#efIFh

Wracałam do domu zmęczona, było już po 21. Byłam już na swoim osiedlu, praktycznie pod domem. Ciemno, nikogo nie ma dookoła. Nagle czuję, że chce mi się po prostu pierdzieć, puścić bąka. Rozejrzałam się, czy na pewno nikogo dookoła nie ma. No i nie ma, więc do roboty. To był najgłośniejszy, najdłuższy i najbardziej obrzydliwy pierd w moim życiu. A w trakcie jego trwania czuję na sobie czyjś wzrok.



Rozglądam się, a tu stoi mój wymarzony chłopak, w którym podkochuję się od dwóch lat. Widząc jego obrzydzenie na twarzy, chcę to przerwać, ale ten pierd trwa nadal. Po prostu nie mogłam go przerwać. Zaraz po tym uciekłam biegiem do domu. Już nigdy nie wyjdę ze swojego domu... I już nigdy nie zjem grochówki i bigosu u babci na obiedzie....
anonimu5 Odpowiedz

Myśl pozytywnie! Przynajmniej wreszcie zwróciłaś jego uwagę na siebie i sprawiłaś, że Cię na długo zapamięta :D

Odpowiedzi (1)
Przekliniak Odpowiedz

Nie mogę opanować smiechu xD

Zobacz więcej komentarzy (10)

#2o2o7

Zawsze miałam problemy z zazdrością. Strasznie przeżywałam każdą koleżankę, którą miał mój chłopak, każde wyjście na piwo. Wszyscy jego znajomi mówili mu, że jestem toksyczna. On jednak nadal ze mną był, a ja postanowiłam się zmienić. Było ciężko, jednak niskie poczucie własnej wartości utrudnia wiele rzeczy. Ale naprawdę kocham go z całego serca, nie chciałam go ranić. I udało się, chociaż nadal czułam niepokój to nigdy go nie okazywałam, o awanturach również nie było już mowy.



Wtedy zaczęły się komentarze ze strony moich znajomych - z pracy, ze studiów, z rodziny - że pozwalam mu za dużo, że na pewno mnie zdradza, kto to pomyślał puszczać chłopaka samego na piwo z koleżankami, kto to pozwala przyjaźnić się swojemu chłopakowi z inną dziewczyną, przytulać ją na pożegnanie. To była również moja przyjaciółka, nie miałam powodu aby jej nie ufać, znałyśmy się znacznie dłużej niż ja i mój chłopak, z którym byłam dziesięć lat.



No właśnie, byłam. I wiecie co? Zdradził mnie z przyjaciółką. Ba, zostawił mnie dla niej, po dziesięciu latach. Uważają również, że to moja wina, bo w końcu to ja byłam „toksyczna”, a ona wielce wspaniała go ode mnie uwolniła.
Straciłam wszystko co miałam, wspólni znajomi się ode mnie odwrócili, moi znajomy mają mnie za naiwną i uważają, że sama jestem sobie winna bo pozwalałam na zbyt wiele.
Mam 28 lat, to był mój pierwszy i ostatni związek. I „przyjaźń” również. Bardziej opłacało się być toksyczną...
Etanolansodu Odpowiedz

Słuchaj, co by ci dało to pilnowanie chłopaka? Jeśli chłopak nie chce zdradzić to nie zdradzi chociażby dziewczyna rozebrała się przed nim. A jeśli chce zdradzić, to zradzi nawet jeśli będziesz go kontrolować.

Odpowiedzi (11)
mordimer0madderdin Odpowiedz

Dla mnie niezrozumiałe w związku są takie frazy jak "pozwalać komuś na coś", czy "puszczać kogoś gdzieś". Przecież nasz partner to nie nasze dziecko, żeby mu cokolwiek zabraniać. W związku powinno się rozmawiać, wymieniać poglądami, argumentować, a nie stawiać zakazy i nakazy. Gdyby mój chłopak chciał mi czegoś zabronić, to przestałby być moim chłopakiem, bo nie potrzebuję drugiego ojca, ale partnera.
Ja nie jestem w ogóle zazdrosna o koleżanki mojego chłopaka, widzę jak z nimi rozmawia i że traktuje je jak kumpli, a gdyby chciał mnie zdradzić to i tak by to zrobił, bez względu na to jak bardzo bym go pilnowała.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#S2Gpm

O tym, jak ciężko trafić na normalnego wynajmującego mieszkanie.

1. Dzwonię i pytam, aktualne. Wszystko okej, wydaje się, że koleś z tych, z którymi zawsze można się dogadać. Mieszkanie ma niższą cenę, bo do remontu i nieumeblowane, ale akurat szukam pokoju bez mebli, a remont ma mi kto zrobić. Więc pytam, kiedy mogę obejrzeć mieszkanie, facet mówi, że dopiero w weekend i żeby zadzwonić w piątek. Tuż po moim telefonie, wszedł na portal i podniósł cenę mieszkania. Dzwonię potem, czemu cena wyższa, a właściciel struga głupa, że nie, coś mi się pomyliło, taka była. No cóż, szukamy dalej, skoro facet już na starcie kombinuje, to znaczy, żeby się w to nie pchać.

2. Mówię, że cena zainteresowana i zadaję trochę pytań o mieszkanie, a facet, że jeśli jestem zainteresowana, to mam wpłacić już zaliczkę, i dopiero odpowie na pytania. Mówię, że bez umowy nic nie płacę, a on, że w takim razie żegna i na to mieszkanie jest dużo chętnych.

3. Cena i czynsz podane, trochę więcej niż inne oferty, ale okej, potrzebuję mieszkania na teraz. Dla pewności pytam jeszcze o ceny, wszystko się zgadza. Przyjeżdżam, facet podaje umowę, a tam o 300 więcej płatne. I dziwi się, że nie chcę podpisać umowy tylko wychodzę.

4. Mam zwierzę i we wiadomości pytam czy to nie problem. "Nie, to nie problem, zapraszam ze zwierzakiem". Dzwonię, wszystko dogadane, wspominam jeszcze o zwierzaku. "Osobom ze zwierzętami nie wynajmuję".

5. Chcę wynająć mieszkanie w innym mieście, więc oglądając, muszę dojechać. Mówię o tym wynajmującemu i proszę, żeby na ten dzień możliwie tylko ja mogła oglądać mieszkanie, bo nie chcę jechać i dowiedzieć się, że nie aktualne. Wszystko pasuje, on rozumie, tak tak. Jadę, jestem już w tym mieście, kwadrans do umówionej godziny i dostaję sms - "już nieaktualne".

6. Mieszkanie ponownie w słabym standardzie i cena niższa. No ale, nie problem, doprowadzi się do porządku. W ogłoszeniu napisane, że kawalerka. Przyjeżdżam, wchodzę i okazuje się, że dwa pokoje. Jeden zajęty przez matkę wynajmującego. Informuje mnie, że cena niższa, nie dlatego, że standard niższy, ale że do moich obowiązków należałoby dbanie o starszą panią, gotowanie, pranie, zakupy itd.

7. Jestem umówiona i czekam, przychodzi facet. Mówi, że zapomniał kluczy, ale umowę ma do podpisania. Mówię, że w takim razie poczekam i żeby pojechał po klucze, ewentualnie następnego dnia mogę przyjechać. Nie. Tu i teraz umowa do podpisania, a klucze kiedy indziej da. Tylko skąd ja w ogóle mam wiedzieć, że to jego mieszkanie?

8. Była końcówka miesiąca, więc mówię, że mogę wynająć mieszkanie od przyszłego. Był 27 maja, chciałam od 1 czerwca, ale umowę mogłam już podpisać. Nie, on już chce teraz, od 27 maja i za cały maj też mam zapłacić. A kaucja to jednak o jeszcze wyższa.

I to na tyle, bo limit znaków. A mi brak siły.
SammyWinchester Odpowiedz

Wynajęliśmy mieszkanie z chłopakiem, w umowie jest jasno napisane czyns + prąd i gaz. Po pierwszym miesiącu babeczka wysyła nam fakturę z wodą do zapłaty, zadzwoniłam do niej i pytam o co chodzi, a ona, że jej się pomyliło i że jednak za wodę też mamy płacić, na co ja jej odparłam, że niestety nie trafiła na idiotów i żeby wysłała nową fakturę. Nie mówiąc już o tym, że przez pierwsze 2 tygodnie mieliśmy 3 fachowców w mieszkaniu, bo wyszły rzeczy, których nie dało się sprawdzić przy oglądaniu mieszkania. Na szczęście w umowie było, że koszty za to ponosi właściciel.

Odpowiedzi (2)
Farellka Odpowiedz

Kurde patent z #6 dobry. Domowa służba i pielęgniarka w jednym, i to ona płaci tobie a nie ty jej. Genialne xD

Zobacz więcej komentarzy (11)

#TtfZh

Bardzo nie lubię swojego uśmiechu... Może zacznę od początku:

Kiedy miałam z 10 lat zauważyłam, że moje górne trójki nie wyrosły (mam za małą szczękę) pozostawiając za sobą wielką szparę pomiędzy zębami - diastemę. Na początku w ogóle się tym nie przejmowałam, ale z wiekiem coraz bardziej zaczęło mnie to dekoncentrować i sprawiać, że czułam się po prostu brzydka. Prosiłam moich rodziców o to aby poszli ze mną do ortodonty. W końcu po 6 latach tata poszedł ze mną na wizytę. Okazało się, że stan jest poważniejszy niż można było przypuszczać. Okazało się, że konieczne będą do usunięcia dwie górne czwórki, a "wyciąganie" trójek może być bolesne, a nawet ryzykowne, bo przecież nie można stwierdzić czy te zęby nie są w żaden sposób zepsute no ale cóż... warto było chociaż spróbować i zaryzykować.

Minął już rok od całej tej ,,katorgi”. Moje trójki są zdrowe i już niedługo będą na miejscu czwórek. Prawdopodobnie za tydzień będę miała już zakładany aparat na górne zęby i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa! Mam nadzieje, że w końcu nadejdzie dzień, w którym będę mogła uśmiechnąć się szeroko i być dumna ze swojego uśmiechu! Jak to powiadają "żeby być pięknym trzeba cierpieć". Trzymajcie kciuki kochani!
KonNaBialymKsieciu Odpowiedz

Życie cię nie oszczędza.

Sauika Odpowiedz

Ale co w tym anonimowego? Nie chce się czepiać, ale odnosze wrażenie, że za jakiś czas Anonimowe zaleje fala wyznań typu: "Mam dzisiaj ochote na płatki z mlekiem, anonimowi trzymajcie kciuki abym bezpiecznie dotarła do sklepu"

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#SVrOM

Od dwóch lat porządnie się zmieniłem. Zacząłem słuchać pewnego gatunku muzycznego, chciałem nauczyć się rysować (co nawet dobrze mi szło, ale nie miałem cierpliwości), a teraz uczę się pewnego środkowoeuropejskiego języka. Pragnę kupić dosyć drogie obuwie, które kojarzy się starszym babciom z satanistami, a do nich nosić sznurówki w specyficznym kolorze. Na dodatek ostatnio postanowiłem wprowadzić do swojego życia jeden zdrowy nawyk. Co w tym anonimowego?

Po przeanalizowaniu moich zachowań zrozumiałem, że to mój sposób na radzenie sobie z opuszczeniem. Otóż, każda z wymienionych rzeczy nie wyszła z mojej inicjatywy. Za każdym razem gdy ktoś kto grał dużą rolę w moim życiu stwierdza, że czas urwać kontakt, ja zaczynam uważać ich nawyki za "moje" by nie dawać im tak dużej wagi sentymentalnej. Z jednej strony to kształtuje mnie i przez to mam więcej ciekawych zainteresowań, ale z drugiej strony czuje się jak zlepek tych osób.

Nie zrozumcie mnie źle, jestem szczęśliwy będąc tym, kim jestem, tylko kwestionuje to, czy jestem tą prawdziwą wersją siebie.
Kuudere Odpowiedz

Każdy z nas jest niczym innym, jak właśnie zlepkiem cech, na których istnienie wpływ miały czynniki zewnętrzne. Wszystko (i wszyscy), co nas spotyka w życiu, w jakiś sposób na nas wpływa i kształtuje to, kimś jesteśmy - a im większy przy tym ładunek emocjonalny, tym i impakt silniejszy.

Odpowiedzi (3)
DownZpiekla Odpowiedz

Z punktu widzenia psychologii nie ma czegoś takiego jak dosłowne "bycie sobą".

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#9Y0W6

W wieku 18 lat wyszłam za mąż, za faceta z dzieckiem z poprzedniego związku.

Brzmi jak największy życiowy błąd, wiem. Ale tylko brzmi.

Mąż jest starszy ode mnie tylko o kilka lat. Utrzymywał nas póki chodziłam do szkoły. Małżeństwo w nauce nie przeszkadzało, no bo niby czemu? Nie jesteśmy z tych par, w których żona ma gotować i ogarniać cały dom. Szczerze mówiąc, więcej obowiązków miałam w domu rodzinnym - pomagając rodzicom w domu, przy młodszym rodzeństwie itp. niż po ślubie.
Ja po szkole też zaczęłam pracować - studiów i tak nie planowałam, bo po technikum mam dobry zawód, który lubię i na którym mi zależało, nie najgorzej płatną pracę w tym zawodzie.

Z synem męża dogaduję się świetnie, uwielbiam jak jest u nas. Mąż nie ma problemu z dzieleniem uwagi między mnie a syna (ostatnio zszokowało mnie jedno wyznanie na ten temat i wszystkie komentarze pod nim, w stylu: "związek z dzieciatym facetem nigdy nie wychodzi, nigdy nie będziesz się czuła ważna". Nigdy nie odczułam czegoś takiego). Mały jest pół na pół u nas i u swojej mamy - więc mamy czas z nim, ale też czas tylko we dwoje, kiedy dziecko jest u mamy.
Jeździmy we trójkę i dwójkę na wycieczki, zwiedzamy, uprawiamy sport. Mąż jest kochany, odpowiedzialny, nigdy się nie denerwuje, rozmawia ze mną, zabiera na randki. Niczego nie brakuje, pod względem fizycznym, ani psychicznym ani emocjonalnym.

Jesteśmy już 10 lat po ślubie. Niektórzy już nawet powoli zaczynają wierzyć, że nie zmarnowałam sobie życia.
Docha Odpowiedz

Bardzo sceptycznie podchodzę do kogoś kto bierze ślub w tym wieku, ale skoro żyjecie razem już 10 lat i jest ok, to nie pozostało mi nic innego jak życzyć byście w szczęściu byli do końca swoich dni :)

Odpowiedzi (2)
Kuudere Odpowiedz

A ja w wieku 19 lat nawet chłopaka nigdy nie miałam... 😰

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#Q2syS

Jestem uczennicą I klasy technikum (po wakacjach drugiej). Szkoła znajduje się daleko od mojego domu, więc muszę mieszkać w internacie. Według mojej mamy życie w internacie, a szczególnie w moim jest cudowne. Prawda jest taka, że nienawidzę tego miejsca. Za każdym razem gdy tu przyjeżdżam po weekendzie jestem w stanie bliskim depresji i to utrzymuje się przez cały tydzień.



Teraz pod koniec roku szkolnego jestem bliska załamania nerwowego, ciągle chodzę smutna i przygnębiona. W pokoju mieszkam z czterema osobami: dwie są psiapsiłami wcale przy mnie nie rozmawiają, a co dopiero ze mną. Trzecia czuje się wykluczona tak samo jak ja i całymi dniami przebywa na mieście i często nocuje u koleżanki z klasy. Ja też staram się często wychodzić, no ale wiadomo czasami pogoda na to nie pozwala lub jest inny ważny powód by zostać w pokoju.



I wyobraźcie sobie siedzieć cały dzień z trzema osobami w milczeniu, zwłaszcza jak widzisz, że te koleżaneczki ciągle piszą do siebie na messengerze lub wysyłają sobie snapy i wymieniają uśmieszki. To naprawdę dołuje. Całymi dniami jest straszny hałas, bo niektóre nie muszą się uczyć i w głębokim poważaniu mają innych. A na dodatek moja wychowawczyni (mieszkam u zakonnic) chcę żebyśmy chodziły na wszystkie msze, modlitwy i lekcje religii jakie odbywają się w bursie. Kiedy nie przyjdziesz wyjeżdżają z tym że nauka nie jest ważna dla Boga i nie liczy się, że chcecie mieć dobrą pracę w przyszłości. Nie jest ważne że macie najważniejszy sprawdzian z tego przedmiotu w całym roku szkolnym.



Najbardziej zdenerwowało mnie jednak to, że pewnego dnia nasze kochane siostrzyczki bez żadnego poinformowania nas o ty zabrały nam naszą własność (miski, kubki itp) z NASZEGO aneksu kuchennego, który znajduje się na korytarzu i zażądały byśmy za KAŻDĄ naszą rzecz płaciły po 2 złote (teraz już po 5 zł). Nie mam z kim o ty pogadać, więc proszę o radę na przyszły rok. Ja już naprawdę nie daję rady i czuję, że jak będę musiała spędzić tu jeszcze rok (a chyba będę musiała) to popadnę w depresję. Dziękuję że dotrwaliście i proszę o rady.
Smosia Odpowiedz

Napisz na podaniu o przyjęcie do internatu na następny rok szkolny prośbę o to, żeby przydzielili Cię do innego pokoju. Tez mieszkałam w internacie, różne dziwne historie miały miejsce, ale jak ma się fajne osoby w pokoju to jest naprawdę świetnie. :)

Odpowiedzi (3)
Zaslepiona Odpowiedz

Niby trochę bez ładu i składu to wyznanie, ale może spróbuj zaprzyjaźnić się z tą drugą dziewczyną? Albo porozmawiaj z rodzicami, niech zmienią Ci pokój, albo w ogóle internat.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#Tccpu

W wyznaniu na temat interwencji był duży pozytywny odzew, dlatego jako były policjant także postanowiłem napisać parę.

Pojechaliśmy do bloku gdzie miał mieć miejsce wybuch na 3 piętrze. Po takim zgłoszeniu człowiek przygotowany jest na najgorsze. Ale nic z tych rzeczy. Przyjechaliśmy pierwsi, ale na miejscu cisza i spokój. Dwa okna rzeczywiście wyleciały, ale poza tym blok stoi jak stał. Po przyjechaniu strażaków, którzy wyłamali drzwi okazało się, że rozsadziło zbiornik... z bimbrem. Właścicielem bomby alkoholowej okazał się Pan w bardziej średnim wieku.

Też blok. Tym razem ostatnie piętro. Sąsiedzi z dołu zadzwonili, że ten na górze ich zalewa. Drzwi otwiera dwoje dzieci w wieku podstawówki i gimnazjum. Rodziców brak, wszędzie mokro. Okazało się, że rodzice nie chcieli im kupić basenu więc same sobie zrobiły w łazience.

Zima, godzina około 3 rano, pustka kompletna. Stoimy na parkingu większego marketu. Jest to fajne miejsce bo ma się oko na duży obszar. Często też ludzie łamią tam przepisy, a i skoro pijanych klubowiczów tamtędy wraca.
Na parking wpada ford który "driftuje" na ręcznym. Zrobił z 2 kółka, nawrotkę i zanim zdążyliśmy zareagować podjeżdża do nas. Wysiada gość w wieku szkolnym i od razu:
"Panie policjancie ku*wa gdybym ja was zobaczył wcześniej to nigdy bym tak nie zrobił". Dostał mandat za brak trójkąta, a za drifty pouczenie.

Lato, stoimy na światłach, a obok nas kłóci się dwójka młodych ludzi. Nie przeszkadza im nawet nasza obecność i ich otwarte szyby. Bluzgi lecą co drugie słowo. Aż nagle dziewczyna w szale z całą swoją siłą postanawia wysiąść. Niestety uderzając drzwiami prosto w nasz samochód. Jej twarzy po tym chyba do końca życia nie zapomnę.

W sezonie letnim posadzili mnie na tajny motocykl. Po dłuższym czasie jazdy w słońcu, musiałem zatrzymać się pod sklepem aby uzupełnić płyny. W tym samym czasie podjechała grupka motocyklistów, która rozpoczęła ze mną dialog który brzmiał mniej więcej tak:
- Uważaj w stronę x bo ku*wy czają się w krzakach. Nas już zatrzymali. Na szczęście ch*je nie przyj*bali się do rejestracji (miał ją przygiętą) i wydechu.
- Dzięki wielkie, ale jestem bardziej po ich stronie.

Puściłem ich dalej, ale zdziwieni byli mocno.

Wyprzedzamy tajną ciąg samochodów z prawego pasa. Po wróceniu na prawy pas wyprzedza nas samochód i nagle hamuje. Przyspiesza i znów przed nami hamuje prawie do 0 (tzw. Szeryf). Gość się zdziwił jak włączyliśmy bomby. Dostał 500zł za samo zdarzenie, kilkaset za inne + auto wróciło na lawecie, bo stan nie był idealny.

Zatrzymaliśmy kierowcę który przekroczył prędkość o około 60km/h. Okazało się, że pasażer ma uciętą w połowie rękę. Oszczędzając szczegółów nie było najlepiej, gość już nie kontaktował. Przetransportowaliśmy go do karetki z którą spotkaliśmy się w połowie. Na szczęście uratowali go.
Antarees Odpowiedz

Wolę to niż niekończące sie wyznania o depresji, więc pisz więcej :3

inst1234 Odpowiedz

Więcej takich historii!

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#7ujf1

Uwaga, będzie obrzydliwie.

Lata temu (okolice 17-tki), pojechałam ze znajomymi i moim ówczesnym chłopakiem na krótkie wakacje pod namioty. Dodam, że nie konsumowaliśmy jeszcze (ponad rocznego, w naszym mniemaniu bardzo poważnego) związku, ja byłam dziewicą, on prawiczkiem. Wiadomo było zatem, co się kroi, miłość wyznana i oboje chcemy...

Wieczorem pobalowaliśmy w grupie, potem porozchodziliśmy się do namiotów. Mój mężczyzna wypił (jak się okazało, niejednego) "kielona na odwagę", ale upierał się, że wszystko w porządku i "da radę"! Nie bełkotał ani nie szedł na czworakach, zachowywał się normalnie, uznałam więc, że rzeczywiście jest ok. Wcześniej romantycznie wręczył bukiet kwiatów polnych, gumki mieliśmy, podeszliśmy do sprawy odpowiedzialnie. Rozbieram się więc i kładę, lekko wystraszona i podekscytowana jednocześnie...

Gdy tymczasem chłopak po ściągnięciu gatek puścił na ziemię solidnego pawia.
Ciężko było to ukryć (w dodatku lekko dostałam rykoszetem), nastrój oczywiście prysł. Przyjemnie nie było, sama z trudem powstrzymałam jedzenie wracające do ust, ale wstałam, żeby mu jakoś pomóc (starałam się zrozumieć, że nerwy, alkohol, no cóż - nie dziś). Chłopak w stresie najwyraźniej próbował wybrnąć żarcikiem, bo... umoczył rękę w tym, co z siebie wyrzucił i przejechał nią po swoim penisie, mówiąc, żebym wracała na miejsce, poślizg będzie!

Nie wytrzymałam, wyleciałam z namiotu, porzygałam się, następnie ogarnęłam i poszłam po znajomych, żeby pomogli posprzątać (ups, wypiliśmy za dużo... zrozumieli, pomogli i przygarnęli, gdy wietrzyliśmy).
Chłopak jakoś się wymknął, żeby się umyć, nie byłam w stanie do niego podejść w tym momencie, czysta groteska. Żodyn się nie dowiedział, co tam się stało (on potem udawał, że nie pamięta).

Zakończenie: nigdy się nie kochaliśmy, zerwaliśmy niedługo później (z innego powodu: zdradził, przespał się z inną, okazał się niezłą mendą - nie pytałam, jak poszło tym razem...). Ujawniam tajemnicę na Anonimowych - pozdrawiam, P.!
majer Odpowiedz

Pewnie tamta doceniła poślizg.

Odpowiedzi (3)
MiT Odpowiedz

Czyli rzygi uratowały Cię przed dupkiem 😂.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#8bhHG

Mój wujek wziął banknot 50-złotowy na mszę do kościoła. Podczas zbierania na tacę uznał, że to zdecydowanie za dużo. Gdy ksiądz przechodził, grzecznie wrzucił papierek do tacy, wyjmując przy tym 2 inne papierki 20-złotowe.
Mina księdza bezcenna :D
aloevera27 Odpowiedz

Naprawdę, przerabianie starych kawałów już jest po prostu żałosne...

zakretas123 Odpowiedz

Ale to normalne i często spotykane.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie