Ostatnio spełniłem swoje największe skryte marzenie. Od zawsze chciałem zostać zdominowany przez strasznie otyłą kobietę (SSBBW).
W ostatnim czasie miałem samotny wyjazd zagraniczny, no i wieczorem znudzony przeglądałem strony dotyczące mojego fetyszu i wpadłem na pomysł, żeby umówić się na sesję z SSBBW. Udało mi się ogarnąć termin na za dwa dni i byłem tym niesamowicie podjarany. Miałem duże rozterki, czy wypada ze względu na moją dziewczynę (niezwiązana z takimi fetyszami, drobniutka), ale ostatecznie wytłumaczyłem sobie, że to to samo co kupowanie czyjegoś onlyfansa i trzepanie.
No i po dwóch dniach nadszedł czas na sesję. Pierwszy raz zobaczyłem tak wielką kobietę, ba tak wielkiego faceta też nie widziałem. Wzrost koło 185, waga ponad 200, na samą myśl o tym co zaraz może się dziać byłem niesamowicie podjarany. Chwilkę pogadaliśmy i przeszliśmy do czegoś na wzór zapasów czy walki w parterze. Długi czas trenowałem boks i myślałem, że zawsze będę umiał się obronić, ale było inaczej. Nie sądziłem, że tak otyła osoba może być w miarę sprawna fizycznie. Sama masa też robiła swoje, rzucała mną jak piłką, przyduszała, wykręcała ręce, zgniatała, klepała po twarzy, mimo tego że naprawdę starałem się stawiać opór. To było trochę przerażające i smutne w kontekście moich treningów, skoro otyła kobieta bez problemu zlała mnie jak psa. Później przeszliśmy do siadania na twarzy, zabawy brzuchem i innych rzeczy. Chciałem też sprawdzić ile ciosów w brzuch jestem w stanie od niej przyjąć (na treningach często się to robi) i wymiękłem po trzech. Ogólnie całe spotkanie trwało 2h i czułem się jakbym był wtedy w innym wymiarze. Coś niesamowitego. Po wszystkim wypiłem parę drinków i poszedłem spać.
Na drugi dzień obudziłem się wcześniej niż musiałem i okazało się że jestem nieźle poobijany, siniaki na twarzy i całym ciele, potężny krwiak na żebrach, bo jeden z ciosów nie trafił w brzuch i do tego chyba coś mi się stało z ręką, bo bolała przy każdym ruchu. Złapały mnie też okropne wyrzuty sumienia, a z drugiej strony wiedziałem, że to były najlepsze chwilę w moim życiu i ból był tego wart.
Gdy wróciłem do Polski, dziewczyna od razu zauważyła ślady po spotkaniu i podejrzewała, że zostałem napadnięty i nawet chciała jechać do szpitala, bo podejrzewała, że mam złamane żebra (na szczęście nie). Nakłamałem jej, że spadłem z hotelowych schodów, ale przed oczami cały czas miałem SSBBW rzucającą mną po podłodze.
Teraz moje wyrzuty sumienia powoli gasną, a ja cieszę się z tego, że spełniłem swoją największą fantazję. I myślę, że jeśli będę miał okazję, to spróbuję tego jeszcze raz.
Uważacie żeby to było coś złego, zdrada itp.?
Co byście zrobili na moim miejscu?
Jak ja - Julka (lat 28, dzieci brak, bez nałogów, wykształcenie wyższe) poznałam mojego teścia? Będąc w na studiach od jakiegoś czasu spotykałam się z nowym chłopakiem - Maćkiem (moim aktualnym mężem). Wiecie, jak to jest na pierwszych spotkaniach - motylki w brzuchu, pewna taka nieśmiałość, fascynacja... Mijały tygodnie i wiedziałam, że w końcu nadejdzie ten dzień, że trafimy do łóżka. Tym bardziej, że seksualna atmosfera między nami zbliżała się do poziomu nagrzanego katalizatora w Golfie.
No i stało się. Jego rodzice pojechali "gdzieśtam", więc chata wolna. Zaprosił mnie na romantyczną pizzę przy świecach i lampce jabola (takie czasy...). Gdy tylko przekroczyłam próg jego domu, od razu się na siebie rzuciliśmy i dosłownie po kilku chwilach oddawaliśmy mało romantycznej akcji rodem z włoskich pornoli (taki temperament...). I gdy robiliśmy to "na pieska", a nasze twarze zwrócone były w stronę drzwi, te nagle się otworzyły. Stał w nich tata mojego chłopaka. Ubrany w kurtkę, trzymając klucze w ręce - ewidentnie wpadł tylko na chwilę, bo czegoś zapomniał. Spojrzał na sytuację, ocenił, uśmiechnął się od ucha do ucha i rzekł do Maćka:
- Dooooobrze synek! Jedziesz ją! Tak to się właśnie robi!
Zrobił gest "ok" i wyszedł. Trwaliśmy w absolutnym bezruchu i jeszcze usłyszeliśmy, jak tata Maćka, gdzieś w oddali gruchnął ukontentowany "Moja krew! Mówiłem ci, Halina, że on nie może być gejem!". Następnie doszedł nas trzask zamykanych drzwi i nastała cisza. Lodowata, posępna cisza, która tylko potęgowała rodzące się w nas zażenowanie.
Z teściem mimo wszystko mam dobry kontakt. To rubaszny facet o dość mocarnym poczuciu humoru. Co roku podczas wigilii ma w zwyczaju mówić "Pamiętam ten dzień gdy poznałem Julkę...". Wszyscy wtedy z udawanym zaciekawieniem kiwają głowami, a nasze lica przyjmują kolor barszczu. Na szczęście teść od razu zmienia temat, najczęściej głośno chwaląc babcine pierożki z soczewicą.
Od kilku lat pracuję w firmie zajmującej się produkcją piwa, zaczynałem tam nie mając praktycznie pojęcia na temat branży. Pieczę nad mną objął główny technolog. Patrzę – spoko koleś, fajnie się dogadywaliśmy się w robocie. Zaufałem temu człowiekowi, który co do czego okazał się zwykłą szują, która ciągle kłamie.
Sądziłem, że przynajmniej jeśli chodzi o kwestie zawodowe, to będzie on ze mną szczery.
Jednego dnia (z 9 mies. temu) technolog mówi, że musimy zostać w nocy w robocie i uwarzyć jedną warkę (kilkaset litrów dodatkowo poza wiedzą szefostwa). Pytam dlaczego, a on mi na to, że brakuje mu pół tanka piwa. Myślę sobie – spoko, tak musi być, to podobno jest normalne na browarach (tak mi mówił), nadrobimy tę produkcję.
Ostatnio wydała się na browarze przykra rzecz odnośnie stanów piwa w tankach (zbiornikach. Wiedziałem wcześniej, że kolega ma braki w piwie, ale gdy to sprawdziłem dokładniej, to okazało się, że nie jest to pół zbiornika, ale kurna 3 na 10 zbiorników, gdzie wszystkie powinny być pełne, gdzie wartość jednego zbiornika przekracza 60 000 zł.
Pytam go, ile nie piwa brakuje. On mówi, że no może 1,5 zbiornika, a ja na to, że kłamie, że przecież sprawdziłem. On mówi, że może i faktycznie 3 brakuje...
Szefostwo dalej nie wie, że teoretycznie nie mają piwa na blisko 200 000 zł.
Nie chcę być oskarżony o coś, czego nie zrobiłem, w zasadzie jedyny problem w tym, że ja wiem o całym problemie.
Nie chcę wydać kolegi i być jak ten Judasz, ale boję się konsekwencji, że zatajam tak ważną informację
Pytanie moje jak żyć.
Z kolegą nie ma co gadać, mówi jedno, a robi później co innego.
Tydzień temu byłam w kościele na mszy dla dzieci, bo te są trochę krótsze niż zwykłe. Po kazaniu ksiądz, jak zwykle, zaprosił dzieci pod ołtarz, by wytłumaczyć im przekaz itd.
Nadszedł czas na intencje. Dzieci mówiły coś w stylu "za rodziców", "za zwierzęta", jak zwykle. Jednak ostatnia intencja wywołała śmiech wszystkich oprócz księdza.
"Za pradawnych bogów!" powiedział chłopiec, który naoglądał się Króla Juliana.
Mina księdza - bezcenna.
Coś dziwnego ostatnio stało się z moim bratem. Brat jest ode mnie parę lat starszy, niesamowicie przystojny, niedawno skończył studia i znalazł fajną pracę.
Od paru ładnych lat chodził z naszą wspólną przyjaciółką jeszcze z czasów podstawówki, mieszkali razem, mówiło się o zaręczynach, ogólnie bardzo zaawansowany związek. Pasowali do siebie jak dwie krople wody, para jak z Instagrama, razem chodzili na siłownię, on wyrzeźbiony z sześciopakiem, ona figura modelki, naturalnie piękna blondynka. Niestety niedawno zerwali, a chwilę później okazało się, że mój brat kogoś ma.
Nie zdziwiło mnie to wcale do momentu, aż jej nie zobaczyłam.
Tłusta blondynka z biustem wielkości arbuzów, brzuchem do kolan i tyłkiem jak szafa, do tego prawie 10 lat starsza od niego. Chciałam z nim jakoś porozmawiać na ten temat, ale nie wiem jak, nie rozumiem co się z nim stało. Ciągle ją do mnie zachwala, wspomina jak świetnie gotuje i ogólnie jaka to ona nie jest cudowna, a ja kompletnie nie wiem jak zareagować.
Na wymioty mnie zbiera, gdy słyszę jak nazywa ją „tłuścioszkiem”, „pączusiem” albo „grubaskiem”, jak widzę ich razem, a on dotyka jej tłuszczu, a w domu podaje na fotel paczki czipsów, żelków czy browary. Co się z nim stało? I co ja mam robić? Nie mogę tego wytrzymać i nie mogę zareagować...
A brat świata poza nią nie widzi, jakby to dziwnie nie brzmiało.
Dziś byłem świadkiem mega dziwnej sytuacji. Stałem na przystanku autobusowym i obserwowałem jak mała, urocza dziewczynka rzucała okruchy chleba gołębiom, które zlatywały się w okolicach przystanku. To jej sprawiało sporą frajdę.
Kiedy w końcu podjechał mój autobus, prawie wszystkie gołębie odleciały, oprócz jednego... ptak dosłownie eksplodował pod kołem autobusu, a krew trysnęła na buty dziewczynki, która po chwili wybuchnęła głośnym... śmiechem.
Jedni mają zwykłą spokojną depresję, gdzie zamykają się w domu i płaczą w poduszkę, a inni tak jak ja ją zapijają, co też wychodzi żałośnie, ale przynajmniej z perspektywy czasu można powiedzieć „ej, a pamiętasz jak D zapił i...”, bo przecież nikt nie będzie opowiadał z zapałem, jak ktoś beczał, pisząc pamiętnik.
Pamiętam taki jeden wieczór zapijania. Zaczął się nieźle, bo tańcząc z koleżanką z klasy mojego brata, zacząłem się z nią całować. Powiedziała, że przecież ma chłopaka, a potem znowu się całowaliśmy. Jednak przy mojej depresji piłem dalej. Przy jakimś kolejnym tańczeniu nie pamiętam już z którą dziewczyna wyj...em się na środku parkietu pośród tłumu. Ostatki rozsądku pozwoliły mi zrozumieć moje żałosne położenie, przeprosić partnerkę i wyjść z klubu, zanim będzie gorzej. Gdzieś tam kręciła się jednak dziewczyna, którą kojarzyłem ze szkoły, podchodziła kilka razy zagadać i nawet wybiegła za mną z klubu. Trochę pogadaliśmy, aż tu nagle przycisnęła mnie do drzewa i całuje mnie jak opętana, ocierając się o mnie. Kiedy nastąpiła chwila na oddech, nie zdążyłem powiedzieć „WTF”, a ona mnie zaprasza do siebie. Na szczęście koledzy poratowali i wyciągnęli za rękę, wsadzili do autobusu, z którego tylko raz wybiegałem, aby zwymiotować do śmietnika. Rano obudziłem się w mieszkaniu kumpla, który pomógł mi pozbierać slajdy z mojej głowy w jedną całość.
Potem okazało się, że dziewczyna była w ciąży i szukała leszcza, coby alimenty płacił.
Przedwczoraj wróciłam z pracy nieco wcześniej, ponieważ szybciej udało mi się uporać z przydzielonym mi zadaniem.
Kiedy weszłam do domu, zastałam mojego syna i jego dziewczynę w domu, co było dość zaskakujące, ponieważ Antek zawsze powiadamia mnie o jej odwiedzinach. Wypalił ze zdumieniem:
- Och, mamo, już wróciłaś?
Wyjaśniłam mu, że szef pozwolił mi wyjść przed czasem. I on, i Julka nie wyglądali na zadowolonych.
Przez cały dzień przemykali po domu z dziwnymi minami, aż w końcu zamknęli się w pokoju. Ponieważ musiałam zrobić kilka rzeczy związanych z moją drugą pracą, usiadłam przed komputerem i zostawiłam ich w spokoju. Jakiś czas później zgłodniałam i z racji tego, że byłam zbyt zmęczona na gotowanie, postanowiłam, że zamówimy pizzę. Udałam się do pokoju syna, by zapytać jego i Julię, jaką by chcieli zjeść, ale zatrzymałam się pod drzwiami, słysząc, o czym rozmawia przez telefon:
- Wszystko było dobrze, ale teraz zupełnie opadł! Co powinniśmy zrobić? To bardzo ważne, planowaliśmy to od tygodnia, bo wiedzieliśmy, że jej nie będzie...
Zaniepokojona (jak każda matka) wparowałam do środka...
Okazało się, że młodzi chcieli sprawić mi niespodziankę i upiec tort na urodziny, które miałam następnego dnia. Niestety, biszkopt oklapnął im po upieczeniu, więc dzwonili do mojej siostry, która z mężem prowadzi cukiernię.
A ciasto, nawet jeśli nieodpowiednio wyrośnięte, było przepyszne! :)
Witam wszystkich, to znowu ja - dzielny wojownik zmagający się niestrudzenie z wrednym, futrzastym potworem. Po tym, co zrobiłem kilka miesięcy temu (#5b1Gw), ja i moja kocia nemezis znajdowaliśmy się w stanie zawieszenia broni. Próbowałem nawet przekonać go do siebie jakąś polędwiczką, ale gdy wyrzucił ją przez balkon uznałem, że raczej nie mamy szans na przyjaźń. On sam też nie popiera tego pomysłu, więc po prostu codziennie staramy się unikać swojego towarzystwa i tylko czasami prycha coś o diable i szpiegu w jego królestwie.
Niedawno siedzieliśmy sobie sami w domu, Ania była... nieważne gdzie. Kot siedział na parapecie i łypał na mnie nieufnie, a ja przetrząsałem wszelkie krańce internetu. Od strony do strony przeczytałem o tym, że można golić (a właściwie podpalać) swoją dupobrodę zapalniczką. Szybka akcja - spodnie w dół, dupa w górę, lustro naprzeciwko, zapalniczka w dłoń i już byłem gotowy do testu. Kot przeniósł się na fotel i śmieszkował ze mnie w duchu (hehe, człowiek, masz ogon tył na przód). Zbliżyłem zapalniczkę do mojej bujnej dupobrody i... to działało! Włosy skracały się. Nagle zachciało mi się pierdnąć. Zanim zdążyłem pomyśleć, poluzowałem zwieracze... i to był błąd. Usłyszałem Pieśń W Wykonaniu Grochówki z akompaniamentem Fasolki Po Bretońsku - czyli coś pomiędzy kaszlnięciem gruźlika, rozdzieraniem płótna a wybuchem bomby - i zobaczyłem, jak moja pęknięta twarz zieje ogniem. Poważnie - płomień był naprawdę spory. Kot, gdy zobaczył mnie prującego ogniem z dupy, skoczył na pół metra, syknął i uciekł pod szafę. Do końca dnia się przede mną chował. Gdy Ania wróciła, była wyraźnie zaskoczona i pytała mnie, czy coś mu zrobiłem, bo jak to - TAKA zmiana w tak krótkim czasie? Ja tylko uśmiechałem się enigmatycznie i oddalałem, ciesząc się spokojem...
To wszystko zdarzyło się kilka tygodni temu, a kot nadal unika mnie i schodzi mi z drogi.
Ehhh... Od długiego czasu zmagam się z potwornym smutkiem i bólem życia i nie mam komu tego powiedzieć, a jak mówię, to od razu wysyłają mnie do psychiatrów. Mam depresję, jestem gruby i oglądam anime (czyli społeczeństwo mnie nie akceptuje), ale przejdźmy do tego, co chcę teraz z siebie wyrzucić.
Pięć lat temu zostawiła mnie dziewczyna i do tej pory myślę o niej i nie potrafię przestać. To była moja pierwsza i jedyna miłość. Z powodu tego nie potrafię już normalnie funkcjonować w społeczeństwie i jestem zrezygnowany z życia. Jestem osobą, która, nazwijmy to, „potrzebuję atencji”. Nie potrafię rozmawiać z dziewczynami i nawet nie potrafię im zaufać, a co dopiero się zakochać, bo chyba ciągle kocham moja byłą. Nie oczekuję pomocy od nikogo i nawet jej nie chcę, jedyne co chciałbym to zrozumienie. Czuję, że ludzie mają mnie za gorszego przez to co robię ze swoim życiem, ale to nieprawda. Nie potrafię zrobić nic dla siebie. Potrzebuję osoby, dla której coś zrobię (chociażby aby się zmienić fizycznie). Wiem, że piszę chaotycznie i ciągle zmieniam temat, ale piszę pod wpływem emocji i w sumie to mój pierwszy raz, kiedy dzielę się tym publicznie (choć anonimowo). Pogodziłem się z tym kim jestem (przegrywem) i że pewnie nie będę już szczęśliwy.
Dodaj anonimowe wyznanie