#3ghOr

Kiedyś byłem na domówce u znajomego. Standardowo litry alkoholu... aż urwał mi się film. Rano obudziłem się z masakrycznym kacem i z czymś jeszcze, a mianowicie z ręką w czyimś gównie. Okazało się, że jeden z naszych kolegów był tak pijany i zjarany, że pomylił kibel z łóżkiem, na którym śpię...

NIGDY więcej spania u kumpli po pijaku, ale przynajmniej bekę mamy do dzisiaj.
Angel12345 Odpowiedz

Widziałam gorsze . Plus za przyjaźń .

Zobacz więcej komentarzy (5)

#ual4X

Kto w miarę interesuję się tematem ogrodnictwa ten wie, że jedną z najbardziej intensywnie rozrastających się roślin jest mięta... Będąc złą osobą noszę ze sobą nasiona mięty, często idąc chodnikiem czy gdzieś widząc, że ktoś ma ładny ogród, wrzucam przez ogrodzenie garść, ot tak, gdzieś w ustronnym miejscu, by rozwinęła się i właściciel miał problem z jej opanowaniem... To złe, ale jakże satysfakcjonujące ;-)
niebieskiatrament Odpowiedz

Mięta za darmo, jeszcze ładny zapach. A bez przesady, ze nie do opanowania.

Lesssthan3 Odpowiedz

Od zawsze miałam mięte w ogrodzie, nigdy nie miałam z nią problemu. A rozchodziła się po znajomych jak świeże bułeczki.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#dUCmO

Ten, kto jest rodzicem, ten wie jak często puszczają nerwy, bo dziecko się nie słucha. Jak to irytuje, gdy syn nie chce być cicho, podczas gdy ty próbujesz przeprowadzić ważną rozmowę przez telefon. Jako rodzic wkurzasz się, że twoje reprymendy nic nie dają i twoja córka biega jak szalona po sklepie albo robi sceny, bo nie chcesz kupić jej kolejnej zabawki. Czujesz na sobie ten wzrok przechodzących, oceniających osób.

Ja, jako rodzic niepełnosprawnego dziecka, dałabym wszystko, by się z Tobą zamienić. By oceniali mnie jako matkę, która nie panuje nad swoim rozwrzeszczanym synem, a nie patrzyli na mnie z politowaniem i omijali moje dziecko szerokim łukiem, bojąc się nawiązać z nim jakikolwiek kontakt wzrokowy. Mój syn choruje na porażenie mózgowe, nigdy nie będzie samodzielnie chodził, nigdy nie będzie biegać i śmiać się tak jak jego rówieśnicy. Jest do końca życia przykuty do wózka inwalidzkiego i już zawsze będzie wywoływać w ludziach skrępowanie.

Więc radzę Ci szczerze, rodzicu, czerp z każdego zwariowanego momentu ze swoim dzieckiem. Po latach dostrzeżesz, że były to najpiękniejsze momenty w Twoim życiu.
Ewwu Odpowiedz

Każdy ma inne problemy,słuchanie wrzasków dziecka nie jest pięknym momentem.

Bakingbread Odpowiedz

Uwierz, że nikt nie lubi jak jego dziecko wrzeszczy i jest nieposłuszne. Wtedy rodzic nie patrzy na to, czy inne dzieci mają gorzej i czy mogą sobie pozwolić na zirytowanie przez to, jak bąbel się zachowuje. Niemniej jednak życzę tobie i synkowi baaardzo dużo siły i szczęścia w życiu.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#rcOnh

Byłem jakiś czas temu na pierwszej randce z Moniką, dziewczyną, o którą staram się od kilku miesięcy. Jedliśmy kolację, trochę wypiliśmy, potem poszliśmy na spacer i wylądowaliśmy u mnie. Wiecie, zaczęło się robić gorąco i przechodziliśmy powoli do rzeczy. Wtedy miał miejsce nasz pierwszy pocałunek, który skończył się katastrofą.

Zapomniałem kompletnie o tym, że jadłem wcześniej pizzę z papryczkami chilli, cebulą i sosem czosnkowym. Możecie sobie wyobrazić, jaki odór wydobywał się z moich ust. Co więcej, podczas pocałunku… odbiło mi się. Tak, wiem, okropne. Monika powiedziała, że to był najbardziej obrzydliwy moment w jej życiu. Po czym wyszła i od tamtej pory nie odpowiada na moje SMS-y.

Co zrobić, jak ratować związek po tej śmierdzącej wpadce?! Czy mam jakieś szanse?
PlemnikZabojca Odpowiedz

Nie masz

SurowaZima Odpowiedz

Ile masz lat, że jeszcze nie wiesz, że przed randką i na randce nie je się rzeczy z cebulą i sosem czosnkowym?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#7wcVv

Sytuacja ludzi z niepełnosprawnościami jest mi dość bliska. Przez kolegę, który ma padaczkę, straciłem dziewczynę. Mimo swojej choroby prowadził auto. Do momentu, w którym dostał ataku podczas jazdy. Dziewczyna zginęła na miejscu.
scor Odpowiedz

Od 19 stycznia br. owe przepisy dla osób niepełnosprawnych się zmieniły. Z tego co mi wiadomo, nie dopuszcza się do kursu jazdy osób których niepełnosprawność może doprowadzić do tragedii. Wracając do wyznania, po co wsiadaliście skoro mieliście świadomość jego choroby.

Odpowiedzi (5)
Kocimientka Odpowiedz

Padaczka to nie jest jakaś niepełnosprawność. Sama mam i wiem co mówię. Można z tym normalnie funkcjonować i nawet zostać kierowcą na określonych zasadach (nie zawodowym, ale takim zwykłym można). No i trzeba o siebie dbać i przede wszystkim myśleć, a w przypadku Twojego kolegi tego elementu po prostu zabrakło. Padaczka to nie jest niepełnosprawność, a ta sytuacja jest jedynie przykładem skrajnej nieodpowiedzialności i ludzkiej głupoty.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#fP96w

Słowem wstępu - będzie absurdalnie i obrzydliwie.

Pracuję w bardzo niestandardowych godzinach, pewnego dnia w okolicach wiosny zdarzyło mi się wracać w niżu komunikacyjnym, koło 12, wracam autobusem miejskim. Wracam linią, która nigdy nie jest specjalnie oblężona, z takiej racji głownie starsze maszyny kursują na tej linii, takie z wysoką podłogą, w których strasznie trzęsie. No właśnie, trzęsie...

Kiedy tylko wyszedłem z pracy, potężnie zachciało mi się dwójkę, myślałem, że wytrzymam, no przecież nie takie trudy się pokonywało. Jednakże tym razem był to jakiś potwór, na dodatek te wibracje w autobusie nie pozwalały mi wytrzymać, dosłownie aż paraliżowało mi całe ciało. Korzystając z okazji, że w autobusie były tylko 4 osoby, a ja siedziałem na samym końcu, po prostu opuściłem spodnie i pozbyłem się potwora wprost na autobusowe siedzenie. Następnie dotarło do mnie, co właśnie zrobiłem, zdałem sobie sprawę z tego, że ja właśnie zostawiłem własne fekalia na siedzeniu w autobusie! Następnie szybko się ulotniłem na następnym przystanku i poszedłem pieszo do domu.

Jest mi tak niezmiernie wstyd za tamtą sytuację, nie potrafię sobie wyobrazić co musiał myśleć sobie kierowca autobusu czy inni pasażerowie. Wstyd mi do teraz.
00n Odpowiedz

A wiesz, że w autobusach miejskich są kamery? Współczuję ludziom, który musieli jechać tym autobusem, a Ty jesteś niewychowanym człowiekiem.

Odpowiedzi (3)
SonNick Odpowiedz

Zawsze mnie zastanawia w takich sytuacjach dlaczego człowiek po prostu Nie wyjdzie wcześniej z autobusu i wejdzie gdzieś do sklepu/stacji paliw itp. Lub na wsi po prostu w krzaki?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#aU5N2

Byłam z facetem dla kasy. Ale nie po to, żeby mieć luksusowe torebki i drogie buty. Nie był z tych, którzy by mi je kupowali ani chyba nie miałby aż tyle pieniędzy.

Pracowałam w warzywniaku za 800 zł miesięcznie, z których sporą część dokładałam do wydatków rodziców. Wyszłam za człowieka, którego nie kochałam, najwyżej jakoś tam lubiłam, ponieważ w innym wypadku nigdy nie wyrwałabym się z rodzinnego miasteczka.
Teraz mam własny biznes, który jakoś tam się kręci i ostatnio zaczęłam zaoczne studia. Nadał jestem żoną człowieka, którego po prostu lubię. Mówcie co chcecie, ale nie żałuję.
rassdwa Odpowiedz

Lubisz swojego męża. To dużo więcej niż w wielu przeciętnych małżeństwach. Powodzenia.

wujekzaraza Odpowiedz

W sumie jest to całkiem niezłe, pragmatyczne podejście do życia :)
Ile to jest małżeństw, w których ludzie się nienawidzą, ale jednak są razem, bo co ludzie powiedzą?
Ty go lubisz i jest ok. On lubi Ciebie i jest ok.
A może tak po prostu wygląda miłość? Nie jak w taniej komedii romantycznej, lecz na zasadzie zdrowego partnerstwa? :)

Zobacz więcej komentarzy (11)

#ExRDX

Czuję się oszukana.
Niecały rok temu wyszłam za mąż, po kilku latach związku. Znałam rodzinę mojego partnera bardzo dobrze, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Niecały miesiąc po ślubie mąż trafił do szpitala w stanie zagrożenia życia. Miał skrajną anemię, podano mu kilka litrów krwi. Lekarzom nie udało się znaleźć przyczyny dlaczego znalazł się w takim stanie. Od tego czasu średnio raz na 3 miesiące ląduje w szpitalu i lekarze próbują znaleźć przyczynę.

Zdarza się, każdemu może się zdarzyć. Ale od pierwszego pobytu w szpitalu i wywiadu rodzinnego co chwilę, dosłownie co chwilę, od jego mamy i babci dowiaduję się o kolejnych chorobach, często genetycznych, u nich w rodzinie. I nie mówię tutaj o chorobach ciotek czy dalekiej rodziny, tylko tej najbliższej!

Jest tego multum. Oczywiście wiedziałam o niektórych, ale te większe po prostu zostały ukryte nie tylko przede mną, ale też częściowo przed moim mężem.
Te choroby występujące w rodzinie męża, czego dowiedziałam się po konsultacji z lekarzem, dają ogromną szansę na dziecko bardzo ciężko chore.
Nie rozumiem, jak można coś takiego ukrywać. Szczerze mówiąc nie wiem, czy z wiedzą, którą mam na chwilę obecną zdecydowałabym się wyjść za mąż za osobę tak obciążoną. Posiadanie dzieci jest dla mnie bardzo ważne. Oczywiście wiem, ze istnieje opcja adopcji, ale z doświadczenia wiem, jak wygląda to w Polsce.
Teraz nie dość, że naprawdę martwię się o męża, to jeszcze naprawdę nienawidzę jego rodziny.
Naprawdę czuję się oszukana.
MatkaDzieciom Odpowiedz

Chociaż myślisz logicznie. W żadnym wypadku nie pozwól sobie na dziecko z tym mężczyzną.
Zaraz odezwą się głosy, że przecież nie musi być chore - Twój mąż też długi czas nie był.

Odpowiedzi (4)
silbakusongo Odpowiedz

a nie można unieważnić ślubu, jeśli się ukrywało poważne choroby? Chyba można ale nie jestem pewna.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#XHLAe

Chciałam się podzielić wyznaniem z morałem, że niektórzy faceci (sorry, panowie) to mistrzowie hipokryzji...

Spotykałam się z facetem dużo starszym ode mnie przez 2 lata. Pracujemy razem i odkąd dołączyłam do firmy on próbował się do mnie zbliżyć, komentował wygląd, flirtował i przy każdej okazji próbował pomóc przy każdej pierdole. Początkowo nie traktowałam tego poważnie, gość żonaty, ponoć nieszczęśliwie, wcześniej 2 krótkie małżeństwa. Każdemu dookoła opowiadał jaka jego żona jest zła i okrutna. Wszystko się zmieniło, gdy podczas służbowego wyjazdu wyznał mi, że od początku mu się podobam i czuje do mnie coś więcej. Po tym już nie mogłam patrzeć na niego jak na zwykłego kolegę z pracy, a on szukał jak najwięcej kontaktu ze mną.

Po dwóch latach rozwiódł się i pierwszą rzeczą, którą zrobił po odejściu od żony, było zabranie mnie na randkę. Od tamtego momentu rzeczy potoczyły się szybko i było cudownie. Facet mnie wspierał, był czuły i ja starałam się wynagrodzić mu tym samym. Pół roku temu oświadczył mi jednak, że jestem dla niego za młoda i to nie fair z jego strony, żebym spędzała czas u jego boku. Byłam załamana, ale stwierdziłam, że faktycznie będzie lepiej to zakończyć.

I wiecie co? Niedawno do pracy przyjęto nową dziewczynę, w moim wieku. Nie zgadniecie, kto pierwszy zaczął do niej podbijać....
Haiku Odpowiedz

Dwa nieudane małżeństwa, w trakcie trzeciego Cię podrywał, a Ty liczyłaś, że jesteś wyjątkiem i przy Tobie się zmieni?

Odpowiedzi (1)
majer Odpowiedz

Obawiam się że ten pan nie jest mistrzem hipokryzji. To raczej ty jesteś mistrzynią naiwności.

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie