#8QY7T

Wraz z dziewczyną uzależniliśmy się od amfetaminy. Ona jest na odwyku, a ja zostałem i chodzę na terapię otwartą, od miesiąca jesteśmy czyści. Najgorsze jest to, że bardzo mocno się kochaliśmy, a musieliśmy się rozstać, bo przypominam jej o tym wszystkim. Ona jest w gorszym stanie psychicznym niż ja, ma napady lęku, depresję i inne uboczne skutki tego gówna, ma też zakaz jazdy samochodem, dopóki się nie wyleczy.

Nigdy sobie nie wybaczę, że to przez moje towarzystwo zepsułem jej życie. Strasznie mocno ją kocham i na zawsze to będzie najważniejsza osoba w moim życiu i nic ani nikt tego nie zmieni. Mogę jedynie żyć nadzieją, że jak stanie na nogi, to się do mnie odezwie. Była między nami bardzo silna więź, a jebany proszek dla chwili euforii zabrał mi to co miałem w życiu najcenniejsze i nigdy sobie tego nie wybaczę. Modlę się, żeby ona z tego wyszła i zaczęła normalnie żyć, ja sobie jakoś dam radę, muszę.

Morał jest taki: jeżeli bierzesz jakiekolwiek używki, pomyśl dwa razy, bo stracisz to co masz najważniejsze w swoim życiu, a ten ból jest naprawdę najgorszy.
Kocham cię i przepraszam za wszystko.

#94Fhe

Jakieś 15 lat temu pani „profesor” w szkole średniej powiedziała mi, że ze mnie nic nie będzie, nic w życiu nie osiągnę i całe życie będę bezrobociu siedział. Chciałbym teraz zobaczyć jej minę... Nie chwalę się, ale zatrudniam 100 osób, firma rozwija się dość prężnie i jakoś daję radę.
Gorące pozdrowienia dla pani „profesor”.

#E8j0P

Miałem iść do szkoły, ale zaspałem dość mocno, bo obudziłem się po 10:00. Starzy o tej godzinie już w pracy, więc stwierdziłem, że nie idę do budy. Ja, obecny król tego domu, poszedłem do salonu i włączyłem sobie na telewizorze porno z laptopa.

No i wyobraźcie sobie mnie, lat 16, z moim zaganiaczem w dłoni, obok mnie paczka chusteczek, a w drzwiach pokoju dowód na to, że rodzice nie pojechali dzisiaj do pracy. No to już widzicie, 16-latek sobie trzepie, a na niego patrzy oszołomiona matka.
Mało? Matka w "seksownym" lateksowym stroju.
Mało? Z wielkim czarnym dildo i z kajdankami.
Mało? Myślała, że to ojciec "rozgrzewa" się w salonie oglądając porno.
Mało? Ojciec oglądał porno w pokoju obok.

Wszyscy w tej rodzinie jesteśmy zdrowo pojebani, tylko pies zdrowy.

#rNOBt

Piszę to, bo muszę to z siebie wyrzucić.

Przez wiele osób jestem uznawany za piz&ę. Głównie dlatego, że jestem „dobry”.
Rzadko patrzę na swoje interesy i lubię pomagać ludziom, psychicznie jestem silną osobą i ciężko jest mnie złamać. Przez lata szkoły podstawowej byłem często poniżany (zawsze przez osoby starsze, silniejsze) i to sprawiło, że jestem osobą, która unika konfliktów, bardziej woli rozwiązać konflikt polubownie lub w ogóle nie reaguje, gdy nie ma to sensu. Nie boję się ponosić konsekwencji swoich działań.

Jak to jest, że takie osoby są właśnie w ten sposób postrzegane?

#wdBPw

A ja bym chciała podzielić się historią z mojego życia i pochwalić się jaką mam CUDOWNĄ mamę.
Kocham ją najmocniej na świecie i nigdy nie będę w stanie jej za wszystko podziękować.

A więc jak miałam roczek moja mama zachorowała. Pękł jej tętniak w głowie, przez co do dziś ma paraliż całej lewej strony.
W domu trójka małych dzieci. Mama w śpiączce około 2 miesięcy, potem ponad pół roku w sanatorium... Nareszcie powrót do domu, oczywiście na początku na wózku. A ja? Nie chciałam do niej iść.. Płakałam jak tylko brała mnie na ręce. A moja mama płakała z bezradności. Uczyłyśmy się razem mówić, chodzić. Lekarze dawali jej rok życia. Dzięki swojej silnej woli szybko wstała z wózka i do dziś porusza się o kuli.
Ale moja mama nigdy się nie poddała! Miała dla kogo żyć.
Dziś mam 22 lata i odkąd tylko pamiętam, zawsze miałyśmy wszystko zrobione (ugotowane, wyprane, posprzątane, zakupy zrobione). Nigdy niczego nam nie brakowało.


Matka dla swoich dzieci jest w stanie naprawdę zrobić wszystko...

#5klsL

W wieku 16 lat chciałam dorobić sobie na sezonie przed zaczęciem szkoły średniej. Znalazłam pracę przy sprzedaży owoców sezonowych. Pewnego dnia zaczął przyjeżdżać do mnie na zakupy niepełnosprawny facet około czterdziestki, a po kilku dniach nie przyjeżdżał już na zakupy, tylko przyjeżdżał tak o, porozmawiać. Zaczął wypytywać gdzie mieszkam, czy mam chłopaka, co robię poza pracą i jak chodzę ubrana spać.

Raz zaproponował, że może przyszłabym do niego na herbatę i nie musiałabym się martwić o to, jak wrócę do domu, bo mogę zostać u niego na noc. Nie zgodziłam się, powiedziałam, że nie mogę. Niestety zaczął zbliżać się do mnie i gdy nikogo nie było w pobliżu, zaczął się do mnie dobierać. Zamurowało mnie, nie wiedziałam co zrobić, na szczęście ktoś przyszedł, a on odjechał. Nie zgłosiłam tego nigdzie, jedynie powiedziałam o tym kierownikowi i rodzicom. Nie byłam w stanie już tam pracować, próbowałam, ale po tym, jak przyjechał któregoś razu z lodem na przeprosiny nie wytrzymałam i się zwolniłam. Przez prawie rok bałam się chodzić sama po mieście, do teraz nienawidzę okolicy, w której to się wydarzyło i zawsze bałam się, że go spotkam, jak nikogo przy mnie nie będzie.

Po czterech latach tak się stało – jechałam sama samochodem w tamtej okolicy i go spotkałam, miałam chęć go potrącić, ukarać za to, jak zniszczył moją psychikę. Na szczęście tego nie zrobiłam, bo nie chcę przez niego bardziej niszczyć mojego życia.

#DNN6m

Żałuję. Żałuję wszystkiego, co do tej pory zrobiłem. Chciałbym cofnąć czas, ale nie mogę. Patrzę na siebie i widzę, jak żałosny jestem.

Mam 21 lat, nie mam znajomych, z którymi mógłbym wyjść na miasto. Do niedawna myślałem, że mam przyjaciela, ale i on zaczął mnie olewać. Pisał do mnie tylko gdy czegoś potrzebował, a w większości sytuacji było tak, że ja musiałem zaczynać konwersacje. Był moją jedyną bliską osobą. Miałem też przyjaciółkę, która w zeszłym roku wyprowadziła się do innego miasta, a nasze spotkania i rozmowy ograniczyły się do totalnego minimum. Nie mam się do kogo odezwać. W tygodniu wracam z pracy i zamykam się w swoim pokoju, w weekendy praktycznie z niego nie wychodzę. Spoglądam co chwilę na telefon z nadzieją, że może się ktoś odezwie, zapyta co tam słychać, zaprosi na wspólne wyjście. Patrzę na Facebooka, widzę jak ludzie świetnie się bawią, chodzą na imprezy, a ja nie mogę, bo nie mam z kim.

Duża wina leży po mojej stronie, byłem beznadziejnym znajomym. Problemy pojawiły się już w technikum, wracając ze szkoły zamykałem się w pokoju i odcinałem od świata. Często odmawiałem wyjścia, szukałem wymówek. Problemy rodzinne były na porządku dziennym. Czy ktoś wyciągnął do mnie rękę? Pomógł mi w tym ciężkim dla mnie okresie? Nie. I nie winię ich, nikomu się nie zwierzałem, nie mieli prawa wiedzieć, przez co przechodzę. Nikt nigdy nie przykuwał większej uwagi. Nawet rodzina. Potrafiłem wagarować przez cały tydzień. Nie myć się przez trzy tygodnie. Nie chciało mi się podnosić z łóżka. W 4 technikum na II semestr wziąłem się w garść. Powiedziałem do siebie ''chłopie, do czego ty się doprowadzasz?". Miałem w klasie trzy osoby, z którymi się trzymałem, w tym przyjaciółkę, o której wspomniałem wcześniej. Zacząłem z nimi wychodzić, nie były to częste spotkania, ale zawsze coś. Wychodziłem powoli na prostą. Zapominałem o problemach w domu, częstych awanturach i zerowym wsparciu w rodzinie. Ale bum, szkoła się skończyła, matury napisane, każdy rozbiegł się w swoje strony. I znowu zostałem sam jak palec. Nie poszedłem na studia, chociaż miałem taką możliwość. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, nadal nie wiem. Jaki jest sens mojego istnienia, skoro nie mogę określić się kim jestem? Teraz siedzę i piszę wyznanie do obcych mi ludzi, bo nawet nie mam się komu wygadać. Jestem zerem, zawsze byłem i zawsze będę. Chciałbym tak wiele zmienić, ale nie wiem jak. Nie mam nikogo, kto by mnie pokierował. Nie mam też chęci. Do niczego.

Chciałbym też, żeby to wyznanie było pewnym przykładem dla osób, które znajdują się w takiej sytuacji jak ja. Może to głupie, że akurat ja, totalny przegryw, chcę dawać wam rady, ale... weźcie się w garść, póki możecie. Nie odtrącajcie znajomych, nie zamykajcie się w sobie. Zacząć wszystko od nowa jest ciężko, a możecie nie mieć czasu.

#BTJ7C

Dobrą dekadę temu, kiedy jeszcze byłem przykładnym studentem, miałem ogromne parcie na kasę. To pewnie dlatego, że uczyłem się prywatnej placówce, a czynsz rósł praktycznie co semestr. Zamiast szukać dorywczej roboty w Polsce, raz na parę miesięcy (w ferie zimowe i w wakacje) jeździłem ja sobie do Norwegii. Malowałem domy, odśnieżałem parkingi, czasem złapałem jakąś fuchę na budowie. Zarobki były wówczas dziesięciokrotnie wyższe niż w Polsce, więc po miesiącu tyrania wracałem do ojczyzny niczym jakiś sr#jący szeklami szlachcic.

Z Norwegami miałem pewien mały problem - generalizując, to bardzo sympatyczni ludzie, ale zauważyłem, że ich poziom edukacji jest fatalny. Na wieść o tym, że pochodzę z Polski, zawsze słyszałem pytania o to jak to jest żyć w kraju komunistycznym i jak odnajduję się w tak nowoczesnym miejscu jak Skandynawia...

Kiedy studia się skończyły, postanowiłem zamieszkać w Norwegii na dłużej. Jako że znałem już trochę język, zaczepiłem się w pizzerii. Nigdy wcześniej nie pracowałem w takim miejscu, więc przydzielono mi sympatycznego chłopaka, który miał mi wyjaśnić co i jak.
Po wdrożeniu kilku podstaw przyszedł czas na uzupełnianie produktów w kuchni. Poszedłem z moim przewodnikiem do magazynu. Gość wręczył mi taką dużą konserwę. Następnie wyjął z szafki najzwyklejszy otwieracz do puszek. Pokazał mi go i powiedział, żebym się dobrze przyjrzał. Wziął tę konserwę i powoli, tak abym dokładnie wszystko zarejestrował, zaczął ją otwierać. "Zaraz - czy ten typ myśli, że ja nie umiem obsługiwać otwieracza do, kur#a, konserw?" - pomyślałem. I faktycznie - chłopak pomalutku otworzył dwie puszki, dał mi otwieracz i rzekł: "Teraz ty spróbuj. Najpierw zaciskasz, a potem mocno trzymając obracasz tym kółeczkiem..." - powiedział
Spojrzałem na niego. Nie, nie robił sobie jaj. Wziąłem więc otwieracz i zacząłem go oglądać tak, jak jakby niedotleniony jaskiniowiec studiował iPoda. Powąchałem, podgryzłem, stuknąłem nim dwa razy o blat...

- Łooo, panie - krzyknąłem, udając podniecenie. - Ale wynalazeeek! Nie myśl sobie - my w Polsce też mamy konserwy, ale otwieramy je za pomocą dwóch kamieni, wiesz? Jeden kładzie się na górze, a drugim energicznie napierd#la tak długo, aż wieczko pęknie!

Spojrzałem na gościa - na jego twarzy malowało się coś, co wyglądało na połączenie najszczerszego zrozumienia i smutku, że my - Polacy - jesteśmy jeszcze technologicznie zacofani...

Myślę, że chłopak do dziś opowiada wszystkim o Polaku, który cieszył się jak głupi na widok otwieracza do konserw.

#nsoev

Nienawidzę mojego życia. Mam 13 lat, od 2 lat jestem w domu dziecka, przez 11 lat mojego życia mama znęcała się nade mną oraz moim rodzeństwem psychicznie i fizycznie. Mam problemy z cięciem się. Ludzie myślą, że robię to dla atencji.
Mama znalazła sobie partnera i twierdzi, że to my sprawialiśmy kłopoty, dlatego nas zabrano do domu dziecka. Twierdzi też, że nigdy nas nie uderzyła (jej partner w to wierzy). Robi mi afery o wszystko, wyzywa mnie, mówi, że jestem okropna, że nienawidzi mnie i że nie chce nas zabrać z domu dziecka. Że sprawiamy jej same kłopoty. I że wymagamy za wiele. Całe życie wychowywałam się bez ojca. Mam młodszą siostrę i starszego brata. Oni mają problemy z uszami i z czytaniem ze zrozumieniem. Mama zawsze poświęcała im bardzo dużo czasu, nieważne, czy ja coś umiałam czy nie – musiałam sobie poradzić. Teraz chcę trochę spędzać z mamą czasu, a ona mówi, że znalazła sobie partnera i teraz nie będzie się nami zajmować, tylko spędzać czas z nim. Powiedziała, że dzieci ma odchowane i już nie potrzebujemy matki 24/7. Jak na mnie krzyczy, to mam łzy w oczach, bo się boję, że mnie zaraz uderzy.
Dodaj anonimowe wyznanie