#sq9C1

Mieszkamy z siostrą w dwóch różnych miejscach, ale w jednym mieście. Tak się niestety złożyło, że dowiedziałam się pierwsza o śmierci naszego bliskiego członka rodziny. Kiedy obie zapłakane (emocje wzięły górę) weszłyśmy do autobusu i zajęłyśmy miejsce, przytuliłam młodą do siebie. Nie widziałam nic w tym złego. Po chwili zostałyśmy wyzwane od LGBT.
Fajnie...

#sgU20

Wybrałem się z moją dziewczyną - Kaśką, na małe zakupy do galerii, bo pasowałoby odświeżyć trochę garderobę. Kupiliśmy kilka szmatek. Mieliśmy już wracać do mieszkania, ale byliśmy okropnie głodni i nie uśmiechało nam się zapychać pizzą, czy stać z godzinę za garami, więc poszliśmy jeszcze na piętro barowe coś wszamać.

Gdy byliśmy już praktycznie na przystanku tramwajowym, moja dziewczyna zorientowała się, że gdzieś zgubiła telefon. Ja od razu wyciągnąłem swój i dzwonię. Raz, drugi, trzeci. W tym czasie wracaliśmy się do stolika, przy którym jedliśmy. Założyliśmy, że pewnie gdzieś tam jej wypadł.

Za czwartym razem odebrał chłopak w wieku mojej dziewczyny, a 2 lata młodszy ode mnie. Ustaliliśmy, że spotkamy się przy informacji. On czekał już na miejscu, a my za chwilę tam dotarliśmy. Mówił, że chciał zadzwonić prawdopodobnie do mamy Kaśki, ale nie był w stanie telefonu odblokować. Więc czekał i liczył na to, że właścicielka sama się odezwie z czyjegoś numeru.

Chcieliśmy mu dać jakieś znaleźne, bo zasłużył. Mógł równie dobrze telefon chować, wyjąć kartę sim i przeformatować. Ale zachował się w porządku i postanowił go oddać.
Upierał się, że to niepotrzebne. Ale poprosił na chwilę o ten telefon. Kaśka z taką nutą niepewności mu go dała. Ja stałem spięty, na wypadek gdyby jednak chciał uciec.

Wiecie co zrobił? Wyciągnął z plecaka jakiś plik z naklejkami i przykleił jedną na telefon, po czym go oddał i na odchodne rzucił, żeby zrobiła to, co tam pisze. Z Kaśką pomyśleliśmy, że pewnie nakleił jej jakiś uśmiech, czy coś w ten deseń. Byliśmy w szoku po tym, co zobaczyliśmy. Napis brzmiał "Jestem z DKMS, a Ty?"

Zamówiliśmy pakiety. Przyszły w środę, odesłaliśmy jeszcze tego samego dnia.

Gdy piszę to wyznanie, jest wtorek okolice 22.00. A wczoraj popołudniu, tydzień po zamówieniu pakietów, Kaśka dostała telefon z fundacji, że jest biorca na jej szpik. Teraz śpi. Ale w ciągu dnia widziałem, że z jednej strony się trochę boi. Ale jest też w cholernie bojowym nastroju, by komuś pomóc.

A chłopak? Nie mam pojęcia jak się nazywa, ani co robi. Wiem za to jedno. Dla kogoś jest chyba jak anioł stróż, bo pojawił się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze.

#Bpcge

Jako młoda osoba próbuję różnych prac. Najczęściej jest to praca biurowa lub praktyki. Denerwuje mnie, że często osoby pracujące tam od lat, które zaczynały tak samo od zera, zamiast podejść z wyrozumiałością do nowego młodego pracownika, to zarzucają najbardziej zawiłymi sprawami do wykonania, dają rzeczy najtrudniejsze. Wiadomo, że nigdy w życiu nie miało się z czymś takim styczności, a mimo to weź i zrób, jak nawet nie wiadomo od czego zacząć. Nie wiesz czegoś? Zapytasz się o coś, np. współpracownika lub szefa, i mają pretensje, wywracając oczami i robiąc miny – to skąd ja to mam, k..., wiedzieć bez żadnych instrukcji na początku, gdy nigdy nie robiło się danej rzeczy? Gnoją najtrudniejszą pracą, udowadniając, że to oni mają wiedzę, a nie my. Zrobisz coś nie do końca poprawnie – od razu pogardliwe śmiechy lub złość. Zdarzało się, że utrudniali pracę do wykonania, bo niech zobaczy młody, jak to jest i jaką robotę robimy, mimo że takie coś nigdy w danej pracy raczej się nie zdarzy. Była też pewna zadana robota biurowa, w której ktoś wymieszał kilkanaście załączników, wszystkie strony z kilku dokumentów wymieszane jak się tylko da i jeszcze te same dokumenty były powielone kilka razy, stron chyba z 200. Jakby się nie dało po ludzku, bez sztucznie wytworzonego stresu i presji. Pewność siebie siada, a pozytywne nastawienie spada do zera, pojawia się za to brak motywacji i chęci do pracy, zmęczenie. Potem się dziwić, że młodzi popadają w nerwice i inne takie oraz mają lęk przed pracą, jak ktoś zazna takich doświadczeń.

#FZIxf

Kiedyś spotkałem się z wieloma pretensjami ze strony samotnych mam, że nie chcę kobiety z bagażem, bo dziecko nie jest przeszkodą itp. Dziś, około 10 lat później, kiedy to ja jestem samotnym tatą, okazuje się, że moje dziecko dla kobiet to jednak przeszkoda, bo nawet samotna mama nie chce samotnego taty. Ot, taka kobieca hipokryzja.

#vS5R9

Jestem chrześcijanką biblijną. Zanim jednak nią zostałam, wiele rzeczy Bóg użył, by pokazać mi prawdę.
Jednym z tych sposobów były filmy ewangelizacyjne pod tytułem: „Czy jesteś dobrym człowiekiem” i inne wywiady uliczne.
Niestety, często ludzie źle mnie oceniają. W Polsce, gdy ktoś czyta Biblię, jest brany za Świadka Jehowy albo za księdza. Nie jestem żadną z tych opcji, zresztą... Ani jedna, ani druga nie rozumie, czym jest chrześcijaństwo.
Zanim się nawróciłam, babrałam się okultyzmie, a w oczach Boga byłam wiedźmą.
Poza tym miałam bardzo traumatyczne dzieciństwo, którego do dziś odczuwam skutki.
Wielu rzeczy żałuję, bardzo zgrzeszyłam przeciwko Bogu. Boli mnie też, że już jako osoba nowo narodzona również grzeszę i zamiast świecić osobom ze świata, upadam i bywam zgorszeniem. Wiem natomiast, że zbawiona jestem z łaski przez wiarę i pomimo swoich upadków, zostałam przyjęta do Bożej rodziny i to On mnie podtrzyma, da mi siły i nikt mnie z Jego rąk nie wyrwie. On jest jedyną moją nadzieją. Dodam też, że nie tylko moją, ale każdego.
Wszyscy zgrzeszyliśmy i wszystkim z nas brakuje chwały Bożej, zepsuliśmy się i niestety, ale żyjemy w grzechu.
Wszystkich z nas czeka śmierć – jednych na raka, drugich w wypadku, trzecich na starość. Umieramy przez grzech.
Modlę się o wiele osób i bardzo pragnę, by Pan Bóg otwierał oczy ludziom, że zbawienie od potępienia jest tylko w Jezusie Chrystusie i w Jego idealnej ofierze.
Chciałabym też, by ludzie częściej zadawali sobie pytania, co czeka ich po śmierci.
Przykładamy tyle starań i uwagi na to krótkie i bolesne życie, ale w ogólnie nie myślimy co potem, gdzie to „potem” jest wiecznością.

#h4FdS

Kiedy chodziłam do przedszkola, myślałam, że pokazywanie środkowego palca to taki miły gest. Dlatego jadąc autem czy wracając do domu, pokazywałam go przechodniom i uśmiechałam się.

Wielkie było moje zdziwienie, że rodzice zabronili mi go pokazywać, gdy zobaczyli, co na pożegnanie prezentuję pani katechetce.

#NSEAU

Gdy byłem w czasach liceum, fascynowałem się psychologią, psychiatrią, urojeniami i halucynacjami. Do tego stopnia, że miałem nawet swoją teorię na temat halucynacji. Uważałem, że opisy tych wizji są mocno przesadzone i zawsze sam chciałem spróbować, jak to jest.
Z pomocą przyszedł mi kolega, który podpowiedział mi, że zamiast wciągać się w nielegalny świat narkotyków (a w małym miasteczku, a właściwie wsi, gdzie mieszkałem byłoby to dość problematyczne), możemy spróbować sporyszu.
Zdobyliśmy więc trochę skażonych ziaren (czarne przetrwalniki wyglądały obrzydliwe, ale czego się nie robi dla nauki), zeszyt do opisu przeżyć i rzuciliśmy się wprost na głęboką wodę.

Pierwsze kilka wpisów odpowiadało o tym, jak to nic się nie dzieje itd., jednak po jakimś czasie zauważyłem, że świat wokoło jakby wiruje i nie dam rady dłużej stać na nogach, po chwili siedziałem już w kącie na podłodze i starałem się otworzyć oczy jak najszerzej, aby nie umknęło mi nic spośród wspaniałości, które widziałem. A były to prążki, paski, konie, mrówki, znajome i nieznane mi twarze. Czułem się jakbym leciał, nie widziałem już mojego kolegi, który siedział obok. Jednocześnie nieustannie narastało we mnie uczucie niepokoju i przytłoczenia. I to był moment, w którym moje zapiski w zeszycie przestały być składne i czytelne.

Obudziłem się w środku nocy, siedziałem na trawniku za domem kolegi, on leżał kawałek dalej. Brakowało nam kilku elementów garderoby i niesamowicie chciało nam się pić, jeść, spać, sam nie wiedziałem. Depresyjne uczucie przytłoczenia było wciąż odczuwalne jeszcze przez kilka dni później.
Początkowo chciałem pochwalić się swoim eksperymentem z innymi znajomymi, może nawet opisać to obszernej i zanieść nauczycielce od biologii. Na szczęście kolega odciągnął mnie od tego pomysłu i zeszyt wraz z całą historią poszedł w zapomnienie.

Piszę to wyznanie, gdyż znalazłem swoje zapiski w trakcie przeprowadzki. Nigdy nie zapomniałem tych wydarzeń w całości, po prostu zeszły na dalszy plan, a zeszyt tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że podsumowanie eksperymentu jest słuszne (jak napisałem czarnym flamastrem na zakończenie) "nigdy więcej" .

#BurD4

Razem z kolegami w wieku dziesięciu lat, na placu zabaw, pod takim domeczkiem, ze świeżo skoszonej trawy „zbudowaliśmy” bazę. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale później we trzech uczyliśmy się tam masturbować. Na placu zabaw. W obecności kilkunastu osób – jedynie za zasłoną z trawy. Oprócz nas nie wie o tym nikt...

#NLdZO

Spotykałam się kiedyś z psychologiem. Im dłużej to trwało, tym bardziej zaczęłam dostrzegać, że facet się wywyższa, nie pamięta, co mówiłam mu kilka dni temu, próbuje mnie oceniać i niejeden raz po rozmowie z nim czułam się gorzej.
W końcu miarka się przebrała, jak usłyszałam, że skoro nie zamierzam awansować i piąć się po szczeblach kariery, to mnie to wyklucza z rynku pracy.
Powiedziałam, że widać, że lubi dogryzać innym, żeby leczyć swoje kompleksy i jeśli tak postępuje z pacjentami, to mogę im tylko współczuć. Oczywiście stwierdził, że ja go źle zrozumiałam, a on się po prostu martwi. Wtedy do mnie dotarło, że to zwykły toksyk. Nie dałam się przekonać i zerwałam kontakt. Dzięki temu zrozumiałam, że to, że ktoś ma taki zawód, nie znaczy, że będzie tworzył zdrowe relacje.
Dodaj anonimowe wyznanie