#OLVLp
Siedziałam w jego pokoju na kanapie, a on bawił się na fotelu ze swoim psem. Po chwili odłożył pieska i powiedział czułym głosem „Połóż się!”.
Ja niczego nieświadoma, ale rozochocona swoimi myślami, powiedziałam jak na skromne dziewczę przystało, że nie, że sobie posiedzę. No i usłyszałam rozbawione: „Ale ja mówiłem do psa”.
Zrobiło mi się głupio jak nie wiem :D
#k1Tax
Gdy pierwszy raz w trójkę przekroczyliśmy próg w domu, jednemu z naszych kotów od razu nie spasował nowy domownik, co jest kluczowe, ale myśleliśmy, że to przejdzie.
Minęło trochę czasu, dwutygodniowy wtedy maluch nadal nie mógł dogadać się z sześcioletnim kotem, ciągle syczał i burczał w obecności dziecka, niszczył zabawki znajdujące się w pobliżu łóżeczka, na złość załatwiał potrzeby w pokoju malca i wszystko robił tak, byśmy tego nie zauważyli, a widzieli skutki działań. Wcześniej był oazą spokoju, a dwa młodsze koty w ogóle nie wadziły. Sugerowałem, by oddać kota teściowej, bo po miesiącu sprzątania "niespodzianek" miałem dość i błagałem, ale żona stawała ciągle przy swoim mówiąc, że kotu przejdzie, że nie podchodzi do malca i to jest najważniejsze. Ale Bóg wie, czy kot nie zaatakowałby dziecka, gdyby akurat w nocy drzwi do jego sypialni byłyby otwarte?
Wizyty u weterynarza kończyły się na przepisaniu kotu środków uspakajających, a stan kota nie poprawiał się. Przez myśl przeszło mi nawet uśpienie czworonoga lub pozbycie się go, ale w tej sytuacji byłoby to zbyt podejrzane. Żona przejęta pogarszającym się stanem psychicznym swojego kociego ulubieńca też powoli miała dość, ja miałem dość. Relacje między nami się pogorszyły, często byłem niewyspany do pracy przez miauczenie i drapanie w niemalże każde drzwi (bez powodu), jakby ktoś obdzierał kota ze skóry. Żona spała w pokoju dziecka, ponieważ mały budził się co jakieś pół godziny na karmienie, spaliśmy oddzielnie, co również oddalało nas od siebie. Kobieta najwyraźniej nie widziała problemu.
Codzienne kłótnie by kota oddać kończyły się na tym, że wyjeżdżała mi, że nie pomagam jej, że jestem męską pi..., że nie widzę jak bardzo kocha futrzanego przyjaciela itp. Po sześciu miesiącach męki zagroziłem rozwodem, bardziej dla "szoku", kochałem ją i nie chciałem tego robić, ale ona wzięła to za bardzo do siebie i wmówiła sobie, że jej nie kocham, kazała mi się wynosić i jeśli ja tego nie zrobię, to ona to zrobi. Minął miesiąc od największej kłótni, spełnialiśmy swoje obowiązki, ale w zupełnej ciszy, mijaliśmy się w domu bez słowa. Żona przed powrotem do pracy - rzuciła ją. Popadłem w stany depresyjne, płakałem po nocach, spóźniałem się do pracy, zostawałem po godzinach, coby mnie "nie wylali", byłem wrakiem.
Pewnego wieczoru wróciłem do domu i doznałem szoku. Cisza. Nie ma żony, nie ma żadnego kota. Dziecko na swoim miejscu. Dzwonię wszędzie, wpadam w panikę, jej rodzina nie udziela mi informacji, dzwonię do siostry zapłakany.
No i kończąc:
Siostra pomogła mi wychować syna, podczas gdy ja 5 lat leczyłem się z ciężkiej depresji, mały zdrowy. A co z "żoną"? Nie wiem od tamtej pory. Nikt nie wie. Jakby znikła. Nie chcę wiedzieć.
#bezg5
Wróciła bez niczego, gdyż „w sklepie nie było białej kapusty, tylko zielona”.
#208a1
Gdy rozpoczęłam szkołę średnią zaczęłam też pracować jako kelnerka, zarabiałam sama na siebie, w domu miałam tylko swój pokój i jedzenie, ale samochód żeby dojechać do szkoły, paliwo, książki, ubrania - wszystko sama.
Gdy moja siostra wyszła za mąż, moja matka wraz ze swoim zamożnym mężem i ojcem mojej siostry kupili im piękny dom, później urodziło im się dziecko, które było ubóstwiane przez dziadków i pływało w prezentach.
W wieku 24 lat wyszłam za mąż, wynajęliśmy mieszkanie, ja studiowałam, mój mąż pracował, a że miał dobrą pracę, to nie mieliśmy problemów z pieniędzmi, niewiele później zaszłam w ciążę, byliśmy szczęśliwi, synek zdrowo się rozwijał. Okres ciąży był najwspanialszym okresem mojego życia. Dzwoniłam do matki, ale rzadko odbierała mój telefon, a gdy się spotkałyśmy, a ja przytyłam 30 kg, to powiedziała, że wyglądam jak maciora, a nie kobieta w ciąży. Nie obchodziło mnie to, najważniejszy był mój synek, był bardzo duży i zdrowy gdy się urodził, a ja kochałam i kocham go bez pamięci. Kiedy mój synek miał dwa miesiące, zaczął bardzo chorować, a mój mąż stracił pracę, więc oszczędności szły na życie, w wieku 5 miesięcy mój syn miał już za sobą 3 pobyty w szpitalu i wziął 5 różnych antybiotyków. Byliśmy zmuszeni przeprowadzić się do mojej matki. Tutaj mieszkamy w trójkę w maleńkim pokoiku mimo tego, że na piętrze są dwa duże wolne pokoje, ale mojej matce przeszkadza płacz dziecka.
Boże Narodzenie, odkładałam dłuższy czas na prezent dla mojego synka i całe szczęście, że mogłam, bo tylko od nas dostał prezent. Dzisiaj mój mąż jest pierwszy raz w trasie jako kierowca tira - tak, teraz staniemy na nogi, a ja mam w lodówce (mama wydzieliła nam półkę) tylko jedzenie dla synka, a ostatnie co jadłam to resztę obiadku, którego nie dojadł mój synek... Jestem bardzo głodna, a moja matka nie wie gdzie układać, bo jej się to wszystko zwyczajnie nie mieści. Teraz mój synek jest chory, więc siedzimy cały dzień w naszym pokoju, bo moją matkę brzydzi jego katar. Boli mnie, że nie stworzyłam mojemu synkowi, którego tak kocham lepszego domu, nie mogę patrzeć, kiedy jest tak przeganiany w domu, który uważa za swój. Jestem matką i nie mogę zrozumieć mojej, dlaczego mnie tak nienawidzi i mojej rodziny.
#8oM8O
Strasznie się wkur*****. Akurat siedziałem z drugim kolegą na Skypie, opowiedziałem mu o sytuacji. Wierzcie mi lub nie, ale po prostu mnie tknęło. Jak automat wszedłem na pocztę, wpisałem jego adres mailowy i hasło – raz, że po prostu wiedziałem co mam wpisać, dwa – tylko debil używa jako hasła swojej ksywki, na dodatek części nazwy adresu mail. Zalogowałem się za pierwszym razem. Przejrzałem maile, dziewczyna musiała się w nim strasznie zakochać, a ten dzban porozsyłał te fotki do nawet parunastu osób, z obrzydliwymi komentarzami.
Podałem hasła do skrzynki kumplowi, z którym gadałem na Skypie. Jeśli ja byłem wkurzony, to jego jasny członek strzelił dosłownie.
Kamil miał w wysłanych też swoje zdjęcia – nagie, z twarzą, jak wali konia, w tle jego pokój, ta sama koszulka co na jego profilu na Facebooku. Usłyszałem tylko: „ku**a, biorę to na siebie”... i fikuśne fotki Kamila ruszyły do wszystkich kontaktów w skrzynce odbiorczej. Jak się otrząsnąłem, to porobiłem screen shoty przesyłanych zdjęć tej dziewczyny (gdyby usunął, żeby mieć jakąkolwiek linię obrony) i przyłączyłem się do zabawy. Wisienką na torcie jest fakt, że koleś był świadkiem Jehowy. W kontaktach miał między innymi swojego szefa, starszego zboru, znajomych z klasy, matkę...
Następnego dnia wrzucił panicznego posta na fb, że włamano mu się do skrzynki, że porozsyłano fotomontaże, że zdjęcia nie są jego... Nikt nie uwierzył, rzecz jasna ;-) Komentarze były wybitne... Od dziewczyny, która mu się podobała „na przyszłość wolałabym bez takich...”.
Kęs czasu później pojawiła się u mnie i u kolegi policja, ten dzban zgłosił próbę włamania na konto bankowe przez maila. Nie wiem czemu nie zgłosił udostępnienia wizerunku – może się bał, że dotrą też do zdjęć dziewczyny, którymi się tak chętnie dzielił? Nie było żadnego logowania na konto z naszych adresów, sprawa umorzona.
Nigdy nie wyszło, że za sprawą stałem ja i mój skrzydłowy.
Mam ogromną nadzieję, że to czytasz, drogi Kamilu :) I mam nadzieję, że wyciągnąłeś z tego przynajmniej trzy lekcje:
1) Zmień, dzbanie, hasła.
2) Szanuj fakt, że ktoś Ci zaufał i powierzył takie materiały, zwłaszcza w przypadku młodej, zakochanej dziewczyny.
3) Nie trzyma się na mailu zdjęć, na których wyglądasz jak tasiemiec z pędzlem w ręku.
Nie czuję się winny. Ani ja, ani kumpel.
#cGhgU
Chyba już wiem o co chodzi chłopakom, gdy mówią, że lubią „naturalne dziewczyny” :)
#5iEpp
Znając moje szczęście, wszystko przede mną ;)
#8aK3O
Ostatnio mój (jak mi się zdawało) dorosły narzeczony trochę się przeziębił i jak to facet, wyglądał, jakby umierał. Miał się położyć spać, ale w tym momencie zostałam dosłownie siłą przygwożdżona do łóżka, a mój luby oświadczył, że mam zostać aż zaśnie albo będzie płakał.
No cóż...