#w2A8c
Są dni, że idę do pracy i dzień leci; lekcje OK, lecz coraz częściej stresuję się, boli mnie brzuch (nawet jak pomyślę o pracy). Nie wiem, jak długo wytrzymam... Staram się nie zanudzić uczniów, pracujemy w grupach, oglądamy filmy, tik toki, wymyślam zadania interaktywne... A i tak coraz częściej, zamiast realizować materiał, muszę przywoływać do porządku, prosić o nierozmawianie. Mam wrażenie, że właśnie taki archetypowy nauczyciel, który krótko trzyma dzieciaki, jest najlepszym rozwiązaniem. Te wszystkie nowe modele nauczyciela nie sprawdzają się...
Do tego ilość obowiązków poza lekcjami. Tony papierów (gdybym była wychowawcą, to jeszcze więcej) to istny kosmos momentami... Siedzę po nocach i tworzę.
#ceIpx
Ojciec pił, od kiedy sięgam pamięcią. Pił, kiedy się urodziłam, pił, kiedy moje kilkanaście lat starsze rodzeństwo się rodziło, ba, pił, nawet gdy poznał moją mamę. Nie był co prawda typem alkoholika, który codziennie chleje wódkę i leję swoją rodzinę. Nigdy na nas ręki nie podniósł, całe życie pracował i przynosił wypłatę (uszczuploną o parę stówek na alkohol), która starczyła na normalne życie. Jednak kilka do kilkunastu piw dzień w dzień wystarczyło, żeby zniszczyć mi dzieciństwo. Oprócz ojca w stanie upojenia, pamiętam wieczne awantury powodowane jego cholerycznym charakterem (zawsze inne zdanie od wszystkich i to on miał rację). Ile razy moja mama i rodzeństwo, którzy przyprowadzali znajomych, musieli się wstydzić – nie zliczę (ja w nastoletnim wieku już nikogo nie zapraszałam).
Może ktoś pomoże mi zrozumieć, co kierowało kobietą, która przez niemal 40 lat nie zostawiła takiego człowieka? Z pewnością nie była to miłość, bo o ile mama zawsze okazywała nam dużo matczynej czułości, to nie kryła się z tym, że ojca nigdy nie kochała. Co usłyszało dziecko na pytanie, jak się poznali i wzięli ślub? „Nie kochałam ojca, powiedział, że się zabije, jak za niego nie wyjdę”. Dodam, że była młoda i piękna, więc nie związała się z nim z desperacji. Przez całe życie nie ukrywała również, że jest nieszczęśliwa. Jednym z moich najwyraźniejszych wspomnień z dzieciństwa są wczasy z wujostwem, gdzie dorośli popili, a ja leżąc w łóżku, zza zamkniętych drzwi usłyszałam, jak to mama marzy o tym, żeby wziąć do kieszeni 1000 zł i pójść na plażę, żeby ktoś ja napadł i uciął jej łeb. Nie wiem co gorsze: życie z alkoholikiem czy ze świadomością, że twoja mama po cichu marzy o śmierci? Czy tkwiła w tym toksycznym małżeństwie z uwagi na „dobro” dzieci? Ojciec nigdy nami się nie zajmował, a my go nie szanowaliśmy i nie szukaliśmy z nim kontaktu. Może więc bała się, że sama sobie w życiu nie poradzi?
Nie jestem w stanie zrozumieć postępowania nie tylko mojej mamy, ale każdej kobiety, która tkwi w związku z alkoholikiem. Oczywiście to ojca winię za skrzywienie psychiki, ale do mamy mam żal. Nigdy jej tego nie powiem, bo wiem, że sama się w życiu nacierpiała i może myślała, że jeszcze bardziej skrzywdziłby nas brak ojca. Do niedawna wmawiałam sobie, że sytuacja w domu po mnie spłynęła, ale w końcu człowiek nie rodzi się z poczuciem bycia gorszym, chorobliwą nieśmiałością i wiecznym poczuciem wstydu. Łudzę się, że „wyrzucenie” z siebie tego tutaj w jakiś sposób pomoże mi w uporaniu z żalem.
#yYrcz
Mało?
Gdy miałem 17 lat, po imprezie rodzinnej wracaliśmy do domu. Tak się złożyło, że do jednego auta musiało wejść 6 osób, to zdecydowano, że kuzynka Monika (lat 24) usiądzie mi na kolanach. Gdy tylko usiadła to... sprzęt był gotowy do użytku. Oczywiście to poczuła, spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Co jakiś czas na mnie spoglądała z uśmiechem, ale co mogła zrobić.
Ciekawe, czy takich jak ja jest w mojej rodzinie więcej.
#ePIqK
Co w tym anonimowego?
Otóż moja współlokatorka dostawała szewskiej pasji na widok poplamionych blatów i podłogi. Nic jej tak nie potrafiło rozsierdzić, jak plama z błota na parkiecie czy rozlane mleko na blacie. Wpadała wtedy w szał i sprzątała całe pomieszczenie, nieważne, czy to był jej tydzień, czy nie (zazwyczaj słusznie dochodziła do wniosku, że nie jest naszą sprzątaczką i nie sprzątała w nasze tygodnie dyżuru). Kiedy więc miałam zapierdziel na uczelni i nie miałam czasu/siły na sprzątanie w czasie mojego tygodnia, niby przypadkiem wychodziłam z mokrymi rękami z łazienki, żeby nachlapać w korytarzu, czy rozlewałam kleistą substancję na blacie. Tym sposobem moja biedna współlokatorka sprzątała za mnie i w moim tygodniu.
Oczywiście zwalam winę za brud na drugiego współlokatora, razem z nią psiocząc na jego niechlujność.
Nikt nie wie, że to ja z premedytacją maziałam dżemem po stole. Nikt.
#ZlBJ5
Serio? To ja utrzymuję siebie, dziecko, dom. Ogarniam wszystko. Sama. Stać mnie na życie i na przyjemności. Nie szukam sponsora. A taki facecik, już to wyczuwam, najchętniej zwykle wkręciłby się w moje życie, może zamieszkał z nami, nie płacąc oczywiście rachunków, nie robiąc zakupów itp... Jak drugi dzidziuś. Tylko duży i jeszcze stawiający żądania, a ja miałabym go w dupę cmoknąć za to, że raczył na mnie spojrzeć? A gdy próbuję sugerować, że to chyba nie tak, że związek to partnerstwo, to leci śpiewka: bo chodzi o kasę. Bo mamuśki takie są. Wtf? Serio, kobiety w mojej sytuacji, które znam, to najbardziej ogarnięte życiowo kobiety. Choć pewnie i innych nie brak, ale na szczęście ja ich nie znam.
Wkurza mnie fakt, że wiecznie przypina mi się łatkę desperatki, której chodzi tylko o pieniądze. Albo żeby być z kimkolwiek. I że powinnam być wniebowzięta, że w ogóle ktoś na mnie spojrzał. I jakim prawem w ogóle czegoś oczekuję? Ewentualnie wszyscy bardzo mi współczują. No i tekst tygodnia po tym, jak zapłaciłam za pewnego pana w restauracji – oszukuję go. Powinnam być biedna. I na pewno jestem, tylko udaję, aby go złapać... na dziecko. Kolejne. Ech...
#jrHXA
#o9eQO
#ijZHi
#akvtb
Wakacje spędziłam dobrze, nie myślałam o nim. W 8 klasie nasz kontakt się polepszył, i to o wiele. Zaprosiłam go na urodziny, ale wtedy zauważyłam, że jest coś nie tak. Mało się odzywał, a przynajmniej do mnie. W końcu przestał się odzywać, nie siadał koło mnie na przerwie itd., nawet znalazł sobie jakąś nową przyjaciółkę, co mnie wkurzyło najbardziej. Napisałam do niego podczas ferii, dlaczego się nie odzywał, ale nawet nie odpisuje. Wydaje mi się, że już mało go obchodzę :(