Pracuję w sklepie monopolowym w pewnym nadmorskim mieście X. Malutki budyneczek, ja- jedna kasjerka w środku, kilka lodówek z piwami i kilka regałów z droższymi trunkami. Zmiany trwają po pół doby, więc można zaobserwować wiele ciekawych sytuacji, np.:
1. Sytuacja sprzed około miesiąca. Wchodzi starszy pan, taki trochę podejrzany żulek - jakoś dziwnie się uśmiecha, patrzy w podłogę. I nagle wyskakuje do mnie z pytaniem:
"Pobłogosławi mi pani różaniec?", widząc moje zaskoczenie na twarzy szybko obrał inną taktykę i wyskoczył z następnym "A chociaż mogę panią polizać po buzi?"...
2. Sytuacja kolejna: Facet koło 40 lat zaczął mi opowiadać, że właśnie wraca z kościoła, bo planował iść do spowiedzi, a że nie było księdza, to mocno się wku*wił i ukradł krzyż z kościoła. Tak, wyjął spod kurtki ten krzyż, żeby mi go pokazać. :D
3. I ostatnia, kilka dni temu wbiegła do sklepu zdyszana kobieta i od drzwi krzyczy "SZYBKO! SZYBKO!!!". Troszkę się wystraszyłam, myślę - może jakiś wypadek? Ktoś kona na ulicy, a ja nieświadoma siedzę spokojnie między żubrówką a żołądkową gorzką?! Pani złapała oddech i mówi: "Szybko, dwa zimne piwa, zaraz umrę, Boże jakiego mam kaca!". Pani została uratowana :)
Ostatnio chodząc do lekarzy specjalistów, np. ginekologa czy dentysty, często trafiam na lekarzy niepolskiego pochodzenia. Głównie są to lekarze pochodzenia arabskiego. Sama pewnie nigdy nie zdecydowałabym się na wizytę u takiego lekarza, ale nie przez to, że jestem rasistką (bo nie jestem), ale przez strach, że nie zrozumiem przez akcent co do mnie mówią. Jednak pozory mylą, bo nigdy nie trafiłam na bardziej miłych, wyrozumiałych i sumiennych lekarzy. Polecam korzystać z ich pomocy, bo człowiek to dla nich człowiek, a nie konieczność w drodze do wypłaty.
Wiosną 2016 roku trafiłam w środku nocy do szpitala psychiatrycznego - silne myśli samobójcze. Miałam nadzieję, że mi tam pomogą, a tylko pogorszyli mój stan. Od początku.
Oddział dziecięcy jest do lat 14, młodzieżówka od 15. Brakowało mi paru miesięcy do ukończenia 15 lat, więc trafiłam piętro niżej. Położono mnie na szybko do jakiejś sali i tam spędziłam noc.
Na stołówce wisiała wielka kartka "Pacjent ma prawo do:...". Oczywiście, jak dzieci używały tego argumentu, piguły śmiały się im w twarz.
- Proszę pani, ale my mamy prawo do..
- HA! Wy nie macie ŻADNYCH praw!
Mogliśmy mieć swoje koszyki, gdzie mogliśmy odkładać różne słodkości od rodziny. Mogliśmy również dostawać jakieś zalewane ryże, kaszki, kisiele. Rodzicom zapewniono, że będzie można to zjeść. Jednakże tak nie było, w dodatku w dniu opuszczania więzienia okazało się, że wszystkie tego rodzaje słodycze magicznie zniknęły oraz wyjaśniło się, czym pielęgniarki się tak zawsze zajadały :)
Niektórzy mogli chodzić na spacery już po 3 dniach pobytu na oddziale (skąd po tak krótkim okresie czasu wiadomo, że nie zwieją?), a ja po miesiącu nadal miałam zakaz (z niewiadomych powodów, nie było ze mną źle, nawet schizofrenicy sobie wychodzili po tygodniu). Można by powiedzieć, że oszalałam w przybytku, który miał zapobiec szaleństwu - desperacko przeciskałam przedramię przez uchylone okna i kraty, aby poczuć słońce i wiatr - często przy tym płakałam.
Krzyczano na nas, szarpano te mniejsze dzieci (mnie się nie tykano, bo byłam wyszczekana). Wpinano w pasy, kiedy pacjent czuł się smutno, zamiast mu pomóc rozmową z psychiatrą. Dawało się syropek XDD hydroksyzyny, który na nikogo nie działał i zapinano w pasy. Leżało się na wznak po parę godzin lub całą noc. Ja na szczęście z nich wychodziłam, ale nie wszyscy to umieli.
Był zakaz przytulania, nawet jak ktoś płakał.
Wisienka na torcie. Przy rozmowie z matką powiedziałam jej w żarcie, że można się powiesić na sznurówkach. Cóż.. nie mam wyczucia ;). Ona się tym serio zmartwiła i poszła powiedzieć pielęgniarkom, żeby mi zabrały trampki. I tylko tyle. Kiedy wróciłam do sali, zastałam straszny widok. Kilka piguł i "pani psychyjatra" wrzucają wszystkie moje rzeczy jak leci - ubrania, mydło, kredki, pluszaka - do WIELKIEGO, CZARNEGO WORA. Wpadłam w panikę, zaczęłam krzyczeć, płakać, prawie zwaliłam szafę szarpiąc się. To było ostateczne upokorzenie. Musiałam dosłownie BŁAGAĆ piguły, aby się zlitowały i pozwoliły mi wziąć podpaskę albo bieliznę na zmianę. W mojej sali został tylko goły materac. Nawet szafkę zabrano. Moja matka zrobiła aferę i rzeczy mi oddano. Przy wypisie na żądanie, psychiatra (tak, ku*wa, PSYCHIATRA) była dumna, że zabrano mi rzeczy. Powiedziała:
- To ją nauczy!
Tak oto, z ofiary zrobiono wariatkę, przy okazji pogarszając jej stan.
Kilka lat temu uprawiałem seks z kuzynką, a teraz jej dziecko mnie przypomina. Jej mąż jest lekko zaskoczony, a kuzynka już sama nie wie, czyje jest to dziecko. Czy to możliwe, że dzieciak jest mój, czy może dzieciak jest do mnie podobny, bo jesteśmy rodziną?
W moim domu mieszkam ja, moja mama i siostra, dlatego nigdy nie brakuje ani podpasek ani tamponów. Jednak ostatnio Czerwone Morze zaatakowało niespodziewanie, szybko i jednocześnie.
A było to tak: najpierw moja mama dostała okresu (-100 zapasów podpasek), potem siostra (-70 zapasów podpasek, -40 tamponów) i wtedy przyszedł czas na mnie. Miało być później, jednak wredny okres zaatakował o wiele wcześniej. Nasze domowe zapasy przeciwokresowe były prawie wyczerpane. Jednak luzik - dokupimy.
Było, jak się okazało, o wiele gorzej: została jedna podpaska. Późny wieczór, sklepy pozamykane i jeszcze ONA. Moja siostra. Jeszcze wtedy okres jej się nie skończył, więc musiałam walczyć!
Co to była za walka! Wśród potu, hormonów i sędziego w postaci kota!
Tak, pobiłyśmy się o podpaskę.
Wstyd mi.
Mój brat kupił mi do pokoju wieżę. Chciałam ją wypróbować, więc postanowiłam posłuchać głośno muzyki, podłączając do niej przez bluetooth swój telefon. Ale jako że wolę słuchawki, to przerzuciłam się po kilku minutach na nie.
Podłączyłam je do telefonu i poszłam jeszcze do łazienki. Moja mama akurat przyszła do pokoju przynieść pranie. Siedząc na toalecie, przeglądałam przy okazji internet. W pewnym momencie naszło mnie, aby włączyć film dla dorosłych... Więc włączam filmik i cisza. Nic nie było słychać. Pomyślałam, że zepsuły mi się słuchawki. Odłączam je i podłączam na nowo. Dalej nic. I nagle mi się przypomina. Zapomniałam odłączyć bluetooth...
Tak, moja mama słyszała jęki wydobywające się z tego dziadostwa, a ona wie, że nikt inny nie korzysta z tej wieży oprócz mnie :))
Mieszkam w bloku z wielkiej płyty na pierwszym piętrze, gdzie jak sąsiad z piętra wyżej kichnie, to krzyczy się „na zdrowie!”. Na parterze jest tylko jedno mieszkanie, gdzie lokatorzy co jakiś czas się zmieniają. Jednych nie słychać wcale, inni troszeczkę imprezowali, ale było spokojnie. Aż wprowadził się wnuk nieżyjącej już właścicielki, z żoną i dzieciakiem. Po dwóch tygodniach od ich wprowadzenia zaczął się koszmar...
Lato, gorąco na dworze, spać się nie da od duchoty, otwarte okna, pierwsza w nocy...
Łup, łup, łup, umc, umc, umc. Hehehehehe, hahahaha, hihihihi...
Trzecia w nocy – to samo.
Wkurzyłem się, rano do pracy, człowiek chce się wyspać, nie da się. Nie jestem z tych, co od razu dzwonią na policję, jeśli sprawa jest błaha, taka do rozwiązania od ręki między ludźmi. No to ubrałem się, schodzę do sąsiada. Pukam, dzwonię, walę w drzwi – otwiera. Widać że podpity. „Cześć, wiem, że weekend, fajnie i w ogóle, ale jest już trochę późno, ludzie chcą spać, więc z łaski swojej zakończ tę imprezę albo ścisz muzykę!” – musiałem krzyczeć, bo muza tak dawała po uszach, że słoiki z przetworami na półkach w piwnicy skakały. Sąsiad powiedział tylko „Eee, yyy, nooo, już, już”.
Poskutkowało na jakieś 5 minut... Znów głośno muzyka. Wkurzyłem się już, bo rano do roboty, a tu wyspać się nie da menda jedna. Schodzę do sąsiada znowu, walę w drzwi.
Otwiera, wiec mówię: „Prosiłem, ścisz tę muzykę!”. A on do mnie: „Aaaa spie***laj!”.
Szarpać się z gnojem nie chciałem, więc poszedłem. Plan na szybka zemstę rozpracowałem w kilka sekund. W bloku jest pralnia, suszarnia, jak to kiedyś za PRL-u było, miałem do niej klucze. No to myk do piwnic, otworzyłem skrzynkę z bezpiecznikami i śmiejąc się pod nosem, po prostu wykręciłem bezpiecznik sąsiadowi. Zadowolony postałem chwilkę, usłyszałem tylko głośne niezadowolenie imprezowiczów z braku prądu, po chwili wynieśli się. Wróciłem do domu, rano wstałem w miarę wyspany, zszedłem do piwnicy, wkręciłem bezpiecznik, pojechałem do pracy.
Sytuacja powtórzyła się za tydzień. Znów impreza, godzina ok. drugiej w nocy pyk – nie ma prądu. Po imprezie. Rano, wychodząc do pracy, wkręciłem mu bezpiecznik, aby lodówka mu się nie rozmroziła :)
Jakoś następnego dnia spotkałem sąsiada i mówi, że chyba ma sprzęt grający zepsuty albo jest tu stara instalacja elektryczna, bo jak tylko da głośniej, to prąd wywala w całym mieszkaniu :D
Później już zapobiegawczo wyłączałem mu korki na noce. Bidulek wyprowadził się po pół roku :D
Rozumiem, zrobić imprezę, raz, drugi, ale nie co weekend, zaczynając w piątek, kończąc w niedzielę wieczorem... Chcesz imprezować? Idź do klubu, jedź nad jezioro, mieszkaj w domu jednorodzinnym.
Jak to możliwe, że od 16 roku życia rośnie mi wąs, tak że po tygodniu już jest gęsty, a w wieku 22 lat nadal nie rośnie mi cholerna broda? W wakacje pojawiły się pierwsze włosy i przez blisko rok nadal są to pojedyncze włosy :/
Za każdym razem, gdy śpię w jakimś nowym miejscu muszę uprzedzić swoich towarzyszy o tym, że lunatykuję. Potrafię obudzić się w trakcie 'odgrywania różnych scen', niektórych atrakcji nie jestem sobie w stanie przypomnieć, inne pamiętam do połowy, budzę się zmęczona bardziej niż przed pójściem spać a innym razem wypoczęta jak nigdy wcześniej. A teraz kilka historii z życia wziętych:
1. Obudziłam się stojąc na łóżku i pukając w ścianę. Obok poduszki znalazłam otwarty atlas świata.
2. Gdy trafiłam do szpitala na jakiś czas od razu poinformowałam pielęgniarki, że mogą mieć ze mną ciekawie w nocy. Następnego dnia usłyszałam, że wyrwałam sobie sondę (rurka przez nos do żołądka :P) , po trzeciej nocy okazało się, że połowę czasu który powinnam przespać przesiedziałam na łóżku śmiejąc się w głos. (Hitem był fakt, że tej samej nocy, pacjentka 90lat+, kilka sal dalej śpiewała pieśń pogrzebową :D) Którejś nocy obudziłam się podczas rozmowy z pielęgniarką kłócąc się zajadle o to żeby zgasiła słońce (wskazując palcem na żarówkę)
3. Będąc u babci na wakacjach, obudziłam się rano bez pościeli. Poduszkę, kołdrę i prześcieradło równiusieńko złożone w kostkę znalazłam na balkonie. Babcia ma twardy sen, nic nie słyszała ;)
4. Z opowieści mamy (nie zdążyła dobiec na czas :p)- gdy byłam młodsza, założyłam kołdrę jak pelerynę, stanęłam na zagłówku łóżka i skoczyłam. Wylądowałam na kafelkach na korytarzu. Dobrze, że drzwi od mojego pokoju były otwarte. Czoło, ręce i nogi zdarte. Nie obudziłam się i nic nie pamiętałam rano.
5. Obudziłam się o 4 nad ranem śpiewając z całych sił STO LAT.
6. Pootwierałam wszystkie szafki i szafy w pokoju.
7. Obudziłam się siedząc po turecku przed OTWARTĄ szafą mojej współlokatorki. (Może szukałam przejścia do Narnii, kto wie).
8. Kłóciłam się ze ścianą.
9. Stanęłam przed szklanymi drzwiami w salonie (nie było jeszcze firanek ani zasłon. Ogólnie ciemno i las w oddali) i zaczęłam krzyczeć na cały dom "on tu idzie! On tu jest! Ma czerwone oczy! On już tu jest!" Patrząc i wskazując palcem w jeden punkt. Podobno mama mnie obudziła. Po pół godz. znowu przyszłam w to samo miejsce i zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej, że 'go widzę'. Nie pamiętam zupełnie nic.
10. Rano chłopak spytał mnie czemu w nocy nie spałam. Podobno leżałam i na niego patrzyłam. Gdy spytał, czemu nie śpię powiedziałam, że nie mogę. Później tylko co jakiś czas powtarzałam, że nie mogę spać i rano będę zmęczona. Rano obudziłam się wypoczęta i nic nie pamiętałam.
Tak szczerze - sama bałabym się spać w jednym pokoju z osobą taką jak ja :D Czasem aż boję się pytać czy w nocy znowu lunatykowałam.
Właśnie zostałam spoliczkowana przez mojego narzeczonego, po czym rzucił moim telefonem w ścianę, robiąc w niej wgniecenie i rozdarł mój stanik.
Zapytalibyście może co go do tego skłoniło?
Nie potrafiłam w grze "baet saber" wejść w tryb wieloosobowy...
Dodaj anonimowe wyznanie