#RL297

Tydzień temu dowiedziałam się, że moja mama ma raka. Zawsze byłam do niej bardzo przywiązana emocjonalnie, wręcz uzależniona emocjonalnie. Strasznie przeżywam jej pobyt w szpitalu, nie mogę przestać o niej myśleć w dzień i w nocy. Panicznie boje się że zaraz umrze a ja bez niej nie będę potrafiła żyć. Nie umiem normalne funkcjonować, skupić się na czymkolwiek i żyć. Czasem nawet myślę, że jeśli odejdzie, to odejdę razem z nią. Boję się zostać sama, mimo że mam dużą rodzinę i męża. Boję się zostać sama w pokoju, od razu dzwonię do mamy. Biorę leki od psychiatry, ale i tak sobie nie radzę. Bardzo chciałabym, żeby mama wyszła ze szpitala.

#Vu7Z9

Jestem z moim mężem już 15 lat po ślubie. Znamy się jeszcze dłużej. Mimo wielu lat wciąż się kochamy. Dziś stał przed lustrem w samym ręczniku z jakąś dziwną miną. Przytuliłam, go od tyłu i zapytałam o co chodzi? Powiedział, że się starzeje, ponieważ zauważył na swojej głowie siwe włosy. I wtedy przypomniałam sobie ten mem.
- Każdy siwy włos na twojej głowie to krok bliżej do bycia czarodziejem.

Nigdy nie widziałam u niego tak szczerego uśmiechu :)

#H3dP8

Wychowywałam się na wsi. Pamiętam, że kury biegały sobie wesoło po podwórku i jadły co tam sobie wydrapały. Mieliśmy mały dom, oborę, wychodek (nie mieliśmy łazienki), podwórze ogrodzone płotem, studnię, piaskownicę, ławkę przed domem i miejsce do trzymania naszego psa na łańcuchu. Oprócz mieszańca wilka z owczarkiem niemieckim mieliśmy małego kundelka, kury, gęsi i świnki. Świnki, które biegały sobie luzem po podwórku.

Tata co roku robił wino z czereśni, wiśni – co mu tam wpadło w ręce. Po wypiciu nektaru bogów, kazał mi i bratu wynieść tę butlę w wiklinowym koszu po winie i wysypać to co zostało na kompostownik. Niestety ja jako 7-letnia dziewczynka niezbyt długo mogłam nieść taki ciężar, bo zwyczajnie się zmęczyłam. Poprosiłam brata, abyśmy przystanęli na chwilę. Butlę postawiliśmy na ziemi. Na kamyczku... I pękło dno. Co tu robić? Panika. Tata będzie zły, my w płacz, a w tym czasie stróżka wina, które tam zostało, zaczęła płynąć po naszej drodze na kompostownik. Wtem podbiegły do nas świnki. I czując zapach wina zaczęły lizać je z ziemi...
To co wydarzyło się potem przeszło nasze oczekiwania... Świnie się upiły. Biegały, a bardziej próbowały biegać, przewracały się i tak śmiesznie wywijały raciczkami, kwiczały i ogólnie zrobiło się głośno, także przez nasz śmiech... Tata podbiegł do nas słysząc gwar i straszne świńskie kwiki i... Praktycznie padł ze śmiechu. Potem pomógł nam uporać się z butlą po winie i zagnaliśmy świnki do obory, zostawiając im dużo wody na kaca.

I tu historia mogłaby się skończyć. Ale nie wzięliśmy pod uwagę tego, że kury mogą zjeść pestki po winie.... Tak że wyobraźcie sobie pijane kury i koguta, który podczas piania wpierdziela się na grzbiet i wierzgając pazurami robi pijane, przeciągle kooookokokooooo.

Najlepsze wspomnienia są z dzieciństwa :)

#KVFwm

Jestem w szczęśliwym związku, przynajmniej tak mi się wydaje, ale mój partner czuje do mnie obrzydzenie ze względu na moją przeszłość seksualną, uważa mnie za zwykłą szmatę.
Moja przeszłość nie jest zbyt ciekawa, a dość traumatyczna.

Jestem osobą delikatną, którą łatwo do czegoś zmusić poprzez manipulację i strach.
Pierwszego razu nie pamiętam – byłam za młoda, upita i nie ukrywam, że w pewnym momencie straciłam przytomność. Obudziłam się z ogromnym bólem i już wiedziałam, że straciłam dziewictwo. Pewnego dnia pod dużym naciskiem i przymusem oraz ponownie pod wpływem alkoholu ten sam partner, wykorzystując mój strach, chciał zmusić mnie do seksu oralnego. Pamiętam, jak klęczałam ze łzami w oczach, na szczęście zlitował się nade mną i odpuścił, nie musiałam tego robić.
Następny mój partner wykorzystał ten mój strach i często naciskał na seks, przespałam się z nim dwa razy, mimo że tego nie chciałam .
Po dłuższym czasie pojawił się w moim życiu kolejny, tym razem porządny chłopak. Spałam z nim dwa razy, ale tym razem był to uczciwy seks, nie był urozmaicony, lecz chciany. To pierwszy mój seks, w którym tak naprawdę się wszystkiego uczyłam.

Podsumowując, pamiętam swój każdy raz przed związkiem z nim. Nie jest o to trudno, bo wychodzi na to, że uprawiałam seks przed nim raptem sześć razy i raptem z trzema partnerami, on natomiast ma dość bogatą przeszłość, ale staram się o tym nie myśleć.
Myślę, że nie przeżyłabym takich pierwszych czterech razy, gdybym nie była wtedy za młoda, za głupia i za naiwna oraz gdybym była wtedy bardziej asertywna. Ostatnich dwóch razy nie żałuję, to był seks, na którym się uczyłam, a przede wszystkim był przepełniony zauroczeniem i był chciany z obu stron.

Teraz z moim partnerem sypiałam regularnie, nie jestem w stanie zliczyć, to z nim najwięcej przeżyłam i się najwięcej nauczyłam. Jestem z nim szczera, nawet jeżeli chodzi o bolesną przeszłość. Sedno sprawy – po poznaniu mojej przeszłości mój chłopak się mnie brzydzi... Mówi, że wymiotować mu się chce jak myśli, że ktoś inny mógł we mnie dochodzić, uważa mnie za wysypisko spermy.

Czy on ma rację? Czy rzeczywiście moja przeszłość jest aż tak zła? Czy to jest podstawa do obrzydzenia?

Nie wiem jak przeprowadzić z nim rozmowę. Nie chcę, żeby ten związek się rozpadł.
Bardzo go kocham i nie chcę go stracić, nie wiem jak mu pomóc, nie wiem w zasadzie jak nam pomóc.

#nCgqy

W gimnazjum miałam konflikt z dyrektorem, uczącym jednocześnie historii. Wkurzał mnie, a ja jego. Nie cierpiałam go, ale dzielnie wkuwałam jego przedmiot - wroga trzeba pokonać jego własną bronią. On, niezbyt chętnie, stawiał mi te piątki i czwórki, bo rzeczywiście miałam jakąś tam wiedzę. Mimo to nasze relacje się nie poprawiły.

W ostatniej klasie gimnazjum dyrcio zgłosił mnie do jakiegoś tam projektu - "Wspieramy kujonów z zadupiów, wysyłając ich na drugi koniec Polski". Spełniałam wszystkie konieczne warunki (tam gdzie mieszkałam, to psy dupami szczekały, wrony do góry brzuchami latały, woda w kranie zawracała, a bida to już nawet piszczeć przestała), więc się zakwalifikowałam.

I wiecie co? Gdyby nie ten burak-dyro, nadal tkwiłabym w tamtej dziurze, gdzie sołtys asfalt na noc zwija, a internet w wiadrach się nosi. A tak wiodę sobie żywot w jednym z większych miast kraju i jestem wdzięczna dyrektorowi...

Ale nadal nie przestałam go nie lubić.

#z0Mrd

Mam przyjaciela, do którego chyba czuje coś więcej, mam wrażenie, że on też, jednak jego zachowanie mnie czasem myli.

Przyjaźnimy się już od pewnego czasu, spotykamy się, rozmawiamy na różne ciekawe tematy, jestem nim naprawdę zauroczona, jedynym minusem jest to, że mam problem z okazywaniem emocji i zazdrością. Gdy zaczyna temat o swoich innych koleżankach, od razu czuję to dziwnie uczucie w brzuchu, do tego są to często dziewczyny, które mam wrażenie są lepsze dla niego niż ja, pod względem zainteresowań czy różnych upodobań. Często widzę po nim, że jest naprawdę rozpromieniony, gdy pozna kogoś, kto słucha np. jego ulubionego wykonawcy. Nie dziwię się mu, że tak się zachowuje, jednak nie potrafię pogodzić tego z moją zazdrością, tym bardziej że nasze zainteresowania się dosyć różnią.

Następnym problemem jest moja nieumiejętność wyrażania konkretnych emocji, chociaż... może bardziej lekka obawa przed wyrażaniem ich właśnie przy nim, gdy jest mi naprawdę przykro czy smutno staram się i tak nie płakać przy nim, bo chyba go to denerwuje, a nie chcę sobie zaniżać szans u niego. To samo tyczy się rozmawianiu o problemach, z tyłu głowy zawsze mam to, że może jest to jakiś błahy problem i powinnam sama go rozwiązać?

Nie wiem co z tym zrobić, z jednej strony mam wrażenie, że ta relacja czasem nie ma sensu, ale z drugiej strony sam mówi mi o związku... że jest to realna myśl, do tego jest moim jedynym bliższym przyjacielem, z którym mogę się spotkać czy porozmawiać.

Jeżeli chodzi o rozmowę z nim na ten temat, to myślę, że jednak ten problem powinnam z nim omówić, sęk w tym, że nie wiem jak do tego się zabrać, żeby nie „zrazić” go do siebie.

#QQwFC

Po 18 roku życia postanowiłem, że spełnię swoje marzenie. A moje marzenie to wycieczka w USA. Ale tu pojawił się pierwszy problem, a mianowicie pieniądze, bo dużo to kosztowało. Aby zminimalizować koszty, znalazłem nocleg na serwisie, gdzie się kontaktujemy z kimś z zagranicy, czy nas przyjmie, podajemy datę itp. i jest to za darmo.

Po paru miesiącach ciężkiej i długiej pracy, gdzie odmawiałem sobie wszystkiego, udało się - zebrałem tyle ile trzeba. Nocleg umówiony i kobieta, u której miałem mieć nocleg okazała się Polką, więc miłe zaskoczenie. Bilet zakupiony, lecę, na lotnisku mnie nawet odebrała, bo jak mówiła - rodakowi zawsze pomoże.
Wręczyłem jej typowo polski prezent, 0,5 litra wódki oczywiście :P
Pierwszej nocy, aby przełamać lody wypiliśmy prezent, a i ona wyjęła swoje zapasy. I finał był taki: spiliśmy się i wylądowaliśmy w łóżku... Rano się bardzo przestraszyłem, bo bałem się jej reakcji, gdy dowie się co zrobiliśmy. Jej reakcja była taka: "Zdarzyło mi się to pierwszy raz, naprawdę przepraszam cię".

Cholernie mi się podobała i jak to ona powiedziała, ja też wpadłem jej w oko... Tym sposobem moje wakacje się przedłużyły troszkę i do teraz siedzę w USA.
Aga jest moją żoną, dzieci nie ma, ale jest pies :)

#vEFWW

Jestem spokojną osobą unikającą kłótni i wszelkich konfliktów, którą raczej trudno wyprowadzić z równowagi. Gdy ktoś się ze mną kłóci i przedstawia debilne argumenty potwierdzające tylko jego głupotę, w myślach przywiązuje tę osobę do krzesła, knebluję i...
...zmuszam tę osobę do wysłuchania mojego wytłumaczenia. Tylko tyle, nie robię tej osobie krzywdy, tylko tłumaczę jej błędne rozumowanie. To tyczy się też cudzych problemów, jak te z wyznań.

#HIhuK

Ostatnio spełniłem swoje największe skryte marzenie. Od zawsze chciałem zostać zdominowany przez strasznie otyłą kobietę (SSBBW).

W ostatnim czasie miałem samotny wyjazd zagraniczny, no i wieczorem znudzony przeglądałem strony dotyczące mojego fetyszu i wpadłem na pomysł, żeby umówić się na sesję z SSBBW. Udało mi się ogarnąć termin na za dwa dni i byłem tym niesamowicie podjarany. Miałem duże rozterki, czy wypada ze względu na moją dziewczynę (niezwiązana z takimi fetyszami, drobniutka), ale ostatecznie wytłumaczyłem sobie, że to to samo co kupowanie czyjegoś onlyfansa i trzepanie.

No i po dwóch dniach nadszedł czas na sesję. Pierwszy raz zobaczyłem tak wielką kobietę, ba tak wielkiego faceta też nie widziałem. Wzrost koło 185, waga ponad 200, na samą myśl o tym co zaraz może się dziać byłem niesamowicie podjarany. Chwilkę pogadaliśmy i przeszliśmy do czegoś na wzór zapasów czy walki w parterze. Długi czas trenowałem boks i myślałem, że zawsze będę umiał się obronić, ale było inaczej. Nie sądziłem, że tak otyła osoba może być w miarę sprawna fizycznie. Sama masa też robiła swoje, rzucała mną jak piłką, przyduszała, wykręcała ręce, zgniatała, klepała po twarzy, mimo tego że naprawdę starałem się stawiać opór. To było trochę przerażające i smutne w kontekście moich treningów, skoro otyła kobieta bez problemu zlała mnie jak psa. Później przeszliśmy do siadania na twarzy, zabawy brzuchem i innych rzeczy. Chciałem też sprawdzić ile ciosów w brzuch jestem w stanie od niej przyjąć (na treningach często się to robi) i wymiękłem po trzech. Ogólnie całe spotkanie trwało 2h i czułem się jakbym był wtedy w innym wymiarze. Coś niesamowitego. Po wszystkim wypiłem parę drinków i poszedłem spać.

Na drugi dzień obudziłem się wcześniej niż musiałem i okazało się że jestem nieźle poobijany, siniaki na twarzy i całym ciele, potężny krwiak na żebrach, bo jeden z ciosów nie trafił w brzuch i do tego chyba coś mi się stało z ręką, bo bolała przy każdym ruchu. Złapały mnie też okropne wyrzuty sumienia, a z drugiej strony wiedziałem, że to były najlepsze chwilę w moim życiu i ból był tego wart.

Gdy wróciłem do Polski, dziewczyna od razu zauważyła ślady po spotkaniu i podejrzewała, że zostałem napadnięty i nawet chciała jechać do szpitala, bo podejrzewała, że mam złamane żebra (na szczęście nie). Nakłamałem jej, że spadłem z hotelowych schodów, ale przed oczami cały czas miałem SSBBW rzucającą mną po podłodze.

Teraz moje wyrzuty sumienia powoli gasną, a ja cieszę się z tego, że spełniłem swoją największą fantazję. I myślę, że jeśli będę miał okazję, to spróbuję tego jeszcze raz.

Uważacie żeby to było coś złego, zdrada itp.?
Co byście zrobili na moim miejscu?

#Vnw86

Jak ja - Julka (lat 28, dzieci brak, bez nałogów, wykształcenie wyższe) poznałam mojego teścia? Będąc w na studiach od jakiegoś czasu spotykałam się z nowym chłopakiem - Maćkiem (moim aktualnym mężem). Wiecie, jak to jest na pierwszych spotkaniach - motylki w brzuchu, pewna taka nieśmiałość, fascynacja... Mijały tygodnie i wiedziałam, że w końcu nadejdzie ten dzień, że trafimy do łóżka. Tym bardziej, że seksualna atmosfera między nami zbliżała się do poziomu nagrzanego katalizatora w Golfie.
No i stało się. Jego rodzice pojechali "gdzieśtam", więc chata wolna. Zaprosił mnie na romantyczną pizzę przy świecach i lampce jabola (takie czasy...). Gdy tylko przekroczyłam próg jego domu, od razu się na siebie rzuciliśmy i dosłownie po kilku chwilach oddawaliśmy mało romantycznej akcji rodem z włoskich pornoli (taki temperament...). I gdy robiliśmy to "na pieska", a nasze twarze zwrócone były w stronę drzwi, te nagle się otworzyły. Stał w nich tata mojego chłopaka. Ubrany w kurtkę, trzymając klucze w ręce - ewidentnie wpadł tylko na chwilę, bo czegoś zapomniał. Spojrzał na sytuację, ocenił, uśmiechnął się od ucha do ucha i rzekł do Maćka:
- Dooooobrze synek! Jedziesz ją! Tak to się właśnie robi!
Zrobił gest "ok" i wyszedł. Trwaliśmy w absolutnym bezruchu i jeszcze usłyszeliśmy, jak tata Maćka, gdzieś w oddali gruchnął ukontentowany "Moja krew! Mówiłem ci, Halina, że on nie może być gejem!". Następnie doszedł nas trzask zamykanych drzwi i nastała cisza. Lodowata, posępna cisza, która tylko potęgowała rodzące się w nas zażenowanie.

Z teściem mimo wszystko mam dobry kontakt. To rubaszny facet o dość mocarnym poczuciu humoru. Co roku podczas wigilii ma w zwyczaju mówić "Pamiętam ten dzień gdy poznałem Julkę...". Wszyscy wtedy z udawanym zaciekawieniem kiwają głowami, a nasze lica przyjmują kolor barszczu. Na szczęście teść od razu zmienia temat, najczęściej głośno chwaląc babcine pierożki z soczewicą.
Dodaj anonimowe wyznanie