Trzy miesiące temu mój brat jechał do pracy i zauważył auto w rowie. Zatrzymał się na poboczu i pomógł wydostać się z auta pijanemu kierowcy. Była wtedy zima i środek nocy...
Pijany chciał zadzwonić do kogoś po pomoc, więc mój brat pożyczył mu swój telefon. W tym czasie nadjechał kolejny samochód, który chciał ominąć samochód stojący na poboczu, i wjechał prosto na mojego brata i tego pijaka. Niestety mój brat zginął, miał obrażenia wewnętrzne i całego ciała... Chłopak, który w nich wjechał, wracał z naćpanymi i pijanymi kolegami z imprezy.
Ból jest nie do opisania. Ale wiecie co jest najgorsze?
Że ani ten pijak, któremu uratował życie, ani te chłopaki wracający z imprezy nawet nie powiedzieli zwykłego ludzkiego „przepraszam.
Jak można żyć normalnie z myślą, że zabiło się młodego, dobrego człowieka, a przede wszystkim ojca maleńkich dzieci?
Dzisiaj o pierwszej w nocy dobija się do mnie sąsiad z wrzaskiem, że kto to widział o tej godzinie wiercić.
Panie, ja tylko wibrator włączyłam...
Chyba czas na nowy sprzęt.
Będzie prosto z mostu, bo muszę się z kimś w końcu tym podzielić...
Mam w poważaniu to, czy posypią się hejty czy nie.
Wiece co mnie wkurza najbardziej na świecie? Promowanie w Polsce lenistwa i cwaniactwa... Zaraz pewnie większość zaprzeczy... A jednak to ma miejsce.
Świadczenie 500+, zasiłki rodzinne, zasiłki socjalne... Cały system socjalny jest o kant dupy rozbić! Debile urządzają sobie z socjalu stałe źródło przychodu, większość z nich nawet nie podejmuje próby znalezienia pracy! Dlaczego? Bo po co! Skoro na socjalu można całkiem przyjemnie żyć... Wystarczy mieć dużo dzieci i być leniem do potęgi 'n'. Wtedy nawet alkoholizm jest wynoszony do rangi ''choroby''. No kur... Jeszcze lepsze jest to, że Janusz i Grażyna nie wstydzą się pasożytowania na społeczeństwie. Wręcz przeciwnie! Chwalą się, jak to cudownie nie kombinują...
Z kolei jak jakiś tam pan prezes, kierownik czy inny sięgnie po 500+, to wszystkim odpier....! NoBoMuSięPrzecieżNieNależy! Bo jak to tak! Ano tak, że on i jemu podobni sponsorują leni, kombinatorów, cwaniaków, nierobów i pijaków. Jak dla mnie to program 500+ i inne świadczenia tego typu powinny być DODATKIEM do PENSJI!! Nie żadnymi pieniędzmi, które dostaje się za lenistwo. Rozumiem, że w życiu bywa różnie, ale brak kontroli świadczeń socjalnych jest absurdalny. Ba! Taka Grażyna, Karyna, Janusz czy Sebix idzie do MOPR-u czy innego i się domaga! BO JEMU SIĘ PRZECIEŻ NALEŻY! Nagle znajdują się mieszkania, świadczenia i tak dalej - i znowu biją mu brawo! A jak przeciętny Kowalski idzie do urzędu po mieszkanie, to czeka 10-12 lat. Ba! Potrafi usłyszeć, że ma wziąć kredyt, bo go STAĆ!
Nie rozumiem tego systemu promowania patologii w Polsce i mam tylko nadzieję, że nie tylko ja tak uważam.
Może kiedyś do władzy dojdzie ktoś, kto zaprowadzi ład i porządek w tym syfie...
Dziękuję za uwagę.
PS Przepraszam za pewien chaos w wyznaniu, ale ilekroć myślę na ten temat - robię się po prostu nerwowa.
Czytałam tu wiele historii z dzieciństwa, gdy byliście albo śmieszni, niegrzeczni, wpadaliście na głupie pomysły, albo ktoś was wkręcał. Ja natomiast żyłam z dala od rówieśników, przyklejona do szyby i tęsknym wzrokiem wpatrywałam się, jak dzieci w moim wieku bawią się przed domem. Całe moje dzieciństwo spędziłam u babci i dziadka. Jestem im wdzięczna, że poświęcili mi tyle czasu i wychowywali, gdy rodzice byli w pracy, ale ich miłość do mnie czasem przeradzała się w nadopiekuńczość. „Tego nie rób, bo zrobisz sobie krzywdę”, „Tego nie rób, bo syn sąsiadki ciotki wujka Staszka tak się zabił” i milion innych okropnych opowieści, jak mi się wolno bawić, a jak nie. Dzieci po pewnym czasie przestały się do mnie odzywać, gdy zobaczyły, z jakim dziwolągiem się zadają, a babcia była w siódmym niebie, kiedy widziała, jak „asertywnie” potrafię odmówić głupiej zabawy.
Lata mijały, w połowie podstawówki wyprowadziłam się z rodzinnego miasta i kontakt z babcią i dziadkiem trochę się osłabił. I do tamtego momentu myślałam, że życie tak wygląda – bez spotkań, bez zabaw z innymi. Siedzenie w domu i wyglądanie przez okno. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że dzieci z mojej nowej klasy oprócz kontaktów w szkole utrzymują ja poza szkołą.
Teraz mam 29 lat, kocham moją babcię i dziadka, ale przez to wszystko jestem panicznie nieśmiała i mam żal, że nigdy nie nadrobię tamtych lat.
Kilka lat temu latem razem z moimi kuzynami zrobiliśmy ognisko. Było to na dużej polanie otoczonej lasem (w bezpiecznej odległości). Kiedy się ściemniło, poszłam z kuzynką (11 lat) na spacer. Ciocia cały czas podkreślała, żebyśmy uważały na dziki i sarny, których było tam bardzo dużo.
Oddaliłyśmy się na tyle, że już zupełnie nic nie widziałyśmy, więc stwierdziłyśmy, że wracamy. Kiedy szłyśmy w stronę ogniska, coś podniosło się z ziemi i zaczęło na nas biec, dziko krzycząc. Ja wrzasnęłam i odbiegłam w bok, tymczasem moja nieustraszona kuzynka stała w miejscu i kiedy osobnik był już blisko, zamaszyście podniosła nogę... trafiając w krocze kuzyna, który aż zwinął się z bólu i leżał długo na trawie.
Od tego czasu mój kuzyn żartowniś już nigdy nas nie straszył.
Gdy jeszcze chodziłam do gimnazjum, wracałam ze szkoły z koleżanką z klasy. Byłyśmy blisko mojego domu, gdy ona spytała, czy może wejść skorzystać z toalety, bo bardzo chce się jej kupę. Niefart, bo u mnie akurat nikogo nie było, a ja kluczy nie wzięłam i co zrobić... Mówię jej, by poszła koło garażu na podwórku, skoro do domu nie dotrzyma. Miałam (jak to chyba wszędzie) sąsiadkę, która większość życia w oknie siedzi, taki moher. Sąsiadka widząc, że koleżanka poszła między garaże wyszła z domu i leci do niej, krzycząc: „Co ty tam robisz!”. A przestraszona koleżanka szybko wciągnęła gacie, wzięła w rękę kupę i z tą kupą uciekła. Dowód przestępstwa zabrała ze sobą :)
Kiedy byłem na studiach medycznych raz na jakiś czas mieliśmy gościnne wykłady różnych znanych osobistości. Nie były to zajęcia obowiązkowe, ale spotkania te były na tyle ciekawe, że zawsze sala zapełniała się po brzegi. Tak było i tym razem - oto bowiem przyjechał do nas znany profesor. Seksuolog, szalenie ceniony autorytet, który miał poprowadzić dwugodzinny wykład na temat masturbacji jako tematu tabu obecnego w europejskiej kulturze.
Jako że byłem już kilkanaście godzin na nogach, to czułem silne zmęczenie, ale jednocześnie nie chciałem tego wykładu przegapić, więc wpadłem do sali jako jeden z pierwszych studentów i szybko zająłem miejsce w pierwszym rzędzie.
Spotkanie zaczęło się z lekkim opóźnieniem i zdążyłem już trochę zamulić na moim krzesełku. Mimo że pan profesor mówił szalenie ciekawe rzeczy, z całych moich sił walczyłem ze snem. Głowa latała mi na wszystkie strony, a ja ostatkiem sił próbowałem podnieść moje powieki. Nie udało się. Trwałem więc sobie w takiej pół-drzemce wyłapując strzępki profesorskich zdań.
Nagle bardzo wyraźnie usłyszałem słowa: "... i tak też podsycany ignorancją mit dotyczący szkodliwości masturbacji dotarł do XX wieku. Stąd też wysyp mitów jakoby osoby nader często oddające się samogwałtowi były osłabione, miały tendencję zapadania w letarg, a na ich dłoniach wyrastały włosy. O, tak jak to wygląda w przypadku tego tutaj pana."
Jako że parę osób głośno zaniosło się śmiechem, leniwie podniosłem jedną powiekę. Właściwie tylko po to, aby zobaczyć, że profesor stoi naprzeciwko mnie i pokazuje palcem na moją skromną osobę. Półprzytomny zerwałem się na równe nogi. Obróciwszy się zobaczyłem całą salę gapiącą się na mnie z twarzami wykrzywionymi w radosnym rechocie.
Okrutnie się zmieszałem. Czerwony jak radziecki sztandar przezornie spojrzałem na dłonie, a następnie odruchowo, nie wiedzieć czemu, wepchnąłem je w kieszenie moich spodni. Aż po łokcie.
Parę osób wyjąc ze śmiechu pospadało z krzeseł.
- No! I właśnie w ten sposób budzi się publiczność, proszę państwa! - podsumował profesor.
Resztę wykładu siedziałem wyprostowany niczym linijka, marząc o jak najszybszym zakończeniu mojej męki.
Mój tata zawsze chciał mieć syna, no ale przyszły mu na świat trzy córki. Każda z nas interesuje się czymś innym, jednak żadna sportem, czego tata strasznie żałuje.
Kiedyś sprawdzałam wyniki eliminacji do Mistrzostw Europy, czym ogromnie ucieszył się mój ojciec. Ze smutkiem musiałam go uświadomić, że patrzę na Mistrzostwa Europy w Quidditchu, a nie piłki nożnej.
Jestem facetem i mam chłopaka od blisko trzech lat. Mieszkamy razem, planujemy wspólną przyszłość. Nasze rodziny wiedzą o nas, zarówno rodzice, jak i dziadkowie, wujkowie czy dalsi krewni. Uczestniczymy też normalnie we wszystkich rodzinnych uroczystościach i nie budzi to sensacji ani żadnych pytań przy stole. Zanim jednak ten stan rzeczy unormował się w ten sposób, było trochę łez, płaczu, a nawet konsultacji psychiatrycznych, które skończyły się jasno postawioną tezą: to wy musicie się leczyć, żeby to zaakceptować, nie oni.
Podczas wczorajszych, niedzielnych odwiedzin w rodzinnym domu używałem laptopa mojego młodszego o prawie dekadę brata. W tym samym czasie mój chłopak rozmawiał z moją mamą w kuchni. Szukaliśmy filmu na dzisiejszy wieczór, a ja zrezygnowany dalszym szukaniem postanowiłem wrócić do tytułu, któremu wcześniej przypiąłem w głowie etykietę „w razie gdybym nie znalazł nic innego”. I wtedy otworzyłem historię przeglądania.
Przynajmniej wiem, że brat też lubi wysokich brunetów.
W mojej szkole gimnazjum i klasy 4-6 podstawówki znajdowały się w jednym budynku. Chodziła tam dziewczyna o rok starsza ode mnie. W czwartej i piątej klasie nie zwracała na mnie uwagi, wszystko było okej, niestety jej zachowanie zmieniło się wraz z pójściem do gimnazjum. Zaczęła mi dokuczać. Codziennie, gdy rano mijałyśmy się na wspólnym korytarzu, komentowała mój strój, fryzurę itd. Nie mówiłam o tym nikomu, ponieważ nie obchodziło mnie zbytnio, co takiego o mnie myśli. Nie zwracałam uwagi na jej komentarze. Tak było przez cały rok.
W pierwszej klasie gimnazjum miała więcej okazji, by pośmiać się ze mnie i mojego ubrania, co robiła z wielką chęcią. Przechodziłam obok niej, nawet na nią nie patrząc. Naprawdę nie wiem, czemu za cel wzięła sobie mnie. W drugiej klasie było to samo, tylko że z umiarem. Uświadomiła chyba sobie, że nie obchodzi mnie jej zdanie.
W końcu nadszedł koniec roku szkolnego. Trzecia klasa miała zakończenie dzień wcześniej niż my. Mieli tańczyć poloneza, przedstawiać scenki itp. Poszłam z ciekawości z moimi przyjaciółmi, zobaczyć jak to wszystko się odbywa, a poza tym potem mieliśmy iść na skatepark (w tamtym czasie uwielbiałam jeździć na rolkach), więc wzięłam też strój na przebranie się, ponieważ w spódnicy byłoby mi strasznie niewygodnie.
W szkole jeszcze szybko skoczyłam do łazienki, w której spotkałam tę dziewczynę. Płakała w kącie. Zdziwiona zapytałam, co się stało. Spojrzała na mnie, jakbym nie miała prawa tam być i powiedziała, że ma podartą spódnicę. I faktycznie, miała. Dziura zrobiła się na boku, odsłaniając przy tym jej nogę. Niewiele myśląc, zaproponowałam jej, że oddam jej swoją na ten czas, a ja założę spodnie, bo mam na zmianę. Ofertę przyjęła, przebrałyśmy się w kabinach, a potem pomogłam jej z makijażem.
Myślicie, że to zapoczątkowało nową przyjaźń? Nie.
Dziewczyna nawet nie podziękowała, a do tej pory gdy mijamy się na ulicy, odwraca wzrok i udaje, że mnie nie widzi :)
Dodaj anonimowe wyznanie