Mam 35 lat, uważam, że życie jest cholernie niesprawiedliwe. Mam ogromny żal w sobie i zazdrość, że inni mają lepiej.
Miałam naprawdę udane dzieciństwo. Niestety gdy miałam 10 lat, moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. W tym czasie zajmowała się mną babcia, która stała się moim prawnym opiekunem na kolejne 6 lat. Wyprowadziła się od siebie ze wsi, żeby móc się mną zajmować. Prowadzała do psychologa, spędzała ze mną mnóstwo czasu... Gdy miałam 16 lat, moja babcia przeszła udar. Leżała w szpitalu dłuższy czas i na dzień przed jej wypisem dostałam telefon, że babcia miała wtórny udar i niestety nie przeżyła... A więc na kolejne dwa lata trafiłam do domu dziecka. Cholernie trudne dwa lata, które pozostawiły we mnie więcej traumy niż śmierć rodziców. Ale chciałam mieć dobre życie.
Po liceum poszłam do pracy na tak zwany zmywak. Zaczęłam spotykać się z naprawdę super facetem. Zamieszkaliśmy razem, a mi udało się nawet pójść na studia, życie zaczynało się układać... Mieliśmy poważne plany wobec siebie, które zniszczyła grupka "dresów". Gdy mój chłopak wracał z treningu, grupka dresów pobiła go, robiąc z niego warzywo... Mimo że bardzo go kochałam, nie potrafiłam żyć w taki sposób. Z jego rodzicami stwierdziliśmy, że najlepiej będzie umieścić go w specjalnym ośrodku. Odwiedzałam go prawie codziennie, ale przez lata jego stan się nie poprawiał.
Później poznałam swojego męża. Mając 30 lat, urodziłam córeczkę. Gdy chciałam wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim okazało się, że moja firma zostaje zlikwidowana i dostałam tylko jakąś marną odprawę. Rok później u mojej córeczki zdiagnozowali białaczkę. Zmarła, a mąż popadł w alkoholizm. Nie mam z nim żadnego kontaktu, nie wiem gdzie jest. Ostatnio też wyczułam guza w piersi, ale boję się iść do lekarza.
To wszystko brzmi jak wymyślona historia. Naprawdę wiele bym dała, by tak było. Jestem już zmęczona życiem. Bardzo... Nie mam nic. Ból, którego w życiu doświadczyłam, tak mnie przeorał, że szczerze myślę, że śmierć będzie dla mnie ukojeniem. Cholernie jej się boję, ale równie mocno boję się dalej żyć...
Pewnego razu poprosiłam wujka, żeby mnie zabrał z urodzin kolegi. Po imprezie wyszłam i czekałam stojąc na ulicy. Chwilę potem zadzwonił, że już w nią skręca. Nie zdążyłam podejść bliżej (było ciemno i padał śnieg) i przejechał wolno obok mnie. Nie zauważył. Nie bacząc na nic wbiegłam na środek drogi i zaczęłam skakać jak pajac (lekko pod wpływem), a samochód się zatrzymał i cofnął.
Uradowana podbiegam i chwytam za klamkę i... szyba się otworzyła, ukazując dwóch łysych (ucieszonych) sebków. Mili panowie bardzo chcieli mnie podwieźć, ale podziękowałam.
Moja mina musiała być bezcenna :)
Zamówiłam zakładkę do książki z imieniem. Kosztowała 15 zł i przyjechała uszkodzona. Powiadomiłam sprzedawcę. A on napisał mi, cytuję: "Gdyby kosztowała kila tysięcy, to bym robił reklamację, ale to przecież tylko 15 zł"...
Zapłaciłam łącznie 30 zł (bo jeszcze kurier), ale walić to, bo nie wydałam kilka tysięcy złotych? Walić wydane pieniądze? Zakładka dotarła? DOTARŁA! Uszkodzona? USZKODZONA! Ale to nie problem, bo kosztowała tylko 15 zł...
Może bardziej by go ucieszyła negatywna ocena, zamiast informacyjna wiadomość? Jedna zła opinia to nie kilka tysięcy opinii, prawda?
Moja mama zaszalała w młodości i urodziła mnie mając 16 lat. Wychowywała mnie razem z babcią i dziadkiem i myślę, mam nadzieję, że nie wyszło to najgorzej. Kiedy już trochę podrosłam, znalazła sobie faceta i urodziła mu syna. Teraz Kacper ma 6 lat i jest świetnym chłopczykiem. Do niedawna był trochę rozpuszczony, rodzice pozwalali mu na zbyt wiele i traktowali jak księcia, ale dało się wytrzymać, nie był roszczeniowym egoistą. Ja z kolei mieszkałam z chłopakiem, który cierpiał na dziwną fobię, mianowicie bał się chorób i kalectwa, niedołężności. Nie mógł tego znieść, przez co nieraz mogło się wydawać, że jest skończonym dupkiem, kiedy się ostentacyjnie odwracał od osób na wózkach albo o kulach. Ale on się ich po prostu bał i to było silniejsze od niego.
Niedawno moja mama z ojczymem ulegli wypadkowi. Ich stan był stabilny, ale ciągle przebywali w szpitalu, więc ja się miałam zająć Kacprem. I kiedy się z nim bawiłam, podnosiłam go, coś mi poważnie strzeliło w plecach. Okazało się, że to rwa kulszowa. Nic takiego, przechodzi, ale przez 2 dni ledwo chodziłam. Mój facet tego nie wytrzymał i z dnia na dzień wyniósł się do swoich rodziców, zostawiając mnie z małym dzieckiem. Ja nie dawałam rady wyjść do sklepu po coś do jedzenia, chodziłam przytrzymując się krzeseł i ścian, a on stwierdził, że nie zrywamy, wróci, kiedy mi się poprawi, bo on nie może na to patrzeć. Ja stwierdziłam, że jednak zrywamy, bo kiedy potrzebuję jego pomocy, to on mnie wystawia. Teraz mi się polepszy, ale nie mogę być z kimś, kto mnie zostawia w takiej sytuacji. A co, jeśli będziemy mieć dziecko, a ja wyląduję na wózku?
Przez dwa pierwsze dni sąsiadka robiła mi zakupy, a ja wzięłam małego w obroty. Powiedziałam wprost, że ma przestać być leniwą bułą i ma mi pomóc, bo będzie łaził brudny i głodny.
I wiecie co? Ten mały, rozwydrzony brzdąc zobaczył we mnie autorytet. Ja mu nie tylko pozwoliłam, ale wręcz kazałam używać noża, pralki, miotły. Mówiłam po kolei co ma robić, a on robił. Mówiłam jak ma kroić składniki na obiad, a on kroił. Nauczyłam robić pranie, wsadzał ciuchy do pralki, wsypywał proszek, zapamiętał jak się ustawia program. Odnosił po obiedzie talerze, przystawiał sobie krzesło do zlewu i zmywał, a ja nie mogłam się napatrzeć. Nawet nie musiałam krzyczeć, po prostu mu powiedziałam, że tak ma być. Mama z tatą są w szpitalu, ja nie dam rady chodzić i teraz on tu jest mężczyzną i ma się zająć swoją rodziną, do której należę. I wierzcie lub nie, ale się skubaniec zajmował najlepiej jak potrafił, mimo że nawet butów sobie nie umiał zawiązać.
Mama z ojczymem w końcu wyszli ze szpitala. Kacper nie wrócił do złych nawyków, oni nie wiedzą jak mają mi dziękować, a ja się cieszę, że się pozbyłam faceta. Będzie lepszy, a jak będziemy mieć dziecko, to już wiem co robić ;)
Od kilku dni pracuję jako wolontariusz. Pakujemy i ładujemy na tira pomoc dla Ukrainy.
Wczoraj przyszedł pewien prepers... Dał kilka kurtek wojskowych, kompasy i... około 100 sztuk domowej roboty ładunków termitowych. Z magnesami, odpowiednio zabezpieczone, instrukcja obsługi. Poszły jako pomoc humanitarna.
A teraz szok – pracownik służb celnych, obecny przy załadunku, widzi tu... napoje.
Kocham ten kraj.
Wybrałam się do spożywczego zrobić zakupy. Jak skończyłam kupować, zaczęło się powoli ściemniać. Wychodząc ze sklepu, zauważyłam z naprzeciwka parę z małym synkiem. Para czule się przytulała, a ich syn stał obok. Uśmiechnęłam się na ich widok, myśląc sobie jaka szczęśliwa z nich rodzinka. Kobieta z mężczyzną zaczęli iść w stronę sklepu, ale coś mi nie pasowało. Ich (jak wtedy myślałam) syn został w tyle, stojąc nieruchomo jak wcześniej. Zastanawiałam się, co jest nie tak.
Kiedy podeszłam bliżej, okazało się, że to był kosz uliczny...
Tak, pomyliłam śmietnik z chłopcem. Chyba pora udać się do okulisty :D
Trochę lat temu pracowałam jako kelnerka. Można pisać dużo o ludziach, ale jedna sytuacja szczególnie zapadła mi w pamięć.
Przyszły dwie panie, na drinki i jedzenie. Mieliśmy dziwne menu, w którym na samej górze znajdował się tatar wołowy, a na dole – z łososia. Jedna z pań zamówiła tatar z łososia. Po pierwsze, słyszałam, jak prosi o łososia. Po drugie, jej palec przy zamawianiu znajdował się na samym dole menu na pozycji łososia, po trzecie, zawsze po zebranym zamówieniu czytałam je, i panie zgodnie stwierdziły, że się wszystko zgadza.
Przyniosłam zamówienie pół godziny później i zostałam zbesztana, ponieważ pani zamawiała tatara wołowego. W pierwszej chwili zabrałam talerz, ale musiałabym za niego zapłacić. Tatar kosztował 40 zł, a ja zarabiałam 8 zł na godzinę. Byłam pewna, że błąd leży po jej stronie, więc wróciłam powiedzieć, że się pomyliła. Pani zrobiła się wręcz czerwona, mówiąc, że jak śmiem zwalać na nią mój błąd i że powinnam przepraszać, a nie jeszcze się kłócić! Zwykła kelnerka, która ledwo czyta, nie będzie jej wmawiać kłamstw! Wtedy zdecydowałam, że ewidentnie ma niedorozwój umysłowy i jedynym sposobem na niewydawanie połowy dniówki jest zrobić, co chce. Czyli zaczęłam ją przepraszać co najmniej jakbym wymordowała jej rodzinę, w głowie mając myśli "o ty dz**ko".
Nagle okazało się, że ona w sumie lubi łososia. Dostałam nawet napiwek. Bo okazało się, że pani ta nie chciała nakarmić się jedzeniem, a poczuciem wyższości nad drugim człowiekiem.
Kilka lat temu przeprowadziłam się do Polski i poszłam tutaj do 7 klasy. W klasie, gdzie się uczyłam przez dwa lata, panowały dwie dziunie z poczuciem wyższości wprost proporcjonalnym do długości rzęs i IQ niższym od zera. Karyna i Dżesika. Opiszę wam kilka smaczków z ich zachowania.
1. Obie dziewuchy podeszły do mnie i Dżesika zwróciła się do Karyny, stojąc twarzą w twarz do mnie - ''Ale ona jest brzydka, patrz, jakie ma pryszcze..." - jakbym była rzeczą, do której można podejść i skomentować wygląd, nie bojąc się, że będzie mi przykro.
2. Tekst Dżesiki w mojej obecności, gdy się dowiedziała, że nie mam ojca: ''Pewnie uciekł, nie chciał takiego dziecka. Też bym uciekła''. To nieprawda, on po prostu nie żyje.
3. Dżesika smarkała nosa i pokazywała mi swoje gluty na chusteczce. Na widok mojego obrzydzenia pojawiał się na jej twarzy tępy uśmieszek.
4. Tekst Dżesiki do mnie: ''Wypierdalaj z powrotem na Ukrainę, tylko tam cię lubią''.
5. Dżesika spierdziała się na lekcji, bardzo głośno. Skłamała, że to ja. Wszyscy uwierzyli.
6. W 8 klasie się zaprzyjaźniłam z dziewczyną o rok młodszą, Inez. Obrażały ją, podchodziły i bezczelnie komentowały jej ubrania, rzeczy. Wyzywały od szmat. Tekst Dżesiki do mnie: ''Zasługujesz się zadawać z wyższym łewelem, jak ja i Karyna, a nie z takim dnem jak Inez".
7. Znowu Dżesika o mnie: ''Na zakończeniu roku przywalę jej za to, że przyszła do naszej klasy". Nie zrealizowała planu, bo była pandemia i zakończenia nie było.
8. Śmiały się, że noszę mundurek. Same ubierały się tak, że można było pomyśleć, że dwie panie lekkich obyczajów szły do burdelu, a przez przypadek trafiły do podstawówki.
9. Na lekcji polskiego czytaliśmy ''Ziele na kraterze". Nauczycielka prawie się popłakała. Dżesika uznała, że bardzo zabawnym będzie przedrzeźnianie pani, udawanie płaczu.
10. Dżesika nazwała mi cenę swoich butów i powiedziała ''bo stać mnie".
Brak słów.
Dużo rzeczy pamiętam z dzieciństwa. Jednak jedno zdanie było wyjątkowo często powtarzane przez moją mamę, oczywiście w mojej obecności.
Gdy oglądałyśmy telewizję i mama zobaczyła ładną osobę, za każdym razem powtarzała: „Ludzie to mają ładne dzieci”. Czasami też mówiła, że takich dzieci tylko pozazdrościć. Brałam to do siebie. Było mi zwyczajnie przykro.
Jednak raz to swoje ulubione zdanie mama powiedziała w obecności babci, ja również przy tym byłam. Babcia widziała, że jest mi przykro, więc powiedziała, że ja też jestem ładnym dzieckiem.
Mama jednak to przemilczała.
Teraz mam 25 lat, a mama dalej podziwia inne dzieci, tylko nie mnie.
Od kilku miesięcy zmagam się z depresją, a wraz z tym z myślami samobójczymi. Nikt z rodziny prawdopodobnie się nie domyśla, no bo skąd. Ale nie w tym rzecz. Kiedyś przed całym tym syfem przeczytałam, że osoby z myślami samobójczymi szukają choć jednego małego powodu, żeby tego nie zrobić. Wtedy pomyślałam, że to głupie. Jednak teraz troszkę zmądrzałam i zrozumiałam. Moją blokadą przed zrobieniem tego jest mój pies. Dla wielu może wydawać się to śmieszne albo nielogiczne. Osobiście uważam, że psy tak samo jak my odczuwają wiele emocji, również tęsknotę. Więc kiedy pomyślę, jak by było, gdybym to zrobiła, i widzę mojego psa, który codziennie śpi w moim pokoju i nie potrafi zrozumieć dlaczego nie wracam, dlaczego nie leżę obok niego jak zawsze, mówię sobie „nie”. Ta mała istotka nieświadomie dzień w dzień ratuje moje życie.
Dodaj anonimowe wyznanie