#Stk6l

Wystawianie czegokolwiek w internecie „za darmo” nauczyło mnie tylko jednego – ludzie, którzy chcą czegoś za darmo, nie zasługują na nic.
Wystawiałem całą meblościankę wraz z kanapą, ławą i fotelami za darmo – pod warunkiem, że odbierający umie to rozkręcić i znieść do własnego transportu.

Ileż telefonów, wiadomości i SMS-ów miałem typu „jak pan rozbierze i zniesie, to wezmę”, „a przywiezie pan? A POSKŁADA potem u mnie?”. Zagotowałem się, już miałem to wynieść wszystko w częściach (uszkodzony kręgosłup, więc w bardzo małych) do kontenera na gabaryty. Ale wtedy wystawiłem to za 200 zł za wszystko, do negocjacji. Po trzech godzinach dzwoni Ukrainka, że ona z mężem już jadą, już są blisko. Po godzinie zajeżdża bliżej nieokreślony model busa, w środku kilkumiesięczne maleństwo  z rodzicami. Facet ledwo łaził, ona ledwo po polsku. Okazało się, że on był ranny na froncie i już nie może służyć w wojsku, więc wyemigrował do żony, która uciekała jeszcze w ciąży.

Do meritum – oddałem im to za darmo. Pomogłem jak mogłem im to znieść do tego busa. Takiej radości dawno nie widziałem.

#T3nPS

Podczas spaceru z koleżanką spotkałam chłopaka, który podobał mi się od zawsze. Szybsze bicie serca, moja twarz osiągnęła taką temperaturę, że gdybym położyła jajko, mogłabym mu serwować sadzone instant ... Idzie w naszym kierunku, obserwuję jego uśmiech, czuję to ciepło w brzuchu, które wraz z tabunem motyli powoduje, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Widzę, że patrzy na mnie... jest coraz bliżej
- Masz ognia? - zapytał z wrodzonym urokiem.
- Mam... (czuję, że to miłość)
- Ognia, skarbie. Zapalniczkę.

Wtedy spojrzałam w dół i zdałam sobie sprawę, że chcę mu wyświadczyć przysługę tamponem...
Jesteśmy razem od dwóch miesięcy.

#3UKgE

Do mojego mieszkania wpadł nieduży szczur - nie miałem pojęcia jak. Poganiałem go chwilę po domu, ale ponieważ nie mogłem go nigdzie znaleźć, to stwierdziłem, że pewnie uciekł przez otwarte drzwi balkonowe. Wróciłem więc do swoich obowiązków, bo rodzice poprosili mnie, żebym odkurzył w salonie. Włączając odkurzacz usłyszałem tylko duże "chruuump", a że to był stary odkurzacz, który ma metalowy wiatrak zaraz za rurą, to po sekundzie usłyszałem miękkie "ślurp". Długo nie myśląc wziąłem kasę, którą dostałem na ostatnie urodziny, stary odkurzacz ze zwłokami szczura wyniosłem na śmietnik, kupiłem w osiedlowym supermarkecie nowy i odkurzyłem w domu.
Mina mojej matki? Bezcenna. "Już dawno mówiłam tacie, że trzeba kupić nowy! Dzięki, synuś. A co się stało ze starym?". "A nic no, normalnie się zepsuł, to wyrzuciłem" - mówię jej, bo wiem, że uwielbia zwierzęta wszelkiej maści.
Po chwili przyszedł tata:
- Słuchaj, Adaś, kupiliśmy rano twojej siostrze szczurka na urodziny, nie widziałeś go?
- Yyyy... - mało nie skisłem jak to mówiłem - może uciekł przez drzwi balkonowe?

Tamtego dnia kupiłem siostrze myszoskoczki, bo wiedziałem, że to właśnie myszoskoczki chciała mieć najbardziej. Minęło już parę lat i do dziś żadne z nich nie wie co tak naprawdę się wydarzyło :D

#CDRVz

Jestem gejem. Chyba. W każdym razie kręcą mnie faceci i nawet myślenie o nich mnie jara.
Jestem też po ślubie. Żonaty. Z przecudowną kobietą. Nigdy jej nie zdradziłem. Mimo wszystkiego, co dla niej oddałem, ona mi nie do końca ufa.

To takie trochę czekanie, aż się wszystko rozpadnie. Nie chcę jej zranić i zabić wewnątrz, ale jej słowa o braku pełnego zaufania zabiły mnie. Nie wiem co robić. Chcę umrzeć.

#kdXYM

Od kiedy zerwałem ze swoją eks, bo wyjechałem do Niemiec, wszystko mi się udaje – od 8 miesięcy tutaj mieszkam, bardzo dobrze rozmawiam po niemiecku, mega szybko się uczę... ale moim problemem jest alkoholizm. Mam 21 lat, a potrafię w samotności wypić 0,7 wysokoprocentowego alkoholu tylko po to, aby mnie odcięło z nóg i żebym nie pamiętał następnego dnia. Na sam alkohol potrafię przewalić ponad 500 euro, gdzie samo mieszkanie to 500 euro. Mam dosyć, miałem próbę po pijaku, właśnie chciałem się powiesić na klamce czy przedawkować. Mam dość swojego życia. Mam takie możliwości, a nie jestem w stanie przestać pić. Nikt z mojej rodziny nie wie, że mam taki problem, ba! ostatnio wszystkie oszczędności jakie miałem wydałem na rodzinę, aby siostra miała lepiej, i udaję, że wszystko jest dobrze. Okłamuję każdego, że jest super, bo przecież jestem w Niemczech. Ale zamiast widzieć swój sukces i się z niego cieszyć, żyję w przekonaniu, że wszystko powinienem oddawać swojej rodzinie, która pisze do mnie tylko kiedy czegoś potrzebuje – prócz mojej siostrzyczki, która jest ode mnie młodsza o 5 lat i pochodzi z ojca, który też umarł przez alkohol. Ryczę jak dziecko, bo to piszę, a starałem się uciekać od tego tematu, oszukiwać samego siebie, że wszystko jest okej. Pieniądze wywalone w terapeutę nie pomagają, bo on daje mi porady, które ja sam znam. Piszę w bardzo niezrozumiały sposób, bo znów jestem pijany.

#DISyR

Od jakiegoś czasu denerwuje mnie alkohol wśród Polaków. Nie mam nic przeciwko napiciu się od czasu do czasu na imprezie czy zresetowanie się raz na jakiś czas. Mieszkamy z mężem w UK i znamy kilku Polaków, a zdecydowana większość z nich pije dużo. Piwko po pracy, albo cztery, bo to tylko piwko i „przecież mi się należy po ciężkiej pracy”. W weekend albo piweczka od rana, albo wódeczka wieczorem, bo „trzeba się zresetować przy weekendzie”. Absolutnie nikt nie ma problemu z tym, że piją codziennie albo prawie codziennie.
Rozumiem ludzi 20+, którzy nie umieją wypić, bo jeszcze nie znają swoich organizmów i nie boją się kaca mordercy. Nie rozumiem dorosłych ludzi po 40, którzy nie umieją na imprezie powiedzieć sobie stop, tylko piją do nieprzytomności.
A najbardziej wkurza mnie picie przy robocie, czyli sprzątanie garażu z małpką (albo 0.7) czy „remont na 4 (14?) piwka”.

Przykład.
My z mężem pijemy mało. Może raz w miesiącu czy nawet raz na kilka miesięcy, zależy jak jest okazja. Poprosiliśmy szwagra o pomoc w remoncie. Dzień przed przyjechał, aby zacząć od samego rana, ale wieczorem wódeczka. Spoko, tylko czemu aż do nieprzytomności? Rano, o dziwo, wstaje i pomaga mężowi. W ciągu dnia piwko czy drink, przerwa na obiad i wracamy do roboty z drinkiem w ręku. I tak oto mam krzywo przycięte panele czy malowanie do poprawy. Szwagier jest wykończeniowcem, więc wie co robi, ale w pracy nie pije, a w domu już tak, więc wyszło jak wyszło. Wieczorem był już narąbany tak, że padł na kanapę i zasnął.

„Weźmy szwagra, on się zna, dawno u nas nie był, to pogadamy, popracujemy, będzie taniej niż zatrudniać kogoś”. Jak policzyłam, ile wydaliśmy na alkohol, jedzenie, picie i przekąski, to by wyszło podobnie. Szwagra mogę zapraszać, ale na grilla, a nie prosić o pomoc...

No i mnie wkurza, bo nie wiem, czy to Polacy tyle piją, czy to domena tych, których znam.

#KsEQQ

Byłem na konferencji w Londynie na temat polskiej emigracji. Środowisko miało być międzynarodowe, a co się okazuje? Na konferencji byli tylko polscy naukowcy z polskich uczelni, polscy naukowcy z brytyjskich uczelni i obsługa sali konferencyjnej - również z Polski.
Mimo całej sytuacji zachowaliśmy przyjęte zasady i wypowiadaliśmy się po angielsku.

#7adR0

Kilka dni temu czytałem tutaj wyznanie gdzie autor pisał, że zesrał się ze strachu. Przypomniało mi to moją historię sprzed kilku miesięcy. Tyle słowem wstępu.

Budzę się rano standardowo mega zamulony. Biorę prysznic, kilka łyków kawy na szybko, ubieram się i schodzę na parking do samochodu. Wsiadam do mojego rydwanu, odpalam go i ruszam do pracy. Po przejechaniu kilku kilometrów dochodzi do mnie, że coś śmierdzi w samochodzie. Zatrzymuję się na światłach i szukam źródła nieprzyjemnego zapachu. Odwracam się i z tyłu na siedzeniach leży jakiś facet z brodą i plecakiem. Okazało się, że Pan kloszard spędził noc w moim samochodzie. Okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem, mówił że mój samochód uratował mu życie, bo w nocy był mega przymrozek i szukał otwartego samochodu. Podobno w awaryjnych sytuacjach kloszardzi tak robią. Odwiozłem Pana bezdomnego na pobliski dworzec i zawróciłem do domu, bo zwyczajnie zesrałem się w gacie ze strachu. Po zmierzeniu Pana menela wzrokiem myślałem, że zaraz usłyszę "Allah akbar" i wystrzelę w powietrze na ruchliwym skrzyżowaniu.

Co do otwartego samochodu przez noc. Auto się nie zamknęło dlatego, że miałem wyczerpaną baterię w pilocie. Kilka tygodni nie zamykałem samochodu myśląc, że go zamykam. Mam taką traumę, że wyłączyłem alarm i zamykam samochód z kluczyka.
Dodaj anonimowe wyznanie