Dostałam dzisiaj miesiączki (spokojnie, nie pierwsza) i do tego jestem chora. Katar, kaszel i te sprawy.
Chciałam iść się wykąpać. Rozebrałam się, ale stwierdziłam, że muszę wyczyścić nos. Nie dość, że chciało mi się sikać, to kichnęłam i uryna wyleciała ze mnie razem z krwią i cała łazienka jest uje*bana.
Któregoś dnia trafiłam na SOR. Znając skłonność personelu medycznego do robienia przykrych uwag na każdy temat, resztkę sił zużyłam przed wyjściem na umycie się i przebranie w coś czystego.
Zdecydowano, że zostaję w szpitalu. Zakładająca mi cewnik pielęgniarka pobiegła po koleżankę, bo mocz nie chciał spływać... Potem po kolejną... Jak już pięć osób gapiło się w moje krocze, w końcu któraś wpadła na jakiś genialny pomysł i zadziałało. Później przepraszała mnie, że zrobiła takie zbiegowisko, ale nie mogła się uporać. No cóż, rozumiem, chociaż faktycznie było to dość krępujące.
Byłam na tyle słaba, że nie byłam w stanie nic wokół siebie zrobić, więc skoro świt zjawiła się inna z tych pięciu pielęgniarek, które debatowały dzień wcześniej nad cewnikiem, żeby mnie umyć. Podniosła mi górę pidżamy, przetarła skórę, a potem z obrzydzeniem powiedziała: „Ściągaj spodnie, muszę ci cipę powycierać, bo ty się w ogóle nie myjesz i masz wary posklejane”.
Gdybym chociaż miała siłę zaprotestować...
Przypomniała mi się ostatnio sytuacja z dzieciństwa z kolonii.
Miałam pokój z siostrą i jej koleżanką. One się przebierały, były prawie bez ubrań, a ja sobie leżałam na łóżku, przeglądając jakieś gazety.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, a ja odruchowo krzyknęłam „Proszę!”.
Nasz wychowawca wszedł nam do pokoju, gdy półnagie dziewczyny się przebierały.
One w krzyk, a ja zdążyłam powiedzieć tylko „Ee, jednak nie”. :)
Mój ojciec przez pomyłkę miesiąc używał psiego szamponu na pchły.
Reklama nie kłamała – naprawdę ma „piękną i lśniącą sierść”...
Kilka lat temu miałem przyjaciółkę Magdę. Ładna dziewczyna, zabawna. Powiedzmy, że taki mój mały ideał. Wiedziała, że mi się podoba, ale ona nie chciała ze mną nic innego prócz czystej przyjaźni. Ona miała jednego chłopaka, potem drugiego. Ja byłem przy niej, kiedy tego potrzebowała, ale jednak nigdy nie patrzyła na mnie jak na kogoś, z kim mogłaby być. No trudno, w końcu też znalazłem sobie dziewczynę. Miłość po grób to nie była, jednak zaczynało być fajnie. Wtedy Magda stwierdziła, że nie potrafiła mnie docenić wcześniej, a okazuje się, że chyba jestem tym jedynym. Zacząłem tłumaczyć, że mam kogoś i nie mogę zostawić jej z dnia na dzień, bo jest dla mnie ważna. Niby zrozumiała. Na jakiejś imprezie, na której byłem sam, była też Magda. Duża ilość alkoholu sprawiła, że... sprawdziliśmy dosyć dokładnie, czy pasujemy do siebie. Z jednej strony było mi źle, bo zdradziłem. Z drugiej... spełniło się moje marzenie. Zerwałem więc ze swoją dziewczyną, przepraszając ją. Chciałem zacząć nowe życie z moją przyjaciółką. Jednak, jak się okazało, byłem dla niej atrakcyjny tylko wtedy, gdy miałem dziewczynę. Gdy byłem sam, to Magda nagle stwierdziła, że jednak przyjaźń jest ważniejsza...
Po czasie zrozumiałem, że chciała mieć mnie na wyłączność. Wyrwałem się z tej toksycznej znajomości. Magda się na mnie obraziła, bo skoro jestem jej przyjacielem, to powinienem być na dobre i złe. Byłem... do czasu, aż zmądrzałem.
Mąż rzadko kiedy mówi mi, że mnie kocha, i choć jest mi czasem przez to przykro, to jakoś już się do tego przyzwyczaiłam.
Wczoraj leżeliśmy na łóżku, oglądaliśmy film i powiedziałam mu, że bardzo go kocham i dałam buziaka. Czekałam na jakąś reakcję, a on nic, cisza... Więc już ze złością w końcu spytałam, dlaczego mi nigdy nie odpowiada, że mnie kocha i w ogóle mi tego nie mówi. Na co on: „Ale kochanie, przecież mówię ci to codziennie...”. Zdziwiłam się i stwierdziłam, że bardzo dawno tego nie słyszałam, a on na to: „Kochanie, mówię ci to codziennie. Pytam, czy jesteś głodna, czy zrobić ci herbatki albo czy nie jest ci zimno... Słowa to nie wszytko, ja w taki sposób pokazuję ci moją miłość”.
Ma rację. Kocham go jeszcze bardziej!
Szybka porada dla dziewczyn, jak pozbyć się trzech adoratorów w Dzień Kobiet:
1) Ustal z dwoma pierwszymi tę samą godzinę spotkania.
2) Opowiedz o wszystkim trzeciemu.
Ten prosty lifehack można stosować nie tylko w Dzień Kobiet.
PS Byłem tym trzecim.
Powiedziałam dzisiaj „na zdrowie” mojej śwince morskiej, kiedy kichnęła.
Muszę znaleźć sobie znajomych.
Moja babcia ma na imię Renata.
Jak byłam małym dzieckiem, uwielbiałam do niej jeździć na weekendy. Mama zawsze mówiła, że jedziemy do babci Reni.
Dopiero w wieku chyba 9 lat uświadomiłam sobie, że babciarenia to nie jest jedno słowo.
W dzieciństwie mieszkałam w domu otoczonym parkiem, lasem, stawem, sadem. Miałam więc mnóstwo przestrzeni, aby budować szałasy i całe dnie spędzać na zabawie wśród drzew. Tak też narodziła się w mojej głowie zabawa w królową elfów.
Miałam wyimaginowanych elfich przyjaciół, którzy mieszkali wśród drzew, a właściwie na jednym drzewie, które sobie upatrzyłam na elfią siedzibę.
Zaczęła się wycinka w przydomowym lesie i niestety na liście znalazła się również moja magiczna siedziba. Postanowiłam stworzyć protest. Mając 5 lat, wdrapałam się na wielkie drzewo i pomimo próśb, gróźb i zastraszania dźwiękiem piły, postanowiłam nie schodzić, broniąc moich elfów. Siedziałam tak od rana do wieczora, aż przyjechali strażacy i ściągnęli mnie, ponieważ nie umiałam sama zejść.
Leśniczy oszczędził drzewo :)
Mój dom spłonął kilka lat później. Lasu, parku, stawu już nie ma, ale wielki klon pozostał. Czasem go odwiedzam i zawsze się zastanawiam, jak zdołałam wejść na to olbrzymie drzewo. Myślę, że miała w tym udział jakaś magiczna siła ;)
Dodaj anonimowe wyznanie