#emL3Q

Ostatnio trafiłam na szpitalny oddział ratunkowy w jednym z większych polskich miast. Selekcja wstępna i wydanie opaski. Dostałam zieloną (podejrzenie skręconej kostki, jak się potem okazało - jednak pękniętej). Stwierdziłam, że to zrozumiałe, jak by nie patrzeć nic mojemu życiu nie zagraża.

5 godzin później, kiedy wciąż czekałam na przyjęcie, koło mnie na korytarzu odstawiono kobietę z otwartym złamaniem na nodze. Dosłownie widziałam jej kość. Raz, że myślałam, że zaraz zwymiotuję na ten widok, dwa - ona też miała zieloną opaskę. No to był dla mnie szok, ale pomyślałam - OK, może mają jakieś poważniejsze przypadki.

Minęły kolejne 3 godziny i już prawie byłam u lekarza, kiedy znów przywieziono pacjenta, tym razem chłopca, który miał wbitą gałąź czy patyk w policzek. On również miał zieloną opaskę.

Ja naprawdę nie wiem, co człowiekowi w Polsce musi się stać, żeby była choćby ta pomarańczowa.

#z9ZsM

Mam dość. Szczerze dość tego, że muszę się wstydzić, że mam dziecko.

Jestem młodą mamą (22 lata) z własnego wyboru i świadomej decyzji. Mam cudownego męża i ośmiomiesięczną córkę.
W dobie dzisiejszej nagonki na rodziców, szczególnie małych dzieci, robię wszystko, żeby nie narażać się na chamstwo.
Nigdy nie byłam (i wciąż nie jestem) roszczeniowa. W ciąży ani razu nie prosiłam o przepuszczenie w kolejce, nawet na badaniach w przychodni, gdzie musiałam spędzać po 2h (krzywa cukrowa). Z dzieckiem też nie proszę nikogo o nic. Komunikacją miejską nie jeżdżę, żeby nie przeszkadzać innym ludziom „pchając się z wózkiem”. Do sklepu jadę z dzieckiem tylko wtedy, gdy nie ma tłoku, żeby zirytowane/znudzone dziecko nie przeszkadzało innym w kolejce. Żeby pójść coś zjeść na mieście, prosimy moją lub męża mamę o opiekę nad córką, a jeśli musimy już zjeść poza domem, to jemy po kolei.

Mimo usilnych prób zrobienia wszystkiego, żeby moje dziecko nie było uciążliwe dla innych, wciąż spotykamy się z nienawistnym wzrokiem ludzi wokół, bo przecież z dzieckiem z domu nie można wyjść. Ile można żyć w ciągłym wstydzie, że ułożyliśmy sobie życie w sposób, jaki chcieliśmy? I nie, nie wrzucam miliona (ani nawet jednego zdjęcia) zdjęć naszego bombelka na Facebooka, bo wiem, że nie wszyscy mają ochotę to oglądać. Nie wpycham się w tłum ludzi, taranując ich wózkiem. Zawsze reaguję na głośne zachowanie dziecka. Staram się jak mogę, żeby wszystko było jak należy.

Ot, takie przemyślenia osoby, która w końcu chce być postrzegana jak człowiek i tak traktowana
SzubiDubi Odpowiedz

I chwała Ci za to.
Dalej bądź kochającą i szczęśliwą matką.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#HGH65

Przez 6 miesięcy pracowałem w średniej wielkości B&B w Irlandii. Znalazłem to cudo poprzez agencję pracy (nie rób tego). Pracowałem sam, po 70h tygodniowo, z grubsza pokazano mi jak przygotowywać śniadanie, a jak czyścić pokoje, w ogóle to miało tylko wyglądać na czysto. Szefa praktycznie nie było, bo sam pracował na pełen etat, więc jako 18-letni gówniarz praktycznie prowadziłem hotel, byłem czasami odpowiedzialny za ponad 30 osób naraz. Robiłem tam dosłownie wszystko: pranie, prasowanie, przygotowywanie śniadań, zmywanie, zastawa, zmienianie całej pościeli, sprzątanie wszystkiego. Nie miałem żadnego doświadczenia zanim zacząłem w owym hotelu, coś mnie przekonywało, że to norma. Dopiero z perspektywy czasu widzę, jak bardzo byłem wykorzystywany.

Szef to był skąpiec jakich mało:
- Musiałem zbierać z wszystkich koszy puste buteleczki po szamponach i odżywkach i nalewać do nich zawartość z dużych butli, wylewając przy tym połowę, bo nie miałem lejka ani nic, no co za oszczędność!
- Patelnie na kuchni miały luźne uchwyty i w każdej chwili mogłem się po prostu poparzyć gorącym olejem. Wspominałem o tym, ale brak reakcji.
- Wyposażenie kuchni było co najmniej amatorskie, a cała chemia najtańsza jaka jest, która nawet nie działała.

Wziąłem się do pracy, ustaliłem, że mam dwie szmaty, jedną do łazienek, gdzie zawsze na końcu myłem kibelek, a drugą do powierzchni w pokojach, odkurzałem codziennie, dezynfekowałem powierzchnie. Na kuchni jak zmywałem, to najpierw myłem talerze w jednej wodzie, a potem płukałem w świeżej, wszystko standardowo, do czasu...

Rozkręcił się sezon, gości znacznie więcej, nie miałem fizycznie czasu wykonywać wszystkich moich obowiązków do końca. Mówiłem o tym mojemu managerowi, ale on uspokajał mnie, że mamy znikome negatywne komentarze i że jest w porządku. O dziwo, rzeczywiście opinie na bookingu były prawie zawsze dobre.

Z dwóch szmat teraz w użytku była tylko jedna, do wszystkiego, w dowolnej kolejności, na 10 pokoi. W łazience przecierałem ślady po paście na lustrze i umywalce, spłukiwałem toaletę, nowy papier i gotowe, nie było czasu odkurzać. Szmata prosto z kibla lądowała na biurko oraz tackę, na której był czajnik, odwrócone do góry nogami kubki oraz bezpośrednio na niej łyżeczki. Czasami nie zmieniałem pościeli na kilku ostatnich łóżkach, bo goście już dzwonili do drzwi, sprawiałem tylko, że wszystko tylko wyglądało na czyste. Czułem się obrzydliwie, przy wprowadzaniu gości starałem się nadrobić najlepszą obsługą klienta jaką potrafiłem, rozmową i żartami, przez co nieraz dostawałem napiwki i czułem się jeszcze gorzej. Nie potrafiłem tak po prostu oszukiwać ludzi.

Wiem, że to nie moja wina, robiłem co mogłem, chciałem sobie tylko trochę dorobić.
Gdy sezon jeszcze bardziej się rozkręcił, nie wytrzymałem ze zmęczenia i stresu i się zwolniłem.
scor Odpowiedz

Bądź co bądź zarobiłeś. Szkoda tylko, że szef taki skąpy. Mógłby przecież zatrudnić jeszcze jedną osobę.

#lFXM1

W mojej rodzinie od zawsze ceniło się dwie rzeczy - ciężką pracę i naukę.

Ojciec pracował na budowie od rana do nocy, nie raz widziałam, jak wraca wykończony do domu. Mama pracowała "tylko" jeden etat, czyli 8 h dziennie, ale za to cały dom był na jej głowie, gotowanie, sprzątanie, pranie, zakupy itd.

Ja razem o rok starszym bratem mieliśmy się uczyć, to była nasza praca, zawsze czerwony pasek, a brat miał jeszcze wygrane olimpiady z matematyki. W wakacje z bratem pracowaliśmy przy zbiorach truskawek, wiśni i ogórków.

I teraz obecny czas: ojciec nie żyje, zmarł na zawał w czasie pracy.
Mama jest tak schorowana, że potrzebuje mojej pomocy przy codziennym życiu.
Brat jako pan profesor matematyki pracuje na pewnej uczelni.

A ja mam wykształcenie, życie mi się ułożyło i zawodowo, i prywatnie, mam męża i dwoje dzieci.

Ale mam tajemnicę, o której wie tylko mąż: chodzę na terapię, ponieważ nie umiem odpoczywać. Nie potrafię cieszyć się z czwórki córki, bo mam wrażenie, że jest leniwa, bo to powinna być szóstka.
Dobrze, że mąż jest tym wyluzowanym rodzicem i mnie strofuje, bo inaczej dzieci czułyby, że nie są dla mnie wszystkim. Mówię im, że je kocham, ale okazać to jest mi trudno.

Nie mogę o tym powiedzieć mamie, bo ona uważa, że to dobrze, że nie jestem leniwa, a dzieci przecież mają się uczyć, brat uważa tak samo. A ja się wstydzę.

Mam nadzieję, że terapia pomoże, nie chcę się kiedyś obudzić z wiedzą, że życie mi przeciekło między palcami.
epione Odpowiedz

Najważniejsze, że zdajesz sobie sprawę z problemu i chcesz to zmienić.
Masz oparcie w mężu, dasz radę.

Irving Odpowiedz

Trzymam mocno kciuki za Ciebie. Też muszę się pilnować w tej kwestii. Czasem mam wyrzuty sumienia po odpoczynku, ale jednak odpoczywam tylko najpierw muszę wszystko zrobić. Jesteś super, że zdajesz sobie z tego sprawę. Widać Twoja mądrość i świadomość. Wierzę, że wygrasz z tym.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#qCVvZ

Opowiem wam dziś o psich madkach. Moja sąsiadka jest przedstawicielką tego cudownego gatunku.

Jej pimpuś (mały piesek) musi wejść absolutnie wszędzie, bo inaczej jest awantura. Chodzenie z nim do sklepu spożywczego czy galerii to już standard. Ostatnio próbuje go brać do muzeów na wystawy, żeby "sobie pooglądał" (na szczęście z tego co słyszałem nie wypuścili go). Słyszałem, że w pracy naciska na szefostwo, żeby pozwolili przyprowadzać psy do pracy, bo ona tęskni za pimpkiem.

Do tego jej pies jest zwyczajnie niewychowany. Skacze i szczeka na wszystkich. Gdy tylko zwróci się uwagę, że pies powinien chodzić na smyczy czy że nie wszyscy chcą być atakowani przez niego, sąsiadka wywołuje okropną szopkę. Bo przecież każdy musi pimpusia kochać i uważać za kolejny cud świata. Jeśli tego nie robisz, to jesteś ZŁYM człowiekiem.

Skąd się biorą tacy ludzie?
keanna Odpowiedz

Za nieupilnowanie psa mogą jej walnąć nawet 5000 zł. kary.

scor Odpowiedz

Nie mam pojęcia skąd się biorą, ale chciałbym się przyznać, jestem ZŁYM człowiekiem. Na tyle złym, że z powodu skarg Szef chce uciąć mi premię. Jaki jest powód zapytacie, otóż już tłumaczę. Podczas interwencji z powodu zakłócania ciszy nocnej poraziłem strumieniem gazu pieprzowego gryzącego moją nogawkę Yorka, z którym właścicielka nie mogła sobie poradzić. Od tego czasu minęły 2 tygodnie, a w tym czasie złożono na mnie 2 skargi: 1 z ww. sytuacji, a 2 z powodu jakobym podczas służby zaatakował gazem spacerującego z właścicielką PSA. Jednak w tym przypadku nie zgadza się adres korespondencji, który nie istnieje oraz data zdarzenia, gdyż wtedy miałem wolne i fakt, że posiadam alibi. I tu jest pytanie do was Drodzy Anonimowi, jak waszym zdaniem powinienem się wtedy zachować?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#bV4Nk

Mam 22 lata i od kilku lat żyję w ciele innej dziewczyny.

Zaczęłam mieć problemy zdrowotne, w wyniku których przyjmowałam leki, od których niestety przytyłam kilkadziesiąt kilogramów przez kilka lat. Kiedyś byłam bardzo wygimnastykowana, miałam filigranową figurę, każdy się tym zachwycał. Teraz jestem uwięziona w ciele, którego nie poznaję. Mam bardzo dziewczęcą i delikatną osobowość, plus głos, który zupełnie nie pasuje do wyglądu. Staram się schudnąć, bo leków już nie biorę, jednak obawiam się, że nigdy już nie wrócę do bycia tamtą piękną dziewczyną.

Dla mnie to bardzo anonimowe i jednocześnie bolesne, ponieważ nikt nie zna tego bólu, gdy patrzysz w lustro i nie widzisz siebie, tylko jakąś maszkarę.
CzerwonyPazdziernik7 Odpowiedz

Życzę Ci z całego serca, żeby Ci się udało. Jesteś młoda, nie poddawaj się.

KateClumsy Odpowiedz

Myślę, że jednak wiele osób zna ten ból. Co oczywiście nie znaczy, że można go bagatelizować u kogokolwiek. Mam nadzieję że uda ci się wrócić do "swojej formy" - optymizm jest tu bardzo na miejscu, bo przecież masz na to szanse. Powodzenia!

Zobacz więcej komentarzy (3)

#CJOlX

Dość wcześnie straciłam matkę, która zmarła w tragicznych okolicznościach. Po tych wydarzeniach moje dzieciństwo się skończyło. Już nic nie było takie jak wcześniej. Musiałam być silna dla siebie, młodszego brata i ojca, który całkowicie się załamał.

Dziś mam 28 lat, jestem po ślubie i planuję wraz z mężem dziecko. Bardzo się ekscytuję na samą myśl o tym, że będę mogła bawić się z dzieckiem tymi wszystkimi klockami, jeździć na hulajnodze, czytać mu te kolorowe książeczki, chodzić z nim na zajęcia sportowe i wspierać na zawodach.

W skrócie mam wrażenie, że chcę przeżyć z moim dzieckiem to, co mnie ominęło. Nie wiem, czy to dobrze, czy lepiej odłożyć macierzyństwo na później i wcześniej samej dojrzeć, chociaż mam już swoje lata, męża oraz stałą pracę w zawodzie.
Angel12345 Odpowiedz

To dobrze. Mam 3 dzieciaki w tym dziewczynkę, wreszcie mogę pobawić się domkiem dla lalek którego nigdy nie miałam. Bycie rodzicem ma właśnie ten Plus że możesz czasem zachowywać sie jak dziecko, i nikt ci nic nie powie.

Odpowiedzi (1)
negatywnaosoba Odpowiedz

Ja dla mojego młodszego brata zawsze kupuję takie prezenty jakimi ja też bym chciała się pobawić, ale mu się też spodobają. Jako dziecko nie mogłam bawić się moimi ukochanymi lego, etc, bo po prostu nie było nas na to stać.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#4Unfz

Jestem w bardzo trudnym momencie życia.
Okazało się, że miłość mojego życia spała z moją bliska koleżanką.
Problem polega na tym, że podczas ich romansu nas już coś łączyło. Przynajmniej tak sądziłam.
A potem się dowiedziałam, że w dwudniowym okresie czasu spał z nami obiema. Oboje to ukrywali. Dowiedziałam się teraz... Będąc z nim od kilku miesięcy.
Ona się przyznała, powiedziała wszystko z najmniejszymi szczegółami. I mimo że ma męża, wdawała się w takie relacje.

Teraz nie umiem sobie poradzić. Niby to nie zdrada, ale myśl, że człowiek, którego uważałam za najcudowniejszego na świecie poszedł do wyra z mężatką... odraża mnie. Nie toleruję takich rzeczy (incydent w małżeństwie rodziców). Kocham go, ale przychodzą chwile, kiedy jak tylko mnie dotknie, to czuję obrzydzenie.
Nie wiem co mam zrobić.
MeganeIII Odpowiedz

Spał z wami obiema i nie uważasz tego za zdradę?

Odpowiedzi (2)
PaniDyrektor Odpowiedz

Powiadomić męża koleżanki - to trzeba zrobić. Szkoda chłopa

Zobacz więcej komentarzy (3)

#i51ms

Jesteśmy z żoną już 12 lat razem. Około 3 miesięcy temu ukochana zaczęła podejrzewać, że ją zdradzam lub uprawiam hazard. Mamy wspólne konto od około 9 lat i zawsze to ja zajmowałem się wszelkimi finansami - rachunki, zakupy, oszczędności. Nie jesteśmy rozrzutni, ale też nie kontrolujemy każdego grosza wydanego ze wspólnych pieniędzy, a przynajmniej nie moja żona. Co miesiąc odkładamy pewną sumę pieniędzy na konto oszczędnościowe i jedynie czasami żona pytała, ile już mamy odłożone.

W pewnym momencie uznała, że czas spiąć poślady i zacząć odkładać większe sumy pieniędzy, ponieważ chce jak najszybciej wybudować własny dom. Dlatego postanowiła kontrolować dokładnie każde wydatki, każde wpływy na konto i to co idzie na zakupy. Ukochana spostrzegła wtedy, że co miesiąc brakuje nam nawet kilkuset zł, po opłaceniu wszystkiego i wyliczeniu zakupów. W historii przelewów nic się nie doszukała, a podejrzenie od razu padło na mnie, gdyż to nadal ja robiłem opłaty. Próbowałem się jakoś tłumaczyć, że gdzieś się musiała pomylić, zgubiła paragon, czy że pożyczyłem znajomemu. Widocznie nie byłem zbyt przekonujący, bo już po dwóch miesiącach żona oznajmiła mi wprost, że mam jej powiedzieć, jeśli wydaję pieniądze na hazard lub co gorsza na inną kobietę.

Nie chciałem tego dłużej ukrywać i trzymać jej w niepewności, bo i tak trwało to już bardzo długo. Przyznałem się jej, że owszem, ''okradałem'' nas, jednak nie wydawałem tych pieniędzy ani na hazard, ani na inną kobietę, a po prostu założyłem drugie konto w innym banku i odkładałem dodatkowe pieniądze. Od początku planowałem to jako niespodziankę, jednak nie sądziłem, że tak długo to potrwa i że taka suma się uzbiera. Początkowo sądziłem, że będę odkładać góra 2 lata i zabiorę ją na jakąś wycieczkę, jednak po 9 latach udało mi się ''na lewo'' odłożyć ponad 30 tysięcy. Byłem dyskretny, nie robiłem przelewów, tylko odkładałem przy okazji wypłacania gotówki na zakupy. Odkładałem więcej, kiedy mieliśmy niższe rachunki, mniejsze zakupy. Odkładałem dodatkowe premie, które dostawałem w pracy. Czasem nawet sprzedałem coś starego, nieużywanego z domu, a pieniądze oczywiście szły na to konto.

Po wyznaniu prawdy ukochana rozpłakała się ze szczęścia i ucieszyła się, że żaden z jej scenariuszy nie miał miejsca, a pieniądze czekają tylko, aby je wydać na nasz nowy dom.
Irving Odpowiedz

Ja bym sie zniesmaczyla... W koncu mogłeś sobie odkładać ta kase na lewo, a jak sie pokapowala to powiedzieć, ze to dla Was.

mroofkojad Odpowiedz

A wystarczyło przelewać pieniądze na wspólne konto oszczędnościowe. Po co takie gierki? Nawet jeśli chciałbyś jej kupić droższy prezent / zabrać na drogą wycieczkę, to i tak wypadało by skonsultować wydanie większej sumy z żoną. Twoje wynagrodzenie (w tym premie), pieniądze za rzeczy z domu - to nadal wasz wspólny majątek i twoja żona ma równe prawa być poinformowana ile tego jest, jak i decydować ile powinno być odkładane na oszczędności.
A kłamstwa i robienie z niej wariatki (że niby zgubiła paragony, nie umie liczyć i co tam jej jeszcze wmawiałeś) to podłość sama w sobie.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#d86bx

Jestem dobrą uczennicą, mam wysoką średnią, biorę udział w olimpiadach, konkursach. Nauczyciele mnie chwalą, rodzice z wypiekami na twarzach zastanawiają się, na jakie studia mnie wysłać. Wszyscy wróżą mi świetlaną przyszłość zawodową. A ja... szczerze mówiąc marzę o pracy bez ambicji. Takiej, w której nie musiałabym myśleć ani wkładać w nic serca. W której mogłabym emocjonalnie i intelektualnie przewegetować te 8 godzin, by później w domowym zaciszu powrócić do życia i tworzyć sztukę, której nie miałabym odwagi sprzedać, bo zwyczajnie brakuje mi talentu oraz inteligencji, by powołać do życia coś naprawdę dobrego. Chcę spełniać się poprzez dzieła ukryte przed światem i pogłębianie wiary. Chcę być szczęśliwa, nie interesują mnie oklaski ani wysokie honoraria. Wymarzona praca może być nisko płatna, byleby tylko starczyło na dach nad głową oraz jakieś podstawowe potrzeby, tak abym nie musiała polegać na ubogich rodzicach lub partnerze, którego wolałabym nie mieć.

Nie wiem nawet, czy istnieje gdzieś taki zawód. Praca fizyczna wymaga zazwyczaj dobrej kondycji lub umiejętności, których ja nie posiadam. Prawdopodobnie nigdy nikomu się do tego nie przyznam - nie chcę uderzać w mur frustracji, oczekiwań, nacisków i niezrozumienia. Być może przeczytacie kiedyś jakiś felieton mojego autorstwa, może nawet tanią książkę podpisaną moim nazwiskiem. Szkoda. Takie życie.
Franz1983 Odpowiedz

Praca w fabryce jest dla Ciebie. 8 godzin wciskasz guzik w maszynie i przekładasz zrobiony produkt na kolejną kupkę. Albo zrób kurs na jakiś wózek widłowy, to lepiej zarobisz i praca siedząca. Urząd odpada, za dużo trzeba się z debilami użerać. Rodzice będą pewnie marudzić, ale olej to. Rób to co to Tobie sprawia przyjemność.

Postac Odpowiedz

A mnie zastanawia, czy faktycznie byś się w takiej pracy odnalazła, jakbyś nie musiała myśleć przez kilka miesięcy. Na razie ciągle musisz, więc marzysz o czymś czego nie masz.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (16)
Dodaj anonimowe wyznanie