#1mOe1

Kiedyś dostałam pracę na telefonach, miałam sprzedawać jakieś książki itp. Dopiero zaczynałam, więc siedziała obok mnie dziewczyna, która była już ogarnięta w tych sprawach. Podpowiadała mi, jakie mamy książki, jakie są obecnie promocje, co mam jeszcze powiedzieć, żeby komuś wcisnąć tę nieszczęsną książkę. Któregoś razu dzwonię, odbiera jakaś starsza babcia, ja mówię całą swoją wiązankę i nagle babcia zaczyna mi płakać do telefonu – mówi, że właśnie wróciła z pogrzebu męża, że nie chce żadnych książek, jest jej teraz ciężko w życiu, że nie chce jej się żyć, że chce już spocząć razem z mężem. Mnie zamurowało, zaczęłam mówić, że wszystko będzie dobrze, starałam się jakoś ją pocieszyć, a obok dziewczyna mnie szturcha w ramię i mówi „ale powiedz, że mamy promocję na tę książkę”... Szybko skończyłam tam pracować.

#rt6Tb

Kilka lat trenowałem kick boxing. Na treningach często mieliśmy sparingi, okładaliśmy się mocno, padaliśmy na ziemię od uderzeń. Nigdy nie bałem się uderzać ani dostawać. Ale jakoś dwa lata temu zaczepił mnie na mieście jakiś gość. Byliśmy kilkuosobową grupą na tournee po klubach. Gość podszedł do mnie, chwycił za koszulkę, spytał, czy mam jakiś problem i uderzył z główki. Ze mnie się polało, ale jak mu oddałem, to jednym ciosem mu wyłączyłem prąd i połamałem szczękę. Chłop się nie podnosił dobre 15 minut, a jak w końcu wstał, to miał przesunięty podbródek i rozcięty łeb – poleciał bezwładnie i walnął o ziemię. Jego koledzy chcieli dzwonić po policję, po karetkę, ale moja ofiara była sztywniutka (określenie człowieka, który ma „zasady”) i powiedział, że się nie rozpruje, wszystko spoko. Rozeszliśmy się każdy w swoją stronę.
To wydarzenie mnie złamało. Odpuściłem treningi, odłożyłem rękawice. Wszystkim powiedziałem, że mam jakieś zwyrodnienie kręgosłupa i przestaję ćwiczyć na dobre. Nie umiałem już nikogo uderzyć, nawet w formie kontrolowanej.

Niedawno zaczepiło mnie dwóch gnojków. Jeden się rzucił z łapami za samo to, że bujałem się jego chodnikiem. Kiedy leciał cios, to mogłem na niego ze trzy razy zareagować. Ale tego nie zrobiłem. Dałem się skopać na ziemi. Bólu nie czułem, leżałem i tylko myślałem, że ile im jeszcze zejdzie na kopaniu leżącego, skoro leżę i nie oddaję, to dajcie spokój.
Innym razem polski drajwer na zwężeniu wjechał na mostek, na którym ja miałem pierwszeństwo. Stanęliśmy naprzeciwko siebie. On trąbi, ja trąbię. W końcu wyszedłem to załatwić. On też wyszedł i zadał moje ulubione pytanie – „Masz jakiś problem?”. Nawet nie podniosłem rąk, a gość rzucił mną jak szmatą o ziemię i kazał wypier*alać. No i cóż, posłusznie wsiadłem do auta i wycofałem. A on coraz bardziej najeżdżał mi na przód.

Straciłem psychikę do jakiejkolwiek konfrontacji. A każda taka akcja, kiedy dostaję, kastruje mnie psychicznie jeszcze bardziej.

#VN9SK

Wyszedłem z naszego domu, kończąc wieloletni związek, po kolejnej gigantycznej awanturze wywołanej przez kobietę, którą kocham. W zasadzie to nie rozumiem z jakiego powodu. Rozmawialiśmy o niczym, w pewnej chwili zauważyłem, że jej wyraz twarzy się zmienił, zamilkła... Tak jak by coś sobie przypomniała albo o czymś pomyślała. Próbowałem zapytać, co się stało, czy wszystko w porządku... I w pewnej chwili się zaczęło. Złość, krzyk, obelgi, ogrom wulgaryzmów, wytykanie różnych życiowych sytuacji.
Takie awantury powtarzały się od lat, co kilka tygodni. Potem było kilka cichych dni, później kilka dni przepraszałem, aż wracało wszystko do normy. Do kolejnego razu. Powody ciągle te same, a czasem gorsza aura za oknem też była powodem.

Po kilku miesiącach samotności i spokoju, bo już nikt nie robi awantur, dalej za nią tęsknię... Chyba muszę się leczyć.

#XqnVr

W poprzednie wakacje pojechałem z rodzicami, kolegą i jego rodzicami i zaprzyjaźnioną rodziną do Bułgarii. Jako że przyjechaliśmy w nocy, to pozwiedzać okolicę poszliśmy następnego dnia.
Nie wiedzieliśmy jak dojść na plażę, więc postanowiliśmy zapytać o drogę. Na chętnego zgłosił się tata owego kolegi.
Podchodzi do jednego z przechodniów i pyta: „A jak u pana z polskim?”.

Posikałem się.

#v38Cm

Kiedyś w szkole napisałam mojemu chłopakowi list miłosny z pewną niegrzeczną propozycją. Dałam mu kartkę i poprosiłam, żeby odczytał dopiero w domu. Wieczorem zadzwonił...
- Przeczytałeś?
- No tak, właśnie przeczytałem i...
- I jak? Zgadzasz się?
- No ciężko się z tym nie zgodzić, ale...
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę!
- No mi też bardzo miło, tylko że...
- No co, kochany mój?
- Możesz mi wyjaśnić jedną rzecz?
- Tak, słucham.
- Dlaczego dałaś mi do przeczytania rozprawkę na temat Konrada Wallenroda?

Pan od polskiego się mocno zdziwił, jak wśród rozprawek na temat Konrada Wallenroda zobaczył mój list z niemoralną propozycją...

#cZHYH

Lata temu chodziłem do gimnazjum w małej wiosce zabitej dechami. W ostatniej klasie zatrudniono nowego nauczyciela religii, proboszcza z pobliskiej parafii.

Od pierwszego dnia zachowywał się źle w stosunku do personelu, uczniów i nauczycieli. Nie mogłem go znieść, ale stwierdziłem, że z idiotą nie ma co się kłócić. Na pewnej lekcji religii zaczął wyzywać moją koleżankę od dziwek, k... itp. kazał jej wyjść, niby za nieodpowiedni strój (miała na sobie normalną koszulkę i getry). Miarka przebrała się kiedy usłyszałem jak moja ciocia, sprzątaczka opowiada mamie o wyzwiskach i wyśmiewaniach przez duchownego, kiedy klasa z księdzem na czele przechodziła obok niej powiedział: ''Uczcie się i chodźcie na lekcje, bo skończycie jak ona, z miotłą w ręce i pustą głową.'' Kiedy to usłyszałem stwierdziłem, ''czas na zemstę''.

Następnego dnia powiedziałem mamie o nocowaniu u kumpla, w szkole opowiedziałem mu mój sprytny i okrutny plan. W ciągu dnia jedliśmy dość ciężkie potrawy, kupiliśmy jajka, papier i bitą śmietanę. O trzeciej w nocy gdy latarnie zgasły, a nasze jelita domagały się opróżnienia, zabraliśmy latarkę i nasze zakupy - poszliśmy na parafię. Światła były pogaszone, a auto proboszcza stało przed domem. Mój kolega załatwił się na masce, a ja na wycieraczce, wytarliśmy tyłki i zostawiliśmy zużyty papier. Na końcu opryskaliśmy okna, drzwi, barierki, niskie parapety bitą śmietaną i obrzuciliśmy dom jajkami, zostawiłem też list za wycieraczką samochodową (jeśli się nie uspokoi, to będzie miał jeszcze gorzej). Po skończonej pracy mocno się wystraszyliśmy, w oknie zapaliło się światło, nigdy wcześniej tak nie uciekałem.

Uprzedzając pytania, nikt nas nie złapał, a ksiądz zaczął być miły. Jednak po miesiącu zmienił parafię.

#9FIdM

Jestem z moim mężem od 7 lat, mamy córkę. Poznając go i będąc z nim tyle czasu, zaczęłam wierzyć w istnienie złych uroków i to, że całe zło świata może się skupić na wybranych osobach. Przeszedł przez patologię w rodzinie, dom dziecka, po wyjściu nie dostał mieszkania, doszły chwilówki i problemy finansowe ciągnące się aż po dziś dzień, miał sporo problemów w znalezieniu wypłacalnej pracy u uczciwego pracodawcy, wszystkie samochody, których się dotknął, zaraz się psuły. Obecnie prowadzi firmę, która dobrze prosperowała, do czasu aż któryś z jego klientów zapłacił mu pieniędzmi pochodzącymi z przestępstwa. W tej sytuacji zablokowano mu konto, dostęp do wszystkich pieniędzy, zero dokumentów, numeru sprawy, informacji, nic. Już prawie 5 miesięcy. I tak bujamy się z kredytami wziętymi, by jakoś żyć, bo moja pensja nie wystarcza. Kłótnie narastają, tak samo jak kary za nieopłacone faktury. Widocznie w tym państwie jeden człowiek może zniszczyć drugiemu wszystko, na co tak ciężko pracował, a urzędy jeszcze w tym pomagają. Dzisiaj doszła blokada numerów telefonów. Od 5 miesięcy żyjemy w skrajnym stresie i nie zapowiada się na poprawę.
Jak już pisałam, przy nim zaczęłam wierzyć w istnienie klątw. To co nie zdarza się nikomu innemu, zdarzy się jemu.

#pijHO

Historia o tym, żeby uważać przy wyborze pracy.

Szukam pracy, poprzednia firma zrobiła dużą redukcje etatów. Znalazłem coś w moim zawodzie. Rozmowa kwalifikacyjna przebiegła super – praca od razu, zarobki na poziomie 4500 na rękę, miałem ogarnąć badania i zacząć pracę w poniedziałek, czyli miałem prawie tydzień. Na drugi dzień ogarnąłem badania, podpisałem wszystkie dokumenty. Powiedziano mi, że umowę dostanę w poniedziałek, bo człowiek od umów jest do poniedziałku na urlopie. I tu był mój błąd – pojechałem do pracy bez umowy. Umowę dostałem na koniec dnia. Nagle na umowie było 3000 brutto, czyli prawie 500 zł poniżej minimalnej krajowej. Serio. Za pracę na pełen etat chcieli mi wcisnąć umowę poniżej minimalnej krajowej. Jak się spytałem, jak mam przeżyć za to, gdy np. zachoruję, dostałem odpowiedź „Radzę nie chorować”...

Umowę podarłem i wyszedłem z tej firmy. Na odchodne usłyszałem, że nigdzie nie dostanę takich pieniędzy. Mieli rację, nikt nie zaoferuje chyba kwoty niżej minimalnej krajowej na oficjalnej umowie.

#2MPpE

Jadę do pracy autobusem, jak zwykle pełno ludzi, ale przede mną usiadła para, koło trzydziestki. Rozmowa im się kleiła bardzo... przyszłościowo. Wyłączyłem muzykę w słuchawkach i słyszę: „Niedługo będziesz mógł się już do mnie wprowadzić... O ku*wa, zapomniałam, że mam męża!”.
Parsknąłem wtedy takim śmiechem, że owa para wstała od razu i chyba z tego powodu wysiadła na następnym przystanku.

Pozdrawiam wszystkich zdradzonych.
Dodaj anonimowe wyznanie