Poczułem się jak zbity pies.
Moja dziewczyna zajęła się organizacją urodzin swojego siostrzeńca i chce mu kupić rowerek za 700 zł z tak naprawdę moich pieniędzy, a na moje urodziny dała mi jedynie awanturę. W zeszłe urodziny było nie lepiej. Znamy się trzy lata i chyba myślę, że o trzy za dużo.
Od kilku lat śpiewam na weselach i innych imprezach okolicznościowych. Byłam bardzo młoda, gdy zaczęłam. I niezbyt pewnie czułam się wtedy na szpilkach...
Mój pierwszy występ skończył się zanim w ogóle się zaczął. Para młoda chciała, żeby zacząć piosenką dla rodziców. Okej. Wystroiłam się jak stróż w Boże Ciało, śpiewam, wczuwam się, wszyscy ryczą i nastrój mi się udzielił. Zaczęłam się smarkać, makijaż spływał ciurkiem, nie byłam w stanie śpiewać :D Przeprosiłam i chciałam zejść ze sceny, z której prowadziły tylko trzy pieprzone schody, ale oczywiście płacz, szpilki i grawitacja zrobiły swoje. Wypieprzyłam się na ryj, centralnie, uderzyłam nosem o parkiet. Złamałam nos. Para młoda odwiozła mnie na pogotowie.
Byłem wtedy małym brzdącem. Jak co roku pojechałem na wakacje do moich dziadków nad jezioro. Oprócz mnie przyjechała jeszcze część rodziny, w tym brat mojego dziadka. A mój dziadek, jako że jest zapalonym wędkarzem, zabrał swojego brata na ryby. Gdy tak sobie siedzieli w blasku słońca popijając zimne piwko i wyławiając rybki z wody, zauważyli, że wzdłuż brzegu płynie dwóch młodych gości po dwudziestce ze swoimi dziewczynami na kajakach. Szybko spostrzegli, że przepłyną im zaraz po spławikach, więc dziadek do nich krzyknął, żeby odbili trochę od brzegu. Jedyne co usłyszał w odpowiedzi to wyrwane z kontekstu "ku*wa", bo z reszty nic nie zrozumiał. No ale nic. Zwinęli wędki, zarzucili jeszcze raz i łowili dalej, zapominając o sytuacji która miała miejsce. Po kilku minutach usłyszeli szum trzcin za plecami i narastające drgania kładki. Jako że mój dziadek siedział bliżej wyjścia, wstał i obejrzał się za siebie. Zobaczył go, tego samego kolesia, który parę minut wcześniej spinał się o to, że zwrócił mu uwagę. Przyszedł odwiedzić ich kładkę. Z wiosłem w dłoni. Dziadziuś szybko zrozumiał, że nie nie ma w intencjach połowić z nimi rybek, tylko sytuacja jest poważna. Gdy facet podszedł na dość bliską odległość, po drodze cały czas rzucając wyzwiskami, wziął zamach wiosłem, z oczywistym w takiej sytuacji zamiarem uszkodzenia zdrowia mojego dziadka. I w tym właśnie momencie ten oto młody człowiek popełnił jeden z najpoważniejszych błędów w swoim życiu. Mój dziadek przez lata swojej młodości zawodowo trenował boks, w wojsku w dodatku. Gdy owe wiosło mknęło na wysokość twarzy dziadka, ten był już nisko na ugiętych kolanach z gardą gotową do wyprowadzenia ciosu. I tak też zrobił. Prawy prosty na wątrobę i chłopak się poskładał. Ale na jednym ciosie się nie skończyło. Założę się, że ten kozak nigdy w życiu nie dostał takiego wpie*dolu jak od prawie 80-letniego starca. Nie wiem co się stało z tym drugim kolesiem. Albo w ogóle nie przyszedł w "odwiedziny", albo jak stał przed pomostem i zobaczył co się stało, to uciekł.
Morał? Traktujmy ludzi z szacunkiem, bo będziemy zbierać zęby z ziemi.
Proszę, powiedzcie mi, czy tylko ja zwariowałem, a wszyscy inni dookoła, łącznie z moją żoną, mają rację, czy odwrotnie – oni powariowali, a ja jeden widzę realny problem.
Chodzi o to, że moja 12-letnia córka uczęszcza do miejscowej grupy tanecznej. W miniony weekend obywały się dni naszej miejscowości. Były atrakcje dla dzieci, jakieś dmuchane zjeżdżalnie, kiełbaski z grilla za darmo dla wszystkich, pokazano modele czołgów i samolotów, a nawet przyjechała straż pożarna i można było zobaczyć strażaków w pozorowanej akcji gaśniczej. Jednak główną atrakcją były występy artystyczne różnych zespołów, łącznie z grupą taneczną, do której należy moja córka.
Dumny z pociechy wepchałem się pod samą scenę i mając przygotowany aparat fotograficzny z podpiętym obiektywem wielkości niezłej bazooki czekałem, aż wejdzie.
No i wreszcie weszła wraz z koleżankami i panią prowadzącą. Wszystkie dziewczęta uśmiechnięte i ubrane w jednakowe stroje, czyli w body oraz coś w rodzaju minispódniczki wokół pasa. No i tu nastąpił mój pierwszy szok. Otóż materiał był tak cienki, tak napięty i tak prześwitujący, że można było bez problemu rozpoznać wszystkie intymne szczegóły ciała. Nawet nie musiałem przykładać aparatu z zoomem do oka aby wiedzieć, która ma jakie brodawki, jakiej wielkości i jakiego koloru. Noż cholera jasna, równie dobrze mogły wcale nic nie zakładać i efekt byłby właściwie podobny. Jednak prawdziwe zaszokowanie dopiero mnie czekało. Dziewczęta zaczęły ruszać się w rytm muzyki, podskakiwać, wywijać jakieś piruety, a nawet robić gwiazdy. Chyba nie muszę dodawać, że o ile na górze nie miały żadnych biustonoszy, to na dole nie miały też majtek. Ten sam prześwitujący materiał, spod którego widać było nie tylko intymne wcięcie, ale i stopień owłosienia. Dziewczynki były w wieku od 11 do 14 lat. Myślałem, że śnię, mogąc rozpoznać, która nie ma nic, a która gęsty czarny trójkąt. Zrobiłem kilka fotek (zanim mnie tu wszyscy zhejtujecie – zrobiłem te zdjęcia w celach dowodowych). Potem po występie, będąc już w domu, pokazałem żonie powód mego nagłego pogorszenia nastroju. „Zobacz co ta baba robi z naszymi dziećmi” – warknąłem, mając na myśli animatorkę grupy. Żona co prawda wyraziła lekkie zdumienie, że może faktycznie materiał mógłby być nieco solidniejszy, ale ogólnie nie dopatrzyła się jakiegoś szczególnego powodu do zgorszenia. „Taka dzisiaj moda” – odpowiedziała, wzruszając ramionami.
Otóż NIE!
Nie ma, że taka dzisiaj moda. To, że świat promuje goliznę nie oznacza, że musi w tym szaleństwie uczestniczyć moja córka. Zabroniłem jej chodzenia. To się rozpłakała. Wiem, że kocha taniec, ale co ja mam robić? Godzić się, by wszystko pokazywała?
Nie wiem już, czy ja zwariowałem czy świat.
Pozwolić jej dalej chodzić czy nie?
Chciałem się umówić z dziewczyną, która w szkole często odwracała się do mnie i pięknie uśmiechała. Odmówiła.
Wydawało mi się to dziwne, ale w końcu zrozumiałem, że odwracała się, bo za mną wisiał zegar i cieszyła się po prostu, kiedy lekcja się kończyła.
O stulejarstwie słów kilka.
Jakiś czas temu wróciłem do gry MMO z dzieciństwa za namową kumpla. Jako że miałem tam jakieś konto (nieużywane, więc 1 lvl), postanowiłem nie zakładać nowego, tylko zagrać jako postać kobiety. Naturalnie ludzie zaczęli pisać do mnie jak do kobiety, więc po kilku próbach przestałem ich wyprowadzać z błędu i zacząłem pisać jako kobieta. I jestem naprawdę w szoku, jak facetom potrafi odwalić, praktycznie na skinienie. I nie jest to nawet kwestia tego, że próbowałem ich kokietować czy cokolwiek wyłudzić. Ludzie po krótkiej rozmowie proponowali mi przedmioty za darmo, często o wartości kilkudziesięciu złotych. Szczytem był człowiek, który chciał dać mi broń wartą ponad 100 złotych za darmo, po czym zaczął proponować przejście na Facebooka, nazwyając mnie pieszczotliwie swoją suczką. Po odmowie śmiertelnie się obraził i mnie zablokował.
Było też mnóstwo stulejarzy, którzy chcieli przejść na discorda i wypisywali co by ze mną robili i ile mogą mi w tej grze zaoferować. Jeden typ pisał do mnie z poziomu samca alfa i mówił, jak on to się zna na kobietach i ile ich nie miał, w międzyczasie chwalił się mojemu znajomemu na czacie guldyjnym, że poznał spoko laskę w grze i jak ją dobrze zbajeruje, to może w końcu zarucha.
Uprzedzając pytania - nie przyjmowałem żadnego itemu, którego wartość przekraczałaby 2 złote, bo jest to kwota, jaką można zarobić w tej grze stosunkowo szybko ze względu na to, że wymiana waluty wirtualnej na realną jest dosyć ciężka, a sam też często nowym graczom coś rzuciłem na start. Ale gdybym chciał podsumować miesiąc gry, to spokojnie byłbym w stanie dostać przedmioty warte około 500 złotych i rozbudować postać czyimś kosztem.
Panowie, miejcie trochę godności, bo jest to aż przykre, jak się z boku patrzy na to, co wyczyniacie.
Moralność.
Kiedyś wydawało mi się, że historie z facetami, którzy żyją tylko seksem, zaliczaniem kolejnych lasek i wyciąganiem wacka na wierzch przy każdej nadarzającej się okazji, występują jedynie w serialach paradokumentalnych, tj. „Trudne sprawy”, „Dlaczego ja?” czy „Zdrady”. Myślałam, że takie rzeczy dzieją się gdzieś obok, daleko, rzadko. Do czasu aż nie okazało się, że właśnie z kimś takim spędziłam 5 lat swojego życia, kochałam, całowałam i dzieliłam z innymi dziewczynami, które myślały, że są jedyne.
Głupie, naiwne, zmanipulowane, okłamane. Takie jak ja.
Jak wyglądało jego życie?
Dwa miasta, ja, on i one. Spotkania, lodziki, seks, weekendy spędzone ze mną w miłości i od nowa.
„Nie miałem nikogo po tobie” - mówił patrząc mi prosto w oczy, a ja wierzyłam.
Czasem się zastanawiałam, dlaczego mówi, że „moje usta całuje się najlepiej”, ale nigdy nie spodziewałam się tego, co przeczytałam pewnej niedzielnej nocy.
Telefon.
Telefon stał się obiektem, do którego nie mogłam nawet podejść. Kiedyś wspólnie oglądaliśmy na nim seriale czy kretyńskie filmiki na YT, ale od dłuższego czasu nie mogłam nawet na niego spoglądać, kiedy on sam coś oglądał. Od razu go odwracał.
Nie odbierał przy mnie telefonu, odczytywał wiadomości, kiedy odchodziłam, nie mogłam nawet sprawdzić godziny na jego smartfonie.
Ale mówił, że nie mógłby tak z inną dziewczyną, że tylko ja, że spędzimy razem walentynki i w ogóle całe życie, on jest pewien, że zostanę jego żoną.
Los.
Los chciał, że coś mnie podkusiło. Po namiętnym weekendzie, kiedy spał spokojnie, jego poduszka odsunęła się tak, że moim oczom ukazał się telefon.
Przez 15 minut z walącym jak młot sercem rozważałam, czy powinnam go sprawdzić. W końcu pomyślałam „upewnię się tylko, że jest w porządku przy jednej rozmowie i więcej czytać nie będę”.
Ten sam los chciał, że pierwszą rozmową była…
Mężatka.
Pobieżnie przeglądając rozmowę od razu rzuciły mi się hasła „dobrze całujesz”, „jesteś ciasna”, „lodzik szedł ci opornie”. Wyskoczyłam szybko z łóżka, w którym spał słodko i poszłam do łazienki, dowiedzieć się więcej.
W życiu nie spodziewałam się, że człowiek może się tak trząść, bolał mnie brzuch, trzęsły mi się ręce i nogi. Okazało się, że wszedł celowo w romans z mężatką, dodał sobie trzy stanowiska wyżej w wojsku, niż zajmował, dodał sobie trzy lata i stał się: SUPER KOCHANKIEM, którego misją jest poprawienie jakości seksu biednej, nieszczęśliwej świeżej żony, którą to mąż tak olewa. Mówił otwarcie, że interesuje go romans, wysyłali sobie zdjęcia, pisali o tym, co będą robić, co robili. Czytałam, a mój świat walił mi się na głowę.
Ciąg dalszy nastąpi...
Nie rozumiem hejtu na zabiegi z zakresu medycyny estetycznej.
Jestem kosmetologiem, już po 30, bliżej 40. Od wielu lat pracuję w klinice medycyny estetycznej. Na co dzień obcuję z zabiegami, które mają poprawić urodę i nie ukrywam, że i sama korzystałam nie raz z oferty naszej kliniki. Po części z własnej próżności, ale głównie dlatego, że każdy nowy sprzęt czy preparat testujemy najpierw na sobie.
Nigdy nie ukrywałam co sobie robiłam, bo nie widziałam w tym sensu, a przez lata trochę się tego nazbierało. Onda, schwarzy, raz wolumetria, kilka razy kwas w usta (0,5 ml na lekkie tylko wypełnienie), botoks, mezoterapia, radiofrekwencja mikroigłowa i wiele wiele innych mniej lub bardziej inwazyjnych.
Czasami słyszę komplementy od jakichś dalszych znajomych, że młodo wyglądam albo mam promienną cerę. Zawsze wtedy mówię co akurat sobie zrobiłam, żeby ludzie nie myśleli, że to 100% natura. Staram się być w tej kwestii szczera.
W ludziach jest tyle jadu, tyle zawiści... Naprawdę nie rozumiem tego hejtu na medycynę estetyczną. Ludzie myślą, że jak się korzysta z tego typów zabiegu, to od razu trzeba wyglądać jak lalka Barbie albo karykatura człowieka. Od razu nagle przestaje im się podobać, robią wszechwiedzącą minę i podkreślają, że oni to by sobie nigdy tego nie zrobili i jeszcze będę żałować. Co bardziej życzliwi potrafią powiedzieć „mózg sobie wymień” – pomimo tego, że przed chwilą chwalili mój wygląd. Zwłaszcza wśród dalszej, starszej rodziny wiele jest takiego jadu, choć i młodsza część familii nie kryje swoich uprzedzeń. Siostry męża nie raz się ze mnie śmiały, że za kilka lat będę cała z plastiku. Z tym że ja naprawdę nie stosuję wypełniaczy, kilka razy zdarzyło się mi wypełnić usta, ale niewielką ilością kwasu, tylko tak na próbę.
Nie rozumiem tego zacofania, tej nienawiści i potępiania osób, które korzystają z dobrodziejstw medycyny estetycznej. To nie tylko próżność. Nie raz usuwaliśmy szpecące tatuaże, blizny czy poprawialiśmy widoczne defekty. Ludzie są zachwyceni, nieraz wzruszają się na fotelu, gdy widzą efekty naszej pracy.
Ja się nie przejmuję takim głupim gadaniem ludzi, ale zawsze jest mi przykro, gdy moje pacjentki spotykają się z podobną krytyką. Pamiętam, jak kiedyś przyszła pacjentka z bardzo dużą asymetrią ust. Wystarczyło pół godziny roboty, żeby na jej twarzy pojawiły się łzy zadowolenia. A mówiła, że zastanawiała się przez dwa lata, bo co ludzie powiedzą...
Wychodzę z założenia, że nie ma ludzi brzydkich, są tylko zaniedbani.
Chciałam Wam drodzy anonimowi uświadomić, że medycyna estetyczna lub zaawansowana kosmetologia to naprawdę nic strasznego. Jasne, zdarzają się powikłania, jak po każdym zabiegu, ale łatwo temu zaradzić, jeśli pacjent zgłosi się przy pierwszych objawach.
Ciekawa też jestem, jakie wy macie zdanie.
Czasy nastoletnie już dawno minęły, mam dzieci (sztuk: 3), męża i nadwagę. Jakoś szczególnie tragiczne to wyznanie nie będzie, ale mi osobiście robi się przykro. Po ostatniej ciąży trochę mi się przytyło, a tak naprawdę to żarłam w ciąży, a nie jadłam. Po porodzie, zanim ogarnęłam najmłodszego robala (karmienie itp.) plus pozostałą dwójkę, to zrzuciłam trochę nazbieranego tłuszczu, ale tylko trochę, może połowę, opona została...
Teraz gdy już nie karmię, starsze dzieci podrosły, postanowiłam wziąć się za siebie! Wprawdzie nie mam możliwości uczęszczać na siłownię, ale mam dietę (dobraną przez specjalistę) i ćwiczenia... I tu mogłoby być tak pięknie (bo zaczyna działać), a nie jest... Ciągle słyszę od w sumie bliskiej rodziny (oprócz męża, który mnie wspiera) teksty typu:
- i tak nie schudniesz
- i tak przytyjesz z powrotem
- nie będziesz mieć siły, bo tylko grubi mają siłę
- czekam aż zachorujesz po tym odchudzaniu, bo wyjdzie na moje
- ciekawe kto zajmie się dziećmi, jak już będziesz chora
- fanaberie, baba po 3 porodach ma być gruba
- to nie przystoi (!!!!) matce dzieci
- trafisz do szpitala
- będziesz mieć anemię.
W ogóle tragedia, koniec świata, że jak JA matka dzieci mogę myśleć o sobie i starać się coś zmienić, bo skoro matka, to teraz tylko wór pokutny na grzbiet i umartwiać się w kącie na worku ziemniaków. A najlepsze jest to, że mówią to same słonie, które tłumaczą swój stan problemem z przemianą materii, brakiem czasu na dietę/ćwiczenia i w ogóle wszystkimi plagami świata. I choćby teraz ..uj na ..uju stawał, to schudnę do rozmiaru 38...
W piątek w nocy koleżanka napisała do mnie na fejsie, czy nie pójdę z nią w sobotę na wesele i będę udawał na nim jej faceta, bo przed chwilą rozstała się z obecnym, a nie może jechać sama. Dziwna prośba, ale pomyślałem sobie, że popiję, pojem, pobawię się i może na koniec nawet pociumkam.
Po drodze już zaczynałem rozumieć, że to nie był najlepszy pomysł, a na miejscu doszło to już do mnie całkowicie. Zakazy i nakazy, czego mi nie wolno, a co wolno. Tak oto nie mogłem rozmawiać z jej rodziną, kiedy ona nie słyszała, żeby wiedziała o czym mówię, mogłem pić tylko kiedy ona mi pozwoli, buzi tylko w policzek, nie mogłem wyciągać telefonu, miałem unikać dawania robienia sobie zdjęć. Dodatkowo, jako że łóżko było wspólne, chciała żebym spał na podłodze na jakimś kocu. Tak mnie w pewnym momencie zdenerwowała tym truciem tyłka, że pokłóciliśmy się, ona mnie wyzwała, więc ją olałem i poszedłem pić z jej rodziną i opowiadałem wszystkim, że opuszczam wesele, bo wygadała się, że mnie zdradziła w kiblu w klubie z jakimś studentem z wymiany i nie mogę sobie z tym poradzić. Opinię już ma zszarganą i jak by się nie tłumaczyła, tej łatki się nie pozbędzie. Straciłem tylko pieniądze i czas.
Dodaj anonimowe wyznanie