#q4JGF
Gdy przyleciałam do niego, odebrał mnie z lotniska i pojechaliśmy do jego mieszkania. Zdążyliśmy się przywitać długim przytulasem, a drzwi wejściowe się otworzyły, weszła nimi jakaś dziewczyna, rzucając się mojemu chłopakowi na szyję z tekstem, że bardzo za nim tęskniła. Kochany nawet nie wiedział, co powiedzieć, a kiedy zapytała, kim jestem, to stwierdził, że... jestem jego kuzynką i właśnie wracam do Polski, dlatego moja torba, której nawet nie zdążyłam rozpakować, stoi w przedpokoju. Byłam w takim szoku, że po prostu wyszłam.
Teraz wracam do domu i powiem wam, że 3 lata związku poszły się je*ać. A myślałam, że go znam...
#cXgL8
Ostatnio w szkole byłam w połowie przytomna, ponieważ wzięłam tabletkę zbyt późno i nadal działała. Pomyślałam, że pójdę do pani pedagog, powiem, co i jak i zapytam, czy pozwoli mi odczekać czas na działanie tabletek, żebym przypadkiem nie zasnęła na lekcji. Pożałowałam tego prawie od razu. W środku musiałam opowiadać wszystko co i jak, ze szczegółami. Pominę fakt, że przerywano mi w połowie zdania, aby dodać monolog, który nie pasował do mojej sytuacji i brzmiał jak cytat z „mondrej” książki. W skrócie, ja o zupie, a ona o d*pie. W połowie rozmowy do pokoju przyszła wicedyrektorka i widząc mnie, zapytała, co się stało. I w tym momencie mój wk*rw osiągnął apogeum.
Moja wersja powiedziana pedagogowi: „Niedawno zmarła mi babcia i muszę brać nasenne, aby móc spokojnie spać, ale biorę tylko JEDNĄ na noc. Jednak dalej działa i nie chciałabym ZASNĄĆ na lekcji”.
Jej wersja powiedziana wicedyrektorce: „A bo dziewczynce zmarła babcia i wzięła GARŚĆ tabletek nasennych i BOI SIĘ, że ZEMDLEJE”.
No normalnie myślałam, że oszaleję. Od razu zaczęłam tłumaczyć, że to, co mówi pedagog to fałsz i żeby nie przekręcała moich słów. Jak szybko się pojawiłam, tak szybko pożegnałam się i wyszłam. Oczywiście o sytuacji powiedziałam mamie oraz dyrektorowi, który na początku nie mógł uwierzyć, że to prawda.
Jutro idę porozmawiać ponownie z tą panią pedagog, aby zakończyć sprawę – i nigdy więcej nie postawię nogi u żadnego pedagoga szkolnego. Wytłumaczcie mi, jak można tak chamsko przekręcać słowa ucznia na jego niekorzyść? Bo ja tego nie rozumiem...
#XnRyU
Uprzedzając pytania – tak, wolno pracować w zawodzie lekarza przy takiej diagnozie.
#Q4ODy
Ktoś tu chyba chce zwiększyć przyrost naturalny w tym kraju.
#fy5nn
Akurat przypadło, że następnego dnia mieliśmy zajęcia z psychologiem, a jednocześnie seksuologiem, który miał jakieś pojęcie o tym, co robi. Po lekcji podszedłem do prowadzącej i opowiedziałem, czego na religii nas w tej szkole uczą, na co ta odpowiedziała, że to jest skandal, że jak ktoś nie ma pojęcia o tym, to nie powinien uczyć, poszła na skargę do dyrektora. Siostra będzie miała chyba problemy...
A tak się złożyło, że ja jestem gejem... :)
#Qxtwa
W okolicy świąt byłam u mamy, codziennie rano leciałam po świeże bułki do piekarni. Nagle podeszła do mnie dosyć starsza kobieta, zaniedbana, i poprosiła o kupno chleba. OK, nie ma sprawy. I tak było przez kolejne dni. Raz nawet wzięłam ją do spożywczaka i zrobiłam małe zakupy. Serce mi rosło, że chociaż tak mogę komuś pomóc.
Powiedziałam o tym mamie, czy też widuje tę panią, bo może trzeba ją zgłosić do jakiejś organizacji. Odpowiedziała, że oczywiście! To znana na całe osiedle oszustka – dostaje tu, a kilka ulic dalej sprzedaje za połowę ceny!
Nie powiem, ale wtedy poczułam się naprawdę podle oszukana.
#nSEpi
#DXiW2
#FhmBh
Z Karolem zaczęliśmy się spotykać przed studiami. Na czas studiów wspólnie zamieszkaliśmy. Jakoś nam czas płynął – dużo kłótni, awantur, ale i nie tylko. Po 5 latach związku się oświadczył. Nic się w sumie nie zmieniło, tylko to, że robiliśmy się coraz starsi. Rodzina zaczynała pytać o ślub, bo lata lecą, a tu cisza. W końcu po 10 latach nadszedł ślub. Nie było wow i fajerwerków, a po ślubie się nawet posypało. Karol zapraszał se kumpli, a ja robiłam za służącą. Po awanturach na jakiś czas pomagał w domu, ale krótko. W łóżku podczas zbliżenia zadowalał mnie wibrator. O miłości francuskiej, przynajmniej z jego strony, nie było już mowy. Mimo że wcześniej była.
Miłość się wypaliła, a zostało przyzwyczajenie. Dobijaliśmy do 30, a o dziecku ani słowa.
Z Adamem utrzymywaliśmy sporadyczny kontakt. Raz na jakiś czas któreś z nas napisało i tyle. Ostatni raz napisałam ja. O jakąś głupotę. I zaczęliśmy gadać codziennie. Od rana do wieczora. On był wolny, ale wiedział, że mam męża. Na początku było niewinnie. Zwykłe gadanie o bzdetach. Później zaczęło się robić ciekawie. Wyznał mi, że się zakochał. Ja czułam się znowu jak nastolatka, motylki w brzuchu itp.
Z mężem sypało się coraz bardziej. W trakcie jednej z kłótni wyrzucił mnie z domu. Nie miałam ze sobą nic. Moich rzeczy nie chciał mi oddać. Po kilku dniach przyszedł, błagając o wybaczenie. Nie chciałam do niego wracać, ale musiałam zabrać swoje rzeczy, a to był jedyny sposób. Kilka dni później, gdy Karol był w pracy, spakowałam rzeczy i wyszłam. Niedługo później złożyłam papiery o rozwód. Jednak zanim się rozwiodłam, spotkałam się z Adamem. Nie był kołem ratunkowym itp., decyzja o rozwodzie była podjęta. Zaczęliśmy być parą jeszcze przed rozwodem. Teraz już jesteśmy po ślubie i mamy dziecko. I jesteśmy szczęśliwi.
Czasami po prostu nie warto czekać na cud, który nie nastąpi. Nie warto też trwać w związku z przyzwyczajenia.
Anonimowe w tym jest to, że tylko dwie osoby wiedzą, jak było naprawdę. Rodzina i znajomi oraz Karol znają inną wersję. A prawda jest taka, że zakochałam się w innym, będąc zamężną...