#IlTVj

Od kilku miesięcy zmagam się z depresją, a wraz z tym z myślami samobójczymi. Nikt z rodziny prawdopodobnie się nie domyśla, no bo skąd. Ale nie w tym rzecz. Kiedyś przed całym tym syfem przeczytałam, że osoby z myślami samobójczymi szukają choć jednego małego powodu, żeby tego nie zrobić. Wtedy pomyślałam, że to głupie. Jednak teraz troszkę zmądrzałam i zrozumiałam. Moją blokadą przed zrobieniem tego jest mój pies. Dla wielu może wydawać się to śmieszne albo nielogiczne. Osobiście uważam, że psy tak samo jak my odczuwają wiele emocji, również tęsknotę. Więc kiedy pomyślę, jak by było, gdybym to zrobiła, i widzę mojego psa, który codziennie śpi w moim pokoju i nie potrafi zrozumieć dlaczego nie wracam, dlaczego nie leżę obok niego jak zawsze, mówię sobie „nie”. Ta mała istotka nieświadomie dzień w dzień ratuje moje życie.

#dUE6S

Byłam zwykłą osobą, którą otaczało mnóstwo ludzi. Każdy z nich nazywał się moim przyjacielem i ciągle powtarzano mi, że gdybym miała jakiś problem, to mogę do nich przyjść i uzyskać pomoc albo chociaż się wygadać. Niestety, gdy pojawiał się jakiś problem, to zawsze okazywało się, że akurat się "uczą, sprzątają, szykują ważny projekt na jutro, mają gości". Zbieg okoliczności? Można by tak myśleć.

Nagle niestety okazało się, że zachorowałam. Chemioterapia, ciężka sytuacja, dużo problemów. Nagle wszyscy "obudzili się". Ciągle przychodzili. Prosiłam, by nie rozpowiadać o tej sprawie w szkole. Obce osoby, które chciałyby mnie odwiedzić tylko dlatego, że są ciekawi jak wyglądam albo by mieć co opowiadać znajomym to nie jest to czego chciałam. Miała wiedzieć mała garstka osób, którym ufałam. Niewiele czasu minęło jednak, a dowiedziałam się, że ta garstka należy właśnie do tych, które przychodziły tylko po to, by poopowiadać o mnie w szkole. By "chwalić" się tym, że mnie znają i by wszystko usprawiedliwiać tym jak im ciężko, bo ich najbliższa przyjaciółka jest w takiej sytuacji. Usprawiedliwiali tym oceny, nieobecności w czasie kiedy "czułam się źle i prosiłam o odwiedziny". Na szczęście w porę ogarnęłam sprawę i poprosiłam, by nie odwiedzali mnie więcej. Szkoła nagle mówiła tylko o tym, jak to przez chorobę "postradałam zmysły". Myślałam wtedy tylko o tym, że nigdy nie miałam nikogo godnego zaufania, nikogo tak naprawdę bliskiego (oczywiście pomijając rodzinę).

Wtedy nagle sobie wszystko uświadomiłam. Skąd wiedziałam, co mówili w szkole?
Skąd znałam wszystkie ciekawe sytuacje, jakie mnie ominęły na szkolnych korytarzach?
Wszystkiego dowiedziałam się od człowieka, którego nawet nie zauważałam do tej pory. Pisał ciągle i pytał jak się czuję, co robię. Najciekawsze jest to, że pisał tak jeszcze długo przed chorobą, a ja go tak po prostu ignorowałam, nie zauważałam, pomijałam. Zaraz po chwili, w której uświadomiłam to sobie, zapytałam, czy nie chciałby mnie odwiedzić. Mówił tylko, że nie chciałby przeszkadzać, bo pewnie pcha się do mnie ciągle rodzina, znajomi i nie chciał robić tłoku, gdy ja potrzebowałam odpoczynku. Myślałam wtedy, że wreszcie mam kogoś, komu warto zaufać, kogo uwaga zwrócona była ku mnie, komu na mnie zależało. Byłam pewna, że zyskałam przyjaciela. Myliłam się... Gdy tylko wyzdrowiałam, ten miły i dobry chłopak zaprosił mnie do kina. Zyskałam wspaniałego chłopaka!

#gNJp6

Kiedyś przyszedłem do moich kuzynów w odwiedziny. Mieszkali blisko i spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Gdy siedliśmy do obiadu rodzinnego w większym gronie, bo zjechała się dalsza rodzina, sięgając po widelec dostałem szturchańca w żebra i usłyszałem „nie bierz tego długiego” (mają dwa rodzaje widelców, jedne z dłuższymi ząbkami). Nie wnikałem w szczegóły i dostosowałem się do polecenia. Po jakimś czasie tego samego dnia, jak wszyscy się rozeszli, zapytałem o co chodzi z tymi długimi widelcami. No i usłyszałem historię, jak starszy kuzyn przyszedł kiedyś z dworu i miał na podeszwie gówno i poszedł w butach do łazienki, ale nie miał czym go wydłubać, bo utknęło. Bezmyślnie wziął widelec z kuchni, a młodszy kuzyn przyłapał go w trakcie zabiegu, gdy stał nad wanną i dłubał w podeszwie. Krzyknął wtedy „Idioto, co robisz!!?!”. Jedyne co pamiętali, to że był to widelec z długimi ząbkami.

Pamiętam, jak przez kilka rodzinnych spotkań mieliśmy ubaw, jak ludzie jedzą długimi widelcami, podczas gdy my znaliśmy prawdę :) To było jakieś 20 lat temu, ale do dziś jest to jedna z historii, która stała się pewnego rodzaju tradycją :)

#LdpEC

Nie ma to jak udać się do dentysty w celu usunięcia zęba, przyjąć znieczulenie, które w ogóle nie podziałało, przeżyć jakoś ułamanie zęba na żywca, przyjąć kolejne bolesne znieczulenie, po czym zostać wyproszoną z gabinetu pod tłumaczeniem „Przykro mi, ale nie podejmę się tego leczenia, proszę wyjść. Nie daje mi pani przeprowadzić pięciosekundowego zabiegu”.

Jak to utrudniałam? Przy ułamaniu zęba krzyknęłam z bólu.

#tZTlN

Mieszkam i pracuję w Anglii, jestem kelnerką w polskiej restauracji. Dzisiaj przyszedł klient i zamówił kotleta schabowego, zapłacił od razu i usiadł do stolika. Po 5 minutach przypomniał sobie jednak, że to miała być pierś panierowana i pyta mnie, czy można to zmienić. Poszłam na kuchnię z prośbą o zmianę zamówienia. Udało się. Wracam na salę i mówię do pana, że zamówienie zostało zmienione na pierś panierowaną, po czym klient mówi, że on chce schab, tylko z kurczaka. Grzecznie wyjaśniłam panu jaka jest różnica między schabem a piersią panierowaną i że nie ma schabowych z kurczaka. Muszę wam przyznać, że wielce tym pana uraziłam, bo zaczął krzyczeć na całą restaurację, że jestem niegrzeczna, ordynarna i jak wstałam lewą nogą, to mam wrócić do domu i przyjść jeszcze raz, dodał również, że klient nasz pan i on płaci i żąda.

No cóż... Klient ma zawsze rację... nawet kiedy jej nie ma :)

#ItoY0

Prawie na każdym kroku słyszę, jakie to dzisiejsze dzieci są niedobre i patologiczne. Nigdy nie wierzyłam, bo nigdy takiego dziecka nie spotkałam. To znaczy wiadomo, że zdarzyło mi się usłyszeć przezywanie od idiotów i debili wśród dzieci, ale myślę, że większość z nas kiedyś nazwała kolegę pajacem. Sama przecież nie byłam święta, a większość tych osób zazwyczaj za młodu zachowywało się gorzej. Jak to mówią, zapomniał wół, jak cielęciem był. Ale do rzeczy, bo myślałam tak do pewnego pięknego dnia.

Szłam akurat do sklepu, pogoda była piękna – bardzo mocno świeciło słońce, i to wprost na moje oczy. Do tego niosłam ciężkie torby, a że do sklepu nie mam najbliżej, byłam też zmęczona. W którymś momencie usłyszałam dobiegające z dołu chrząkanie. Spojrzałam niżej i około pół metra ode mnie stał mały człowieczek. Chrząkając chciał pewnie zwrócić moją uwagę, bo chodnik był dość wąski i żeby mógł przejść, musiałabym go wyminąć. Już to było dość niegrzeczne, gdyż chrząknął i spojrzał na mnie z taką... pretensją. Powiedziałam z uśmiechem na twarzy „Oj! Już się przesuwam, przepraszam!” i zrobiłam krok w lewo. Mały człowieczek też. Więc zrobiłam krok w prawo. Mały człowieczek też. No i tak przez chwilę się próbowaliśmy wyminąć, aż w końcu się udało. Ja uśmiechnęłam się do chłopca, i gdy już miałam iść dalej zauważyłam, jak smętnie na mnie patrzy... Obejrzał mnie od góry do dołu dwa razy, po czym mruknął pod nosem „debilka”.
Dodam tylko, że ten mały człowieczek miał na oko 7 lat, no góra 8...

#gSLCQ

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć kobiet, które przyłapały swojego faceta na zdradzie i po prostu wychodziły z pomieszczenia, zalewając się łzami. Zawsze mówiłam, że gdyby to mnie spotkało takie coś, zrobiłabym karkołomną awanturę, leciałyby przekleństwa i fruwały talerze.

Wczoraj zastałam mojego faceta śpiącego w łóżku z inną kobietą. I nie zrobiłam nic takiego. Po prostu stałam. Stałam i patrzyłam jak osoba, która jeszcze wczoraj mówiła mi, że mnie kocha, śpi wtulona w ciało innej kobiety, obejmując ją dokładnie tak samo, jak zawsze obejmowała mnie.
Stałam i patrzyłam.
Moje ciało sparaliżowało. Moje serce pękło. Mój mózg nigdy nie usunie z pamięci tego obrazu.

Zastanówcie się dziesięć razy, zanim wyznacie komuś miłość, bo miłość wiąże się z nadzieją, a jak wiadomo, nadzieja to najgorsze sk*rwysyństwo, jakie wylazło z puszki Pandory.

#itePP

Mieszkam w bloku i obecnie mam straszny katar, ciągle smarkam. Dziś wyszłam na klatkę, żeby posprzątać pod wycieraczką, bo mi się już sporo piachu naniosło. Nagle z mieszkania na przeciwko wyszedł sąsiad. Przywitał się, potem tak dziwnie jeszcze na mnie spojrzał i poszedł. Ja skończyłam sprzątać i wróciłam do mieszkania. Weszłam do łazienki, żeby umyć ręce. Patrzę w lustro, a tu pod nosem mam wystający gigantyczny smark... Nie wiem jakim cudem tego nie widziałam ani nie czułam. Przynajmniej wiem już jednak, na co tak dziwnie patrzył sąsiad. Teraz to mu na pewno długo w oczy nie spojrzę!

#Q2LBU

Od jakiegoś czasu mieszkam z moją dziewczyną. Oboje studiujemy i pracujemy, mój skarb jest dopiero na pierwszym roku, ja za to w studiowaniu mam nieco doświadczenia. Kilka dni temu odwiedzili nas moi rodzice, są już trochę starsi, ale naprawdę wyluzowani, uwielbiają moją wybrankę serca.

Ponieważ pracuję do późna, dopiero w nocy jak wróciłem do domu powiedziałem, że jutro odwiedzą nas rodzice. Gdy obudziłem się rano (a była to niedziela, oboje wtedy nie pracujemy), mojej ukochanej nie było w łóżku, zdziwiony wstałem, by jej poszukać, bo zazwyczaj w niedzielę lubi sobie trochę poleniuchować. Znalazłem ją w łazience, jak szorowała prysznic. W korytarzu stał odkurzacz i wiadro z mopem, a w kuchni w piekarniku piekł się indyk. Okazało się, że wstała o 5, umyła się, wypiła kawę, by o 6 wraz z otwarciem sklepu kupić indyka, wróciła do domu, posprzątała wszędzie oprócz naszego pokoju, bo nie chciała mnie budzić. A rodzice chcieli tylko tak wpaść, zobaczyć jak nam się mieszka.

Moja dziewczyna tak bardzo boi się, że zostanie oceniona, że usłyszy od moich rodziców negatywne komentarze na temat tego, jak prowadzi dom, jak gotuje, w ogóle jaka jest. Bo jej rodzice tak robili. Nieważne jak wspaniale by się uczyła, jak smacznie by gotowała i jaką czystość by utrzymywała, to zawsze była krytykowana, obrażana i mieszana z błotem. Bywały dni, że nie jadła i nie spała, bo nauka i obowiązki w domu pod okiem rodziców były tak stresujące, że jej organizm nie dawał rady. I bardzo ją podziwiam, bo ona bardzo ich kocha. Nie chciała się wyprowadzać, bo mówiła, że nie chce sprawiać im przykrości, zawsze przyznawała im rację i zgadzała się ze wszystkim co mówili, mimo że doszczętnie niszczyli jej życie.

Nie ma morału, zwyczajnie: moja dziewczyna jest dla mnie bohaterem.
Dodaj anonimowe wyznanie