Coś na poprawę humoru.
Jestem strażakiem w Wojskowej Straży Pożarnej.
Wezwanie: alarm z monitoringu miejskiego hotel xxx, udajcie się.
Przyjąłem, udajemy się. Wezwanie do czujki w hotelu. Nic odkrywczego. Dolatujemy alarmowo (wezwania z czujek w hotelach czy szkołach to norma, ale zawsze trzeba spełnić procedury i jechać sprawdzić).
Dolatujemy pierwsi, w drodze trzy zastępy PSP, ale my już z siekierą, butle z powietrzem, maski, młot, hooligan, lecimy z dowódcą na recepcję. Mamy wydruk z centrali! Pokój xx, piętro yy.
Wbiegamy po schodach, dopadamy do drzwi od pokoju. „Straż pożarna, otwierać!”
Drzwi się otwierają.
Okazało się, że kilka dziewczyn robiło koleżance wieczór panieński. Miały tort i podpaliły taką świeczkę z iskrami, ona uruchomiła alarm ppoż.
Teraz najlepsze.
Babski wieczór, a tu strażacy. Dziewczyny otwierają nam drzwi i widać po nich, że nie wiedzą, czy to na serio straż, czy któraś zamówiła taniec. Patrzą jedna na drugą i na nas. Po chwili ciszy przyszła panna młoda wydusza z siebie, czy my na serio. Tak, na serio, wpadam z kolegą z roty, przeszukanie pomieszczenia. Panna młoda zaczyna się tłumaczyć naszemu dowódcy, że tort, że świeczka, nie chciała, nie wiedziała, że alarm uruchomi.
My zataczamy się ze śmiechu. „Spoko, rozumiemy, jaki smak tortu?”
Dziewczyny wystraszone strasznie, pytają, jaka będzie kara.
Dowódca mówi: „Żadna, wpiszemy alarm w dobrej wierze w dokumenty. Dobra, panna młoda, chodź, zdjęcie sobie razem zrobimy”.
Myślę, że dziewczyna ma do tej pory super pamiątkę. Mogliśmy jej wypisać 5000 zł kary za nieuzasadnione wezwanie, ale to my jesteśmy dla społeczeństwa.
PS Jeśli kiedyś to dziewczyno przeczytasz, to wiedz, że już 2 lata się z tego śmiejemy.
Od paru ładnych lat jestem w szczęśliwym związku. Niedawno puknęła nam okrągła rocznica naszego wspólnego bycia razem. Na tę okazję przygotowałam romantyczny wieczór. Zrobiłam kolację oraz... ogoliłam swoje strefy intymne. Tego ostatniego nie robię za często, bo wywołuje to u mnie uczulenie. No, ale taki dzień nie zdarza się za często, więc co tam!
Nie mam jednak zbyt dużej wprawy w operowaniu maszynką. I stało się - będąc w pozycji zwiniętego precelka, coś źle skalkulowałam i przeciągnęłam całym ostrzem po... moim odbycie! Czy wiecie jaki to ból, kiedy cienka żyletka rozcina wam tak delikatne miejsce? Myślałam, że skonam. Krew się polała, a ja kwiliłam z bólu. W porę jednak udało mi się zapanować nad sytuacją. Rozcięcie było dość długie, ale na szczęście powierzchowne.
Wieczór był mimo wszystko wyjątkowo udany. Nawet zapomniałam o moim przykrym incydencie. Mój ukochany wręczył mi karnet do komory deprywacyjnej w spa. Słyszeliście kiedyś o tym? To czasem spotkać można pod nazwą "floating". Zamykają cię w takiej dużej kapsule z basenem wypełnionym wodą z bardzo dużym stężeniem soli, więc jak się położysz, to dryfujesz na powierzchni. Pomieszczenie jest dźwiękoszczelne i światłoszczelne. Człowiek leży sobie w ciemnościach i osiąga wyżyny umysłowego i cielesnego relaksu. Super, co?
Karnet miał być zrealizowany następnego dnia, więc zaraz po pracy poleciałam do spa. Wprowadzono mnie do pomieszczenia z basenem. Rozebrałam się, weszłam do komory i zamknęłam drzwi. Ostrożnie położyłam się na wodzie i... i wtedy prawie zemdlałam z bólu. Woda z potężnym stężeniem soli przypomniała mi o moim rozciętym żyletką odbycie. Samo zacięcie się ostrzem było absolutnie niczym w porównaniu z tym co poczułam teraz. Ból był tak nieprawdopodobnie silny, że jedyne co mogłam zrobić, to rzucać się niczym ryba wyciągnięta z jeziora histerycznie przy tym zawodząc. Ostatecznie nie wytrzymałam i zsikałam się do basenu. Ostatkiem sił dopełzłam do drzwiczek i wypadłam mokra na kafelki, gdzie przez kilka minut leżałam zwinięta w kulkę szlochając cichutko.
Z salonu spa wypadłam jak błyskawica. Do dziś mam straszne wyrzuty sumienia, że nie poinformowałam nikogo o tym, że zafajdałam komorę deprywacji sensorycznej. Jednocześnie, kiedy sobie jednak o tym przypomnę, to momentalnie czuję to potworne pieczenie w dupie - to chyba moja pokuta.
Kilka lat temu przypadkiem dowiedziałem się, że mój kolega Tomek jest DDA.
Wtedy myślałem, że DDA to coś takiego jak MMA i kolega uprawia jakieś sztuki walki.
Raz w pubie trochę popiliśmy i walnąłem o tym przy całym towarzystwie. Na szczęście dla mnie Tomek nie był nerwowy i (jak to się teraz mówi) temat miał już przepracowany.
Jadę sobie do domu, a tu raptem zamknięta droga bo remont mostka. Za mostkiem 50 m mój dom, a objazd 30 km. Zero informacji od gminy, zamiast robić w wakacje, zaczęli od września, akurat jak wróciłem z urlopu, zamiast robić w nocy, robią wtedy gdy największy ruch na uliczce (ze 30 domów obok mojego), zamiast zamknąć jedną stronę i puszczać drugą to lepiej postawić ogrodzenie po całości i mieć spokój. Przecież robota najważniejsza, co tam ludzie. Teraz trzy tygodnie po wertepach w lesie, 30 km w jedną, 30 km w drugą, a nikt za paliwo nie zapłaci. Dzwonię do Gminy, a pan się dziwi, że zdenerwowany jestem i nie będzie rozmawiał ze mną dopóki się nie uspokoję i się rozłączył, mimo, że nie używałem żadnych obraźliwych słów ani nie krzyczałem. Wiem, że to żadna tragedia, ale zastanawia mnie czy na całym świecie wszyscy mają wszystkich w d...
Nie rozumiem ludzi, którzy robią sobie dzieci nie mając dla nich warunków. Po cholerę im to robią?!
Moi rodzice po ślubie wyremontowali sobie dwa pokoje w starym domu mamy. Oczywiście stwierdzili, że z czasem rozbudują mieszkanie. Po dwóch latach urodziłam się ja. Na początku spałam razem z nimi w łóżku, a potem postawili mi łóżko obok swojego. Wszystko było w porządku. Sześć lat później urodził się mój brat, który również spał z rodzicami. Po jakimś czasie rodzice kupili łóżko piętrowe. Nadal spali w naszym pokoju. Ich życie łóżkowe nie było przez to specjalnie nieudane. Nieraz się budziłam podczas ich igraszek. To było straszne. Płakałam przez to wielokrotnie. Zazdrościłam koleżankom ich własnych pokoi. Ja nigdy nie miałam prywatności. Nie miałam za złe rodzicom tego, że nie stać ich na rozbudowę domu, tylko to, że nie mogą sami przenieść się do salonu na rozkładaną kanapę. Dla nich wygodniej jest spać w naszym pokoju, bo nie muszą składać łóżka. Wstyd mi zapraszać koleżanki, bo potem tylko plotki i zdziwienie typu: „Rodzice cię nie budzą w nocy?”. I wredny śmiech.
Mam 16 lat, mój brat 10, i śpimy z rodzicami w jednym 10-metrowym pokoju. Nigdy w życiu nie zrobię tego swoim dzieciom.
Od zawsze marzyłam, żeby dostać się do szkoły oficerskiej. Ćwiczyłam, uczyłam się (wbrew pozorom jest tam wymagana dość szeroka wiedza), wspinałam, biegałam ... Aż było coraz bliżej do testów sprawnościowych mających mnie zakwalifikować (bądź nie). W związku z tym ćwiczyłam jeszcze mocniej, aż popylając sobie na rowerku przez las wywróciłam się i skończyłam w rowie. Ze złamaną nogą. Był miesiąc przed testem, więc oczywiście nie mogłam brać udziału. Jako że skończyłam właśnie liceum, wybrałam się do pracy, żeby nie zostać "wszą społeczeństwa".
No i znowu, kolejny rok mija, szykują się testy sprawnościowe. Siedziałam w domu beztrosko bujając się na krześle i szykując się psychicznie na następny dzień, kiedy BUM, zrobiłam fikołka do tyłu i przywaliłam głową w kant łóżka. Wstrząśnienie mózgu. Parę dni w szpitalu - w międzyczasie testy minęły.
Los widocznie mi nie sprzyja.
Ale w tym roku spróbuję po raz kolejny! Tym razem na miesiąc przed testami zamknę się chyba w pokoju wypchanym materacami. Trzymajcie kciuki!
W czasach, gdy mój popęd płciowy osiągnął apogeum (wiek 20+), widząc moją szczotkę do włosów, która miała taką fajną i prostą rączkę, marzyłam, aby móc ją sobie wsadzić. Marzyłam również, aby poocierać się kroczem o poręcz łóżka domownika. Mam silną wolę i nigdy do tego nie doszło.
Na szczęście, po latach, chęć na szczotkę i poręcz minęły. Może myślenie o tym mi się znudziło. Nie myślę już tak godzinami o sprawach erotycznych, jak to zdarzało mi się, gdy kładłam się do łóżka. Również wtedy umiałam nie przechodzić od myśli do czynów i się nie masturbować. Myślenie dawało mi namiastkę.
Kiedy byłam w gimnazjum, wiedzę na temat seksu czerpałam od równie zielonych w temacie koleżanek oraz z kultowej ówcześnie gazety Bravo. Byłam już na tyle zaawansowana w temacie, że wiedziałam co to znaczy "robić loda", jednym słowem chwała ci edukacjo. Na biologii zaczynał się temat anatomii człowieka, a wraz z nim tak bardzo wyczekiwany przez wszystkich uczniów temat odnośnie budowy narządów płciowych. Wyczekiwany oczywiście, bo dostarczał nam wtedy dużo śmiechu (no wiecie, facetka od biologii powie "penis" lub "pochwa" i na tamten moment wystarczało nam to, by wybuchnąć śmiechem).
Pojawił się temat ciąży, no i w ramach ciekawostek pani powiedziała nam o ciąży pozamacicznej. Piąte przez dziesiąte objaśniła co z czym i dlaczego, ale nie potrafiła nam wytłumaczyć w miarę klarownie czemu jajeczko nie wędruje tam gdzie powinno. W tym momencie wkroczył mój wielki zasób wiedzy i połączyłam fakt obciągania z wędrującym w złe miejsce jajeczkiem. Podzieliłam się moim odkryciem z koleżankami na przerwie i wszystkie obiecałyśmy sobie, że nigdy tego nie zrobimy.
I tak, już wiem, że połykając spermę nie zajdziesz w ciążę pozamaciczną. Dowiedziałam się o tym wczoraj, a uświadomił mnie mój narzeczony, który nie rozumiał dlaczego nie chcę tego robić.
Mam 26 lat. Jestem blondynką. Utlenioną...
Jestem przed 30. Od ponad 7 lat jestem singlem, a mój jedyny związek trwał 2 lata.
Próbowałem sobie pomóc szczęściu, zakładając Tindera, aplikacje randkowe, umawiając i spotykając się z poznanymi kobietami. Bezskutecznie.
Często stałem jak kołek na miejscu spotkania i nikt nie przychodził, a jak już przyszło do spotkania to okazywało się, że kobieta nie ma pomysłu na siebie, na swoje życie, nie wie co chce robić w życiu i odnosiłem wrażenie, że szuka okazji, żeby się wyrwać z domu. W każdym razie przez 7 lat poszukiwanie partnerki do życia było bezowocne...
Do czasu aż na Tinderze polubiłem profil dziewczyny, która potem okazała się Ukrainką. Spotkaliśmy się, znaleźliśmy wspólne flow - okazało się, że posiada wszystkie cechy, które poszukiwałem. Jest miła, wyrozumiała, zaradna, pracowita, umie się bawić i ma ekstra poczucie humoru.
Już od kilku miesięcy jestem z Nią w szczęśliwym związku.
Piątkowa noc. W przerwie od nauki do matury wychylam się przez okno, by zaczerpnąć powietrza. Nagle słyszę rozmowę trzech kolegów:
- Podrywałem dzisiaj koleżankę z pracy.
- Tak? I co jej powiedziałeś?
- Ty, czarna, chcesz być ciężarna?
O rezultatach nie wspomniał :)
Dodaj anonimowe wyznanie