#RPr2l

Miałem zły czas, gdy z moją Mamą zaczęło dziać się naprawę źle. Zacząłem pić.
Były dni, że w pracy byłem sam dla siebie. Czyli siedziałem przepisową ilość godzin. I - zacząłem kupować w takie właśnie dni poranne piwo.

Ktoś to jednak zauważył rano i doniósł szefowi.

Ten się pojawił nad ranem z moim wnioskiem urlopowym w ręce i dał wybór: idę do domu i on o tym zapomina, albo będę miał problemy na poziomie co najmniej policji.
Różnie o nim mówią, ale tego nie zapomnę. 


Mama nie żyje już 6 lat, a ja się trzymam.
ingselentall Odpowiedz

Podziękuj szefowi. Możecie na przykład iść razem na piwo.

#vffZw

Od roku dojeżdżam do pracy dosyć długą trasą. I od kilku miesięcy w autobusach powrotnych regularnie widuję faceta - zwykłego gościa, który chodzi w czarnych ciuchach i traperach, z plecakiem, zawsze słucha muzyki, czasem pije kawę, czyta coś na telefonie, zachowuje się jak każda inna osoba. Różnica jest taka, że wygląda nieziemsko dobrze. Ma takie intensywne, duże i ciemne oczy, jak nikt inny. W życiu zajmowałam się trochę sztuką, więc za każdym razem jak mijam go gdzieś na przystanku albo w autobusie, mam ochotę podejść do niego i zapytać "przepraszam, czy mogę narysować twój portret, bo jesteś najpiękniejszą osobą jaką w życiu spotkałam?".

Wbrew pozorom nie mam 15 lat. Mam prawie 30. Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. Zawsze zanim ktoś naprawdę mi się spodobał, musiałam go poznać. A tutaj... Czuję się, jakby wszystkie zasady zostały zostały wywrócone do góry nogami.

Patrzę na niego co jakiś czas, za każdym razem kiedy go mijam. On też czasem zerka się na mnie, jakby zdziwiony, że w ogóle zwracam na niego uwagę. Ale nie odzywam się przez strach. Boję się do niego zagadać, bo mam trochę kompleksów, w tym jeden wynikający z fobii, kompletnie odrzucający większość dbających o siebie, logicznie myślących ludzi. Z drugiej strony boję się, że kiedyś będzie ten ostatni raz i nie zobaczę go już nigdy więcej, a potem będę żałować, że nic nie zrobiłam.

Jest mi strasznie nieswojo z faktem, że regularnie myślę o osobie, której zupełnie nie znam i z którą nie zamieniłam nawet jednego słowa. I naprawdę nie wiem co robić.
ingselentall Odpowiedz

Masz dac mu kontakt do siebie i zaprosić na portretowanie. A później na kolację ze śniadaniem. Powodzenia!

Odpowiedzi (2)
vylarr Odpowiedz

Zaproś go na koncert metalowy, albo wspólne przywoływanie demona.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#lMriP

Mam dość swojej siostry. Wyżywa się na na mnie i moich rodzicach tylko dlatego że nie lubi swojej pracy. Jakbyśmy kazali jej tam iść. Jedyny ton głosu jakiego używa to krzyk. Krzyczy na nas o wszystko np. o głupie gumki recepturki bo ich nie umiała znaleźć. Nawet krzyczy jeśli "grzecznie" się jej o coś zapytamy. Czepia się nas a szczególnie naszej mamy. Bo to źle zrobiła, to źle położyła. To naprawdę jest wkurzające. Boję się zapraszać kogokolwiek do domu bo nie chce żeby słyszeli jak ona krzyczy i się wyżywa. Ja wiem że jest zmęczona ale to ona sama sobie wybrała takie życie. Cały czas mówi że ma dość tego domu, nas i że się wyprowadzi ale jakoś od tylu lat nie potrafi się wyprowadzić. Dziwię się że rodzice nie wyrzucili jej jeszcze z domu. Ja wiem że ona ma jakiś problem z sobą i powinna iść do psychloga bo jak tak dłużej będzie to prędzej ja tam trafię.
Dantavo Odpowiedz

To, że ma stresująca pracę absolutnie nie daje jej prawa, by na was krzyczeć. Spróbuj pogadać z rodzicami, może uda się ich przekonać, żeby przeprowadzili z nią poważną rozmowę. Przecież nie muszą od razu wyrzucać jej z domu.

Odpowiedzi (2)

#eA1AJ

Opisuję kawałek swojej historii bo jestem mocno zagubiony i głęboko nieszczęśliwy.

Jestem trzydziestokilkuletnim facetem żyjącym w związku małżeńskim, wiodę przeciętne życie. Nie jestem typem faceta, który może się podobać kobietom. A jednak jedną poznałem i swego czasu coś we mnie dojrzała. Po kilku letnim związku pobraliśmy się i sądziłem, że ten dzień będzie najfajniejszym jaki mnie spotkał. Początkowo było bardzo fajnie ale ostatnie miesiące są pasmem kłótni, cichych dni i zamykania się na siebie.

Z żoną wykonujemy ten sam zawód, ale szczęśliwie pracujemy w różnych firmach. Żona jest zdolniejsza, mądrzejsza i dlatego zawodowo jest w zupełnie innym miejscu. Ja zaś od kilku miesięcy przymierzam się do zmiany pracy ale idzie mi to dość słabo. Praktycznie nikt do mnie nie dzwoni, a jeżeli już to oferty są jeszcze gorsze od dotychczasowej. Tutaj jednak jestem w miarę optymistą i wiem, że w końcu uda się znaleźć ciekawszą ofertę. Stety, niestety żona otacza się ludźmi sukcesu, którzy nie dość, że są w moim wieku albo młodsi to zarabiają znacznie większe pieniądze ode mnie. Oczywiście jestem z nimi porównywany i łatwo się domyślić kiepsko wypadam.

To, co mnie dobija to moja relacja z żoną. Nasz związek od niemal zawsze był dość specyficzny ale nie przeszkadzało nam to. Na czym polegała specyfika? Otóż każde z nas nie lubi, gdy druga osoba jest zbyt absorbującą. Musi istnieć poczucie wolności i możliwość realizacji swoich zainteresowań tych mniejszych i większych. Jesteśmy parą, która nie spędza ze sobą każdej godziny, jemy osobno, śpimy osobno i wspólny czas spędzamy najczęściej w samochodzie.

Na gruncie życia intymnego nasza relacja praktycznie nie istnieje - przed małżeństwem kochaliśmy się raz na kilka lat, po ślubie kilka razy. Z tym, że ostatnie razy kompletnie się nie udały z mojej winy a było to spowodowane m.in trybem życia, stresem i ogólnym zmęczeniem. Dodatkowo pewnego dnia odkryłem jej wiadomość do jednej z koleżanek, w której się skarżyła na nasze pożycie i wspominała o jednym koledze z pracy. Kompletnie mnie to wtedy dobiło i nie umiałem się z tym pozbierać. Próbowaliśmy to wyjaśnić i szczerze myślałem, że skoro przyszło "oczyszczenie" to będzie już lepiej. Mimo upływu kilku tygodni od naszych rozmów i kilku podejść do zbliżenia się do siebie, nasze pożycie jest fatalne bo w czuję, że żona nie odbiera mnie jako 100%. Po początkowym żartach i uszczypliwościach, które śmieszyły naszą dwójkę, doszła do etapu wyśmiewania się ze mnie jako mężczyzny. Jestem notorycznie przygnębiony, chciałbym zmienić wszystko, czasem myślę, żeby skończyć ze sobą. Ogólnie jestem bardzo nieszczęśliwym człowiekiem bo nie spełniam się w roli ani męża ani faceta.
Dantavo Odpowiedz

Jest różnica między wolnością i realizacją swoich zainteresowań, a życiem osobno. Twój opis waszego związku przypomina bardziej życie współlokatorów, a nie pary. W związku każdy powinien mieć czas dla siebie, ale wy praktycznie w ogóle nie spędzacie go razem. Nie rozumiem więc czego oczekujesz. Jesteście współlokatorami, a nie małżeństwem.

Postac Odpowiedz

"Musi istnieć poczucie wolności i możliwość realizacji swoich zainteresowań tych mniejszych i większych" - to jest calkowicie normalne.
"Jesteśmy parą, która nie spędza ze sobą każdej godziny, jemy osobno, śpimy osobno i wspólny czas spędzamy najczęściej w samochodzie" - to już normalne na związek nie jest.

Żyjecie obok siebie. Twoja żona jest kobietą sukcesu i otacza się takimi ludźmi. Spędza z nimi więcej czasu niż z Tobą. Ty jesteś przeciętny, co Twoja żona zaczęła zauważać i jej to nie pasuje. Przeciętność nie jest zła. Spokojna praca, trochę znajomych, jakieś hobby - to cel wielu ludzi; większości, których znam. Mój też. Mojego męża również.

Czym są spowodowane: stres i zmęczenie? Może próbujesz prowadzić życie, które podobałoby się Twojej żonie, a nie Tobie? Może próbujesz uszczęśliwić ją kosztem siebie? Może zwyczajnie nie pasujecie do siebie: kobieta sukcesu plus szara myszka? Chyba powinniście to przegadać, bo teraz jesteście nieszczęśliwi oboje.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#3XkMV

Miałam około 11 lat i przeziębiłam sobie pęcherz. Działało to tak, że jak zachciało mi się siku to miałam około 10 minut żeby dobiec do domu, inaczej posikalabym się. Byłam wtedy w innym mieście na wakacjach u babci i często wychodziłam na dwór pobawić się z grupką znajomych. Wtedy poczułam potrzebę skorzystania z toalety, wiec zaczęłam zmierzać do domu babci. Byłam już dość blisko, poczułam okropny ścisk pęcherza i wiedziałam ze muszę biec żeby zdążyć. Okazało się, że babci nie ma w domu, poszła na działkę. Nie wiedziałam co zrobić, babcia mieszkała w bloku więc stwierdziłam, że załatwię się w piwnicy. Pech chciał, że sąsiad akurat tam był i wyciągał rower. Czułam ze już dłużej nie wytrzymam. Schowalam się za róg i popuscilam, sąsiad mnie widział, kałuża także była dość długa, zaczęłam krzyczeć „NO NIE, PICIE MI SIĘ WYLAŁO” i uciekłam z piwnicy jak najdalej mogłam. Nadal czuje wstyd, gdy go widzę, podejrzewam, że on wie, że to nie było picie.
Ibanez Odpowiedz

To nie lepiej bylo pojsc w jakies krzaki? Albo do sasiada zastukac? Bylas dzieckiem, wpusciliby Cie ;)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#49FjX

Cholerni smarkacze jeżdżą po mieście po nocach i piłują te BMW E36, E39 czy E46 z pierdzącym tłumikiem do czerwonego pola, w związku z czym nie dają spać mieszkańcom. Za dużo siły? To na budowę łopatą piach przerzucać. Doskonalenie umiejętności driftowania, palenie kapcia, ruszanie z piskiem – nie mam z tym problemu. Ale nie po publicznej drodze! Jedźcie sobie na jakieś stare, opuszczone lotnisko czy parking pod marketem w niedzielę i tam sobie piłujcie te rupiecie, aż korba bokiem wyleci. Ruch miejski to nie jest miejsce na durne popisy. Potem będzie płacz, że OC drożeje. Właśnie przez Wasze zachowanie na drogach tak się dzieje.

#PyGiJ

W moim odczuciu polski rynek pracy nadal jest głęboką patologią i piekłem, w którym w sposób bardziej lub mniej jawny jest obecna mentalność wyzysku, zamordyzmu, dziadostwa i horroru. Koniunktura i wskaźnik bezrobocia może stały się zapalnikiem jakichś zmian, ale to jeszcze lata świetlne i zwykłe pudrowanie, realnie nic się nie zmieni, dopóki nie odejdą na emeryturę dwa pokolenia Polaków.

Według mnie pracodawcy i szefowie mają dalej zakodowane w podświadomości te same zachowania. Jeśli nie jesteś w jakimś TOP 1 procent ludzi z najbardziej deficytowymi, ścisłymi umiejętnościami, to powiedzą ci, żebyś się nie przejmował, że nic takiego, ale i tu pojawia się cały problem, że wtedy twoje warunki będą tak dziadowskie, jakby się nic nie zmieniło, a i tak pewnie w końcu zaczną od ciebie wymagać, żebyś zaczął robić to co ci geniusze i czego niby nie musiałeś robić, no ale trzeba. Jeśli nie jesteś w tym TOP-ie, to możesz liczyć tylko na wyzysk, terror, horror, zmuszanie cię do jakichś chorych rzeczy, których nie chcesz robić, brak spokoju, próbę dokręcania ci śruby na każdym kroku.

Będziesz musiał nadążać za karierowiczami, Polakami, którzy postawili firmę i robotę na pierwszym miejscu i jest sensem ich życia. Nie powiedzą ci już tego wprost, bo coś tam się niby poprawia, ale nadal będzie niewyrażone oczekiwanie, żebyś się angażował ponad miarę i niezadowolenie, że nie chcesz.

Tylko że moim zdaniem jeśli ktoś w swoim być może jedynym życiu postawił na pierwszym miejscu jakąś firmę kogoś innego, z której ma tylko okruchy niewidoczne pod mikroskopem, to jest idiotą. Zmarnował swoje życie.

I jeszcze jedna ważna kwestia, nieważne, czy to jest mała, prywatna firma, czy jakaś korporacja. Dopóki pracują tam Polacy, to warunki, atmosfera i wszystko będzie tam do szpiku kości dziadowskie i beznadziejne. Podobać się będzie tam tylko takim, co stracili sens w życiu i jarają się swoją robotą.
rocanon Odpowiedz

Niestety w Polsce jest nadal sporo firm z kategorii "Januszex", które bazują na cwaniactwie i kombinatorstwie swoich szefów, często kosztem pracownika. Prowadzą swoje firmy metodą rabunkową - byle teraz wycisnąć z niej jak najwięcej, zupełnie olewając to, że takie działania mogą w przyszłości zniszczyć firmę. Do tego zachowują się jak udzielni książęta, traktując swoich pracowników, jak chłopów pańszczyźnianych. Wszystko byle tylko wydusić z interesu jak najwięcej kasy. Do takich "Januszy biznesu" nie dociera, że inwestowanie w pracownika, to inwestycja w firmę, a dobry pracownik pracuje lepiej, co przekłada się na wyniki finansowe firmy. nadal uważają, że to co płacą to i tak dużo, nawet jeśli to minimalna krajowa, a jak się komuś nie podoba, to za rogiem czeka 20 na jego miejsce.
Na szczęście powoli to się zmienia, zdarzają się czasem firmy, w których dba się o pracownika, rośnie też świadomość i poczucie godności pracowników, czemu sprzyja niskie bezrobocie. Teraz pracownicy nie dają się źle traktować i wyzyskiwać. Coraz częściej potrafią walczyć o swoje i jak w pracy jest źle, to odchodzą. Z tym 1% to przesada, ale dobry, ogarnięty pracownik szybko znajdzie sobie pracę, natomiast zły pracodawca, nawet jak znajdzie kogoś do pracy, to taka osoba szybko zorientuje się, co się dzieje w firmie i też ucieknie. Coraz większe znaczenie ma opinia o firmie - jako miejsce pracy, pracownicy coraz częściej, zanim złożą cv, szukają opinii nt. pracodawców, a ci najgorsi mogą liczyć jedynie na młodych bez kwalifikacji, czy desperatów nie mogących znaleźć lepszej pracy.
Wszystko oczywiście zależy od mentalności. Do puki będą istnieć ludzie o mentalności chłopa pańszczyźnianego, godzący się na traktowanie jak popychadło w pracy, do puty będą istnieć tacy, co będą to wykorzystywać.
Z tym się zgadzam - przesadne angażowanie się w pracę w czyjejś firmie to głupota. Szefostwo w większości przypadków tego nie doceni, a na pracowniku odbije się to stresem, nerwami i frustracją.

Odpowiedzi (1)
AvusAlgor Odpowiedz

No dobrze, ale co stoi Ci na przeszkodzie żeby założyć własną firmę i udowodnić wszystkim, że Anty-Januszex działa sto razy lepiej niż te typowe Januszexy?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#xay60

Kobieta, lat 26, ostatnio chłopaka miałam, jak miałam jakieś 21 lat. To nie była łatwa znajomość, pomimo że byłam już „dorosła”, to byłam głupia i przede wszystkim zakochana. A on był toksyczny. Ale wtedy przymykałam na to oko i wybaczałam. Po dwóch zerwaniach, trzecie było ostateczne. Uwolniłam się od niego. W każdym razie od tamtego czasu z nikim nie byłam. Jasne, chciałam przez pewien czas odpocząć i z nikim się nie wiązać, ale teraz... zaczynam mieć wrażenie, że z nikim nie będę. Nie mam jak kogoś poznać – od pracy do domu, od domu do pracy, znajomych niewiele i ciągle ci sami, a głównie i tak spędzam czas wolny w domu i odpalam sobie jakaś grę albo serial. Tindera odmawiam, miałam przez chwilę i to nie dla mnie. Zwłaszcza wieczorami robi mi się przykro.
AvusAlgor Odpowiedz

A o to i jest! Ona! Prawdziwa księżniczka, taka o jakich opowiadają legendy, jakie już ponoć nie istnieją...
Tak, w dawnych czasach wystarczało, że księżniczka siedziała sobie w oknie wieży, czekając na księcia z bajki, a on faktycznie przyjeżdżał. Teraz? Cóż... Jak siedzisz w domu, nikomu się nawet w oknie nie pokażesz, to nie tylko żaden książę nie przybędzie, ale nawet ani gajowy ani cienietnik, ani nawet świniopas. Taki jest już związek przyczynowo - skutkowy. Skąd absztyfikanci mają wiedzieć o Twoim istnieniu i ewentualnym zainteresowaniu związkiem? Chyba, że masz jasno sprecyzowane, że partnerem Twym może zostać tylko czarnoksiężnik-jasnowidz i taki to drogę na pewno znajdzie. Jeśli tak, to życzę wytrwałości :)

Zobacz więcej komentarzy (4)

#Vh01a

O tym, jak to jest być kimś, kto się stara robić wszystko dobrze, a i tak jest traktowany najgorzej. 
Jestem już osobą dorosłą, moja matka jest na emeryturze, starszy brat to alkoholik. Zawsze staram się robić zakupy do domu, sprzątać i w ogóle zadbać o dom. A wyżej wymieniony alkoholik co prawda zarabia pieniądze, ale za swoje to tylko pije. Żre za nasze skromne pieniądze! Mnie już to doprowadza do szału, ale matka nie widzi w tym nic złego, tylko jeszcze lata za nim z obiadkami i podstawia mu pod nos, mimo że on i tak czasami nawet nie tknie tego obiadu, a mamusia narzeka, że ona mu dała, a on nie zjadł. Czasami się nawet nie odzywam, bo szkoda nerwów, a czasami odpowiadam: „To po co mu dajesz? Jak i tak on pijany ma gdzieś twoje jedzenie!”. Ale ona zawsze mówi, że jak to dziecku własnemu nie dać jeść. No OK, poniekąd się zgodzę, ale to już jest dorosły facet, który zarabia tylko na swoją wódkę! A co więcej, jak już wszystkie swoje pieniądze przepije, to woła od matki, a ona mu daje.
Ludzie... jak żyć?
Dantavo Odpowiedz

Niestety raczej mamy nie przekonasz, by zmieniła podejście do Twojego brata. Moim zdaniem jedynym sensownym rozwiązaniem jest wyprowadzka najszybciej, gdy będzie to możliwe i życie na własny rachunek.

NiezbytSprytny Odpowiedz

Jak to jak żyć? Na dystans oczywiście.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#dWT8G

Nie wiem jak inni zinterpretują moje wyznanie, ale chciałabym się tym podzielić z kimś innym niż tylko rodzina, która mnie nie rozumie.
Od dłuższego czasu szukałam pracy, jestem rok po szkole, no i ciężko z tym było, a jedną pracę na produkcji już za sobą miałam. Dwa tygodnie temu trafiła się okazja „poduczenia” w zawodzie pokrewnym do mojego w dość dobrze prosperującej firmie. Rodzina nakręciła się na tę pracę niesamowicie, nie widzą mnie już w innej branży, twierdzą, że wszystkiego się nauczę i mam się nie stresować, bo 3 miesiące okresu próbnego są po to, żeby mnie wszystkiego nauczyć. Ja natomiast mam mieszane uczucia co do tego, bo mimo że kończyłam podobny kierunek, wiedzy miałam brak na jakiekolwiek temat, systemy i to co tam robią pierwszy raz na oczy widziałam. Atmosfera jest tam w porządku, nikt nie krzyczy ani nic, tłumaczą mi wszystko, ale mam przeczucie, że jak już przyjdą bardziej skomplikowane rzeczy, to nie ogarnę. Boję się, że sama nie będę umiała nic zrobić, jak już przyjdzie taki czas. Chciałabym naprawdę podołać tej pracy i pokazać, że osoby, które mnie tam poleciły miały rację z tym, że odnajdę się na tym stanowisku. Nie chciałabym nikogo zawieść, tym bardziej rodziny, ale z tyłu głowy myślę o rezygnacji...
Novara Odpowiedz

Słuchaj tych, co prowadzą szkolenia, pytaj jak czegoś nie wiesz, rób notatki, jak coś jest zbyt trudne, żeby zapamiętać, jeśli to możliwe, to poczytaj sobie w necie o tej branży, poszukaj jakiś szkoleń itd.
W różnych firmach szkoliłem w sumie 3 takie osoby - świeżaki, co dopiero co zdały maturę. Na początku były beznadziejne, ale po jakimś czasie nauczyły się i zaczęły ogarniać. Nic od razu, nie przejmuj się początkowymi niepowodzeniami. Dasz radę!

ohlala Odpowiedz

Twoje odczucia są zupełnie normalne. Powiem więcej - czułabyś się podobnie nawet, gdybyś trafiła do swojego zawodu. Masz minimalne doświadczenie i odczuwasz lęk przed tym, co nowe. Z tego lęku wymyślasz sobie przyszłe problemy, chociaż aktualnie dobrze sobie radzisz. Trafiłaś do fajnego miejsca, jesteś szkolona, więc daj sobie szansę. A jeśli w przyszłości okaże się, że to jednak nie dla Ciebie? Trudno, takie życie, nie ma nic złego w zmianie miejsca zatrudnienia.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie