#DUCRa

Pochodzę z małej miejscowości. Poznałam chłopaka i przekonał mnie do zamieszkania razem. Nie miałam nic do stracenia, zwolniłam się z toksycznej pracy, która mnie tylko zniszczyła psychicznie. Studia też miałam w miejscowości, do której miałam się wyprowadzić. Więc podjęłam decyzję: wyprowadzam się. Moja decyzja nie spodobała się mojej mamie, powiedziała: „szybko wrócisz, i to z dzieckiem”. Tata powiedział, że mam się nie zastanawiać, tylko jechać, bo tu żadna dobra przyszłość mnie nie czeka. Bardzo bałam się tęsknoty za moją siostrą, ponieważ byłyśmy obok siebie całe życie, nie rozdzielałyśmy się dłużej niż na kilka dni, ale decyzja była już podjęta, spakowałam wszystkie moje rzeczy i pojechałam.

Moja mama nigdy mnie nie odwiedziła i nie zadzwoniła. Ja znalazłam wspaniałą pracę, studia idą mi naprawdę dobrze, a chłopak stał się narzeczonym

Dzisiaj przyjechałam odwiedzić moja rodzinę. Gdy już chciałam wracać, dziadek mi powiedział, że tęskni i się rozpłakał. Pierwszy raz widziałam go płaczącego, sama też się popłakałam. Zawsze uważałam dziadka za twardego mężczyznę, a to on po okazaniu mi uczuć się rozpłakał. Pękło mi serce.

Pierwszy raz zaczęłam się zastanawiać, czy podjęłam dobrą decyzję.

#bMIvX

Byłem tak zwaną trudną młodzieżą. Moje przewinienia i uczynki z tamtych lat mogę nazwać wieloma epitetami. Mając 15-18 lat, byłem (mimo że moi rodzice to złoci ludzie o gołębich sercach na dłoni) zakałą rodziny i społeczeństwa. Włóczyłem się byle gdzie z byle kim. Często wdawałem się w konflikty i tak dalej. Najgorsze było to, że kradłem, a okradałem własnych rodziców. Wyciągałem z ich portfeli pieniądze, szperałem tam, gdzie trzymali oszczędności.

Pewnego razu, bliżej osiemnastki, wróciłem do domu w środku nocy, było lato, a rodzice siedzieli na tarasie i rozmawiali cicho. Podsłuchałem ich rozmowę.
Okazało się, że oboje zauważyli znikające pieniądze, oboje byli w głębokim żalu i nie umieli zrozumieć, jak mogli tak bardzo spierniczyć jedynego syna. Tata mówił, że marzył, że jak będzie miał syna, to nauczy go wszystkiego, czego sam nauczył się od dziadka (ojciec mojego taty odszedł, a tatę wychowywała jego mama i dziadkowie) – konkluzja była taka, że chyba coś w nich pękło i uznali, że moje zachowanie i totalne zeszmacenie jest ich winą. Długo jeszcze rozmawiali, płacząc i pocieszając się wzajemnie.
Wtedy coś we mnie pękło. Nie umiałem spojrzeć na siebie w lustrze. Byłem jakby chory, czułem paniczny wręcz strach i lęk. To był punkt zwrotny. Zacząłem starać się zachowywać normalnie, po kilku miesiącach nawet porozmawiałem szczerze z nimi i przeprosiłem. Lata zajęło mi odbudowanie ich zaufania, co nie było proste, lata trwało, nim wyszedłem na ludzi.

Teraz mam 30+ lat. Dzięki rodzicom udało mi się zdobyć dobrą (ciężka fizycznie, ale przy moim IQ i smykałce do nauki innej się pracy nie spodziewałem) pracę.
Wyprowadziłem się na swoje. Mam swoją kobietę. Zawsze gdy wracam do domu, ukrywam po różnych kieszonkach spodni, marynarek czy kurtek rodziców pieniądze. Tam 10 zł, tam 20 zł. Czasem podrzucę do portfela, nie chcą brać pieniędzy prosto do ręki, mimo że mogę im dać. Nasza relacja jest najlepsza, odkąd żyję.

Tłumaczenie, że to „młodość” nie ma racji bytu – byłem głupim, niewdzięcznym gówniarzem. Na szczęście dla mnie, trafiłem na najwspanialszych ludzi na świecie.

#5VSMj

Parę tygodni temu koleżanka z pracy poleciła mi gabinet kosmetyczny. Kilkakrotnie gdy koło niego przechodziłam chciałam wejść, ale zawsze było zamknięte. Co to za firma, która prawie cały czas jest zamknięta w godzinach pracy? Dzisiaj odkryłam dlaczego – „Pchaj”, a nie „Ciągnij”.

#wMI1z

Jestem facetem w wieku 30 lat, który nie potrafi się już cieszyć z życia. Mam dobrze płatną pracę, paru przyjaciół i od dwóch lat żonę. Od jakiegoś roku wszystko mnie przytłacza – problemy w pracy, brak czasu dla znajomych, a przede wszystkim brak czasu dla samego siebie, na odpoczynek. Zawsze radziłem sobie ze wszystkimi problemami, byłem uśmiechnięty i radosny, jednak teraz coś się zmieniło. Staram się coś z tym zrobić, umawiałem się na wizyty do psychologa, jednak na ostatni moment rezygnowałem stwierdzając, że poradzę sobie z tą sytuacją. Przyjaciół nie chcę obciążać swoimi problemami, mają własne.
Gdy sytuacja się nie polepszała, postanowiłem poszukać źródła problemu i doszedłem do wniosku, że problem nasilany jest przez moją żonę. Jest to choleryczka, która musi mieć wszystko zrobione „teraz, natychmiast”. Nie potrafi odpoczywać i denerwuje ją, gdy ktoś inny odpoczywa. Wszystko musi być zrobione tak jak ona chce, nie uznaje sytuacji, w której ktoś robi inaczej. A ja nie umiem jej się postawić. Ciągle pretensje i krytyka doprowadzają mnie szewskiej pasji. Cokolwiek bym nie zrobił, to jest źle. Chyba czas zmienić żonę...

#VN9SK

Wyszedłem z naszego domu, kończąc wieloletni związek, po kolejnej gigantycznej awanturze wywołanej przez kobietę, którą kocham. W zasadzie to nie rozumiem z jakiego powodu. Rozmawialiśmy o niczym, w pewnej chwili zauważyłem, że jej wyraz twarzy się zmienił, zamilkła... Tak jak by coś sobie przypomniała albo o czymś pomyślała. Próbowałem zapytać, co się stało, czy wszystko w porządku... I w pewnej chwili się zaczęło. Złość, krzyk, obelgi, ogrom wulgaryzmów, wytykanie różnych życiowych sytuacji.
Takie awantury powtarzały się od lat, co kilka tygodni. Potem było kilka cichych dni, później kilka dni przepraszałem, aż wracało wszystko do normy. Do kolejnego razu. Powody ciągle te same, a czasem gorsza aura za oknem też była powodem.

Po kilku miesiącach samotności i spokoju, bo już nikt nie robi awantur, dalej za nią tęsknię... Chyba muszę się leczyć.

#0qXc9

Pracuję w pizzerii. Obok jest cukiernia, pracuje tam fajna laska. Od jakiegoś czasu wymieniałem się z nią pizzą na ciastka. Nie żebym lubił ciastka, a dlatego, że ona mi się podoba. Po jakimś czasie zebrałem się na odwagę i poprosiłem ją o numer telefonu i przez ostatni tydzień smsowaliśmy. Ewidentnie ze mną flirtowała, czułem że coś z tego będzie.

Wczoraj wieczorem zadzwoniła i spytała, czy może mógłbym jej przywieźć pizzę do domu i napisała gdzie mieszka. Serce zabiło mi mocniej. Nie było mi po drodze, ale nie mogłem zmarnować takiej okazji do zacieśnienia naszej znajomości, a może nawet czegoś więcej. Jak skończyłem pracę poprosiłem jednego z kierowców, który miał dostawę w tym rejonie, żeby mnie podwiózł.

Zapukałem, ona otworzyła, wzięła pizzę i powiedziała “Dzięki”, a ja stałem czekając aż mnie zaprosi do środka. Chwilę pogadaliśmy i zorientowałem się, że nic takiego nie planowała. Spytała “Jak tu przyjechałeś?”. Powiedziałem, że podwiózł mnie jeden z kierowców. Spytała “Oj, czy już pojechał?” - “Tak…”. Chwila niezręcznej ciszy. “Ups, a możesz po niego zadzwonić?”. Cóż robić, zadzwoniłem. On akurat wracał, więc się zabrałem z nim. Tyle z rozrywkowego wieczoru.

#iRUgr

Odkąd pamiętam, zawsze chciałem zamieszkać sam, lecz od wszystkich domowników zawsze słyszałem, że sobie nie poradzę i wrócę do domu z podkulonym ogonem. Jednak ja zawsze uparcie trwałem przy swoim i jak tylko przyszła okazja i mogłem się wyprowadzić, to to zrobiłem. Wyprowadziłem się jakieś 100 km od domu rodzinnego, wynajmuję kawalerkę, znalazłem pracę, poznałem wielu ciekawych ludzi i jakoś sobie żyję powoli.

Pomyślcie pewnie, że to szczęśliwe wyznanie na przekór rodzinie, jednak tak nie jest. Odkąd się wyprowadziłem, wpakowałem się w okropne długi, kredyt i ledwo wiążę koniec z końcem. Nikt z rodziny o tym nie wie i nikt się nie dowie, bo nie zniósłbym tego, że to, co wbijali mi do głowy całe życie okazało się prawdą...

#iAmTF

Mamy po 30+ lat i mieszkamy z partnerem za granicą. Niedawno się przeprowadziliśmy i poznajemy sąsiadów. Dwie ulice dalej mieszka również polska para w podobnym wieku, więc nawet byłoby miło, ale... okazało się, że ci ludzie mają problemy, łącznie z zaburzeniami psychicznymi, gdzie jak sąsiadka bierze leki, to jest OK, a jak nie, to nie. Chyba zaczęło się od podejrzeń o to, że zarywam do jej faceta, bo „zapraszam go do siebie i piję z nim wódkę” i innych podejrzeń – tylko dlatego, że nie wzięła leków. Dokładniej było tak, że zapytałam, czy sąsiad pomoże mojemu facetowi naprawić auto, a mój go poczęstował domową nalewką, gdzie ja w tym czasie bawiłam się z dzieckiem.
Jednego dnia zaprosili nas na grilla, przyszliśmy i nie było ani grilla, ani nic, bo jeszcze tego samego wieczoru kiedy nas zapraszali tak się pokłócili, że nie chcieli siebie widzieć następnego dnia.
Ostatnią nieudaną interakcją było poproszenie o pomoc, gdzie najpierw pomogli nam „bez problemu”, a potem usłyszeliśmy, że bez przerwy ich wykorzystujemy.

Ograniczyliśmy kontakt do minimum, pomimo ich przeprosin i tłumaczenia, że to przez to, że sąsiadka znowu zapomniała leków oraz zapewnień, że już jest OK. Nie mam ochoty stresować się tym, czy ktoś ma akurat dobry czy zły dzień, czy bierze regularnie leki czy nie...
Dodaj anonimowe wyznanie