#HfAMJ

Każde dziecko chce spełniać dobre uczynki, by potem trafić do nieba, śpiewać z aniołkami i jeść dużo waty cukrowej z chmur.

Ja nigdy nie chciałam tam trafić, ponieważ przesadnie wierząca ciotka powiedziała mi, że w niebie nie ma zwierząt.

Nie ma to jak zabić wiarę pięciolatki.

#2eOtW

Jestem akurat na tyle inteligenty, żeby zdawać sobie sprawę z własnej głupoty. Zazdroszczę niemądrym ludziom życia w nieświadomości, jacy są tępi. Musi być przyjemnie, kiedy można stwierdzić, że ktoś życia nie zna i głupoty wymyśla, jeśli akurat nie jest się w stanie ogarnąć czyjegoś zamysłu.

#UlsKT

Mam 22 lata, od 2 lat jestem seksworkerką i ogłaszam się na znanym portalu. W pewien poniedziałkowy wieczór dostałam telefon, przy którym słyszałam dwóch mężczyzn. Chcieli oni mnie wynająć dla swojego znajomego na 20. urodziny. Usługa miała trwać 2 godziny, uzgodniłam z nimi warunki etc., impreza miała być w piątek. Zjawiłam się, choć miałam obawy co do samej osoby, z którą miałam spędzić ten czas. Jak to zawsze z nowymi klientami stresuję się, ponieważ nie wiem, jak wyglądają, czy są higieniczni, czy nie mają fetyszów, które mi nie będą odpowiadać itd. Dostałam tylko zdjęcie twarzy, na pierwszy rzut oka przystojny mężczyzna. Pieniądze dostałam z góry, Kamil (przyjmijmy takie imię na potrzeby opowieści) nie wiedział o niczym, miała to być dla niego niespodzianka.

Weszłam, od razu zaczęłam przechodzić do tematu. Jak zawsze przy spotkaniach ze mną, staram się porozmawiać o fetyszach, o tym, co lubi, co go kręci, co by chciał ode mnie, aby się dobrze czuł, ja wyrażam też swoje zdanie. Zdarzają się niestety faceci, którzy nie rozumieją i zdarzył się jeden przypadek, przy którym zostałam pobita. Kamil nie był osobą wstydliwą, zdziwił się, ale o dziwo zaczęliśmy rozmawiać, sam zadawał pytania, odpowiadał bez stresu, bez skrępowania, ja odpowiadałam mu również szczerze. Po chwili rozmowy, kilku pocałunkach zapowiadało się przyjemnie. Wtedy Kamil przeprosił, odsunął się do okna i je otworzył, wziął paczkę papierosów i spytał, czy się poczęstuję. Pomyślałam czemu nie, w papierosach nic nie było, otworzył nowo kupione z folii na moich oczach, więc wzięłam bez obawy. Podczas palenia jeszcze porozmawialiśmy, spytał, czy miałam ciężki dzień, z racji wcześniejszej rozmowy czułam się przy nim swobodnie. Opowiedziałam mu, że miałam dzisiaj czterech klientów, jeden z nich był dość niesforny, chciał za dużo wbrew mojej woli, oraz o tym, że taka praca jest ciężka, o ogólnym dyskomforcie tego zawodu. Powiedział, że rozumie i dał mi drugiego papierosa. Sam też zapalił i tym razem poszło bez słów.

Po chwili powiedział, że za chwilę wróci, bałam się. Myślałam, że nie jest zadowolony, czułam wtedy lekką irytację, bo minęło już ponad pół godziny. Za chwile wrócił, w ręce miał pizzę z mikrofali i dwa piwa. Włączył telewizor. Spytał, co oglądamy, bo skoro miałam męczący dzień, pewnie nie mam siły ani chęci. Po chwili rozmów i kilku żartach położyłam się koło niego. Wtuliłam się i oglądaliśmy serial. Przez chwilę czułam się z nim, jakbym miała chłopaka, buziaki, łaskotki, zaczepki. Sama nie wiem kiedy, a przeszło do rzeczy, pierwszy raz od kilku tygodni czułam się fajnie, przyznał mi, że nie chciał, żebym się źle czuła. Udało mu się. 

Było to dwa miesiące temu. Od tamtej pory mamy stały kontakt... jako przyjaciele. Bez korzyści, po prostu uwielbiam z nim rozmawiać.

#ck5nF

Co Wy wiecie o skąpstwie... Opiszę jeden z genialnych sposobów mojej siostry na zaoszczędzenie pieniędzy.

To, że nie spłukuje się wody po jednym czy dwóch siusianiach, to zapewne podejście klasyczne, stosowane przez wiele osób. Niespuszczanie wody po dwójeczce to już hardkor. Ale bardziej hardkorowe jest nieużywanie spłuczki w ogóle. Zamiast tego zaś posiłkowanie się jednorazowymi woreczkami, które ukradło się z biedry w ilościach hurtowych. Wygląda to tak, że siostra rozpościera woreczek pod dupą, przytrzymuje pośladami, żeby nie odpadł i robi swoje. Potem wyjmuje, zawiązuje i wrzuca do kosza. W ten sposób – jak twierdzi – potrafi przez kilka tygodni nawet nie spuszczać wody (siusiu często trzyma do prysznica albo robi w pracy).

Jak się o tym dowiedziałem? Zdziwiło mnie, że jedna z szuflad w regaliku łazienkowym wypchana jest plastikowymi torebeczkami (szukałem czegoś do „lektury” podczas posiedzenia). Szczęśliwie dla wszystkich wokół siostra nie nalega, aby goście załatwiali się w ten sam sposób co ona.

#fp482

Ostatnio coraz częściej myślę o swoich osiemnastych urodzinach. Widzę wokół siebie ludzi, którzy organizują wielkie przyjęcia, wynajmują sale, zapraszają mnóstwo znajomych i dostają wymarzone prezenty. Zazdroszczę im tych chwil, radości i poczucia, że mogą świętować wejście w dorosłość w naprawdę wyjątkowy sposób. Ja niestety wiem, że moja osiemnastka nie będzie wyglądała tak samo. Sytuacja finansowa nie pozwala nam na organizowanie przyjąć, a moje urodziny nigdy nie były wielkim wydarzeniem. Najbardziej boli mnie jednak to, że nawet nie mam grona znajomych, z którymi mogłabym świętować ten dzień. Widzę zdjęcia pełne uśmiechniętych ludzi otoczonych przyjaciółmi i czuję ukłucie zazdrości. Nie chodzi nawet o drogą imprezę, ale o samo poczucie, że ma się obok siebie osoby, które cieszą się razem z tobą i chcą spędzić z tobą ten wyjątkowy moment. Moja osiemnastka prawdopodobnie będzie bardzo skromna i spędzę ją sama. To smutne, bo osiemnaste urodziny są tylko raz w życiu, a ja już teraz mam wrażenie, że ominie mnie coś, na co czekałam przez wiele lat :/

#Fe6bD

Jestem w 3 klasie technikum. Zawaliłam matematykę przez co będę pisać poprawkę w sierpniu. Boję się że nie zdam bo nie wiem jak opanować materiał i czy dam radę w 2 miesiące ogarnąć cztery działy.

To nie tak że się nie uczę. Miałam na początku trojki i jedynki - mózgiem z matematyki nie jestem, ale wystarczyło żeby mieć dwójkę na półrocze. W drugim półroczu niestety same jedynki. Na korepetycjach i w domu umiem, a w szkole stres i czarna dziura w głowie jakbym się nigdy tego nie uczyła.

Miał ktoś taki sam problem z anonimów lub podobny? Jeżeli tak to jak się nauczyliście i poradziliście sobie ze stresem?
Novara Odpowiedz

Po prostu naucz się wszystkiego i na poprawce nie zwracaj uwagi na nauczycielkę. Wyobraź sobie że jesteś na korkach i odpowiadasz przed korepetytorem.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#rubye

Byłam w zerówce, a taki mały chłopczyk chodził wtedy do przedszkola. Weszłam do toalety, która była wspólna dla dziewczynek i chłopców. Zauważyłam, że ten mały zamknął tylko drzwi, ale nie przekręcił zamka. Myłam sobie rączki, więc podbiegłam i otworzyłam mu drzwi na oścież. Chyba chciałam go po prostu nauczyć, żeby w przyszłości pamiętał o zamykaniu, ale mam wrażenie, że go straumatyzowałam, bo już nigdy więcej go w tej szkółce nie zobaczyłam.

#g0RTi

Od jakiegoś czasu pracuje z nami córka szefa, dorosła kobieta. Miała być pomocą, a w rzeczywistości bardziej przeszkadza, niż pomaga. Pracuję tu już wiele lat i wiem, że po czasie, jaki tu spędziła, powinna nabrać już biegłości, a tymczasem zadaje ciągle te same pytania. Każdy jej pomaga i tłumaczy. Nie tylko dajemy gotową odpowiedź, ale też tłumaczymy jak w przyszłości poradzić sobie z czymś samodzielnie, ale to jak grochem o ścianę.
Kobieta ogólnie miła, po studiach, ale w rozmowie jak z dzieckiem. Zastanawialiśmy się, czy to jej lenistwo, czy jakieś braki intelektualne. Czasem popełnia tak idiotyczne błędy, na poziomie 10 + 2 = 100. Ma dosłownie trzy proste obowiązki na głowie i sobie nie radzi (z czego jeden to podane na tacy dane przygotowane przez nas do wprowadzenia). Gdy jest pełno roboty, to ona chce pomóc, ale nawet nie wiadomo jak miałaby to zrobić, bo więcej czasu zajęłoby wytłumaczenie jej.
Najgorzej, że mi brakuje już cierpliwości. Pozostali się pilnują, jakoś łatwiej po nich spływa jej niekompetencja, a mnie trafia szlag i zdarza mi się odpowiadać co najmniej mało grzecznie. Ona wtedy oczy jak 5 zł, a na wszystko patrzy szef i współpracownicy.
Moje zmęczenie sięga zenitu, w planach zmiana pracy po nabyciu dodatkowych kwalifikacji, ale zanim to się stanie, minie co najmniej rok. Mam wrażenie, że padnę na ryj i zdechnę. Jakieś rady, jak to przetrwać?
rocanon Odpowiedz

Nepotyzm i kumoterstwo to rak, który niszczy od środka nawet najlepszą firmę. Jedyne korzyści ma tu osoba zatrudniona, ew. zatrudniająca czy polecająca taką osobę (na zasadzie wzajemnych relacji), dla firmy to tragedia, a skutki takich działań odczuwają wszyscy pracujący w firmie. Nepotyzm i kumoterstwo powodują większość tych rzeczy, przez co ludzie zaczynają nienawidzić swojej pracy - poczucie niesprawiedliwości, stres, nerwy, toksyczną atmosferę, konflikty, czy brak zaufania do przełożonych. Zwykłym pracownikom przestaje zależeć na swojej pracy, spada zaangażowanie, a przez to jakość wykonywanej pracy, co może odbić się na wynikach finansowych firmy i jej wizerunku. To samo zatrudnienie osoby niekompetentnej zwiększa ryzyko popełnienia przez nią kosztownych dla firmy błędów. Do tego pracownicy mający największe poczucie niesprawiedliwości często decydują się na odejście, firma przez to traci często najlepszych specjalistów, a wysoka rotacja z reguły powoduje kolejne straty finansowe i pogorszenie opinii firmy jako pracodawcy, co powoduje kolejne odejścia i utrudnia pozyskanie kompetentnych pracowników w miejsce tych co odeszli, a to powoduje dalsze straty i w efekcie może doprowadzić do upadku firmy.

Nie ma na co czekać, zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż dodatkowe kwalifikacje. Lepiej odejść jak najszybciej. A na odchodne warto uświadomić szefa do czego może doprowadzić nepotyzm i niech się zastanowi, czy warto.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#9f35k

Nienawidzę własnej matki. Wśród ludzi jest lubiana i uważana za super kobietę, ale ja jej szczerze niecierpię, przez wszystkie drobne i duże rzeczy, które robiła przez całe moje życie.

Jestem od niej zależna finansowo, bo jeszcze studiuję i nie daję rady się sama utrzymywać, z normalną pracą jest tutaj bardzo ciężko. Marzę, że jak się całkiem usamodzielnię, nie będę musiała jej już więcej oglądać.
angryyrgna Odpowiedz

Z Twojego wyznania aż bije niewdzięczność, brak pokory i samodzielności.
Jeśli już musisz pasożytować na garnuszku u mamy, której tak nienawidzisz, to chociaż wypowiadaj się o niej z szacunkiem. A jeżeli nie umiesz, to przeprowadź się i zap**** do pracy (to, że studiujesz jest dla Ciebie wygodnym argumentem, ale to żaden argument)

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#imd9j

Od paru miesięcy w ogóle nie czuje potrzeby żeby jeść, głod stał się dla mnie komfortowy i czuję się winna, gdy po całym dniu w pracy w końcu coś z tym robię.

Okropnie się tego wstydzę, jestem przy tuszy i nie widze scenariusza, w którym kiedykolwiek ktoś mi w to uwierzy.
anonimowe6692 Odpowiedz

Jeśli to sposób na odchudzanie, to powinnaś wiedzieć, że nieregularność w jedzeniu też sprzyja tyciu. Mózg się przyzwyczaja.

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie