#wNsL3
Pod wpływem komentarzy i uzależnienia od słodyczy zaczęłam jeść ich więcej. Zaczęło się od czekolady, potem potrafiłam zjeść pięć kawałków ciasta, aż w końcu żadnym problemem stało się zjedzenie naraz 8000 kcal. Zaczęłam tyć. Potem stwierdzono u mnie niedoczynność tarczycy. Tyłam jeszcze szybciej. Przestałam słyszeć, jaka to jestem chuda. Przy 55 kg zaczęłam wymiotować. Nienawidziłam siebie. Moje życie zaczęło kręcić się wokół jedzenia. Co zjeść, kiedy to zwymiotować i jak ukryć wszystko przed rodzicami. Nie mogę powiedzieć o tym rodzicom, nie mówię im o niczym. Wiem, że ich to nie interesuje, skąd?
Gdy w domu chcę coś powiedzieć uciszają mnie i zgłaśniają telewizor, gdy mówię coś do mamy po chwili okazuje się, że wcale mnie nie słuchała, a gdy powtarzam to trzeci raz mówi: „I co?”, „Nie interesuje mnie to”, „To nie moja sprawa”. Nigdy za nic mnie nie chwalą, a gdy sama się im pochwalę, np. 5 z chemii, słyszę: „A czemu nie 6?” albo „Gdyby twój brat chciał, byłby od ciebie lepszy”. Wielokrotnie zwracałam im na to uwagę, ale albo kończyło się to totalnym zbyciem mnie, albo kolejną kłótnią, za którą i tak zawsze ja muszę przeprosić (bo z ich ust jeszcze nigdy tego nie usłyszałam).
Dodatkowo wymagają ode mnie dobrych ocen. Jednak nie mam uczyć się w domu, bo jest to czas, w którym powinnam sprzątać, gotować, doglądać ogródek. Uczyć powinnam się tylko w szkole, po której powinnam iść na medycynę, bo jak nie, to nie będą mi pomagać na studiach.
Czuję się wykończona psychicznie i fizycznie, bo nie potrafię sama sobie poradzić ze swoimi problemami, a nie mogę o nich nikomu powiedzieć, bo wiem, że dotrze to do rodziców. Całe wakacje pracowałam, by opłacić kurs z biologii i chemii. Może dostając się na medycynę, zaskarbię sobie ich sympatię...
Pozdrawiam wszystkich rodziców, którzy potrafią wysłuchać swoich dzieci.
Dla takich rodziców nigdy nie będziesz dość dobra.
Wybierz pracę lub studia ,które Ty chcesz i jak tylko będziesz mogła zarobić na siebie to od nich uciekaj. Nie zasługują na nic za takie traktowanie.
No idealni rodzice. Jak kiedyś wszystko wyjdzie na jaw, to później pewnie jeszcze oskarżą Ciebie o to, że masz problemy D;
Na pewno będą wmawiać autorce, że nic takiego nie miało miejsca ;)
Jesteś bardzo dzielna, dojrzała i silna. A twoi rodzice to buraki. Ch++uj im na drogę. Zobaczą jeszcze jak twój brat się nimi zaopiekuje, gdy będą potrzebować - słyszałam pierdyliard takich historii, faworyzowanie brata i jojczenie do wcześniej zgnojonej córki o pomoc. Tylko pamiętaj, że należy im się właściwa zapłata. A wsparcia możesz poszukać u szkolnego psychologa lub pedagogab(oni mogą ci zaproponować wizyty na rozmowy wspierające w poradni psychologiczno-pedagogicznej), wychowawcy, innego dorosłego z otoczenia. Nie rozwiązania problemów, rodzice się może mogą trochę zmienić, ale pewnie się nie zmienią. Zapytałbym ich dlaczego to mówią, robią, mówią to o bracie, czego się spodziewają, czy wyobrażają sobie, jak się z tym czujesz. Ale na ich zmianę bym zbytnio nie liczyła. Chodzi o to, by wesprzeć się w tej sytuacji i dotrwać do wyprowadzki z domu. I jeszcze raz CH+++UJ z nimi
Nie, pójściem na medycynę nie zaskarbisz sobie ich sympatii. Nic się nie zmieni. W miejsce jednych spełnionych wymagań znajdą się kolejne i tak w kółko. Nigdy nie będziesz wystarczająco dobra w oczach swoich rodziców. Odpuść zadowalanie ich i i przekieruj swoją energię na popracowanie nad sobą, by nie przejmować się ich zdaniem.
Idź na takie studia które ty chcesz. Ich nie zadowolisz tytułem profesorskim ani nawet noblem
Na pewno znajdzie się tu jakiś mądrala, który napisze: porozmawiaj z nimi. :))))))
To niesprawiedliwe i nie tak powinien wyglądać świat dziecka, ale z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzi, że nigdy nie zaskarbisz sobie bezwarunkowej sympatii rodziców. Bo oni tego nie potrafią, bo mają swoje niedostatki i nieszczęścia i nie są w stanie Ci tego dać. Dlatego jeśli coś robisz, rób to dla siebie. Zmieniaj swoje życie na lepsze dla swojej satysfakcji. Bądź dla siebie dobra, bądź swoim rodzicem dla siebie samej