mógłby zakochać się w kimś takim jak ja. Nadal nie potrafię dostrzec w sobie niczego wyjątkowego. Boję się że, gdy zechcę czegoś więcej, to stracę to co już mam - przyjaciela, na którym zawsze mogę polegać. Wygląda na to że, chyba zawsze będę sam.
TylkoRaz Odpowiedz

Nie mów jej teraz co czujesz jeżeli nie masz z nią jakiegoś regularnego kontaktu na stopie prywatnej. Większość dziewczyn spłoszy się słysząc takie twarde wyznanie od w sumie obcego kolegi z pracy. Zacznij spokojnie, zaproś ją gdzieś i zobacz jak zareaguje. Najpierw w jakieś fajne miejsce publiczne, na kawę, kino, cokolwiek. Jak pójdzie dobrze to powtórz ze 2 razy i zaproponuj kolację, może u Ciebie jeśli masz możliwości. Ugotuj coś, powiedz coś o sobie, słuchaj co ona ma do powiedzenia, puść muzykę, świeczki. Zrób taką otoczkę, żeby wiedziała, że to coś więcej niż kumpelskie spotkanie. Jak przyjmie to wszystko dobrze i chętnie to możesz śmiało założyć, że nie zostaniesz odrzucony. I wtedy po pewnym czasie powiedz jej co czujesz. To bezpieczna opcja z wielu względów. Jeśli spotykasz ją tylko w pracy to możliwe, że Ty dla niej jesteś tylko miłym kolegą, którego widzi od czasu do czasu, poza swoim życiem prywatnym. Dla Ciebie z kolei ona może być wyidealizowaną postacią i może nawet faktycznie jej nie znasz. Zacznij od wzajemnego poznania się i prawdziwego polubienia.

Seven777 Odpowiedz

Wziąłeś sie za siebie, ruszyłeś dupsko, zmieniłeś swoje życie. Zatem potrafisz! Powiedz jej co czujesz, nie sprobujesz to się nie dowiesz co będzie.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#geMtT

Przeczytałam wyznanie osoby, która boi się jeździć autem po stłuczce. No cóż... Ja mam podobnie. Z tym że nie po stłuczce.

Mój mąż pracuje, a po pracy często naprawia samochody znajomych i znajomych znajomych, co jest w sumie zgodne z jego wykształceniem. I jak to mówią - szewc bez butów chodzi. Na nasze auta brakuje już czasu i chęci, a honor nie pozwala oddać do kogoś innego do zrobienia.

Lata temu zmieniłam miejsce pracy, mężowi nie chciało się naprawiać mojego ukochanego pierwszego auta (golf 2 w automacie), bo uznał, że za dużo roboty, auto stare, nie opłaca się. Kupił prawie równie starą corsę, ale uznał, że pojeździmy z rok i kupimy coś lepszego.
Straszne auto. Niby jeździło, ale pierwszy bieg nie wchodził, z czasem też wsteczny i dwójka. Dojeżdżanie do pracy wiązało się ze stresem, że jednak będę musiała tę jedynkę wrzucić... Uspokajał mnie do czasu, gdy nie rozkraczyłam się - na szczęście - pod samą pracą. Wstyd, bo osobom, z którym pracowałam mój mąż auta robił... Sytuacja powtórzyła się dwa razy jeszcze, a mąż naprawiał mi auto na byle jak, na prowizorkę.

Od tego czasu mimo że auto mamy wymienione na całkiem sprawne, boję się jeździć sama autem. Boję się, że znów coś się nagle zepsuje, że zatarasuję skrzyżowanie i nie będę umiała nic poradzić, że dostanę prócz tego mega mandat. Że będzie wstyd jak cholera i mnóstwo kłopotów.
Anonimowe bo nikt o tym nie wie, a ja wstydzę się przyznać bliskim do tego, bo zawsze kozaczyłam, że jestem najlepszym kierowcą w rodzinie - u mnie babska część rodziny bardzo słabo lub w ogóle nie jeżdżą samochodami.
Byłam kozakiem, a teraz drżę jak osika jak mam gdzieś jechać sama.
DisabledBunny Odpowiedz

Doskonale cię rozumiem. W moim starym Lupo nie działa wskaźnik paliwa. Wskazówka jest ciągle na 0 nawet jak bak zalany do pełna. Ciągle muszę liczyć kilometry, niestety już kilka razy stanęłam na drodze. Teraz jak gdziekolwiek muszę jechać to się boję, że braknie mi paliwa.

Odpowiedzi (5)
homoopathie Odpowiedz

Rozumiem Cię doskonale. Mam podobnie, ale u mnie lęk ten jest znacznie bardziej irracjonalny, bo od zrobienia prawa jazdy nie wsiadłam ani razu za kółko. Nie wiem z czego to wynika, ale na samą myśl, że miałabym usiąść za kierownicą, po prostu wzbiera we mnie lęk. Czasem pocieszam się tym, że rezygnując z samochodu i korzystając z komunikacji miejskiej dokładam swoją małą cegiełkę do ochrony środowiska.

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie