#rxyQN

Nie utrzymuję kontaktu z dziadkiem i babcią od strony ojca odkąd skończyłam 14 lat. Ani mnie, ani im jakoś to nie przeszkadzało. Po 12 latach, będąc dorosłą osobą, zaczęłam mieć dziwne sny, w których główną rolę odgrywał mój dziadek. W przeciągu 4 tygodni śnił mi się 7-krotnie. W tamtym okresie pracowałam z jedną znajomą której każdy sen opowiadałam ze szczegółami. Na początku we śnie dziadek chorował, w każdym kolejnym było coraz gorzej, w ostatnim na łożu śmierci wskazał mnie palcem i krzyczał coś w rodzaju „ty mi nawet szklanki wody nie podałaś!”. Koleżanka kazała mi iść i odwiedzić go na cmentarzu, nie wiedząc, że dziadek żyje.

Dwa miesiące później przypadkiem okazało się, że dziadek w czasie moich snów umierał na raka jelit, niewyobrażalnie się męcząc. Podobno pytał o mnie, kiedy się pojawię, ale nikt do mnie nie zadzwonił.

Znajoma była ze mną, jak dostałam telefon z tą wiadomością. Ciarki przeszły i mi, i jej.
GrumpyMule Odpowiedz

Dziwne, ze nikt nie czul sie w obowiazku powiedziec Ci o stanie dziadka...szczegolnie, ze o Ciebie pytal.
P.S. zerwalas kontakty z jakiegos szczegolnego powodu?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#C0wAH

Jestem w związku 5 lat, rok temu doszło do zaręczyn. Cieszyłam się, ale euforia szybko minęła, kiedy uświadomiłam sobie, że zaręczyny były dla tzw. "świętego spokoju", ponieważ nie ma żadnych rozmów odnośnie planowania wesela.

Widuję się z moim narzeczonym 2 razy w tygodniu ze względu na pracę i nawet nie cieszy mnie to, kiedy się widzimy. Nudzi mnie to, że nawet nie mamy o czym rozmawiać, nigdzie nie wychodzimy, chyba że coś zjeść - to wszystko, bo przeważnie mu się nie chce. Znajomi też się od nas odsunęli, zawsze im odmawiał wspólnego wyjścia kłamiąc, że ja jestem chora bądź mamy inne plany. Przez niego stałam się aspołeczna, dopiero od niedawna zaczęłam wychodzić do ludzi i teraz poczułam jak bardzo mi tego brakowało, przez niego straciłam 5 lat życia w towarzystwie.
Ostatnio spotkałam dawnego znajomego i dużo bardziej cieszyło mnie spotkanie z nim niż z własnym facetem.

Przez to wszystko zastanawiam się, czy w ogóle go kocham, czy jestem z nim z przyzwyczajenia. Zwłaszcza że zauważyłam, że podobam się innym mężczyznom.
wmw Odpowiedz

Zwiazek sie "wypalil" i chyba czas na zmiany. Ale to Ty musisz wiedziec, czuć, zdecydowac. Powodzenia

mroofkojad Odpowiedz

Przez niego stałaś się aspołeczna? Brzmi, jakby co najmniej zainstalował ci łańcuch w domu.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#4Unfz

Jestem w bardzo trudnym momencie życia.
Okazało się, że miłość mojego życia spała z moją bliska koleżanką.
Problem polega na tym, że podczas ich romansu nas już coś łączyło. Przynajmniej tak sądziłam.
A potem się dowiedziałam, że w dwudniowym okresie czasu spał z nami obiema. Oboje to ukrywali. Dowiedziałam się teraz... Będąc z nim od kilku miesięcy.
Ona się przyznała, powiedziała wszystko z najmniejszymi szczegółami. I mimo że ma męża, wdawała się w takie relacje.

Teraz nie umiem sobie poradzić. Niby to nie zdrada, ale myśl, że człowiek, którego uważałam za najcudowniejszego na świecie poszedł do wyra z mężatką... odraża mnie. Nie toleruję takich rzeczy (incydent w małżeństwie rodziców). Kocham go, ale przychodzą chwile, kiedy jak tylko mnie dotknie, to czuję obrzydzenie.
Nie wiem co mam zrobić.
MeganeIII Odpowiedz

Spał z wami obiema i nie uważasz tego za zdradę?

Odpowiedzi (2)
PaniDyrektor Odpowiedz

Powiadomić męża koleżanki - to trzeba zrobić. Szkoda chłopa

Zobacz więcej komentarzy (3)

#nye8h

Będąc kelnerem i obsługując stolik pewnej rodziny, wylałem całe piwo... na ich 3-miesięcznego bąbelka.
Hermijon Odpowiedz

I was to śmieszy? Stwierdzam, że naprawdę siedzą tu w większości 12 latki. 3 miesięczne niemowlę mogło się zakrztusić, udusić i otruć tym piwem jeżeli wylało się mu na twarz. Doprawdy śmieszne.

Odpowiedzi (9)
Niezywa Odpowiedz

Nigdy przenigdy nie stawiaj z tacką pełnym napoi nad dzieckiem a co dopiero takim małym. Lepiej odłożyć na stolik obok i zanosić.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#J2hgq

Moje wyznanie kieruję do wszystkich osób, które znalazły się w swoim życiu na rozdrożu i czują się zagubione.

Niecałe dwa lata temu zostawił mnie mąż. Tak o, z dnia na dzień, doszedł do wniosku, że już mnie nie kocha. Za to pokochał młodszą o 15 lat Elizkę. No cóż, nie miałam zamiaru go błagać i pozwoliłam odejść. Wyprowadził się po trzech dniach, a rozwód zakończył się po jednej rozprawie – szybko przyszło, szybko poszło.

Byłam załamana. Cały świat stracił dla mnie barwy. Pracowałam na etacie w korporacji, a praca ta wcale nie napawała mnie radością. Nie mieliśmy dzieci ani nawet psa, więc czułam się samotna jak palec. Mój były mąż za to cieszył się życiem i planował RODZINĘ z nową dziewczyną. Wyobraźcie sobie, że po trzech miesiącach znajomości laska zaszła w ciążę. Robert nie potrafił zdecydować się na dziecko ze mną, bo widział w tym szereg przeszkód, ale z 25-letnią Elizką zrobił dzidziusia bez wahania. Byłam w szoku, a jednocześni w głębokiej depresji.

Dziękuję losowi za to, że mam wspaniałą rodzinę w postaci kochającej mamy i siostry. One mieszkają w innym mieście, jakieś 200 km od Warszawy, ale gdy tylko usłyszały o zaistniałej sytuacji, przyjechały by wziąć mnie „w karby”. Tak mnie przemaglowały, że rzuciłam robotę, zaczęłam o siebie dbać i zapisałam się na wymarzone lekcje pianina. Poświęciłam sobie sporo czasu, by wyjść na prostą. Po pół roku byłam w o wiele lepszej formie i postanowiłam zrobić to, do czego przymierzałam się całe życie – otworzyć swój salon masażu.

Nie uwierzycie, ale los mi mocno sprzyjał, wszystko, dosłownie wszystko się udało. Dzisiaj mam swój salon, który bardzo dobrze prosperuje i śmiem wierzyć, że lada moment będę zarabiać więcej niż w poprzedniej pracy. Co najlepsze, Elizka urodziła mojemu byłemu mężowi dziecko i okazało się, że… to NIE JEGO. Czaicie? Strasznie mu współczuję i jestem w stanie zawsze wyciągnąć do niego pomocną dłoń, ale nie potrafię ukrywać tego, że te zdarzenia wywołują we mnie jakiś chory rodzaj satysfakcji. My, kobiety, lubimy się mścić, choć nie każda się do tego przyzna.

W każdym razie jestem dzisiaj w pełni sił witalnych, czuję się naprawdę dobrze, realizuję swoje pasje, mam ukochany salon, wspaniałą rodzinę, przyjaciół, dużo czasu dla siebie – na przyjemności, sport i dbanie o urodę, a do tego wszystkiego mam nawet słodkiego kociaka do przytulania. A miłość? Cóż, przychodzi zawsze, gdy się jej najmniej spodziewamy, wszystko przede mną.

A więc gdy jesteś w beznadziejnej sytuacji, zamiast użalać się nad sobą, pomyśl, czego naprawdę chcesz od życia. Jeśli znajdziesz choćby jedną taką rzecz, wejdziesz na drogę do światła – bo najważniejsze, to mieć cel, on pomoże Ci dowiedzieć się dokąd idziesz w swoim życiu.
Simonini Odpowiedz

Dajcie se siana z tymi apelami i mowami motywacyjnymi na koniec wyznania

TrelemoreleKickibele Odpowiedz

Depresja nie jest użalaniem się nad sobą tylko poważną chorobą którą trzeba leczyć.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#tpLNM

Moi rodzice postanowili kupić mi większe dwuosobowe łóżko, a moje poprzednie jednoosobowe po prostu komuś oddać. Było zadbane, do lekkiego wyprania, różowe i w ogóle strasznie "dziewczyńskie". Do dziś je wspominam.

W naszym bloku mieszka rodzina z trójką dzieci, w tym dwie dziewczynki. Nie można powiedzieć o nich patologia, ale idealną rodziną też nie są. No ale wiedzieliśmy, że im się nie przelewa i ojciec postanowił, że pójdzie piętro wyżej i zapyta, czy łóżko może chcą. Chcieli. Z ochotą wzięli! Łóżko miałoby być dla najstarszej dziewczynki, widziałam jej szczęście na buzi. I tak historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, co wydarzyło się kilkanaście dni później.

Rodzice tych dziewczynek wnosili MOJE łóżko do bloku obok. Jak się dowiedziała potem moja mama, łóżko zostało sprzedane za dwie stówy....

Tak się wychodzi na pomocy "biedniej rodzinie".
Achnoniewiem Odpowiedz

Z drugiej strony przecież też mogliście sprzedać to łóżko. Jesli już oddaliście to to sprawa obdarowanego, co z nim dalej zrobi, może 2 stówy były im bardziej potrzebne niż stary mebel, może dostali akurat inny w podobym czasie, może jednak coś im nie odpowiadało w tym łóżku. Trochę to brzmi, jak oczekiwanie wdzięcznosci...

Odpowiedzi (8)
LeelaTuranga Odpowiedz

Jak biedowałam i dostawałam prezenty z górnej półki też w głowie przeliczałam to na kasę i często wychodziło, że więcej bym zyskała sprzedając tę rzecz i kupując odpowiednik w rozsądnej cenie lub obywając się bez tej rzeczy. Nie sprzedawałam ich tylko ze dlatego, żeby nie zranić uczuć darczyńców. Jedyny prezent jaki chciałam zachować dla siebie to była lalka barbie - miałam 7 lat. Niestety akurat TĘ lalkę musiałam oddać, żeby siostra się cieszyła. Żeby nie było, ona też dostała lalkę tej samej klasy, tylko jej była brunetką, a moja blondynką...

Ogólnie przekazywanie takich darów (nie mówię, że tak było w Twoim przypadku, może dziewczyna potrzebowała nowego łóżka) czasem bywa tak, jakbyście bezdomnemu dali narty, żeby sobie mógł szusować w Aspen...

Zobacz więcej komentarzy (7)

#f8D5W

Miesiąc temu zmarła moja mama. Nagle, niespodziewanie, pękł krwiak i koniec, nic nie dało się zrobić. Przeżycie okropne, ciężko się nam pozbierać, ale dziś zdarzyło się coś, co dało mi nadzieję.

Jechałam na zakupy ruchliwą drogą z sygnalizacją świetlną. Stanęłam na światłach, czekam na zielone, doczekałam się. Zielone, wciskam gaz, a samochód nie chce ruszyć. Zdziwiłam się, bo auto na pewno sprawne, mąż mechanik niedawno wszystko sprawdzał i auto chodziło jak igła. No trudno, cisnę znowu - dalej nic, nie ruszam.

Nagle przed nosem zauważyłam rozpędzonego tira, który przejechał na czerwonym świetle... Ja w szoku. Nie powiem, roztrzęsłam się, bo gdybym wjechała na krzyżówkę, to pewnie bym tego nie przeżyła. Po chwili odpalam auto i... bez problemu ruszam.

Mówcie co chcecie, ale ja naprawdę wierzę, że moja mama dalej nade mną czuwa.
Qzin Odpowiedz

Wiecie dlaczego wszystkie wyznania są, że przez takie opóźnienie się udało uniknąć tragedii? Bo osoby którym zgasł silnik i przez to wjechały chwilę później pod tira i zginęły nie są w stanie opowiedzieć swojej historii. Takie sytuacje występują po równi często zarówno z tragedią jak i z szczęściem.

Kacperoo Odpowiedz

Wow aż mnie ciary przeszły

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#eotc0

Kiedy miałam może z 10 lat, w naszej wiosce bardzo często były przerwy w dostawie prądu i wody w domu. I właśnie w taki dzień zostałam w domu sama ze starszą siostrą.

Ona przy świeczce uczyła się kuchni. Ja miałam swoją świeczkę i z nudów poszłam do pokoju, w którym na samym środku pokoju stała lampa z abażurem i frędzelkami na dole, bardzo modna w tamtym czasie. Przechodząc obok tej lampy pomyślałam "a co by było, gdyby"... No i podeszłam z tą świeczką do tych frędzelków, przyłożyłam płomień i wiadomo, sprawy potoczyły się bardzo szybko. Lampa zaczęła płonąć, a ja oczywiście zamiast wołać pomocy, to poleciałam po wodę (której praktycznie nie było) i nalałam sobie ledwo kubek. Wpadam do pokoju, leję na ten abażur i nic! No to dalej po następny kubek, i tak kilka razy.

Na całe szczęście tata zdążył wrócić do domu. Wszedł na korytarz i patrzy, a tam przez szklane drzwi "świeci się" abażur. Wpadł do pokoju, szybko wyciągnął lampę na dwór i ugasił ją w końcu.

Oczywiście ochrzan był nieziemski, ale ja do dnia dzisiejszego wszystkim mówię, że to przez przypadek, a nie z myślą: "a co by było, gdyby"...
tramwajowe Odpowiedz

Przypomniało mi sie jak ja omal starej drewnianej chałupy nie spaliłem. Po 30 latach to mnie tak przeraża że nawet nie dam rady tego tu opisać. Cud nas uratował, bo na logikę to nie ma wytłumaczenia.

Odpowiedzi (4)
Niezywa Odpowiedz

Zabawa z ogniem żadnemu dzieciakowi na plus nie wyszła.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#JiCIM

Mam młodszego brata, który od dziecka fascynuje się żołnierzami itd.

Lata temu, gdy musiałem się nim opiekować w wakacje, a chciałem sobie pograć na kompie, wymyśliłem sposób, żeby go czymś zająć. Kazałem mu być stróżem jak prawdziwy żołnierz i chodzić wokół domu przez 10 minut sprawdzając, czy wszystko okej. Mały podchwycił temat i spokojnym, lecz dziarskim krokiem krążył wokół domu z plastikowym karabinem w ręce i patrolował okolicę.

Niestety mam wcielonego diabła w duszy i czas przedłużyłem do godziny, potem dwóch, a ja sobie spokojnie grałem. I tak przez kilka dni :D

Skończyło się, jak mama się dowiedziała o jego patrolach i dostałem szlaban na kompa.
Joule Odpowiedz

W sumie to nie zrobiłeś nic złego. Zorganizowałeś mu czas? Zorganizowałeś! 😁

NOTHING000 Odpowiedz

Fascynacja militariami została z twoim bratem?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#O9FEi

Wczesna klasa podstawówki. Poszliśmy po szkole z kilkoma najbliższymi kumplami na pobliski poligon, gdzie było od groma i jeszcze trochę jaszczurek. Każdy z nas złapał jedną i miał ją przygarnąć, to miało być takie łuhuuu-superowe i w ogóle. 

Kiedy wróciłem do domu ze swoim "Ignacym", bawiliśmy się świetnie, dopóki nie ścisnąłem go tak, że jego ogon postanowił pójść własną drogą. Jako dzieciak nie wiedziałem, co to są konwulsje, więc mało nie narobiłem pod siebie ze strachu, bo byłem w szoku, że... zarówno oderwany ogon, jak i pozostała część Ignacego zaczęła panicznie wierzgać.

Do tej pory zastanawia mnie mój pierwszy, paniczny odruch. Pognałem do szafki z narzędziami ojca, wyjąłem z niej młotek, po czym z całej siły przyłożyłem nim obu częściom Ignasia...

Do tej pory mam wyrzuty. Ignacy, jeśli jesteś gdzieś tam nad nami, wybacz!
Szturchnijbutem Odpowiedz

Ten gatunek jaszczurek żyjący w Polsce odrzuca/gubi ogon w sytuacjach zagrożenia życia. Jest to mechanizm obronny pozwalajacy na wymykanie się drapieżnikom. W artykułach piszą, że ten ogon im później odrasta. Także nie oderwałeś Ignacemu ogona ani nie wił się on w konwulsjach. Ogon wił się dla odwrócenia uwagi a Ignacy starał się uciec. Czyli gdybyś nie przyłożył mu młotkiem a go wypuścił to by sobie chłopak pożył. Szkoda, że wiedza na temat zamieszkujących naszą Polskę zwierząt jest tak mało powszechna.

Odpowiedzi (1)
pizzapepperoni Odpowiedz

Dlatego potrzebna jest edukacja, również ze strony rodziców. Empatii dla żywej istoty czasami nie da się nauczyć...

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie