#12WeN

Poznałem w pracy pewną dziewczynę. Nie od razu zwróciłem na nią uwagę, lecz po czasie się to zmieniło, cholernie mi się spodobała. Zacząłem ją zagadywać, gadka się kleiła – wydawało się, że idzie to w dobrym kierunku. Wydaje mi się, że nie jestem u niej na straconej pozycji, bo co przechodzę koło jej stanowiska, to często zerka w moim kierunku, po czym szybciutko ucieka wzrokiem. Do tego okolwiek powiem, to się z tego śmieje, coraz częściej zadaje mi też różne pytania ze sfery prywatnej, często też jak mówię, że będę coś robił po pracy lub przez weekend, to przy następnej rozmowie pyta o to. Czuję, że mam szansę coś zdziałać, lecz blokuje mnie największa przeszkoda w mojej głowie, nieśmiałość, przez co coraz częściej w jej towarzystwie odcina mi kompletnie prąd. Może ktoś miał podobnie i jest w stanie coś doradzić.

#zdkiI

Moja dziewczyna jest silniejsza ode mnie i bardzo mi się to podoba. Pamiętam, że jeszcze gdy byliśmy w pierwszej gimnazjum, to ja byłem silniejszy. Często odkręcałem jej butelki, nosiłem plecak itp. Natomiast w drugiej klasie ona zaczęła trenować lekkoatletykę, a dokładnie rzut oszczepem, i wtedy zaczęły się jej regularne treningi lekkoatletyki, jak i treningi na siłowni, przez co stała się dużo silniejsza ode mnie. Obecnie mamy po 21 lat. Na początku jeszcze dawałem radę dorównać jej w sile, np. podczas siłowania na rękę, co prawda większość pojedynków przegrywałem, ale nie było jej wcale łatwo mnie pokonać. Dawałem radę podnosić podobne ciężary co ona i czasami prosiła mnie, żebym to ja niósł zakupy czy generalnie zajął się czymś, co wymaga siły, lecz z czasem jej mięśnie stawały się coraz mocniejsze i już od jakiegoś czasu to wyłącznie ona zajmuje się sprawami fizycznymi, np. otwiera słoiki dla mnie czy też nosi ciężkie rzeczy.

Teraz, gdy trenuje już od kilku lat, jej przewaga w sile fizycznej nade mną jest aż nadto widoczna, np. podczas siłowania na rękę nie mam z nią najmniejszych szans i po kilku sekundach moja ręka jest przygwożdżona do blatu stołu, mimo że często daje mi fory i pozwala używać obu rąk, jednak mimo tego i tak nie mam szans. Nie ukrywam, że podnieca mnie widok mojej dziewczyny napinającej przede mną swoje mięśnie, a gdy siłujemy się na rękę, to sama myśl o tym, że na pewno przegram wywołuje u mnie podniecenie, a najbardziej lubię momenty, kiedy wygrywa ze mną we wszelakich konkurencjach siłowych na oczach naszych znajomych. Lubię oglądać ich miny, kiedy widzą, że ona wykonuje czynności wymagające dużej siły, a ja tylko siedzę i się przyglądam.

Moja dziewczyna z reguły trenuje na siłowni, ale w domu również ma zestaw hantli. Gdy trenuje w domu, niekiedy próbuję ćwiczyć razem z nią, ale nie jestem w stanie nawet podnieść ciężaru, którym ona się rozgrzewa. Gdyby ktoś nas nagrał, to nadawałoby się to do komedii, bo komicznie musi wyglądać chłopak będący wyczerpany próbą podniesienia najmniejszego ciężaru, gdy obok stoi jego dziewczyna, która bez problemu podnosi ciężar kilkukrotnie cięższy. Od trenowania rzutu oszczepem wyrobił jej się niezły biceps i często nosi koszulki na ramiączkach, żeby było widać jej bicepsy i nie dziwię jej się, bo w przeciwieństwie do mnie ma się czym chwalić. Wszyscy są pod wrażeniem jej mięśni. Gdy organizujemy u siebie w domu jakąś imprezę, to za każdym razem nasi znajomi rzucają jej wyzwanie w siłowaniu na rękę. Niemal zawsze wygrywa. Ja z kolei z prawie każdym przegrywam.

Podoba mi się życie w takim związku, choć przypuszczam, że niewiele osób chciałoby być w związku, w którym dziewczyna jest dużo silniejsza niż chłopak. Ciekaw jestem, czy ktoś z was jest w takim związku lub zna kogoś takiego. Dla mnie taki związek jest idealny.

#S4Jh3

Kiedy brałam kąpiel, usłyszałam, jak mój sąsiad na dole śpiewa piosenkę swojemu dziecku. Tę piosenkę śpiewała mi kiedyś moja mama, więc sama zaczęłam ją najpierw nucić, a później śpiewać. Nie sądziłam, że byłam nieco za głośno, do czasu, gdy z rytmu wybił mnie głośny śmiech sąsiada i jego komentarz, że ma swój chórek na górze :D

Zapomniałam, że skoro ja słyszałam jego, to i on mnie.

#4Zs5t

Wiecie dlaczego rzuciłem pracę w korpo i założyłem własną firmę? Nie przez mobbing, wypalenie zawodowe albo brak owocowych czwartków. Powodem był wyjazd integracyjny.

Właściwie to nie chciałem jechać, ale szef niezbyt subtelnie zasugerował, że wszyscy jadą więc się, Kowalski, nie wyłamujcie. Cóż miałem robić – pracowałem tam dopiero pół roku, a to za mały staż, żeby mieć pozycję w negocjacjach.

Na miejscu okazało się, że moim niby to cichym i spokojnym kolegom puściły wszelkie hamulce. Nie chodziło tylko o ilość wypitego alkoholu, ale też o zaczepianie personelu ośrodka, krzyki, awantury, a nawet podpalenie niechcący (?) śmietnika (na szczęście szybko go ugaszono). Co więksi cwaniacy otwarcie przyznawali, że mogą sobie pozwolić na takie wybryki od czasu do czasu, bo dyrekcja pokryje wszystkie straty i zatuszuje wszystkie afery. To duża, międzynarodowa firma, której nie stać na utratę wizerunku.

Po powrocie nasze stosunki wyraźnie się ochłodziły, a niektórzy rzucali nawet jakieś aluzje, że o tym co się działo na wyjeździe donosiłem szefom. Robotę bez żalu rzuciłem – płacili na tyle dobrze, że jako singiel mogłem bez problemu utrzymać się kilka miesięcy, a potem poszedłem na swoje.

#yGlj0

W gimnazjum miałam przyjaciela. Najlepszego. Mówiliśmy sobie wszystko, wiedział o mnie więcej niż ja sama. Poszliśmy do różnych szkół średnich i przez jakiś czas było super, zorientowałam się, że jestem zakochana. On nie lubił swojej klasy, więc rozmawialiśmy wiele godzin każdego dnia po szkole. Powiedział mi nawet, że „chyba” mnie lubi bardziej niż przyjaciółkę, ale nie rozmawialiśmy nigdy, czy oznacza to, że jesteśmy parą, choć w praktyce od dawna zachowywaliśmy się w sposób dla par typowy.

Minęły 2 lata i nic się nie zmieniało, ale on zaczął coraz częściej mówić o koleżance z klasy, wysyłać mi zdjęcia, jak leżą przytuleni. Poszło szybko: mimo iż w nic w moim sposobie i częstotliwości pisania się nie zmieniło, on stwierdził, że piszemy do siebie z obowiązku. Po tygodniu zaczynania przeze mnie rozmowy stwierdziłam, że poczekam, aż on napisze pierwszy – nie chciałam już mu się narzucać.

Od tamtej pory minęło już kilka lat, a ja nadal tak cholernie tęsknię.

#yo2aG

Ostatnio zauważyłam, że chyba podoba mi się przyjaciółka (nazwijmy ją X), którą znam ok.8 lat (jestem dziewczyną). Mam 14 lat i nie do końca wiem co mam robić. Czytałam w Internecie, że to mogą być hormony i podczas dojrzewania czasami można czuć pociąg do tej samej płci, ale nie wiem na ile temu wierzyć. Często z nią piszę i o niej myślę.

Zawsze np. w serialach wolałam lesbijskie związki, nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. X bardzo mi się podoba nie tylko z wyglądu (a uważam, że jest piękna), ale też z charakteru. Uwielbiam spędzać z nią czas, ale niestety mieszka 40 min samochodem od mojego miasta. Uważam, że jest zabawna, piękna, mądra, czasami się z nią droczę.

Ostatnio ukończyłam szkołę podstawową i na balu spędziłam z nią bardzo dużo czasu, często patrzyłyśmy sobie w oczy, trzymałyśmy się za ręce i tańczyłyśmy ze sobą. Nie mam pojęcia, czy to coś znaczyło i czy ona też coś do mnie czuje. Nie mogę jej o tym powiedzieć, bo nie jestem pewna w 100% swoich uczuć, zawsze uważałam się za hetero i obawiam się, że może to zniszczyć naszą przyjaźń.


Nie wiem co robić. Może trochę poczekam i zobaczę, czy dalej będzie mi się podobać?

#C2g3i

Pewnego razu, kiedy miałam może z 5 lat, mój starszy o 4 lata kuzyn zaproponował mi „dupczenie”. Jako że nie wiedziałam co to jest, chętna poznania nowych rzeczy zgodziłam się.

Poszliśmy na ogród, między krzaki, i poinstruowana jego zaleceniami (no w końcu znał się na tym) rozpoczęliśmy nasze „dupczenie”...

Zastanawiacie się, jak ono wyglądało? Obróceni do siebie plecami, lekko nachyleni pocieraliśmy się pośladkami :D

Tak oto wyglądało moje pierwsze dupczenie :)

#lBkQP

W wakacje po skończeniu podstawówki nabyłem – całkiem legalnie i za zgodą rodzicielki – cieniutką książeczkę o erotycznych aspektach znaków zodiaku. Mniejsza o treść tego dzieła, najbardziej interesowały mnie pikantne ilustracje.

Jedna szczególnie zapadła mi w pamięć – naga niewolnica stoi przykuta do pala, obok niej umięśniony barbarzyńca z pejczem w dłoni. W swoich fantazjach umieszczałem na jej miejscu swoje koleżanki z klasy. Te nielubiane traktowałem właśnie chłostą, a lubiane... no, chyba kończyło się na wymuszaniu całowania, bo co innego można wymyślić w takim wieku.

Wiele lat później, już po studiach, miałem okres eksplorowania BDSM, a konkretnie spankingu, z pewną dziewczyną, którą też chciała spróbować, mimo braku doświadczenia. Raz podczas zabawy na zasadzie „zwiąż mnie i rób co ci się podoba” potraktowałem jej pośladki tak solidnie, że się poryczała. A że mam miękkie serce, to już nie było mowy o powtórce. Rozstaliśmy się potem z innych powodów, ale od tej pory okładanie batem już nie kręciło mnie w ogóle.
Dodaj anonimowe wyznanie