#vzRNf

Oglądałem z tatą przegrany mecz Polska - Francja i było to stresujące doświadczenie. Przynajmniej na początku. Cały czas krzyczeliśmy na telewizor, a gdy Polska straciła pierwszą bramkę, tata wpadł w panikę i zaczął kopać w wersalkę. W końcu złapał za pilota i chciał wyłączyć telewizor, ale popieprzyły mu się piloty i włączył projektor gwiazd (taki co się gwiazdki kręcą po ścianach i suficie) xd. Dostaliśmy takiego ataku śmiechu, że przestało nam już przeszkadzać jak Francuzi strzelali nam drugą i trzecią bramkę, bo mieliśmy dobry humor.

#V3h0Y

Jestem osobą niepełnosprawną i w latach 90. byłem katowany w szkole podstawowej, chodziłem do prywatnej, a potem się przeniosłem do publicznej, niestety na własne żądanie.

Pierwszego dnia grupka patoli nasrała i naszczała mi do plecaka. Ojciec wpadł do szkoły, został zaorany przez dyrektorkę i pedagog „My mamy świadków, że on sobie sam nasrał i naszczał do plecaka”. Moi znajomi też zeznawali na moją niekorzyść, bo zostaliby kapusiami, a z kapusiami nikt się nie zadaje. Potem były wielokrotne pobicia, zrzucenie ze schodów, kopanie itd. Dyrektorka z pedagog wszystko zamiatały pod dywan, a mojemu ojcu mówiono, że powinienem trafić do szkoły specjalnej, bo sam sobie robię wrogów i nie potrafię nawiązać normalnych relacji (ale jak mi ciotka załatwiła miejsce u siebie w szkole, to tam się czułem jak normalny uczeń!)

Sprawa się wydała i wylądowała w sądzie, bo na spotkaniu w Poradni Szkolno-Pedagogicznej pedagog wydobył, że w szkole się nade mną znęcają i od razu było powiadomione kuratorium. Jak do szkoły weszły osoby z zewnątrz i się wydało, że nie tylko moja sprawa była zatajana, to dziwnym trafem dyrektorka i pedagog wylądowały na wcześniejszych emeryturach. Jednego z moich oprawców już za wcześniejsze jego wybryki umieścili w lokalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym oddalonym o niecały kilometr od szkoły, więc normalnie sobie gadał przez okno ze swoimi kolegami. A ja byłem gnębiony za to, że byłem kapusiem i git koleś poszedł siedzieć za mnie. Rodzicie próbowali mnie przenieść do innej szkoły, ale się nie udało – „Nie mamy miejsca dla ucznia z takimi problemami, proszę zapisać go do szkoły specjalnej”.
Czara się przelała, jak na WF-ie (ćwiczyłem, ale byłem oceniany inaczej), zostały skradzione mi rzeczy, w których do szkoły przyszedłem. Miarka się przebrała. Wtedy z pomocą przyszła ciotka, załatwiła mi miejsce u siebie w szkole w małej mieścinie, przez co rodziców widziałem tylko w sobotę i niedzielę, bo od ciotki, u której też mieszkałem, do mnie było 50 km.

To wszystko zostawiło u mnie w głowie ślad:
– boję się obcych ludzi;
– mam napady paniki;
– mam napady agresji;
– nie potrafię nawiązać stałych więzi poprzez ciągły brak zaufania.
A stało się tak przez grupkę patoli, którzy chcieli się dowartościować, znęcając się nad dużo mniejszym i słabszym niepełnosprawnym chłopcem.

Teraz sam doradzam rodzicom dzieci, nad którymi się znęcają w szkole, ostre działania sądowe!

#RTd8m

Kupiłem na święta nowy telewizor OLED za 4000 zł (bez grosza) na 24 raty. Taki prezent dla rodziny, bo nie mieliśmy przez ostatnie 3 lata w ogóle tv.
Przykręciłem go pięknie do ściany, poustawiałem smart tv, zapłaciłem za subskrypcje Netflixa, HBO i Disneya, żeby coś było dla mnie, żony i dzieci.

Na drugi dzień syn przez przypadek strzelił z Nerfa (teraz te nowe mają kur... niezłą moc, potrafią na kilkadziesiąt metrów lecieć naboje) w ekran i pajęczyna na ponad pół ekranu. Dosłownie się popłakałem.
Gwarancja nie obejmuje takiej szkody, a nowa matryca to 80% wartości telewizora.
Na śmietnik wyrzucę go po Nowym Roku, przynajmniej popatrzę sobie jak wisi, skoro już zapłaciłem. Albo nakleję na niego zdjęcie palącego się kominka w takich samych wymiarach.
Tak, że telewizora i bajek nie będzie przez następne kilka lat, a przynajmniej do momentu kiedy nie spłacę rat.
PS. Dobrze, że go nie zarejestrowałem, bo jeszcze bym abonament płacił...

#RN8d5

Moje wyznanie dotyczy prezentu, który dostałam od Mikołaja kilka lat temu. Był to szczeniak, którego bardzo chciałam i marzyłam o nim od dłuższego czasu. Kiedy w końcu się pojawił pod choinką, byłam tak szczęśliwa, że nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Niestety, okazał się być bardzo chory i nie miał zbyt wiele czasu, by spędzić go ze mną. Walczyłam o niego, ale ostatecznie musiałam się pogodzić z faktem, że będę musiała go oddać.

To było jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu i do dziś bardzo za nim tęsknię. Mimo to, wciąż wierzę w magię świąt i w to, że marzenia się spełniają.

#n3rkU

Będąc dzieckiem, lubiłam sobie pogadać. Mam w rodzinie taką ciotkę, która jest wredna a co najważniejsze ma wielkiego wąsa. Miałam wtedy może z 5 lat, a to było dzień przed Wigilią. 

Moi rodzice jak zwykle przed Świętami obgadali większość naszej rodziny. Nie mogło się objeść bez komentarzy o "cioci z wąsem", a ja wszystkiego uważnie słuchałam.

Na drugi dzień, w Wigilię, jak wszyscy siedzieli przy stole ktoś zapukał do drzwi. Otwierają się drzwi, a tam oczywiście ciocia z wąsem. Krzyknęłam do taty "Tato, to jest ta ciotka z wąsem?".
Od tamtej pory ciotka nie odzywa się do nas.

#KgL52

Kilka dni temu wprowadziłam się na nowe osiedle. Cały dzień nie miałam czasu, by coś zjeść, więc gdy koło 22 uporałam się ze wszystkim, skoczyłam do Żabki po coś do jedzenia. Kolejka długa, ja stałam jako czwarta, a za mną kobieta około 55 lat. Klient przy kasie zrobił bardzo duże zakupy i chciał zapłacić kartą, jednak terminal przestał działać. Kasjerka kilkakrotnie próbowała od nowa pobrać należność z karty. Trwało to może około 5-6 minut, a kobieta za mną zaczęła sapać, dyszeć i chuchać mi na plecy niezbyt świeżym oddechem. W końcu zaczęła wywody typu: „O Boże, „O Jezu”, „Ile można”, „Dziewczyno, kto cię tu zatrudnił?” itp. Odwróciłam się więc i mówię do niej kulturalnie, że przecież to nie wina tej dziewczyny, a kobieta do mnie: „Wy młodzi tylko pyskować potraficie, nie macie szacunku do starszych, nic nie przeżyliście i gówno wiecie”. Już miałam jej dosadnie dowalić, kiedy z kolejki wychodzi podchmielony mężczyzna  i mówi do niej: „Ja przeżyłem 9 lat w ciupie właśnie za takie panisko-kur...isko jak ty, więc albo czekaj grzecznie, albo wypier...aj mi z tego sklepu!”.
Zamknęła się od razu.

#B92du

Na mojej zwykłej drodze do pracy trwają roboty drogowe, dlatego wczoraj wracając do domu spróbowałem pojechać inaczej. Zależało mi, aby szybko wrócić. W pewnym momencie natrafiłem na czerwone światło. Planowałem skręcić więc zjechałem do prawej krawędzi jezdni i ustawiłem się za kilkoma samochodami. Po paru chwilach światła zmieniły się na zielone, ale na moim pasie wszyscy dalej stali. Trochę się zagotowałem. Każdemu może się zdarzyć zagapić za kierownicą, ale czasem ludzie tak wolno ruszają, że na zielonym mieszczą się tylko 2-3 samochody i bardzo mnie to wkurza.

Tego dnia szczególnie nie miałem cierpliwości, więc nie żałowałem klaksonu aby wyrazić swoje oburzenie, a przez otwarte okno puściłem kilka soczystych wiązanek. Po chwili zorientowałem się, że w samochodach przede mną nie świecą się światła i nikt nie siedzi w środku. Stały zaparkowane…

#UZwqp

Taka stresująca i może zabawna z perspektywy czasu historia mi się przypomniała. Żona robiła czystki w domu, tzw. "porządki" i wywalała wszystko co uznawała za niepotrzebne i zajmujące miejsce. Poleciały do śmieci 4 duże worki z zabawkami, ubraniami, jakimiś pierdołami nieużywanymi latami. No i w tym wszystkim moje buty. Zostawiła mi jedną parę i powiedziała, że reszta to syf i mam sobie w końcu kupić jakieś porządne. No ok...

Rano wstaliśmy, jak zawsze zamieszanie, żona pojechała do pracy, po drodze zabierając naszą 4-letnią córkę do przedszkola. 15 minut później mam wychodzić ja, patrzę... jeden but. Szukam wszędzie, zero. Dzwonię do żony czy przypadkiem nie wyrzuciła. Nie, na 100% zostawiła. No fakt, zresztą sam widziałem, przypomniało mi się. Pyta się córki, czy nie schowała. Schowała, ale nie pamięta gdzie. Standard. Nie pamięta co je w przedszkolu, gdzie zostawiła pilota, to skąd ma wiedzieć trudniejsze rzeczy. Na dalsze szukanie brak czasu, więc co tu robić. Sąsiad, jedyny z którym utrzymuję kontakt i taki, że w zasadzie mógłbym od niego spróbować pożyczyć jakieś buty już w pracy. Sprawdzam w google, sklepy obuwnicze od 9.00 najwcześniej otwarte, a ja o 8.30 mam być w biurze. W dodatku jakaś delegacja ma być u nas z Niemiec, więc zajebiście ważny dzień. Ale zawsze tak jest, że wszystko się musi zwalić na kupę, czyt. idealnie zgrać. Myślę...

Kto w pobliżu? Kogo znam? Kto blisko? Przewijam osoby w pamięci jak zdjęcia w telefonie. W końcu jest!

Schodzę dwa piętra niżej. Wiem, że tam mieszka starsza kobieta o kuli. Dzwonię, jest. "Przepraszam, mam wielką prośbę, nie mogłaby mi pani pożyczyć na dzisiaj kuli? Obiecuję, że oddam dwie (taka głupawka z emocji). Żartuję, zapłacę pani 50 zł i zrobię zakupy, ale musi mnie pani poratować" - i tłumaczę szybko w czym rzecz. Patrzy na mnie jak na psychola, ale zgadza się. Zapieprzam do domu i do łazienki i wyjmuję wszystkie bandaże elastyczne. Wszystkie 4. Zaczynam owijać. Jeden poszedł. Zaczynam drugi, jestem w połowie... noż KU...! Nie ta noga, ja p.... Jak się spieszy, to się diabeł... Jadę od nowa, zabandażowana. Na drugą zakładam buta i jazda do samochodu. Oczywiście po drodze korki, ale dojeżdżam dwie minuty przed czasem, biegnę do biura (nie pomyślałem, że ktoś może patrzeć, na szczęście nie), a po przekroczeniu progu kula pod pachę i kuśtykam metr na minutę z grymasem na twarzy. Szef "o kurczę, co to ci się stało?" "A nic tam szefie, drzwiami przywaliłem w palce i spuchnięte jak cholera". "To wracaj do domu, damy radę bez ciebie, nie chcę przy Niemcach jakiejś cierpiącej mumii".
Uff....

But był na balkonie na parapecie.

#hkHgr

Był to jeden z smętnych jesiennych dni. Na godzinie wychowawczej mieliśmy zorganizowane zabawy i wróżby andrzejkowe. 

Po wielu grach jedna z prowadzących zabawy zaproponowała wróżbę która polegała na tym, że przy zasłoniętych oczach mieliśmy palcem trafić w dowolne miejsce na papierowym arkuszu, który był zapełniony męskimi i damskimi imionami. Ze względu wymiary był on trzymany przez 2 osoby. Sam nie wiem dlaczego ale postanowiłem się zgłosić, zwykle jestem dość nieśmiały. Założono mi chustę i w posturze zombiaka rozpocząłem "łowy". Już po chwili usłyszałem głosy klasy typu "w lewo", "wyżej" pomyślałem że pewnie zaraz wceluję w jakiegoś Marka albo Józka, lecz nagle poczułem coś bardzo miękkiego a klasa parsknęła śmiechem. Szybko zdjąłem chustę i zobaczyłem dziwną minę mojej wychowawczyni i swoją rękę na jej piersi. 

Śmiechom nie było końca a ja czerwony jak burak wróciłem do ławki. Po tym zdarzeniu przez dobry miesiąc nie spojrzałem pani w oczy...

#hULeo

Ja się naprawdę boję, że Rosja nas zaatakuje. Widziałam już, jak bez skrupułów atakowała Ukrainę, więc nie wiem, czy nasz kraj nie jest następny. Nie chcę, żeby moje dzieci musiały przeżywać to, co tamte dzieci, więc cały czas trzymam je blisko siebie i staram się zapewnić im jak najlepsze warunki. Czuję jednak, że wszystko jest coraz bardziej niepewne i nie wiem, co będzie za chwilę. Chcę, żeby moje dzieci były bezpieczne, ale nie wiem, czy dam radę im to zapewnić. Jestem przerażona tym, co się dzieje na świecie i nie wiem, co będzie dalej.
Dodaj anonimowe wyznanie