Mam 22 lata i mam pewien problem. Dokładnie to taki, że nie mogę znaleźć dziewczyny.
Nigdy nie byłem w związku, który trwał więcej niż miesiąc (a takich było dwa). Każda nowa znajomość z dziewczyną kończy się na maksymalnie miesiącu pisania. Gdy nawet ona zaproponuje spotkanie, to dzień albo dwa przed odwołuje z niewyjaśnionych przyczyn albo wymyśla jakąś wymówkę, po czym kontakt się urywa. Mam konta na trzech portalach randkowych, napisałem ciekawe opisy, zrobiłem sobie sesję zdjęciową, aby móc dodać ładne zdjęcia, ale par żadnych. Nie uważam siebie za kogoś wybitnie przystojnego, ale tak samo nie uważam, że jestem aż tak brzydki, że żadna dziewczyna nie chce ze mną kontaktu.
Pomimo małego wieku czuję się bardzo samotny i fakt ten potęguje to, że wielu z moich znajomych albo są zaręczeni, albo są w szczęśliwych związkach. Zawsze jak gdzieś wychodzimy, to przeważnie tylko ja jestem sam. Często mówią, abym sobie w końcu kogoś znalazł, ale to nie jest takie łatwe. Odpowiadam im, że nikogo nie potrzebuję, wolę żyć bez zobowiązań, wolę się bawić, ale prawda jest zgoła inna.
Nie wiem czym jest to spowodowane, ale powoli łapie mnie depresja, gdy muszę kolejny weekend siedzieć sam w domu, oglądając filmy romantyczne, aby mieć małą namiastkę takiego życia, albo wychodzić ze znajomymi i udawać, że świetnie się bawię i nie zazdroszczę im drugich połówek.
Kilkanaście dni temu przyjaciółka podbiegła do mnie i powiedziała, że ma do mnie ważną sprawę. Że to sprawa życia i śmierci. Zażartowałem:
- Jak nie masz raka, to nic ci nie jest. *śmiech*.
Okazało się, że ma białaczkę.
Matka natura nie obdarzyła mnie wyczuciem.
Ostatnio było tu wyznanie o ludziach, którzy jadąc pociągiem zajmują inne miejsca siedzące niż te, które mają wpisane na bilecie. W komentarzach ostra krytyka.
Sporo jeżdżę koleją, więc pewne rozeznanie mam. Zrozum proszę: miejscówka to gwarancja miejsca siedzącego, ale nie przymus. Jak ktoś chce, to może usiąść na innym - ważne, żeby klasa była dokładnie taka, jak na bilecie. Oczywiście, posiadacz miejscówki ma prawo właśnie do tego siedzenia i teoretycznie może poprosić o ustąpienie. Z drugiej strony, czy to naprawdę będzie dla ciebie wielki kłopot, jeśli ty sam usiądziesz na miejscu obok?
Z doświadczenia wiem, że najlepiej, gdy w pociągu w ogóle nie ma miejscówek - wtedy nie ma też takich jałowych sporów. Natomiast jeśli już są, to istotna jest nasza otwartość na drugą osobę. Dlatego więcej życzliwości i empatii - jeśli ktoś już zajął miejsce, to o wiele trudniej będzie mu je zmienić (często z bagażem) niż tobie czy mi, kiedy dopiero wsiadamy do pociągu.
Mój najlepszy przyjaciel, z którym znam się kilkanaście lat, wyznał mi dzisiaj miłość...
Jestem facetem.
U nas w gimnazjum od jednego kolegi jakoś dziwnie pachniało, więc nazywaliśmy go Durian. Durian to taki śmierdzący egzotyczny owoc, którego nie wolno wnosić na pokład samolotu. Oczywiście szybko się dowiedział, że go tak nazywamy, ale wtedy mu powiedzieliśmy, że durian to taki meksykański piłkarz. Kolega był lekko czarniawy i nieźle grał w piłkę, więc jakoś nam uwierzył.
Kiedy się przypadkiem dowiedział, co to naprawdę znaczy durian, tak się wściekł, że ledwo uciekliśmy, a potem w ogóle się obraził i nie przyszedł na zakończenie szkoły.
W najmłodszych latach mojego życia obowiązkowo wakacje spędzałam u dziadków na wsi. Dziadkowie niesamowicie zgrani, pełni miłości i troski o siebie - bo lata już nie te, bo choroby.
Słoneczny sierpniowy dzień, babcia z samego rana poszła mleko odciągnąć krowie, jajka pozbierać, nakarmić wszystkie zwierzaki, dziadek natomiast smacznie jeszcze chrapał.
Nagle na całą wieś rozbrzmiewa przerażony krzyk dziadka wołającego żonkę. Babcia rzuca się w te pędy w stronę domu, czerwona, przerażona, zdyszana wbiega do domu, i co zastaje?
Dziadka siedzącego na łóżku i drapiącego się po głowie.
Gdy w końcu złapała oddech i zapytała co się stało, dziadek z dziarskim uśmiechem zapytał "Tej, Regina, nie widziałaś ty gdzieś mojej skarpetki?".
Gdyby mogła zabijać wzrokiem, to by zabiła.
Ostatnio poszłam do stomatologa prywatnie, po podaniu dwóch znieczuleń nadal odczuwałam ból przy próbie usunięcia zęba. Pani doktor najpierw twierdziła, że nie jest możliwe, żebym cokolwiek czuła, a kiedy krzyczałam przy próbie usunięcia zęba, stwierdziła, że znieczulenie nie działa, ponieważ za bardzo się denerwuję... I dlatego z bolącym, już lekko naruszonym zębem zostałam odesłana do domu, choć za dwa znieczulenia zapłaciłam (podobno promocyjnie) 80 zł. Całą noc nie spałam z bólu i nerwów, ponieważ bałam się, że żaden inny dentysta nie znieczuli mi zęba (było to moje pierwsze i całe szczęście jedyne usuwanie). Na drugi dzień poszłam do chirurga szczękowego, któremu zabieg łącznie ze znieczuleniem zajął 5 minut i nie czułam absolutnie nic. Do poprzedniej pani doktor nigdy już nie wrócę.
Podobno pierwszy sen w nowym roku jest metaforyczną przepowiednią tego, co dany rok nam przyniesie. Co mi się śniło?
Wojna, wybuch bomby atomowej, strzelanina, panika oraz... rodzinny obiad z Andrzejem Dudą. Na końcu ja, on i trójka naszych wspaniałych dzieci: Andrzej Senior, Andrzej i Andrzej Junior, odlecieliśmy na białym jednorożcu w stronę kiczowatej tęczy.
Zapowiada się ciekawy rok...
Mam na imię Adam i muszę się Wam z czegoś ważnego zwierzyć.
Mieszkam z mamą, która pracuje w biurze nieruchomości w Sopocie. Jak sami możecie się domyślić, to bardzo często ubiera się w ciuchy typowo biurowe, ale z dodatkami typu pończochy czy bielizna koronkowa.
Można by było powiedzieć, że moja mama jest seksowna i może facetom się podobać. W piątkowe wieczory zazwyczaj lubiła spotykać się ze swoimi koleżankami na takie babskie wieczory.
Ostatnio przez przypadek usłyszałem rozmowę telefoniczną mojej mamy z koleżanką.
Wynikało z niej, że to wcale nie są babskie wieczory, a uprawianie seksu za pieniądze, mówiła, że ostatnio było bardzo gorąco w samochodzie, były też szczegóły co do finału... Pomóżcie mi, bo chcę porozmawiać z mamą, że o wszystkim wiem, ale nie wiem co powiedzieć.
Jak wiadomo, przed pójściem do pierwszej komunii trzeba się wyspowiadać. Oczywiście na naukach musieliśmy się uczyć grzechów itp. Pewnego razu usłyszałem rozmowę rodziców o tym, że sąsiad żyje bez ślubu i że cudzołoży. Ja wtedy myślałem, że to polega na tym, że "mąż zdradza mamusię albo na odwrót", tak nas uczyli. A tu się okazuje, że to życie bez ślubu.
Jako pobożny chłopczyk, który chciał na poważnie podejść do pierwszej komunii nie mogłem przestać o tym myśleć. Dodam jeszcze, że mieszkałem z siostrą w pokoju, a ślubu z nią nie brałem, przestraszyłem się, że cudzołożę. Więc przekonany, że grzeszę, bo z nią mieszkam bez ślubu poszedłem do spowiedzi i gdy przyszło do wymieniania grzechów, na pierwszy ogień poszedł ten.
Wyobraźcie sobie 8-latka, który mówi, że cudzołoży i księdza, który po chwili wybucha śmiechem w konfesjonale.
Skończyło się na tym, że ksiądz wytłumaczył mi, że nie grzeszę, ale gdy już zacznę, żebym przyszedł. Dziś mam 20 lat i stwierdzam, że nie ma potrzeby, bo nie zacząłem :(
Dodaj anonimowe wyznanie