Zacznę od tego, że mam chłopaka, z którym jestem 1,5 roku, jednak nie mogę przestać myśleć o moim byłym, który zostawił mnie z dnia na dzień bez słowa wyjaśnienia. Mówił, że jestem ważna, obiecywał różne rzeczy, a później mnie zostawił, nawet nie miał na tyle odwagi, by mi to wszystko wytłumaczyć. Wiem, że jest teraz z inną. Do dzisiaj nie mogę się z tego otrząsnąć, wszystko mi się z nim kojarzy, jakieś miejsce, piosenka... dosłownie wszystko. I strasznie boli. Wiem, że nie jestem w porządku wobec mojego obecnego chłopaka, bo chciałabym zapomnieć, nie myśleć, raz na zawsze odciąć się od przeszłości, ale to jest zbyt trudne. Krzywdzę go i nie wiem, czy kiedykolwiek ktoś będzie dla mnie tak ważny jak tamten chłopak. Był dla mnie całym światem.
Nikomu nie życzę tego co czuję i zastanawiania się, co zrobiłam nie tak.
Jakiś czas temu byłem w wojsku. Tego dnia miałem służbę dyżurnego, nic ciekawego, cały dzień pilnuję, żeby biurka nie zaje***i. Wtedy słyszę, jak wzywa mnie szef kompanii.
– DYŻURNY!!
Podrywam się z biurka i idę do niego. W drzwiach melduję się regulaminowo. Salutuję:
– Panie sierżancie, podoficer dyżurny 11 kompanii wozów drabiniastych szeregowy XXX melduje się na rozkaz!
– Żołnierzu, jak ty dobrze honor oddałeś, najlepiej ze wszystkich tutaj.
Znając prześmiewczość żołnierzy, pytam:
– Ale serio, że dobrze, czy że źle?
– Nie no, dobrze, dobrze.
– A bo nie wiadomo, kiedy głupi żartuje...
Wynik: brak przepustki przez dwa tygodnie.
Ja i moja siostra Ada jesteśmy do siebie bardzo podobne, zarówno z wyglądu jak i z charakteru. Moja siostra jest dużo starsza i od kilku lat jest w bardzo szczęśliwym związku, ku niezadowoleniu znajomych facetów, którzy często tracą dla niej głowę.
Jakiś czas temu poznała mnie z pewnym chłopakiem, był rok starszy ode mnie i był jej podopiecznym na obozie nurkowym. Mieli super relację, więc Ada powiedziała, że na pewno też się z nim dogadam. Od razu wpadliśmy sobie w oko i kiedy wrócił z obozu, zaraz do mnie napisał. Spotykaliśmy się cztery miesiące i postanowiłam to skończyć. Dotarło do mnie, że jedyne, co mu się we mnie podoba, to moje podobieństwo do Ady. Byłam dla niego jej młodszą i „dostępną” wersją. Nawet po czterech miesiącach potrafił przypadkowo powiedzieć do mnie „moja kochana Adunia” (mam na imię Maja, więc trudno o przejęzyczenie), czasem nawet nie zauważał pomyłki.
Nie byłam jakaś zrozpaczona czy coś, nadal uwielbiam moją siostrę i w sumie mu się nie dziwię, że się zakochał. No ale bez przesady.
W mieszkaniu niżej pokoje wynajmują studenci, ogólnie bardzo sympatyczne osoby. Jak to młodzi, prawie co weekend urządzają sobie imprezy. Ogólnie jakoś specjalnie mi to nigdy nie przeszkadza, niby słychać muzykę, ale nie jest to uciążliwe. Był z nimi tylko jeden problem, zawsze jak popili, to wychodzili pod klatkę zapalić, no i strasznie przy tym się darli pod oknem moich dzieci, przez co kilka razy je obudzili i później miałam nieprzespane kilka godzin, nim pociechy znów zasnęły. Najpierw raz zwróciłam im grzecznie uwagę, aby zachowywali się trochę ciszej, no i tej nocy pamiętali, ale za tydzień znów to samo. Nie chciałam być zrzędliwą sąsiadką, ale delikatnie mnie to irytowało, więc kilka razy podczas przypadkowej rozmowy przypomniałam o tym, by trochę ciszej zachowywali się „na palarni”. Niestety, kiedy już byli wstawieni, niekoniecznie to kontrolowali. Po którejś imprezie, gdy znów w nocy obudzili mi dzieci, postanowiłam się trochę zemścić... Imprezy sąsiadów zazwyczaj kończyły się koło godziny 5, zaś moje dzieci wstają 6.00-6:30. Puszczenie muzyki nie wchodziło w grę, bo nie chciałam budzić całej klatki, więc dałam dzieciom do zabawy wszystkie piłki, jakie miałam w domu. Maluchy z wielką frajdą uderzały nimi w podłogę, a ja krzątałam się po domu w swoich szpilach.
Od tego czasu problem zniknął :) Imprezują, ale zawsze pamiętają o tym, by nie zakłócać ciszy nocnej :)
Życie jednak potrafi być niesprawiedliwe i daje mi na każdym kroku do zrozumienia, aby być chamem i prostakiem, bo to się opłaca najbardziej.
Zaczęło się od tego, że w podstawówce miałem jednego oprawcę, którego szczerze nienawidziłem – opluwał mnie, czasami sprzedał liścia i publicznie wyzywał, podczas gdy każdy miał z tego radochę... Nauczyciele niestety dyscyplinę potrafili pokazać dopiero wtedy, gdy to mi się wymsknęło przekleństwo, gdy miałem już dość, poskarżenie się potęgowało cały problem, cała podstawówka to koszmar. Dziś mija od tych wydarzeń 10 lat. Dziś mija też dokładnie 4 miesiące, gdy – i nie boję się tego powiedzieć – spełniło się moje wielkie marzenie dotyczące zemsty, w które nie miałem żadnego wkładu co prawda, ale mój oprawca zginął w wypadku samochodowym w drodze powrotnej z pracy w Norwegii. Może to straszne, ale gdy to usłyszałem, moja radość była nie do opisania, mimo że wiele osób było w żałobie, składało kondolencje pod nekrologiem na fb, to ja zrobiłem ohydną rzecz, z której jestem mega dumny i tego nie żałuję. Pod postem z nekrologiem napisałem: „Super, jednego debila mniej”. Jak można było się domyśleć, całe wąskie wiejskie otoczenie zleciało mi się na łeb i wbijało na messengera z pogróżkami, obelgami, stałem się tym złym, choć dla mnie zostały wyrównane rachunki. Rzecz jasna jako ten najgorszy i znienawidzony wyprowadziłem się do większego miasta i zostawiłem dziurę, w której dorastałem, jednak tyle dobrego, że rodzina wykazuje pewne zrozumienie dla mnie, choć na początku również było ciężko. Nie uważam się w żadnym stopniu za winnego w tej sytuacji.
Parę lat temu zamieszkałam razem z chłopakiem. Przestało nam się po pewnym czasie układać, więc się rozstaliśmy (różnice charakterów). Łączyła nas jednak umowa najmu mieszkania, więc postanowiliśmy dalej razem mieszkać. Było sporo sprzeczek, kłótni i ogólnie napięta, koszmarna atmosfera. Cały czas sądziłam, że już nic dobrego do niego nie czuję, chwilami wręcz czułam nienawiść.
Po paru miesiącach miałam gorszy dzień, życie zaczęło mi się walić. Wchodząc do mieszkania, przez przypadek wpadłam na niego. Mocno go przytuliłam, jak wtedy, gdy byliśmy jeszcze razem. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Moje życie znów nabrało kolorytu i aktualne problemy odeszły w niepamięć.
Jutro bierzemy ślub. Niby nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale ta długa przerwa nauczyła nas dużo. Oboje się zmieniliśmy. Dzisiaj nie zamieniłabym go na nikogo innego i cieszę się, że dałam mu kolejną szansę.
Wstydzę się tego, że kiedyś brałem. Minęło już trochę czasu, mam kochająca rodzinę, ale wciąż mam z tyłu głowy to, jakie szkody to wyrządziło w moim organizmie. Cały czas uważam się przez to za złego człowieka i czuję, że to się nigdy nie zmieni.
Odkąd skończyłem gimnazjum, minęło już ponad 10 lat. Ale spotkałem dzisiaj kumpla i tak wspominając stare dzieje, przypomniała mi się jedna akcja właśnie z gimbazy.
3 klasa, czerwiec. Miałem w swojej szkole kilka osób, które przez cały okres nauki niemiłosiernie mnie wkurzały. Non stop mieliśmy ze sobą na pieńku. Więc na sam koniec postanowiłem się zemścić. W bardzo bolesny sposób. Wiecie, jak wygląda balon. Do niektórych, szczególnie na imprezach, dodawane są plastikowe rurki, żeby tego balona można było wygodnie trzymać. Załatwiłem sobie jedną taką rurkę. Skróciłem do odpowiedniej długości. Wziąłem jeszcze trochę waty kosmetycznej i małą paczkę szpilek. Jak się niektórzy domyślają, zrobiłem coś na wzór dmuchawki. Potem trzeba było jeszcze przygotować w plecaku skrytkę, tak by nawet przy niedozwolonej rewizji nikt tego przy mnie nie znalazł.
Tak uzbrojony poszedłem w któryś dzień do szkoły. Ostrzał delikwenta wyglądał następująco: siedziałem sobie najczęściej w kącie, kilka metrów od celu. Wyciągałem książkę, udawałem, że coś tam przeglądam. A pod nią była moja dmuchawka. Potem wystarczyło poczekać na odpowiedni moment i delikwent dostawał szpilę w dupę. Raban, jaki powstawał po trafieniu, pozwalał mi schować moje narzędzie czynu i udawać, że o niczym nie wiem ani nic nie widziałem.
Teraz jeszcze kwestia zobrazowania, jaką „moc” miała ta dmuchawka. Strzał z powiedzmy 5-7 metrów w tapicerowaną kanapę powodował, że szpilka wbijała się praktycznie po samą główkę. A wata spełniała dwie funkcje. Po pierwsze, łatwiej było strzelać, po drugie, trafiona osoba miała w ten sposób możliwość samodzielnego wyciągnięcia pocisku z własnego tyłka, bo główka się blokowała na powierzchni, a nie wchodziła pod skórę. Przestrzelenie dresów czy jakichś cienkich spodenek nie stanowiło problemu dla mojej armaty. Gorzej było z jeansami, ale wtedy wystarczyło poczekać, aż dany delikwent będzie miał WF. I go ostrzelać z zaskoczenia.
Rekordzista dostał 6 razy i zyskał przydomek „dziurawa dupa”. W szkole oczywiście afera, ale sprawcy nie złapano. Mi plecak sprawdzano 2 razy. Na oba się zgodziłem. Celowo, by odsunąć od siebie podejrzenia.
Tak, wiem, geniusz zła i zbrodni :D
Dzisiaj płakałam nad grobem niedawno zmarłej bliskiej mi osoby, gdy podeszły do mnie dwie starsze panie i powiedziały, że jak mam tak ryczeć, to lepiej żebym stąd szła, bo one chcą sobie porozmawiać w spokoju i kto to widział, żeby się tak zachowywać.
Przyłapałam dzieciaki na lekcji na podrzucaniu sobie karteczek i kazałam im przyjść do mnie po zajęciach. Przyszedł tylko jeden, zapłakany. W końcu wydusił z siebie, że tymi karteczkami pierwszy raz w życiu próbował się z kimś zaprzyjaźnić i wychodzi na to, że przeze mnie mu się nie udało. Nawet nie wiecie, jak przykro mi się zrobiło.
Dodaj anonimowe wyznanie