Wczoraj byłem w samochodzie na parkingu. Z reguły nie daję pieniędzy osobom, które mnie zaczepią, zawsze proponuję, że mogę kupić coś do jedzenia. Pani zapukała do okna, uchyliłem je i zapytała mnie, czy nie poratowałbym jej paroma drobniakami, powiedziała, że znalazła się w kryzysowej sytuacji, partner ją wyrzucił i od czterech dni nic nie je. Nie śmierdziała, nie była pijana, nie czuć było alkoholu i nie było widać żadnych oznak menelstwa. Powiedziałem jej, że coś poszukam, dałem jej 10 zł w papierku. Drobny gest, bo zrobiło mi się jej szkoda. Ona wzięła tę dychę, złapała za okno i popłakała się... Powiedziała mi wtedy, że życzy mi jak najlepiej, ja powiedziałem, że życzę zdrówka, i poszła...
Chodzi w tym wszystkim o to, że człowiek największą radość ma tylko wtedy, kiedy nie będzie czuł, że mógł zrobić coś inaczej... Dla mnie to 10 zł, nieużywany papierek, który miałem w portfelu pośród innych banknotów, dla niej nadzieja, kolejny dzień, zwykła radość.
Jestem osobą pracującą na wysokim stanowisku, uważaną za konesera sztuki, lubię ambitne kino, książki, malarstwo i rzeźbę. Regularnie odwiedzam wystawy i wernisaże. Wakacje czy city breaki bez odwiedzenia lokalnych muzeów czy galerii nie mają miejsca. I jestem osobą uzależnioną od oglądania „Na Wspólnej”. Kurtyna.
Mam znajomą, której bardzo lubię dokuczać. Laskę co chwilę wywalają z roboty, szuka faceta, ale bardzo kiepsko jej to wychodzi, bo cały czas trafia na dupków i takich co chcą tylko jednego. Pewnie powiecie, że może ma w miarę znajomych? Też nie! Jej „przyjaciółki” są mega toksyczne i blokują ją albo wyśmiewają, kiedy mają okazję.
Zrobiło się wam przykro z jej powodu? Błąd, też go popełniłam na początku naszej znajomości i od tamtego czasu postanowiłam jej dokuczać. Śmiać się, że znowu ją wywalili z roboty, że nie ogarnia życia. A ona? Pyta się, czemu jestem dla niej taka niemiła (bo ona może być, ale jak ktoś jest dla niej niemiły, to ojej) i szczerze nie jestem w stanie na to odpowiedzieć, dla moich znajomych i przyjaciół jestem mega serdeczna (z wzajemnością – wyłącznie ona wywołuje u mnie takie emocje). Mimo wszystko odzywa się do mnie, bo jest mega samotna.
Uważam ją za swoją motywację – kim nie chcę NIGDY zostać i jak na razie mi się to udaje. Może to okrutne, ale każdy z nas ma kogoś takiego.
Dziwnie się dziś poczułem, jako jedyny samotny z rodzeństwa i kuzynów. Łącznie jest nas 15 osób, a tylko ja nie jestem w związku. Jakoś tak dziwnie i smutno...
Było dużo różnych wyznań o grzebaniu w nosie i spożywaniu tego, co się tam znalazło. Mnie poza tą klasyczną wersją zdarza się po prostu wysmarkać na rękę i to zlizać.
Zaczęłam grać online w scrabble. Bardzo lubię tę grę, lubię znajdować słowa, sama przyjemność. Byłaby, gdybym ciągle nie przegrywała! Wciąż uważam się za osobę inteligentną, a jednak wygrywam tylko jedną grę na kilkanaście. Mam nadzieję, że to wyłącznie brak szczęścia, a nie rozumu. Nikomu się nie przyznam (oficjalnie), jak bardzo mnie to deprymuje.
Mieszkam od dzieciństwa za granicą i 4 lata temu poznałem dziewczynę z Polski, która później do mnie dołączyła. Przez 2,5 roku było wspaniale, aż do momentu, w którym straciłem pracę. Po prostu firma splajtowała. Zaczęła się gehenna i ciągłe pretensje, że nic nie robię i co ze mnie za mężczyzna. Nawet termin naszego ślubu został przesunięty. A fakt jest taki, że nawet na bezrobotnym miałem więcej wypłaty niż ona. Moje bezrobocie trwało 5 miesięcy, a skończyło się na założeniu firmy, a więc pójściu na swoje i bardzo szybko zarobkach obecnie 6-7 razy wyższych niż w poprzedniej pracy. Czasu więc nie straciłem, a wręcz przeciwnie, wykorzystałem najlepiej jak mogłem. No może trochę przytyłem, bo nie mając co robić wpychałem w siebie dużo śmieciowego jedzenia.
Pojawiły się duże pieniądze, mnie często nie było w domu, a gehenna z jej strony się nie skończyła. Nadal ciągle się kłóciliśmy ale pieniądze wydawała bardzo chętnie, a ja w zamyśle chciałem jej jakoś wynagrodzić ten czas, gdzie siedziałem w domu przed komputerem, więc nic nie mówiłem, a wręcz dawałem jej coraz więcej. Aż do dnia, w którym mieliśmy w końcu pójść na zakupy dla mnie i zmienić moją garderobę. Wtedy coś mnie tknęło i kazałem jej pokazać rachunki za ciuchy na ponad 2000 Euro. W awanturze się dowiedziałem, że zdradza mnie z jakimś gościem, który jej „doradza w modzie, a poza tym jest w trudniej sytuacji i część tych pieniędzy poszła na jego długi”. Skończyło się na tym, że kazałem jej się wyprowadzić jeszcze tego samego dnia, co z chęcią zrobiła.
Poszedłem na te zakupy, bo w domu bym zwariował. Na stoisku dla „dużych i wysokich” (mam 208 cm i ważę 128 kg, więc normalne jeansy starczają mi do kostek), zaczepił mnie pewien starszy pan przy tuszy, czy dobrze leży na nim marynarka. I tak zaczęliśmy rozmawiać o ciuchach, dietach i ogólnie o życiu. Jako że byłem w stanie emocjonalnym w jakim byłem i ogólnie ciężko było mi się skupić, całkowicie nie zauważyłem, że on mnie podrywa. Myślałem, że to po prostu miły starszy pan.
Byliśmy w przymierzalniach, osobnych, ale ten gość mnie zawołał, czy koszula dobrze leży i odsłonił kotarę. Był w samej koszuli... Stałem jak słup jakąś minutę i nie wiedziałem o co chodzi, po czym wytłumaczyłem panu, że chyba się nie zrozumieliśmy, że mówiłem mu, że właśnie się rozstałem z dziewczyną i nie jestem nim zainteresowany. W innym stanie psychicznym bym się zachował na pewno inaczej, ale w tamtej chwili cała złość na byłą minęła. Nawet na tego typa nie byłem zły. To głupie, ale podświadomie myślałem, że miałem szansę ją też zdradzić, ale nie jestem taki, bo ją kochałem.
PS Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem jak powiem, że była pojawiła się u mnie dwa tygodnie później ze łzami w oczach? Można się było tego spodziewać. Oczywiście ją pogoniłem.
Jestem, przynajmniej jak na polskie standardy, osobą zamożną. Nie mam zamiaru wchodzić w szczegóły moich zarobków, ale tak w skrócie - stać mnie na komfortowe życie.
Parę lat z żoną postanowiliśmy się przeprowadzić na wieś. Pracę mam praktycznie zdalną, rzadko muszę wyjeżdżać, więc rozwiązanie idealne. Zakupiliśmy ziemię, wybudowaliśmy się. Z racji tego, że mam fioła na punkcie bezpieczeństwa, dom otoczyliśmy wysokim murem, drzwi i okna są bardzo ciężkie do sforsowania, a oprócz tego zainwestowałem w bardzo dobrej klasy monitoring oraz system alarmowy.
Nic tylko rozpocząć sielankowe życie na wsi.
Niestety, ale nie do końca. Byłoby zbyt wesoło. Podejrzewam, że co niektórzy czytelnicy już domyślili się meritum tej historii.
Sąsiedzi. I to nie najbliżsi, ale często z drugiego końca wsi.
Ludzie od praktycznie samego początku wydawali się wręcz obrażeni na nas. Podczas budowy potrafili przyjść, przywitać się, życzyć zdrowia. Im dalej prace szły, tym bardziej stali się jadowici. Zaczęły się nieprzyjemności - ktoś oblał farbą fasadę domu.
Założyłem monitoring, wystawiłem tabliczki, pomogło. Niestety, po wprowadzeniu się na miejsce, było coraz gorzej.
Przykłady:
- Jeżdżę pewnym dużym, amerykańskim pick-upem. Moje oczko w głowie. Podjeżdżając na szybkie zakupy do osiedlowego sklepu, po wyjściu zastałem go z odchodami na przedniej szybie. Nikt oczywiście nic nie widział.
- Na ulicy zaczepiła mnie młoda kobieta ze starszym mężczyzną. Może zaczepiła to za mało powiedziane, bo bez żadnego "dzień dobry" zaczęła na mnie ostentacyjnie drzeć mordę i wyzywać od najgorszych złodziei i bandytów, czemu wtórował jej partner. Nie byli skłonni do wyjaśnień, czym im zawiniłem, oddalili się.
- Jakiś młody dresik o posturze wychudzone szczura-alkoholika opluł moją żonę i zwyzywał od szmat. Żona go rozpoznała, gdy była ze mną. Wyjaśniłem mu błędy w jego zachowaniu, potulnie przeprosił.
- Ktoś regularnie wrzucał nam śmieci za ogrodzenie. Przeważnie gnój, czy jakiś kompost. Śmierdziało niemiłosiernie. Założyłem kamery obejmujące stronę zewnętrzną posesji. Rozpoznałem sprawcę - nikt inny, a szczurkowaty dresik. Założyłem mu sprawę. Wygrałem, dostał wyrok na ostudzenie.
- Parę miesięcy później zauważyłem bazgroły na moim murze, oczywiście nic innego, jak wyzywanie od złodziei i życzenia, że mam wracać skąd przyjechałem. Również zarejestrowani przez monitoring, sprawa skończyła się podobnie jak wyżej.
- W sąsiedniej wsi jest sklep. Na samym wejściu zwyzywała mnie od najgorszych kasjerka, tak za darmo. Co śmieszne - nigdy jej nawet nie widziałem na oczy. Kierowniczka jej wtórowała. Doniosłem wyżej, straciły pracę.
Nie wiem, czym zawiniłem tym ludziom. Próbowaliśmy wyjaśniać polubownie - wszystko na nic.
Panicznie boję się schodów, zwykłych i ruchomych. Nigdy nie byłam w galerii na wyższych piętrach, bo po prostu się bałam.
Mieszkam w domku jednorodzinnym, parterowym.
W biurze, w którym pracuję jest winda, tyle dobrze dla mnie.
Lecz pewnego dnia zauważyłam ogłoszenie, że następnego dnia winda będzie nieczynna z powodu jakichś remontów.
Tak się przestraszyłam, że po powrocie do domu zjadłam surowego ziemniaka, żeby nie iść jutro do pracy.
Ostatnio wpadłem na kawę do Starbucksa. Siedziała tam śliczna dziewczyna, która uśmiechała się do mnie i puszczała oczko, ale że ja nieśmiały przegryw od urodzenia, to ani nie zagadałem, ani nic.
Kiedy wychodziła, to przechodząc obok mojego stolika, upuściła papierek. Rozwinąłem go i okazało się, że zapisała mi tam swój numer. Cieszyłem się jak głupi i nie mogłem wprost uwierzyć, w końcu przegryw siedzi we mnie mocno, więc dwa dni zbierałem się w garść, żeby doładować sobie trochę pewności siebie i zadzwonić.
Dnia trzeciego, wieczorem, wziąłem komórkę, karteczkę, wybrałem numer, zadzwoniłem i usłyszałem: "Telepizza, słucham?".
Dodaj anonimowe wyznanie