#AGQ1c

Pracuję w szkole dla dorosłych z dużą siecią oddziałów. Nieważne czy w liceum, na studiach, czy w szkołach policealnych. Ważnym jest to, jak bardzo doprowadza mnie do szału udawane pomaganie Ukrainie i zakłamanie.

Przed wojną mieliśmy już dużo osób z Ukrainy, które zapisywały się do naszej szkoły. Takie osoby były zapisywane na takich samych zasadach jak osoby z Polski, również na kierunki bezpłatne. Od razu po wojnie ruszyły akcje marketingowe, jak to pomagamy osobom z Ukrainy, jak stoimy bardzo za Ukrainą. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że państwo odcięło od dotacji uchodźców. Stało się tak na rzecz osób niepełnoletnich z Ukrainy i ich obowiązku nauki. W związku z powyższym teraz zapis takiej osoby wygląda zupełnie inaczej. Mamy obowiązek kontrolować, kiedy taka osoba wjechała do Polski i na jakiej podstawie, a jeżeli przyjechała po wybuchu wojny, to musi płacić więcej od innych osób, nawet o kilkaset złotych miesięcznie. Dodatkowo sytuacja ta nie dotyczy obywateli innych krajów, np. Białorusi czy Rosji.

Wiadomo, że gdyby nie odcięcie dotacji, firma nic by takiego nie zrobiła. Rozumiem to, że firma nie chce dopłacać do nauki każdej osoby z Ukrainy, ale jak po tym wszystkim mogą dalej reklamować się jako szkoła wspierająca Ukrainę, gdzie osoba z Rosji może dostać naukę u nas za darmo, a uchodźca z Ukrainy już nie? W Internecie też nie ma nigdzie informacji na ten temat. Taka osoba dowie się tego na miejscu, chcąc podpisać umowę.

#j28AT

Co wy wiecie o przypale...
Zesrałam się. Na własnym ślubie. Dostałam sraczki z nerwów i po prostu nie mogłam jej powstrzymać. Ale to nie wszystko, uwaga: Zasrałam siebie I MOJEGO ŚWIEŻEGO MĘŻA w chwili, gdy podniósł mnie do zdjęcia (no wiecie, ta typowa ślubna poza).

Tak mi nacisnęło na brzuch, gdy mnie brał na ręce, że przestałam to kontrolować. Cholera, nie przestawało mi z tyłka lecieć. Wszyscy widzieli mnie czerwoną ze wstydu, obsraną śnieżnobiałą sukienkę i garnitur lubego oraz jego zażenowana minę.

#p8AbF

Ja już siebie zupełnie nie rozumiem.
Mam 15 lat i niedawno wyszłam ze szpitala psychiatrycznego.
Z jednej strony powinnam się czuć szczęśliwa 5 wolna, odciążona, z ogromem możliwości, które na tak długo mi odebrano i czasem nawet tak jest. Mimo wszystko zaraz potem dobija mnie znowu uczucie tej pustki, beznadziejności, bezsilności, niemocy. Znów dobijają mnie myśli, że nie chcę żyć, że zasługuję na ból.
Po powrocie ze szpitala odczuwam strac przed myślą o mówieniu komukolwiek, co się ze mną dzieje. Nawet jeśli chcę sobie pomóc i z kimś pogadać, mam w sobie ogromną blokadę. Sam pobyt wspominam dobrze, ale chyba po prostu nie chcę już ze sobą współpracować. Chodzę na terapię, przyjmuję leki. Mam wokół siebie naprawdę zaufanych ludzi, za których jestem wdzięczna. Mam pasje, marzenia, kochane zwierzątka, do których zawsze mogę się przytulić. Mam wszystko, o czym mogłabym tylko zamarzyć. Dlaczego więc wciąż chcę umrzeć?

#07weq

Trzy lata spędziłem w poprawczaku. Pomyślicie, błędy młodości. Nie do końca. Mój ojciec był ch*jem, jakich mało na tym świecie. Chlał, bił, kradł z domu, demolował. Pożyczał kasę od kogo tylko mógł. A później te osoby przychodziły do mojej mamy chcąc odzyskać pieniądze. Mieszkaliśmy w komunalce, przydzielonej przez miasto.

Któregoś dnia, gdy wracałem ze szkoły, wchodząc klatką do góry, usłyszałem kolejną awanturę. Ojciec próbował wejść do mieszkania, pomimo zamkniętych drzwi. Jak mnie zobaczył, to od razu wystartował z łapami. Nie mógł się wyładować na mamie, to chciał na mnie. I wtedy coś we mnie pękło. Miałem przewagę, bo on był nachlany. Pobiliśmy się. Nie, wróć, to ja pobiłem jego. W całej tej szamotaninie spadł ze schodów i złamał kręgosłup. Paraliż od pasa w dół. W wieku 15 lat trafiłem do poprawczaka. Pierwsze 6 miesięcy to był bunt z mojej strony. Nie chciałem się podporządkować. Wtedy przydzielono mi innego wychowawcę, pana Grzegorza. Nazywali go „pacyfikatorem trudnych przypadków”. Potrafił dotrzeć do każdego, dosłownie każdego. I udało mu się. Gdy wyszedłem, byłem innym człowiekiem.
Obiecałem mu, że nigdy, przenigdy niczego nie przeskrobię.

Od tamtej pory minęło 12 lat. I nie dostałem nawet mandatu. Z panem Grzegorzem widywałem się czasami, za każdym razem dziękując za to, ile dla mnie zrobił. Przez te 2,5 roku był dla mnie jak ojciec. A on tylko się uśmiechał, mówiąc, że taka jest jego praca. Sam ją wybrał, bo od zawsze lubił pomagać. Taki wychowawca z powołania.

Wczoraj byłem na jego pogrzebie. Pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Ktoś napadł go, gdy wracał do domu wieczorem. Powiem szczerze, nigdy nie widziałem na pogrzebie tylu ludzi. Wydawało mi się, że stawili się wszyscy jego wychowankowie. Ci byli, jak również ci, którymi opiekował się przed swoją śmiercią. Dla wielu, w tym dla mnie, był jak ojciec. I tak go zapamiętam.

#Hj0lc

Mój kuzyn ma kobietę, z którą ma dzieci; od lat widziałem, że kuzyn nie dba o tę kobietę jak należy – sporo pił i nie była z nim szczęśliwa. Przez całe życie liczyłem, że ona będzie w końcu ze mną, o czym wiedziała zawsze, dawała mi znaki, że też tego chce, ale nigdy nie podejmowałem działań, bo nie chciałem kuzynowi życia niszczyć, bardziej liczyłem, że sami się rozstaną i wtedy będę mógł działać. Dość długo ignorowałem jej zaloty, aż przestała się odzywać.
Teraz się dowiedziałem, że ona jest w ciąży z jakimś żonatym typem, z którym się spotykała w tajemnicy, potem parę miesięcy mieszkała z nim, bo żona typa wygoniła go z domu i mój kuzyn też tak zrobił w stosunku do niej i zamieszkali razem, bo nie mieli niby innej alternatywy. O całej sytuacji dowiedziałem się dopiero na sam koniec, tak to obie strony ukrywały.
Finał jest taki, że żonaty typ wrócił do żony, a ona została sama z brzuchem na wynajmie i praktycznie beż środków do życia, a ja totalnie załamany nie potrafię sobie z tym poradzić. Wiem, że nie powinienem nawet na nią spojrzeć, ale to zawsze było silniejsze ode mnie, to jest miłość od dziecka.

#xye4Y

Mam 19 lat i jestem "uzależniony" od... cienkich kromek chleba.

Uwielbiam cienkie kromki chleba, zawsze kiedy idę do sklepu kupić pieczywo, to kupuję chleb krojony; taki, który spożywa cała moja rodzina, oraz chleb niekrojony, który chomikuję w pokoju. Mam swoją deskę do krojenia i ulubiony zestaw noży. Każdy na inny dzień tygodnia. Czerwony w poniedziałki, żółty na wtorek itp.

Zawsze przed wyjściem do szkoły muszę sobie ukroić chociaż jedną kromkę chleba. Nie po to, żeby zjeść, ale po to, żeby się nią pobawić. Podotykać, pomiziać. Jedzenie chleba jest pewnego rodzaju zwieńczeniem całego procesu "rozkoszowania się" wyglądem cienkiej kromki. Mam w szafie schowane urządzenie do krojenia chleba z możliwością regulacji grubości krojenia kromek. Najcieńsze fabryczne kromki nie satysfakcjonowały mnie wyglądem i grubością, więc maszyna stoi w szafie i czeka na kupca. Wydałem na to 300 zł.

Jeżeli idę w gości lub do restauracji, to ZAWSZE przemycam swoje własne cienkie kromki chleba. Biorę pełny wachlarz: zwykłe białe, orkiszowe, pełne ziarno, zbójeckie. Wszystkie jakie są. Żeby nikt nie mógł mnie zaskoczyć tym, że na stole jest inny chleb, niż ja aktualnie spożywam.

Nie wiem, czy powinienem się udać z tym do specjalisty, czy komuś o tym powiedzieć... Nie czuję się z tym źle ani nic. Tak tylko sobie lubię podotykać cienkich kromek chleba.

#6NOsl

Moi rodzice mają na imię Karol i Karolina. Rodzice mamy: Stanisław i Stanisława. Rodzice taty: Władysław i Władysława. Za pół roku mój brat Antek bierze ślub ze swoją narzeczoną - Tosią. Ja mam na imię Janka.

Jakiś czas temu, 2 piętra niżej, wprowadziło się małżeństwo z synem w moim wieku. Oboje wpadliśmy sobie w oko. Dziś wieczorem idę na łyżwy z Jankiem. Biedny jeszcze nie wie, w co się wpakował.

#12WeN

Poznałem w pracy pewną dziewczynę. Nie od razu zwróciłem na nią uwagę, lecz po czasie się to zmieniło, cholernie mi się spodobała. Zacząłem ją zagadywać, gadka się kleiła – wydawało się, że idzie to w dobrym kierunku. Wydaje mi się, że nie jestem u niej na straconej pozycji, bo co przechodzę koło jej stanowiska, to często zerka w moim kierunku, po czym szybciutko ucieka wzrokiem. Do tego okolwiek powiem, to się z tego śmieje, coraz częściej zadaje mi też różne pytania ze sfery prywatnej, często też jak mówię, że będę coś robił po pracy lub przez weekend, to przy następnej rozmowie pyta o to. Czuję, że mam szansę coś zdziałać, lecz blokuje mnie największa przeszkoda w mojej głowie, nieśmiałość, przez co coraz częściej w jej towarzystwie odcina mi kompletnie prąd. Może ktoś miał podobnie i jest w stanie coś doradzić.

#zdkiI

Moja dziewczyna jest silniejsza ode mnie i bardzo mi się to podoba. Pamiętam, że jeszcze gdy byliśmy w pierwszej gimnazjum, to ja byłem silniejszy. Często odkręcałem jej butelki, nosiłem plecak itp. Natomiast w drugiej klasie ona zaczęła trenować lekkoatletykę, a dokładnie rzut oszczepem, i wtedy zaczęły się jej regularne treningi lekkoatletyki, jak i treningi na siłowni, przez co stała się dużo silniejsza ode mnie. Obecnie mamy po 21 lat. Na początku jeszcze dawałem radę dorównać jej w sile, np. podczas siłowania na rękę, co prawda większość pojedynków przegrywałem, ale nie było jej wcale łatwo mnie pokonać. Dawałem radę podnosić podobne ciężary co ona i czasami prosiła mnie, żebym to ja niósł zakupy czy generalnie zajął się czymś, co wymaga siły, lecz z czasem jej mięśnie stawały się coraz mocniejsze i już od jakiegoś czasu to wyłącznie ona zajmuje się sprawami fizycznymi, np. otwiera słoiki dla mnie czy też nosi ciężkie rzeczy.

Teraz, gdy trenuje już od kilku lat, jej przewaga w sile fizycznej nade mną jest aż nadto widoczna, np. podczas siłowania na rękę nie mam z nią najmniejszych szans i po kilku sekundach moja ręka jest przygwożdżona do blatu stołu, mimo że często daje mi fory i pozwala używać obu rąk, jednak mimo tego i tak nie mam szans. Nie ukrywam, że podnieca mnie widok mojej dziewczyny napinającej przede mną swoje mięśnie, a gdy siłujemy się na rękę, to sama myśl o tym, że na pewno przegram wywołuje u mnie podniecenie, a najbardziej lubię momenty, kiedy wygrywa ze mną we wszelakich konkurencjach siłowych na oczach naszych znajomych. Lubię oglądać ich miny, kiedy widzą, że ona wykonuje czynności wymagające dużej siły, a ja tylko siedzę i się przyglądam.

Moja dziewczyna z reguły trenuje na siłowni, ale w domu również ma zestaw hantli. Gdy trenuje w domu, niekiedy próbuję ćwiczyć razem z nią, ale nie jestem w stanie nawet podnieść ciężaru, którym ona się rozgrzewa. Gdyby ktoś nas nagrał, to nadawałoby się to do komedii, bo komicznie musi wyglądać chłopak będący wyczerpany próbą podniesienia najmniejszego ciężaru, gdy obok stoi jego dziewczyna, która bez problemu podnosi ciężar kilkukrotnie cięższy. Od trenowania rzutu oszczepem wyrobił jej się niezły biceps i często nosi koszulki na ramiączkach, żeby było widać jej bicepsy i nie dziwię jej się, bo w przeciwieństwie do mnie ma się czym chwalić. Wszyscy są pod wrażeniem jej mięśni. Gdy organizujemy u siebie w domu jakąś imprezę, to za każdym razem nasi znajomi rzucają jej wyzwanie w siłowaniu na rękę. Niemal zawsze wygrywa. Ja z kolei z prawie każdym przegrywam.

Podoba mi się życie w takim związku, choć przypuszczam, że niewiele osób chciałoby być w związku, w którym dziewczyna jest dużo silniejsza niż chłopak. Ciekaw jestem, czy ktoś z was jest w takim związku lub zna kogoś takiego. Dla mnie taki związek jest idealny.

#S4Jh3

Kiedy brałam kąpiel, usłyszałam, jak mój sąsiad na dole śpiewa piosenkę swojemu dziecku. Tę piosenkę śpiewała mi kiedyś moja mama, więc sama zaczęłam ją najpierw nucić, a później śpiewać. Nie sądziłam, że byłam nieco za głośno, do czasu, gdy z rytmu wybił mnie głośny śmiech sąsiada i jego komentarz, że ma swój chórek na górze :D

Zapomniałam, że skoro ja słyszałam jego, to i on mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie