Pracuję jako ratownik medyczny.
Ostatnio mieliśmy wezwanie do pary, która "zaklinowała" się podczas stosunku.
Normalna sprawa, zdarza się.
Tylko że... oni mieli po 14 lat! A myślałem, że nic mnie już nie zdziwi...
PS Nawet się nie zabezpieczyli...
Mam 32 lata, żonę i śliczną córeczkę. Jakiś czas temu kupiliśmy mieszkanie na kredyt, ale mieliśmy oddzielne konta, więc kredyt szedł z mojego. Wstyd przyznać, ale często w czasie kłótni mówiłem żonie, że mieszkanie jest moje, bo to ja za nie płacę, a jak jej się coś nie podoba, to może wypier... Ostatnio piłem coraz więcej, coraz więcej było kłótni. Kilka razy nawet ją pchnąłem na oczach córki. Obiecałem, że pójdę się leczyć. Ale nigdy nie zrobiłem żadnego kroku w tym kierunku. A ostatnio powiedziałem, że samochód też jest mój, bo to ja go robię, jak się zepsuje. Mimo że był kupiony z kasy z wesela.
Żona nie wytrzymała, odeszła z córką. Zostałem w moim mieszkaniu sam, z moim samochodem, ale bez mojej rodziny...
Czuję się jak gówno.
Kilka dni temu jadłyśmy z mamą tort urodzinowy przygotowany specjalnie dla mnie przez moją 17-letnią siostrę (Kaję) i jej chłopaka.
Nie wiem jak oni robili to ciasto i co wyprawiali w kuchni, ale okazało się, że między jedną warstwą kremu znajdują się jej... stringi.
Mama nieźle na nią nawrzeszczała i póki co Kaja prędko nie spotka się ze swoim ukochanym.
Jeździłam do szkoły autobusem. Kierowca był wyjątkowo miły, zawsze uśmiechnięty. Jak się później okazało, nie dla każdego.
Pewnego dnia wracałam sama, kiedy on się zatrzymał i zaczął dobierać się do mnie mówiąc, że cały czas go prowokuję (mimo że jedyne co robiłam, to odwzajemniałam czasami uśmiech).
Facet budzi we mnie przerażenie do dziś, a co gorsza nie potrafię się z kimś spotykać, cały czas mam przed oczami tę sytuację, która strasznie mnie blokuje. Minęło już dużo czasu, a u mnie nic się nie zmieniło. Nikomu o tym nie powiedziałam, gdyż pan ma rodzinę.
W dzieciństwie bardzo bałam się tych bladych pędów, które ziemniaki wypuszczają, kiedy leżą w ciepłej, ciemnej piwnicy. Za każdym razem jak mama albo babcia wysyłała mnie po ziemniaczki do obiadu bałam się, że mnie połączą, unieruchomią i będę tak siedzieć i czekać między kartofelkami, aż ktoś przyjdzie i mnie uratuje.
Na wstępie powiem, iż historia miała miejsce kilka lat temu, jak jeszcze byłem piękny i młody, miałem wtedy 15-16 lat.
Rodzice od małego uczyli mnie, że nie należy patrzeć na wygląd, lecz charakter człowieka, tak też nie zwracam i nie zwracałem nigdy na to uwagi u kobiet, gdyż każda na swój sposób jest piękna, ale jednak chyba każdy potrafi rozróżnić pewne walory, a mam na myśli sylwetkę. Ja sam nigdy nie miałem jakiejś pięknej postury, lecz akurat w tamtym okresie czasu sporo dziewczyn oglądało się za mną, też dlatego, że po prostu zdaniem rówieśników mam fajny charakter i byłem po prostu przeciętny.
W moim życiu pojawiła się pewna dziewczyna, Aneta. Rówieśnicy wyzywali ją, obrażali, krytykowali z powodu jej sylwetki. Była już na skraju wytrzymałości, a chyba każdy dobrze wie, jak młodzież teraz przywiązuje ogromną wagę do wyglądu, więc znalazł się taki mały bohater, który usiłował odmienić losy tej dziewczyny – ja.
Szczerze z nią porozmawiałem, powiedziała, że chciałaby coś zrobić, tylko że nie wie jak.
W sumie mi to wystarczyło, by zabrać się do pracy.
Po zajęciach szkolnych codziennie z nią razem trenowałem, biegaliśmy, skakaliśmy i ogólnie wymyślałem coraz to ciekawsze rzeczy, żeby nie było nudno. Moi koledzy nie akceptowali tego, codziennie słyszałem teksty „Ten z tą grubą się znowu szlaja”, „Lepiej ją zostaw, bo jeszcze syfa dostaniesz”. Wiecie jak to jest... Ale nie mogłem przestać, walczyłem do samego końca.
Po takich bardzo ciężkich treningach nie mogłem się doczekać efektów, w końcu po jakimś czasie widać jakieś rezultaty. Aneta po miesiącu weszła na wagę i co?
Przytyła... I to aż o 4 kg.
Ciekawi was jak to się stało? Otóż już mówię: jednego dnia miałem ważną sprawę do załatwienia, szedłem więc starym rynkiem... I czy mnie oczy nie mylą, Aneta?! Tak, Aneta... Siedziała w jednym z fast foodów, z ciekawości wszedłem się zapytać, co takiego robi. Była zmieszana. Powiedziała, że czeka na koleżankę, no to spoko.
Dosłownie 10 sekund później usłyszałem „Mega kebab z podwójnym mięsem i sosem czosnkowym”. I Aneta po niego podeszła...
Jakby tego było mało, mówiła, że to dla koleżanki, to już jej nie uwierzyłem. Pomyślałem, że po prostu oszukuje mnie, a przede wszystkim samą siebie. Pytam się pani za ladą „Czy ta pani często tutaj przychodzi?”. Odpowiedziała, że Aneta jest u nic VIP-em...
Co usłyszałem od Anety? „Bo wiesz, mama mi mówiła, że ja jakaś wychudzona jestem i powinnam więcej jeść, poza tym i tak wyglądam lepiej od ciebie i ogólnie to jesteś dla mnie zbyt słaby”.
Powiedziała to dziewczyna 160 cm i 100 kg żywej wagi... Gdy ja byłem wyższy i sporo chudszy.
Nie zrobiłem nic. Po prostu wyszedłem.
Ale trening nie poszedł na marne, schudłem 6 kg! :)
Z serii „wspomnienia z dzieciństwa”.
Kiedy miałam jakieś 6 lat, bawiłam się grzecznie u babci. Tu lalki, tu jakieś klocki, pokazy mody w babcinych butach i ciuchach – normalka. Pewnego dnia postanowiłam pobawić się w bogatą księżniczkę... ale taką z mnóstwem biżuterii. Cicho na paluszkach poszperałam, gdzie ukrywają się te wszystkie „perełki” i jest, udało się! Moja kochana ciocia miała taki wieeeelki, plastikowy pierścień (wiecie, taki, co na odpustach się kupowało, taki odstający), w którym na zabój się zakochałam, bo był inny niż wszystkie – czarny jak mrok w białe jak śnieg plamki. I nie wiem czemu, nie wiem po co i w ogóle jakim cudem, ale wyimaginowałam sobie złe koleżanki, które chciały odebrać mi mój drogocenny skarb! Któż by na to pozwolił?! Na pewno nie księżniczka... Musiałam go ukryć! Schować daleko przed tymi okrutnymi złodziejkami, najlepiej w jakimś ciemnym, trudno dostępnym miejscu, więc... nie zastanawiając się długo, wsadziłam go sobie głęboko w rzyć.
Ależ moja ciocia z babcią miały ubaw, gdy potrzebowałam ich pomocy przy wydobyciu skarbu z groty...
Chodzę na uczelnię wyższą w jednym z większych miast zachodniej Polski. Studiuję kierunek, który jest ściśle związany z inżynierią. Dziś i każdego dnia mam do czynienia z niesprawiedliwością. Są u mnie dwie dziewczyny na studiach, puste lampuce, udające, że chodzą na wystawy sztuki, bo coś z nich rozumieją, ciągle są na diecie "gluten?! fuu... ja nie jem takich rzeczy", mają software godny planktonu z wiecznym grymasem na twarzy... ale jedno trzeba im przyznać, wyglądają jak modelki, nie wiem ile poświęcają na makijaż, ale jak wyobrażam sobie ile coś takiego by mi zajęło, to bym chyba musiała nie chodzić na studia i nie jeść, żeby coś takiego zrobić. Ponadto zawsze mają hajs. Nie wiem jak to robią, ale wszystkie zdjęcia na snapchacie mają z drinkami w cenie mojego kilkugodzinnego wynagrodzenia za udzielanie korepetycji z matematyki.
Do rzeczy: jak to na studiach politechnicznych, wykładowcy to prawie sami faceci. Ja i kilku moich kolegów, nazwijmy ich Staś, Jaś, Piotr i Paweł, jesteśmy najlepszymi studentami 5 sem. Nie chodzi tylko o oceny, zawsze wszyscy się nas pytają o wszystko, bo po prostu wiemy wszystko, może to trochę nieskromne, ale tak jest. Kiedy przychodzi sesja i oddania projektów, zaczyna się cyrk związany z naszymi dwiema kukiełkami. Lampuce oczywiście nic nie robią samodzielnie. Nawet warstwy w AutoCadzie nie umieją zrobić. Kiedy przychodzi czas wystawiania ocen, jakimś cudem zawsze mają prawie takie same oceny jak my. Nawet nie wiecie jaką ciężką pracę trzeba wykonać, by uzyskać 4.0 lub 4.5 za projekt.
Kiedyś stanęłam pod drzwiami sali, w której wiedziałam, że jest prowadzący zajęcia, i kątem oka ujrzałam nasze dwie gwiazdy, zdawały właśnie projekt, oczywiście spóźniony. Sytuacja: zaczęły się wykręcać, że jednej coś tam się zdarzyło w rodzinie, a druga, że miała jakieś problemy z psem. Serio? Co za imbecyl pójdzie na to, że komuś pies przeszkodził w oddaniu projektu? Zaczęły trzepotać rzęsami, oczywiście dekolt do pasa, ale to co do mnie dotarło, kiedy się odwróciła jedna z nich na zawsze zmieniło mój pogląd o całej tej sytuacji – jedna z nich nie miała stanika. Po prostu to było widać nawet z daleka. Makijaż tak dopracowany, że Bobbi Brown by pogratulowała, a ona zapomniała stanika? I wtedy zauważyłam, jak zachowuje się prowadzący – jest w siódmym niebie. Zwyczajnie zaspokojony, czuje się ważny.
Wstydzę się za moją uczelnię. Oczywiście jedna dostała 4.0 z możliwością poprawy, druga 4.5. Ja za ten sam projekt dostałam 4.5. Bo normalnie wyglądam. Obserwowałam takie sytuacje później wielokrotnie. Nie wiem nawet jak to skomentować.
Jeżeli to czytasz i jesteś wykładowcą bądź innym nauczycielem, dam Ci radę – to widać, to jest obleśne i niehonorowe.
Czy może ktoś z was miał podobne sytuacje i chce się podzielić?
Gdy byłam młodsza i szłam sobie sama, często tańczyłam po drodze albo śpiewałam.
Po prostu myślałam, że zobaczy mnie jakiś „łowca talentów”.
Do dziś nie zostałam gwiazdą...
Dziś usłyszałam policyjną syrenę w pobliżu domu. Po dwóch minutach mój facet przyszedł do domu z kaskiem pod pachą. Żartem rzuciłam: „Co, gliny cię ścigały?”, na co on, zerkając spode łba: „Skąd wiesz???”.
Dodaj anonimowe wyznanie