Naprzeciwko mojego domu jest przystanek autobusowy. Tłumaczyłem kiedyś mojemu 4-letniemu kuzynkowi, że nie wolno mu się zbliżać do autobusów, bo te jedzą ludzi. Siedzieliśmy potem na ganku przed domem, na przystanku siedzieli ludzie, autobus się zatrzymał, a kiedy odjechał, to ludzi już nie było. Mały mocno to łyknął.
Kiedy miał z 6 lat, przyszedł do mnie i powiedział zupełnie poważnie „Pamiętasz tę sprawę z autobusami? Zbadałem to. Trochę się bałem, ale już się nie boję. Autobusy zabierają tylko ludzi, a potem można normalnie wysiąść, nic złego się nie dzieje. Musiałem ci powiedzieć, żebyś też się więcej nie bał”.
Cudny dzieciak!
Jak wybuchła wojna, a pradziadka zabrali do Oświęcimia, prababcia została z dwoma chłopcami. Starszy zaczął działać w podziemiu, a młodszy, mój dziadek, jako nastolatek (bliżej 10 lat niż 20) musiał zacząć utrzymywać siebie i matkę, pracując w zakładach. Pracował „u Niemca” i nie za bardzo chciał pomagać w okupowaniu naszego kraju, ale żyć jakoś trzeba, więc robił różne sabotażowe „psikusy”.
Nie wiem, czy ktoś się połapał w tych jego psikusach, czy doszli do tego, że to rodzina tego brata AK-owca, lub tego zesłanego i zamordowanego ojca, ale Niemcy przyszli do domu. Zabrali prababcię z moim dziadkiem i wywieźli ich gdzieś na zachód. Zatrzymali się gdzieś w lesie i kazali kopać dół. Ale kiedy dół już był wykopany, to przyszedł „jakiś rozkaz”, a po jego przeczytaniu Niemiec, który nad nimi stał, po prostu ich tam zostawił.
Historię przekazała mi moja mama, która kiedyś usłyszała ją od dziadka.
Miałem kiedyś fajną dziewczynę, fajny związek. Tylko ciągle goniłem za kasą. Ona wcześniej miała dzianego faceta, była bogata z domu, chodziła w drogich ubraniach, mieszkanie bez kredytu. Ja byłem magazynierem za 1300 zł i jeździłem klepaną corsą, mieszkałem z rodzicami na 30 m².
Zakochaliśmy się w sobie jak nastolatkowie. Ona ciągle powtarzała, że kasa to nie wszystko. Że to nie jest w życiu najważniejsze. Woli mieć związek oparty na szczerości niż na wyglądzie i pieniądzach. Nie mogłem w to uwierzyć i kombinowałem tylko jak mieć więcej, by być jej godnym. Tak uważałem, że nie jestem jej godzien, bo jestem biedakiem. Jej rodzice patrzyli na mnie jak na dzieciaka z patoli, gorszego, bez studiów, fizola, który nosi kartony. Nie wytrzymałem presji jej rodziców i tej, którą sam na siebie nałożyłem. Uparłem się, że bez kasy jestem nikim i zostawiłem ją. Dalej goniłem za kasą. Poszedłem w IT, nauczyłem się programować, testować oprogramowanie i dziś, już po 8 latach od tamtego rozstania, mam własną działalność. Na kasę nie narzekam. Odebrałem niedawno auto z salonu.
Mam teraz kobietę, która liczy moje pieniądze. „Musimy w tym roku przebić Hankę i Karola. Oni byli w Stanach, to my może polecimy do Argentyny? Ale i tak gdzieś polećmy na tydzień, choć do Grecji”. Nie ma miłości, jest wyrachowanie. Jest chwalenie się naszym cudownym życiem, kateringiem dietetycznym, autem, mieszkaniem. Moim autem i mieszkaniem.
Tak czasami sobie siedzę i myślę, że moja była miała rację. Byłem szczęśliwszy, kiedy jechaliśmy z nią nad rzekę i kochaliśmy się na kocyku, niż kiedy teraz mogę jechać gdzie chcę, z osobą, która, podejrzewam, mnie nawet nie lubi.
Mieszkam za granicą, w Skandynawii. Przeprowadziłam się tutaj, jak byłam jeszcze dzieckiem. Jak przyjeżdżam do Polski, to większość ciotek, wujków i znajomych myśli, że jak się mieszka za granicą, to pieniądze spadają z nieba. Nigdy nie zdają sobie sprawy z tego, że wszystkie rzeczy, które moi rodzice posiadają, są kupione za ciężką pracę.
Miałem kiedyś prawdziwie piekielną współlokatorkę.
To była typowa wieśniara - tandetnie tleniona blondyna z paskudnymi odrostami, połamanymi tipsami i wszechobecną panterką. Do tego wydawało jej się, że umie śpiewać - miała dość kiepski zwyczaj robienia tego około 3-4 nad ranem, co nieuchronnie sprowadzało policję w nasze skromne progi.
Ale to nie wszystko! Laska była poważnie trzepnięta, potrafiła biegać na szpilkach całą noc (po parkiecie) i słuchać przy tym muzyki na pełną pizdę, śpiewać i gadać przez telefon. Nikt z mieszkania nie rozumiał, jakim cudem miała tyle energii, ale o tym później.
Lubiła też zamykać się w łazience ze swoim chłopakiem i uprawiać seks na włączonej pralce. To było dość specyficzne, bo bywało o różnych porach dnia - wyobraźcie sobie, że jecie ze współlokatorami śniadanie w kuchni rano, a z łazienki dwa metry dalej słychać odgłosy porządnego zachodzenia w ciążę :D
Pomijam już kwestie wyżerania/zabierania jedzenia z lodówki i szafek, kosmetyków i innych tego typu spraw. W pewnym momencie dokonało się - okazało się, że musi opuścić mieszkanie (interwencje sąsiadów i policji niezbyt przypadły do gustu właścicielowi). W jej wywaleniu duży udział miał też fakt, że parkiet był zmasakrowany przez szpilki, a do tego dziewczyna pluła na niego gumą (potrafiła z kimś rozmawiać i nagle splunąć gumą pod nogi i tak ją już zostawić).
Co gorsza, w momencie wyprowadzki jej chłopak chciał coś sprawdzić na jej telefonie i okazało się, że wali go w rogi z połową miasta. Afera, która się wtedy rozpętała zgromadziła dość sporą publiczność (doszło do rękoczynów, ale wynieśli się zanim ktoś znowu wezwał policję).
Policja przybyła jednak ponownie jakiś czas później - okazało się, że laska studiując w Poznaniu resocjalizację zamawiała amfetaminę i inne narkotyki z Czech i Niemiec na adres mieszkania, swoje nazwisko i to za pobraniem :D
Będzie krótko o tym, jak ludziom trudno się zmienić.
Po roku związku wydało się, że mój luby od trzech miesięcy mnie zdradza. Co więcej, zakochał się i nie wyobraża sobie życia bez „tej drugiej”. OK. Wybrał i to zaakceptowałam. Mamy sporo wspólnych znajomych i z tego co wiem, są szczęśliwą parą. Podobno w planach ślub i dziecko. Krzyżyk na drogę.
Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy wczoraj zapukał do moich drzwi, żeby zdradzić swoją nową ukochaną ze mną...
Wczoraj byłam na zebraniu zarządu.
Było wino, whiskey, amfa, seks, trawa, tańce...
Epicki bounce.
Była to najlepsza impreza integracyjna mego życia...
Prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą.
Polska sprawiedliwość nie istnieje, nie ma sprawiedliwości.
Zostałam zgwałcona i brutalnie pobita przez trzech mężczyzn, którzy do tej pory nie dostali za to wyroku. Mam ich dane, miejsce zamieszkania, wszystko. Minęło osiem miesięcy, a żaden z nich do tej pory nie został ukarany.
Przez przeżytą traumę zaczęłam palić szlugi i pić alkohol, ale ostatnio zapaliłam skręta – chciałam trochę się uspokoić. I bardzo to pomogło, ale akurat zostałam złapana przez policję...
Przez osiem miesięcy nie potrafili wymierzyć sprawiedliwości gwałcicielom, a ja dostałam 4 miesiące w zakładzie zamkniętym, 120 godzin prac społecznych i rok w zawieszeniu za posiadanie marihuany.
Porównajcie sobie nasze winy i pomyślcie, co jest gorsze.
Mam nadzieję, że sprawiedliwość dosięgnie tych, którzy spieprzyli tak nasz kraj i nasze prawo.
W wieku sześciu lat miałem już bardzo rozwinięte poczucie humoru i uwielbiałem robić różne kawały. Kiedyś podczas wizyty dziadka przywiązałem za sznurowadła do nóg stołka jego stojące w przedpokoju buty. Dziadek, który akurat golnął kielicha, był w bardzo dobrym humorze. Szybko uwolnił buty i powiedział ze śmiechem: „Wiesz, z ciebie to prawdziwy imbecyl”. A ja potraktowałem to jako komplement...
Był to okres świąteczny, więc wkrótce odbyło się kolejne spotkanie rodzinne. Wujek jak to wujek, zapytał mnie: „Jak będziesz duży, to kim chciałbyś zostać?”. „Imbecylem!!” – powiedziałem na cały głos.
Wszystkich na moment zatkało, a po chwili gruchnął taki śmiech, że u co niektórych zwieracze pęcherza chyba nie spełniły swojego zadania ...
Mam fioła na punkcie strachu przed śmiercią. Nie chcę umierać. Wiem, że wszyscy umrą, ale ją nie chcę. Nie chcę, żeby świat istniał beze mnie. Nie chcę nie wiedzieć, jak będzie. Nie wiem, czy jest niebo i piekło, nie chodzi o wymiar typowo religijny. Po prostu nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że mnie nie ma. Nie chcę umierać, bo nie zdążyłam być szczęśliwa. Za dużo ludzi wtrącało się w moje życie. Jest jak jest. Ale przeraża mnie świadomość, że nie jestem w stanie już nic zmienić. Tkwię w przeszłości. Chcę do domu – tak wyję po nocach. Przez czyny kogoś, zostałam zmuszona do podjęcia konkretnych decyzji. Nie było innego wyjścia. Więc żyję, żyję innym niż chciałam życiem. Nie chcę umierać. A przeszłość, ta dobra, nie wróci. Nie potrafię przebaczyć, zaakceptować tego, co ktoś zrobił, że ktoś narozrabiał, a teraz ja swoim życiem płacę za nie swoje winy. Miało być inaczej. A jest, jak jest. Nie chcę umierać, bo nie zdążyłam być szczęśliwa.
Czas na pomoc.
Dodaj anonimowe wyznanie