#28tmB

Mieszkam na wsi, w bardzo spokojnej okolicy. W kuchni mam trzyczęściowe okno, które daje mnóstwo światła. Jako że sąsiadów mam po bokach, za domem górkę, a z przodu długi podjazd oddalony jakieś 40 m od drogi, to okno jest niezasłonięte – nie mam firan ani zasłon, jedynie rolety przeciwwłamaniowe, zamykane tylko na noc. Dzięki temu mam świetny widok na ulicę obok domu, podjazd, bramkę wejściową, całą drogę do domu, widzę, kto do nas idzie itd.

Ostatnio zdarza się, że swędzi mnie sam czubek brodawki piersi. Tak bardzo, że nie potrafię się powstrzymać i co jakiś czas go drapię. Dzisiaj też był mocno podrażniony, więc korzystając z tego, że byłam w domu sama, postanowiłam obejrzeć go sobie w świetle dziennym. Podeszłam więc do okna w kuchni, bo tam jest najjaśniej, podciągnęłam bluzkę, zsunęłam stanik i zaczęłam oględziny, co jakiś czas lekko drapiąc czubek brodawki i sprawdzając, czy nic się z niej nie sączy ani nic z tych rzeczy. I stałam tak zaaferowana dobrych kilka minut, oglądając i dotykając, gdy nagle coś poruszyło się za oknem... Przerażona szybko uniosłam głowę i co ujrzałam? Twarz znajomego pana kuriera, który stał jak wryty przed oknem i się gapił, nie wiem jak długo, dzierżąc pod pachą jakąś paczkę...
Szybko się zasłoniłam i poszłam mu otworzyć. Paczkę odebrałam, ale uwierzcie mi, dawno nie byłam tak czerwona, no i nie potrafiłam chłopu spojrzeć w oczy :/

Co się okazało? Syn zamówił mi prezent na Dzień Matki, a że miała być niespodzianka, to nic nie wspomniał, bo wiedział, że będę w domu. No i niespodzianka była... Szkoda tylko, że syn wybrał mojego ulubionego i najtańszego kuriera, bo od teraz będę zamawiać przesyłki wyłącznie u jego konkurencji ;)
I wiem, że kiedyś pewnie się z tego będę śmiała, ale póki co jeszcze nie potrafię, zbyt żenujące to było.

#4aMHp

Zawsze myślałam, że te wszystkie historie jak to kogoś „dupa oszukała” są wyssane z palca, bo przecież zdrowy człowiek w pewnym wieku już nie jest w stanie się mimowolnie zesrać. Mając 20 lat, przekonałam się, jak bardzo się myliłam.

Siedziałam sobie przed kompem w akademiku. Nic mi nie było, brzuch nie bolał, nie cisnęło na dwójkę. Zebrał mi się mały bączek, to myślę – a pierdnę sobie cichutko, w końcu sama jestem. I tak se pierdnęłam wraz z małym bobkiem... Nie wiedziałam, co robić, bo głupio tak zapierać obsrane majtki w łazience koedukacyjnej w akademiku, więc pobiegłam do toalety i spuściłam bieliznę w kibelku. W to, że toaleta potrafi się zapchać, też nie wierzyłam, bo w domu nigdy się nie zapychała. Nawet nie zauważyłam, że kibelek się zakorkował, może nastąpiło to, dopiero gdy następny korzystający dołożył coś od siebie. Przyszedł pan konserwator, odetkał toaletę i nagle wybuchła afera. Cały akademik huczał, że ktoś spuścił majtki w toalecie. Pamiętam, jak oburzona koleżanka z innego pokoju opowiadała mi o tym w kuchni, a ja tylko potakiwałam i robiłam zszokowaną minę, powtarzając, że ludzie to zwierzęta.

Na szczęście kilka dni później mój skandal został przyćmiony przez kogoś, kto zostawił pod prysznicem kupę z dodatkiem obciętych paznokci. Ot, akademickie życie.

#Hf0BG

Poznałam swojego chłopaka przez internet. Razem fascynowaliśmy się pewnym popularnym serialem, udzielaliśmy na forum jego dotyczącym, on raz napisał coś prywatnie, ja odpisałam, później był Facebook itp. „Klikało” nam się niesamowicie, potem pierwsze spotkanie, drugie, trzecie, przyjaźń, w końcu „coś więcej”… W sumie parą zostaliśmy z pół roku od pierwszego kontaktu, a aktualnie jesteśmy nią prawie dwa lata. Jako że Antek mieszka na drugim końcu Polski, bo ja studiuję w Gdańsku, a on w Krakowie (uprzedzając hejterów związków na odległość, staramy się spotykać jak najczęściej, a wkrótce, gdy skończę studia, zamierzam poszukać pracy w jego mieście i wtedy pomyślimy o ślubie), moi rodzice (oni z kolei mieszkają w Poznaniu) poznali go dopiero niedawno. Nie rozumiałam od samego początku reakcji mojej mamy, którą jego widok mocno zaskoczył i to, jak odniosłam wrażenie, negatywnie (faktycznie jakoś nie było okazji, żeby pokazać jej jakieś zdjęcia, ale bez przesady, nie jest jakimś paszczurem, więc byłam tą reakcją mocno rozczarowana).

Wszystko wyjaśniło się, gdy Antek już wyjechał. Dotychczas mama nie zwróciła uwagi na jego nazwisko, uznając je za zbieg okoliczności, ale jako że Antek jest skórą zdjętą ze swojego ojca, zbiegów tych było za dużo… Okazało się, że związałam się z synem faceta, którego ona zostawiła dla mojego ojca. 
Cóż, widocznie Temu Na Górze zależy na połączeniu genów naszych rodzin. :)

#UP7C9

Mieszkamy z mężem z teściami od dwóch lat, za kilka miesięcy się wyprowadzamy. Teść jest alkoholikiem/pijakiem, teściowa i reszta rodziny (oprócz mojego męża) wykazuje typowe objawy współuzależnienia. Teść długo nie pił, był po zawale, niestety jakieś pół roku temu znowu zaczął. Jest z tych awanturujących się alkoholików, więc możecie sobie wyobrazić, co się działo w domu, zwłaszcza że mamy roczne dziecko (które już zaczyna rozumieć, co się dzieje). Ponieważ i tak wyprowadzić mieliśmy się w ciągu najbliższych miesięcy, postanowiliśmy zacisnąć zęby i zaczekać (nie było innej możliwości).

Dwa miesiące temu teść poważnie zachorował, jest częściowo sparaliżowany. Teraz wszyscy się nad nim użalają, jaki on biedny, taki zdrowy chłop był, a tu choroba z niczego itp. Każdy też żałuje teściowej, bo musi się nim opiekować (choć jego picie jest po części z jej winy, zawsze na to pozwalała). A ja się cieszę. Cieszę się, że już nie ma w domu awantur, że nikt nie musi się codziennie bać, w jakim stanie on wróci do domu, nie trzeba go szukać po całej wiosce, żeby pijanego przywieźć do domu (zawsze robiła to teściowa). Cieszę się, że zachorował, w ogóle mu nie współczuję (czasem tylko teściowej, bo widzę, jak się męczy). Ale w stosunku do teścia nie ma we mnie nawet odrobiny współczucia, zrozumienia. Nikomu tego nie powiem, ale nawet nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Jestem zła.
worm Odpowiedz

po prostu uwielbiam ten mental - ktoś jest alkoholikiem i pije hektolitry codziennie "choroba przyszła nagle, no z powietrza, ktoś urok rzucić musiał, przekląć nas!" xD

Odpowiedzi (1)
HansVanDanz Odpowiedz

Co jest złego w twej postawie?
Powiedział bym, że na litość i współczucie trzeba "zapracować". Teść zapracował na swój los.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#Fvnci

Wiecie, co jest najbardziej denerwujące podczas jazd na prawo jazdy? Kierowcy, którzy myślą, że jak jedzie L-ka, to zdążą się przed nią wcisnąć. Którzy trąbią za tobą, pomimo że znaki pokazują, że musisz przepuścić wszystkich z lewej strony, a nie jesteś jeszcze tak ogarnięty, żeby się wcisnąć.

Zrozumcie niektórzy, że ja, będąc drugi czy trzeci raz w życiu za kierownicą, nie będę umiał tak za*ebiście jeździć jak wy.

Dziękuję, to wszystko.

#85fKa

Rozmawiając z koleżanką o lekcjach WDŻ, przypomniała mi się dawna sytuacja, która wydarzyła się w 4 lub 5 klasie podstawówki. Był to pierwszy rok, w którym mieliśmy WDŻ. Pani zachęciła klasę, by zadawać jej pytania, gdy jakiś temat nas interesuje lub gdy chcemy poznać odpowiedź. Mądra ja, na szczęście po lekcji, podeszłam do pani.
Moje pytanie brzmiało mniej więcej tak: „Proszę pani, zastanawiam się, czy jak mój tata je widelcem i nożem, a następnie kroi mi swoim widelcem i nożem kotleta, to mogę być w ciąży?”. Pani odpowiedziała, że nie ma takiej możliwości. 
Nadal zastanawiam się, co miałam w głowie, ale chyba myślałam, że plemniki też przechodzą przez ślinę. Podziwiam panią, że mnie nie wyśmiała. Na szczęście m.in. dzięki lekcjom WDŻ teraz jestem już w pełni uświadomiona. ;)

#3CbV5

Mój brat zawsze był strasznie zaniedbany. Uważam, że nie jest brzydki, ma naprawdę śliczne rysy, ładne błękitne oczy i gęste brązowe włosy, jednak kompletnie nie potrafi o siebie zadbać. Ostatnio płakał mi w ramię, że nigdy nie miał dziewczyny, że żadna go nie chce, prosił też mnie o pomoc. Jako dobra młodsza siostra chciałam mu pomóc, jednak on na wszystko reagował krytyką.

Dopiero teraz zauważyłam, jak wypaczony ma obraz męskości. Regulacja brwi nie (no tak, lepiej chodzić z klocami), maseczka nie (co tam pryszcze, mazidła są dla bab i tyle!), zgolenie kilkudniowego zarostu też nie. Brat zapierał się w każdy możliwy sposób. Nie rozumiał, że powinien się myć codziennie, częściej myć włosy czy używać kremu do twarzy. Przecież to taaakie niemęskie!

Czy naprawdę minimalne dbanie o siebie odbiera wam męskość? Serio, panowie?

#M9KDJ

Około trzech miesięcy temu, gdy wracałem z pracy na piechotę, naprzeciw mnie szedł młody chłopak ze średniej wielkości psem rasy kundel. Nic nie wskazywało, że pies będzie agresywny, jednak gdy tylko przechodziłem już obok, pies rzucił się na mnie z niewiadomych przyczyn. Złapał mnie zębami za nogę, łapiąc przy okazji za skórę i spodnie, co zabolało. Próbowałem go odciągnąć jak najszybciej, jednak uderzanie po ciele czy unoszenie go nic nie dawało. Wszystko trwało bardzo szybko i działając w panice, mój mózg wpadł na genialny pomysł jak uwolnić się od psa. Postanowiłem wsadzić mu palec w tyłek... Tak, dobrze czytacie. Wsadziłem psu palec w tyłek i o dziwo ZADZIAŁAŁO.  Pies wydał z siebie pisk i na sekundę puścił uścisk, więc mogłem się uwolnić. 
Nie mam pojęcia skąd ten pomysł, jednak mimo że zadziałał, to nie przyznałem się do tego nikomu. Oprócz was, oczywiście.

#7WKWP

Moja siostra w tym roku kończy szkołę. Na każdą okazję (typu Dzień Nauczyciela, zakończenie roku szkolnego, urodziny/imieniny wychowawczyni) rodzice muszą kupować prezent. Wychowawczyni podaje im trzy warianty do wyboru. Są to rzeczy typu żelazko i inne sprzęty domowe, droższa biżuteria... Nie jakieś tam zwykłe kwiatki i czekoladki.
Do tego dochodzi składka na poczęstunek z okazji zakończenia szkoły i upominki dla reszty nauczycieli...

Nie każdego rodzica stać na takie wymysły, a mnie przeraża bezczelność niektórych ludzi.
Dodaj anonimowe wyznanie