#NFrue

Byłem nastolatkiem i z kumplami postanowiliśmy spróbować amfetaminy. Załatwiliśmy towar od jednego kolesia ze szkoły i skitraliśmy się za garażami na osiedlu. Na lusterku ze śmietnika rozsypaliśmy proszek (no co? Lusterko po prostu tam było, a że to jak w filmach, no sami rozumiecie, gówniarze byliśmy). No i nagle zjawia się ten gość, zupełnie znikąd, podchodzi do nas, my cali zesrani ze strachu, a ten patrzy tylko na lusterko i biały proszek, po czym mówi "nie dziś, nie warto". Wysypał prochy na ziemię i splunął, żebyśmy nie próbowali tego wciągać i poszedł.

Chłopak, od którego to kupiliśmy przekręcił się tego samego dnia, towar był skażony. Ten gość uratował nam życie.

#pbfSI

Liceum, wycieczka szkolna, pensjonat czy inny hotel, a wokół tylko góry, lasy, pola, doły itp. Pokój 4-osobowy na drugim piętrze, co ważne – prostokąt, na krótszych ścianach duże okno i drzwi na korytarz naprzeciwko siebie, same dziewczyny, tego wieczoru była dyskoteka. Nasze okna były z widokiem na pole, ale co ważne, można było przez nie wyjść na gigantyczny dach przyklejonego budynku restauracji.

Dwie koleżanki razem z innymi znajomkami z innych pokojów biegały po tym dachu nie zastanawiając się co może się złego stać. W którymś momencie podbiegły do naszego okna, ja w pokoju w tym oknie dopiero co umyta stoję, obok koleżanka się do spania już szykuje. Rozmawiamy chwilę przez to okno, że już późno i zaraz pewnie przyjdzie nauczycielka ogarnąć, czy jesteśmy już w pokoju i koleżanka ze środka pokoju, jako że miała dalej do okna, dość głośno powiedziała:
- Ej, dziewczyny, wracajcie, bo ta kur$a zaraz przyjdzie.
W tym momencie drzwi się otwierają, korytarzykiem wchodzi do nas pani i mówi:
- Ta kur$a już tu przyszła...
Panika w oczach, ja od razu przymykam okno, babka rozgląda się, pyta, gdzie dziewczyny, koleżanka z pokoju coś tam mówi, że jeszcze nie wróciły z dyskoteki, a ja, że chyba ludzie znowu po dachu biegają, bo ich słychać przez okno. Zasunęłam zasłonkę i napisałam dziewczynom, żeby wróciły drzwiami, babkę przeciągnęłam bliżej drzwi i udawałam, że wszystko jest gites, przez chwilkę czekałyśmy sobie, rozmawiając z jakąś nauczycielką, która akurat przechodziła.

Szczerze nie wiem, czy babka wciąż to pamięta, ale my w czwórkę cały czas to wspominamy.

#yZgOF

Jakiś czas temu pojawiło się tutaj wyznanie o życiu z bliznami, więc postanowiłem dodać też coś od siebie. Ja również mam blizny. Mam poparzoną lewą część ciała - od twarzy przez szyję, połowę klatki piersiowej i całą rękę. Czasy szkolne to był dla mnie koszmar. Dzieci były wobec mnie okrutne, z nikim się nie przyjaźniłem i byłem strasznym odludkiem.

Lepsze czasy zaczęły się, gdy zacząłem pracę w firmie, gdzie zespół, do którego zostałem przydzielony miał głęboko w poważaniu jak wyglądam. Dzięki nim udało mi się przestać tak desperacko zwracać uwagę na swoje blizny, a nawet nabrać do nich trochę dystansu. Niestety dziewczyn nadal unikałem, co nie było trudne, bo w naszym dziale byli sami faceci. Tak więc nie robiłem sobie w sferze uczuciowej żadnych nadziei, chociaż czułem się cholernie samotny.

Wszystko zmieniło się pewnego dnia, gdy wróciłem z L4. Cudownym trafem pierwszą osobą jaką spotkałem w kuchni po powrocie był nowy pracownik naszego działu, który okazał się mieć na imię Eleonora. Ku mojemu przerażeniu koleżanka postanowiła mnie poprosić o pomoc z ekspresem. Jako że nie mam doświadczenia w rozmowach z dziewczynami, czułem się strasznie stremowany, gdy musiałem pomóc jej wsypać kawę, a potem jeszcze mleko i cukier, które również postanowiły się skończyć w tym samym momencie co kawa. Z czasem okazało się, że nowa koleżanka ma cudowną umiejętność codziennego materializowania się w kuchni dokładnie w tym samym czasie co ja i upodobała sobie prowadzenie ze sobą rozmów na ulubione (i wspólne nam) tematy.

Jako że Eleonora coraz bardziej mi się podobała, postanowiłem zaprosić ją do kina. Gdy wspomniała, że niedługo będzie kolejny film Marvela, zebrałem w sobie całą odwagę i zapytałem, czy chciałaby iść do kina. Niestety jej odpowiedź nie była tą, jaką chciałem usłyszeć, ponieważ zapytała "kto jeszcze z nami pójdzie". Gdy zacząłem się plątać nie widząc co na to odpowiedzieć, koleżance w końcu zatrybiło co kryło się za tym pytaniem. Nie wiem kto poczuł się wtedy bardziej zażenowany tą sytuacją. Na szczęście z tego niezręcznego spotkania wyratowała nas wpadając do kuchni sekretarka. Ze złamanym sercem postanowiłem unikać nowej koleżanki, czując się tym wszystkim bardzo rozczarowany. Niestety, jak wspomniałem Eleonora potrafiła się pojawiać w kuchni dokładnie w tym samym czasie co ja, więc już następnego dnia się na nią natknąłem. Od razu przeprosiła mnie za swoje zachowanie tłumacząc się, że była po prostu zaskoczona i... ku mojemu bezgranicznemu zdziwieniu zapytała, czy propozycja jest nadal aktualna.

Od tego czasu minęła już 3 rocznica naszego ślubu. Tak więc życzę wszystkim tym, którzy borykają się z brakiem pewności siebie z powodu własnego nieatrakcyjnego wyglądu, żeby i do niech uśmiechnęło się szczęście w postaci drugiej połówki :)

#hVoaq

Jestem w związku kilka lat. Nie dorobiliśmy się dzieci, nie mamy własnego mieszkania, wynajmujemy kawalerkę w Poznaniu, nie wzięliśmy ślubu, chociaż jesteśmy zaręczeni od kilku lat. Mój partner w ogóle nie podejmuje tematu rozmowy w tych trzech ww. kwestiach. Z perspektywy czasu widzę, że to ja jestem inicjatorką rozmów i działań dotyczących ważnych życiowych kwestii. Dodatkowo rodzice partnera narzucają mi swoje zdanie. Nie szanują tego, co mówię. Każde moje hobby czy chęć np. udziału w wolontariacie jest traktowane jako coś dziwnego. Wciskają mi na siłę rzeczy lub pieniądze, których nie chcę. A mój partner nie potrafi postawić w kulturalny sposób granic między naszym związkiem a swoimi rodzicami. Kiedy jego rodzice wyprowadzają mnie z równowagi, od partnera słyszę, że przesadzam i na pewno nie mieli nic złego na myśli...
Mam 34 lata, za osiągnięcie uważam zdobycie wyższego wykształcenia i w miarę dobrej pracy. Życie prywatne to pasmo frustracji.

#U8KEO

Witajcie, to będzie moje pierwsze wyznanie na tej stronie, niektórych może trochę zszokować, do rzeczy...
Z moją dziewczyną mieszkam od 2 miesięcy, nazwijmy ją Nina, mam również młodszą siostrzyczkę, ma 3,5 roku, stawia swoje pierwsze kroki. Pewnego wieczoru zrobiłem kolację dla mnie i dla mojej lubej, towarzyszyła nam miła atmosfera, nagle zadzwonił telefon, mam dość wydajny głośnik, więc Nina słyszała całą rozmowę z moją mamą.
Powiadomiła mnie o tym, że z tatą chce wyjechać na weekend i będę miał obowiązek zająć się młodą przez te 3 dni. Luba była dość dobrze nastawiona, dorabiam w weekendy, więc zostawiłem je same...

W piątek wszystko było w porządku, wróciłem z pracy i zjedliśmy razem wspólny posiłek, młoda poszła spać, a ja z Niną oglądałem jeszcze filmy. Na następny dzień pojechałem do pracy, po paru godzinach zorientowałem się, że nie zabrałem pewnych dokumentów z domu, więc się tam udałem.
Wchodzę do domu... I słyszę krzyki mojej lubej, pozwolę sobie zacytować: "Ty suko, jak mogłaś to zrobić, pieprzona dziwko!". I płacz malutkiej. Okazało się, że moja luba krzyczała na małe dziecko, bo ta poplamiła jej nową bluzkę herbatką...

Nie mam pojęcia, co mam z tym zrobić, gdybym nie przyszedł, to doszłoby chyba do tragedii, jednak wcześniej nie zauważyłem u Niny takich agresywnych zachowań wobec dzieci, czy w ogóle kogokolwiek. Wyprowadziła się ode mnie, bo zrobiłem awanturę, nie będę akceptował takich zachowań i przemocy nad dziećmi. Wydaje mi się, że dobrze postąpiłem każąc jej się wyprowadzić i na całe szczęście - nie mamy własnych dzieci.

#XNdiu

Zaczęłam randkować z facetem. Było miło, dopóki nie powiedział, że dla niego pocałunki i przytulanie to jedynie wstęp do seksu. Właśnie z tego powodu od razu stał się dla mnie aseksualny. Jeszcze potem zaczął się żalić, że dziewczyna, z którą był, szybko stała się dla niego oziębła. Kompletna porażka...

#arqbN

Mój dziadek jest starym metalowcem. Ma długie siwe włosy spięte w kitę oraz brodę, którą czasem plecie sobie w warkocz. Odkąd pamiętam - zawsze miał taki imidż.
Przygodę z metalem zaczął jakoś w pierwszej połowie lat 70., kiedy to na czarnym rynku krążyły płyty gramofonowe (i tzw. pocztówki) z zachodnią muzyką. Dziadek - wówczas liczący sobie 30 lat z hakiem zachłysnął się pierwszymi albumami Black Sabbath, Led Zeppelin i całej masy innych hardrockowców.
Wcześniej nauczył się wymiatać na wiośle i nawet miał swoją kapelę, ale jak wspomina - każde wspólne granie kończyło się szybko, bo perkusista był bardzo utalentowanym producentem bimbru i już po zagraniu kilku numerów, któryś z członków kapeli lądował z głową w misce stojącej za garażem, który to pełnił rolę sali prób.
Babcia, która niańczyła w domu mojego małego tatę, przymykała oko na wszystkie dziadkowe hobby. A było tego sporo - koncerty, imprezy, zloty itp. W 1984 roku dziadek pojechał Nysą na koncert Iron Maiden. Do dziś wspomina ten dzień ze łzami w oczach. Tak bardzo się wówczas wzruszył, że po zobaczeniu występu, przez dwa dni nie wracał do domu, bo zaimprezował z lokalną ekipą polskich fanów tej kapeli. A swoje latka już wtedy miał...
We wczesnych latach 80. dziadek nie pił już dużo alkoholu, bo za sprawą Włodka - swojego kolegi jeszcze ze szkolnej ławki, poznał marihuanę. W tamtych czasach nikt nikogo nie ścigał za posiadanie krzaczka na parapecie, czy w ogródku. Dziadek zawsze na początku sezonu wbijał z kumplami na babciną działkę ogrodniczą i sadził zielsko między pomidorami. Babcia potem ponoć całe lato wściekała się na intensywny zapach, który aż kłuł w nozdrza. Zresztą do dziś mój sędziwy dziadek lubi sobie zapalić skręta. Mówi, że to łagodzi jego bóle w korzonkach. Pali zresztą z tym samym Włodkiem, który go w to "wciągnął".
Wracając do muzyki. Dwa lata temu dziadek z babcią pojechali do sanatorium, do jakichś tężni, czy innego cholerstwa. Co drugi dzień dzwonił do mnie i narzekał na sztywny klimat. "Ci ludzie zachowują się jakby byli w jakimś pieprzonym salonie pogrzebowym. Nikt się nawet nie napije, a o zajaraniu skręta mowy nawet nie ma!" - mówił.
Specjalnie dla emerytów przygotowano dansing. Babcia zawlokła tam wielce niepocieszonego dziadka. Ku jego zgrozie wodzirej puszczał kawałki Krawczyka, Bajmu i Czerwonych Fujar (jak to dziadek powiedział). Dziadzio długo nie wytrzymał. Poczłapał do swojego pokoju i przytargał ze sobą płytę. Wręczył ją mistrzowi ceremonii tłumacząc, że to Grechuta czy jakiś tam inny dinozaur. W ten sposób staruszkowie poczęstowani zostali energetycznym kawałkiem grupy Venom. Na parkiecie ostał się tylko dziadek i jakiś inny, niepozorny staruszek, który jak się okazało - również lubi ciężkie granie. Teraz są kumplami i wymieniają się muzycznymi nowinkami...

#fMu0m

Myślę, że to jest idealna historia na anonimowe, ponieważ nigdy nikomu tego nie powiem.

Jak byłam mała, to mieszkałam na wsi, więc logiczne, że ja i natura byłyśmy naprawdę blisko. Cóż, za blisko... Pewnego wieczora podczas mycia się (na szczęście byłam na tyle duża, żeby myć się sama) znalazłam między pośladkami... ślimaka. Tak. Ślimaka.
Małego, na szczęście :D
Dodaj anonimowe wyznanie