Moja babcia jest okropną hedonistką. Bagatelizuje zdrowie. Była zakaźnie chora, a stwierdziła, że to idealna okazja, by zaprosić koleżanki. Moi rodzice są na nią źli, doszło nawet do dosyć głośnej wymiany zdań, ale staruszka tylko się śmieje i mówi, że każdy na coś musi umrzeć. Kompletnie bagatelizuje sprawę i nie myśli nawet o nas, że nam też się oberwie, a mamy w domu dzieci.
Znajoma pracująca w sklepie skarżyła się, że moja babcia maca gołą ręką bułki, chociaż na każdej szklanej powierzchni przy pieczywie jest napisane, że należy założyć rękawiczki jednorazowe.
Wcześniej nie segregowała śmieci, bo ona zaraz umrze i nie obchodzi ją, w jakim stanie będzie planeta po jej śmierci. Szkoda tylko, że mieliśmy podpisaną deklarację, że segregujemy i musieliśmy robić to za nią, inaczej zostalibyśmy ukarani. I tak co jakiś czas kłóci się, że opłaty zdrożały i nie będzie płacić, tylko palić swoje śmieci w piecu.
Nie obchodzi jej, że woda stale kapała z jej kranu, w końcu stać ją na opłaty (tata się zlitował i wymienił uszczelkę).
Anonimowe jest to, że od dwóch dni dosypuję jej leków nasennych do dzbanka z herbatą, którą robi na cały dzień i sama wypija. Miałam problemy ze snem, psychiatra przepisał mi tabletki, ale od kiedy staruszka nas nie męczy, zasypiam bez tych pigułek. W dzień śpi lub chodzi zmęczona i senna, nie ma też ochoty nikogo zapraszać. Na zakupy też nie wychodzi, więc mój mąż robi je za nią.
Nie wiem, co dalej zrobić, na pewno na czas jej choroby będę dalej faszerować ją lekami, żeby ją jakoś spacyfikować. Lepiej tak, niż żeby miała stwarzać ryzyko zakażenia.
Nie mogę patrzeć na to, jak moi rodzice się zachowują. Ojciec całe dnie spędza przed komputerem. Nie obchodzi go nic poza grami i filmami. Z nami praktycznie prawie nie rozmawia. Jest uzależniony do tego stopnia, że ciężko się dorwać do komputera. Mam troje rodzeństwa, a większość czasu na komputerze spędza on. Potrafił grać do 24, a nawet dłużej, przy zapalonym świetle (komputer był w moim pokoju). Na wszelkie uwagi rzucał teksty: „Cicho bądź, czego pyskujesz?”. Muzyka na całą chałupę, „bo mnie uspokaja” (co z tego, że innych doprowadza do szału).
Druga sprawa, że strasznie dużo je. Jak któregoś domownika nie ma w domu, obiad trzeba mu odłożyć, bo ojciec wszystko zje. Nieważne, ile się nagotuje, i tak wszystko zjada. W liceum chodziłem na treningi. Kilkakrotnie szedłem spać głodny, a on narzekał, że go brzuch boli z przejedzenia. Kiedy w wakacje pracowałem całe dnie w polu u znajomego, siostra przyniosła mi obiad ze szkoły (po maturze, obiady z MOPS-u). Wróciłem o 21 do domu, a obiad oczywiście on zjadł. Takich przykładów są setki.
Mama tak samo pracuje jak on, ale ona musi gotować, prać, sprzątać, prasować. On nie musi w domu robić NIC. Stolarz z zawodu, a meble rozwalone, bo mu się nie chce ich skleić.
Przez jego zachowanie brak mi pewności siebie. Nie umiem zwracać komuś uwagi, bo wychodzę z założenia, że i tak to nic nie da.
Byłam dzieckiem molestowanym. Brutalnie, przez własnego ojca, od co najmniej 4 roku życia. Wszystko skończyło się, gdy miałam 16 lat, szczegóły nie są ważne. 4 lata zajęło mi pozbieranie się do kupy, oczywiście z pomocą psychologów i psychiatrów. Gdy zaczęłam normalnie funkcjonować i nabrałam pewności siebie, otworzyłam się na ludzi i po ok. roku poznałam swojego obecnego męża, z którym jestem już 12 lat. Mamy razem synka, mąż jest bardzo oddany naszej małej rodzinie, szaleje za nami i wiem, że jesteśmy całym jego światem, nigdy nas nie skrzywdził w żaden sposób. Ale zauważyłam, że odkąd mały skończył 4 lata, coś się odblokowało w moim mózgu.
Dostaję niemal ataków paniki, gdy mąż ma pomóc małemu w kąpieli, choć wcześniej było to na porządku dziennym. Lub gdy razem się zdrzemną na kanapie, szczególnie wieczorem, gdy synek ma na sobie tylko piżamkę. Najgorzej jest, gdy muszę iść do pracy, a oni zostają we dwoje. Serce wali mi ciągle jak oszalałe, ręce mi się trzęsą, nogi uginają, mam ochotę wyć, wrzeszczeć, rwać włosy z głowy... Muszę się powstrzymywać, by od razu po powrocie nie biec do synka i oglądając go z góry na dół wypytywać, czy wszystko w porządku, co robił z tatusiem i czy nic go nie boli. Jest mi tak strasznie wstyd, czuję się podle, bo naprawdę nie mam podstaw do takich obaw, szczególnie wobec tak wspaniałego człowieka, jakim jest mój mąż. Kocham go bardzo i wiem, że skrzywdziłabym go do żywego samym poruszeniem tego tematu, ba, to mi nawet przez usta nie chce przejść, tak absurdalnie to brzmi. Ale nie mogę już tak dłużej, nie daję rady żyć w tym strachu, nie mogę przez to skupić się na czymkolwiek innym. Każde jego sam na sam z naszym dzieckiem przysparza mnie o chęć zrobienia mu krzywdy, chcę bronić swoje maleństwo, choć nie mam przed czym.
Mąż wie o mojej przeszłości, ale wątpię, by podejrzewał, że może się ona na nim odbić w taki sposób. Czy jeśli pójdę do psychologa w tajemnicy, on zaleciłby terapię we dwoje? Chciałabym to tak obejść, żeby mąż się nie dowiedział o tym, co przeżywam, choć to nieuczciwe i zdaję sobie sprawę, że aby w pełni zaznać spokoju, muszę to z nim „przepracować”. Ale bardzo nie chcę go skrzywdzić swoimi lękami.
Od lat cierpię na bezsenność. Nie byłam w stanie nic z tym zrobić, nie działał na mnie żaden szum, żadne leki (!) ani różne inne sposoby, a próbowałam wielu rzeczy. Z natury jestem strasznym zmarzluchem, dlatego mam w domu farelkę. Zawsze jak jej używałam, robiłam się jakaś taka śpiąca, czasami nawet zdarzało mi się zasnąć. Nigdy jednak nie zwracałam na to szczególnej uwagi, lecz ostatnio zauważyłam, że właściwie jest to bardzo dobry sposób na moją bezsenność. Włączę sobie farelkę, podgrzeję się, więc zimno mi nie będzie, wyłączę i spokojnie zasnę.
Zastanawiałam się, czy usypia mnie ten szum wydawany przez farelkę, czy ciepło, ale okazało się, że to ciepło. Co ciekawe, ciepło z wszelkich innych źródeł mnie nie usypia – tylko to z farelki.
PS Dla niewiedzących (a wiem, że tacy są): farelka to takie urządzenie à la wiatrak, po prostu tak jak wiatrak chłodzi zimnym powietrzem, tak farelka dodatkowo grzeje ciepłym powietrzem.
Pracuję na pasażu naprzeciwko kas pewnego marketu. Przez 8 godzin (a czasami 12) słucham wycia. Tak, wycia, bo płaczem tego nazwać nie można. Dzieci poniewierają się po podłodze, szantażując rodziców o kinder jajko. Pisk, z którego można wydobyć „Mamo, kuuuuuuuuuuuuuup!” jest nie do zniesienia. To nie są pojedyncze sytuacje. To codzienne i nagminne.
Najlepsze jest to, jak taki mały dzieciak wpadnie do mnie do saloniku. Relatywnie blisko drzwi (przy witrynie) mam telewizor na stojaku. Raz upomniałam dziecko, które zaczęło kopać stojak. Dostałam opierdziel stulecia, bo przecież jak mogłam Brajankowi nie pozwolić dotknąć i przewrócić telewizora. Dzieci wpadają, łapią za przedmioty, które sprzedaję (tanie nie są), po czym jak odbieram je dziecku, to dostaję ochrzan, że dziecko chciało tylko zobaczyć, a ja jestem taka wredna… Ciekawe, czy zapłaciliby, gdyby coś się zepsuło?!
A klienci z dziećmi? Piekło. Pracuję tu kilka miesięcy, a zdarzyło mi się dopiero 3-4 dzieciaków, które zachowywały się normalnie. Oferujemy dla nich kolorowanki, kredki, baloniki... To nic nie daje. Po wizycie pary z dzieckiem mam do mycia podłogę, która jest w słodkich napojach, ubrudzoną ekspozycję, grubą warstwą czekolady i powyrywane kartki z gazet…
Mam 22 lata. Pamiętam doskonale swoje dzieciństwo. Pamiętam kilka klapsów od mamy, jak zaczęłam świrować w miejscu publicznym. Pamiętam stanowczy wzrok taty, który nie chciał kupić kolejnej czekoladki, bo jedna miała mi wystarczyć.
Dziękuję, kochani rodzice, że wychowaliście mnie na człowieka szanującego innych ludzi, który umie cieszyć się z małych rzeczy.
PS Nie mam urazu po kilku wychowawczych klapsach.
Moja młodsza siostra zginęła w wypadku samochodowym 5 lat temu. Bardzo mi jej brakuje. Mam 40+, a zamiast już się z tym oswoić, to coraz gorzej mi z tym.
Mam troje dzieci i przez iks lat żyłam w związku. Na początku partner był wspaniały, ale z czasem zaczęło się pojawiać jego prawdziwe oblicze pod wpływem alkoholu. Doszło do przemocy psychicznej, fizycznej, ekonomicznej, a także wobec mnie seksualnej... Zgłosiłam się na policję, a on został zatrzymany. Co usłyszałam od mojej matki? Że to ja zgotowałam dzieciom piekło.
Modny ostatnio jest eksperyment z myszami. Zapewniono im idealne warunki do życia, bez zagrożeń, z jedzeniem pod dostatkiem. Po czasie przestały się rozmnażać, bo im się nie chciało, wszystko miały pod nosem.
Jest w tym dużo analogi do dzisiejszej sytuacji – ludzie nie chcą dzieci, nie chcą związków. Czerpią radość, przyjemność, spełnienie z innych rzeczy.
To wcale nie chodzi o mieszkania, zarobki czy rządowe dotacje, nikogo normalnego 800 złotych nie przekona do posiadania dzieci. Jeśli kto chce, to będzie je miał, bez znaczenia, czy to będzie 800 plus, czy 2000 plus. Po prostu takie mamy czasy, nie jest to wina kobiet ani mężczyzn, nie warto obrzucać się nawzajem błotem. Nie oceniajmy tych, co mają dzieci ani tych, co ich nie chcą, bo każdy ma wybór.
Mój tata opowiadał, że gdy przeprowadził się do miejscowości mojej mamy po ślubie, oczywiście nikogo tam nie znał. Szukał jakiegoś fachowca (budowa domu) i sąsiad polecił mu pana Grzywkę, wytłumaczył dojazd itp.
Tata pojechał pod wskazany adres, dzwoni do drzwi, otwiera jakiś facet. No więc mój tata pyta: „Czy tu mieszka pan Grzywka?”, a gościu zrobił się aż cały czerwony, ale wycedził przez zęby: „Tak, to ja”.
Dopiero później mój tata dowiedział się, że „Grzywka” to było jego przezwisko, bo ten pan był łysy jak kolano :D
Mam 25 lat i jeszcze nie uprawiałem s3ksu, co budzi we mnie ogromne kompleksy i mocno narusza moją pewność siebie. Może nie byłoby to dla mnie problemem, gdyby nie fakt, że „bogatsze” życie towarzyskie mają przeciętne 15-, 16-letnie dzieciaki, co poza wyżej wspomnianymi kompleksami wzbudza we mnie również poczucie straconej młodości. I tak wiem, wiem, że to mnie nie definiuje jako człowieka, bo liczy się to, co jest w głowie czy sercu, bla, bla, ale jest to dla mnie również problematyczne ze względu na to, że boję się nawet ryzyka wejścia w jakąś relację, bo boję się reakcji na to oraz tego, że najzwyczajniej w świecie nie będę w stanie zadowolić partnerki ze względu na zerowe doświadczenie w temacie, gdzie potencjalna partnerka w moim wieku, a nawet sporo młodsza, będzie, no krótko mówiąc, obeznana w temacie. Jestem ciekawy, co macie do powiedzenia w tej kwestii. Może ktoś ma/miał podobne przejścia, również kobiety. Chętnie poczytam, może chociaż czytając te komentarze, przez moment nie będę się czuł jak przegryw. Z góry dzięki za wszystkie odpowiedzi.
Dodaj anonimowe wyznanie