#z6gfb

Moją najlepszą przyjaciółkę poznałam poznałam w liceum. Niestety przeprowadziła się za granicę, więc widzimy się parę razy w roku.

Kilka lat temu przyjechała do mnie w odwiedziny, a że obie jesteśmy wewnętrznie 8-latkami i wielkimi fankami Disneya, to wybrałyśmy się do kina na „Krainę lodu”. Film tak strasznie nam się spodobał, że po powrocie do mieszkania odpaliłyśmy soundtrack, śpiewałyśmy, piłyśmy winko. Ot, typowy babski wieczór. Zgłodniałyśmy i zamówiłyśmy pizzę.

Zadzwonił dzwonek do drzwi, kiedy leciała moja ulubiona piosenka z tego filmu, więc otwierając drzwi panu od pizzy, wydarłam się na cały głos „Miłość stanęła w drzwiach”.
 
Chyba mu się spodobało, bo wczoraj mi się oświadczył :)

#08H1F

Jestem osobą bardzo nieśmiałą, pochodzę ze wsi i tam też mieszkałam, gdy udało mi się podjąć zaoczne studia filmoznawcze ponad dekadę temu. To była moja pasja, wielkie marzenie. Ciężko pracowałam, by opłacić czesne. Materiały do nauki czerpałam z bibliotek, ale w końcu zbliżała się praca nad magisterium, więc trzeba było się udać do filmoteki po niezbędne informacje. Napisałam więc e-mail do filmoteki, że jestem studentką 4 roku filmoznawstwa, że potrzebuję takie a takie materiały i proszę o informację, jak się do tejże instytucji dostać – czy trzeba się umawiać, czy są jakieś opłaty, jak się wyszukuje materiały itd. W odpowiedzi przeczytałam, że jeśli zadaję takie głupie pytania, to pan odpisujący raczej wątpi w to, że jestem studentką 4 roku... Płonęłam ze wstydu, nie odpisałam nic, nikomu o tym nie powiedziałam, myślałam, że zrobiłam z siebie idiotkę. Tymczasem po latach wiem, że to ten facet zrobił z siebie idiotę.
Magistra zdałam, informacje pomogli mi wyszukać przypadkowi ludzie w sieci, pasjonaci, którzy nie osądzili mnie z góry.

Piszę to, bo chcę Wam uświadomić, że nie ma głupich pytań, tylko głupie odpowiedzi, a wielu ludzi ma poważne problemy z kontaktami międzyludzkimi i nie można ich tak po prostu skreślać. Może gdyby ten człowiek odpowiedział na moje pytania, napisałabym lepszą pracę i zyskała odwagę, by robić dalej to, co kocham?

#wfb90

Kiedyś mama powiedziała mi, że kupa pod butem szczęście przynieść może. Idąc tym tropem, chciałam zagwarantować sobie super przyszłość. Któregoś dnia wyszłam więc na podwórko i z każdym napotkanym na drodze psim odchodem radośnie tworzyłam sobie pod butem drugą podeszwę. Nic nie cieszyło mnie wtedy bardziej niż kolejny zdobyty okaz.

Nie wiem jak wpłynęło to na moje życie, ale do dziś potrafię się cieszyć z byle gówna.

#sGYyI

Jestem na rozdrożu. Ważą się jedne z najważniejszych losów mego życia. Otóż zaręczyłem się z piękną kobietą. Było nam ze sobą dobrze. Owszem, czasem były spięcia, jak to zawsze między ludźmi, ale obchodziło się bez większych kłótni. Zresztą ja jestem spokojny, ugodowy, może nieco wycofamy, za to ona bardziej wygadana, bardziej obrotna itd.

W miniony weekend byliśmy w barze z paczką znajomych. Nigdy się jednak nie upijamy. Moja narzeczona tamtego wieczoru umoczyła usta w piwie, ale bez przesadzania. Nagle coś jej odbiło. Na MOICH OCZACH, nie tylko zresztą na moich, bo na oczach wszystkich, zaczęła ni z tego, nie z owego całować się z kolegą, który razem z nami przyszedł. Taki „żart”, jak to potem określiła. Tylko że mi nie było do śmiechu. Kiedy zdezorientowany i totalnie zbity z tropu kazałem jej przestać, to spytała tylko, czy chcę odebrać swój pierścionek zaręczynowy. Byłem zdruzgotany. Wstałem i opuściłem lokal. Upokorzyła mnie przy wszystkich.
Potem zaczęła wydzwaniać i przepraszać. Powtarzała, że nie wie co jej strzeliło do głowy. Że nigdy tak się nie zachowywała wcześniej.

Pamiętam, jak kiedyś, na początku mojej znajomości z nią, ludzie uprzedzali mnie, bym uważał, bo ona jest stuknięta. Że nie będę z nią szczęśliwy. Że nikt z nią długo nie wytrzymał. Nie słuchałem ich. Dziś widzę, że mogli mieć rację. Zaczynam podejrzewać, że ona ma borderline. W sercu kocham ją nadal, bo miłości nie można tak po prostu wyłączyć w sobie, ale po tym, co mi zrobiła, nie umiem ludziom spojrzeć w oczy. Czuję się jak jakiś pierdolony kukold (czy jak to się tam pisze).

Jeśli teraz robi takie numery, to co będzie później? Da dupy i też powie, że to tylko żart?

#eYbwY

Jak byłam mała, to piłam wodę z kałuży i namawiałam inne dzieci, żeby robiły to samo.
Moja zabawa się skończyła, kiedy do mojego domu przyszła matka kolegi z pretensjami, że jej syn wyssał z podłogi siki psa, po czym powiedział, że ja go tego nauczyłam.

W sumie dobrze, nigdy go nie lubiłam, podkradał mi zabawki z piaskownicy.

#RFbau

Sezon teraz na alergię. Co kogoś spotkam, to oczy czerwone i gile z nosa. Ja sama wyjątkowo w tym roku dostałam, a nigdy nie miałam. Łzy z oczu, katar i straszne drapanie w gardle.
Niestety musiałam wczoraj pojechać na miasto. W pewnej chwili usiadłam sobie na ławeczce i zaczęłam smarkać i kaszleć. Starsza pani dwie ławeczki ode mnie powiedziała: „Teraz to wszyscy mają. Ja też w tym roku dostałam”. Odpowiedziałam, że sezon się zaczyna teraz i te wszystkie pyłki latają. Pani powiedziała, że wczoraj kupiła w tej aptece (i dokładnie pokazała mi palcem, w której) syrop prawoślazowy. Powiedziała, że bardzo jej pomógł, zniknęło drapanie w gardle. Zaprowadziła mnie tam i pokazała który. A że ja zostawiłam portfel w pracy mamy, to nie miałam kasy. Starsza pani kupiła mi go wraz z witaminą C i zapłaciła za wszystko... Nieźle się wzruszyłam. Podziękowałam jej bardzo.
Dzisiaj czuję się już o niebo lepiej :)

#T6krd

4 miesiące temu mój narzeczony dostał swoją wymarzoną pracę. Po studiach prawniczych bez znajomości udało mu się zacząć w dobrej kancelarii. Wielkie szczęście i wielkie przygotowania. Bo przecież wygląd w tej pracy jest ważny. Idealny garnitur, szyty na miarę, i buty. O butach będzie ta historia.

Znalazł idealne, 100% skóra. Z Niemiec. Takie, co posłużą na lata. Był strasznie dumny. „Są tak wytrzymałe, że mnie w nich pochowają i ani ryski nie będzie”. Czekał na nie kilka dni, przyszły pocztą, jeszcze piękniejsze niż na zdjęciu. Śmiałam się z jego zachwytu i powiedziałam „Na serio będziesz bardzo eleganckim trupem w tych butach”.
I faktycznie wyglądał pięknie... Jego rodzice nie chcieli się zgodzić, by włożyć mu do trumny buty za około 1500 zł. Ale ja się uparłam. To były JEGO buty.

Dzień po ich otrzymaniu pojechał po odbiór garnituru. Nie zdążył, jakiś samochód wypadł z drogi i uderzył prosto w niego. Wieczorem do domu zapukała policja. Zabrali mnie na identyfikację. Wyglądał, jakby spał. Chciałam położyć się obok. Jak zawsze przykryć jego zimne stopy kocem. Zamiast tego wróciłam do domu, porozbijałam talerze z naszą kolacją. I położyłam się w łóżku, w którym jego już nigdy nie będzie.
Jednak nie zostawił mnie samej. Zostałam z jego nowym garniturem bez jego zapachu i z maleństwem skrywanym pod sercem. Nigdy się nie dowiedział, że będzie tatusiem. Ale nauczę synka pamiętać o nim. Nauczę go kochać moje wspomnienia.

#pjzqM

Mam cudowną córkę i męża, ale czasami mam dość... Moja teściowa wtrąca się we wszystko, twierdzi, że ma mały kontakt z dzieckiem (mieszkamy w jednym domu, mamy wspólne części mieszkalne!), że dlaczego tak robię, że ona robiła inaczej... Jak ja na coś powiem „nie”, to ona „tak” (czasami przy mnie, a praktycznie zawsze jak mnie nie ma, bo sama się chwali co to robiły, np. mówię przed moim wyjściem, żeby nie dawać córce żadnych słodyczy, to po powrocie słyszę, że jadły ciastka). Odkąd urodziłam proszę, żeby zwracać się do córeczki w prawidłowej formie (zamiast „co jesz?” mówi bezpośrednio do mojej córeczki „co Kasia je?”), a oprócz tego, że mi się taka forma zwracania do dziecka po prostu nie podoba, to nawet logopeda zabroniła tak mówić do niej. Mam wrażenie, że teściowa po prostu chciałaby, żeby moja córka była jej i chciałaby wychowywać ją tak, jak sama ma na to ochotę.

Mój mąż jak we wszystkim mnie rozumie, tak w tej sytuacji uważa, że rację ma mamusia. Czasami mam ochotę się spakować i wyprowadzić, tylko szkoda, że już tyle pieniędzy wydaliśmy w nasz aktualny dom.

#M46wC

Mam 25 lat, nie mam męża ani nawet chłopaka. Nigdy nie miałam i jest mi po prostu wstyd. Nie, nie wstydzę się tego, że jestem sama. Wstyd mi, bo z jednej pensji nie stać mnie na godne życie. Tak naprawdę na nic mnie nie stać. Pracuję na pełen etat, 40 godzin tygodniowo, w weekendy po 12 godzin dziennie dorabiam w gastronomii. Wynajmuję pokój w mieszkaniu i cały czas naiwnie liczę na to, że będzie mnie kiedyś stać na kawalerkę. Gdybym jednak się na nią zdecydowała, zostałoby mi 400, góra 500 złotych na przeżycie (jedzenie, środki czystości), co przy obecnej inflacji jest niemal niemożliwe. Oczywiście z dwóch pensji wynajem kawalerki albo nawet kredyt w perspektywie kilku lat nie byłby problemem. Chciałabym wyjechać za granicę, ale nawet tam agencje mają przede wszystkim oferty skierowane do par. Chciałabym wyjechać na wakacje, bo ostatni raz byłam gdziekolwiek w wieku 15 lat, ale wszystkie wycieczki są dla mnie za drogie. Dla pary wyszłoby taniej.
Wszystkie moje koleżanki z pracy jeżdżą kilka razy do roku na zagraniczne wakacje, opowiadają o budowie domów, a ja siedzę jak ta idiotka. Nie mam jak znaleźć faceta, wiecznie jestem w pracy. Próbowałam portali randkowych – bez jakiegokolwiek powodzenia. I boli mnie to, że najwyraźniej „nie będąc do pary”, tak na dobrą sprawę nie zasługuję na godne życie.

#Hafn5

Poniedziałkowy ranek, wracam do akademika opętańczo obładowana bagażami. W ostatniej chwili wbiegam do autobusu, drzwi się zatrzaskują, autobus z impetem rusza, a ja – tracąc równowagę – przywalam facetowi obok laptopem w łeb, następuję mu drewniakiem na nogę i próbując bronić się przed upadkiem, obrywam pasek jego torby na ramieniu...

Wstyd straszny, spoglądam na nieszczęśnika i mówię:
– Nie szkodzi.
Zbaraniały gość, niewiele myśląc, odpowiada:
– Przepraszam...
Dodaj anonimowe wyznanie