Moja ciotka odkąd pamiętam zawsze była symulantką. Nawet nie hipochondryczką. Zwykłą, cwaną symulantką. Sprytna bestia robiła wszystko, by siedzieć w domu na tyłku, podczas gdy jej mąż urabiał sobie ręce po łokcie, żeby do garnka było co włożyć.
Nie przepracowała w swoim życiu chyba nawet pięciu minut. Wuj wracał z pracy i sprzątał, prał, gotował, prasował, jeszcze jedzenie do łóżka podawał... A ona leżała i pachniała.
Kilka dni temu ciotka zemdlała. Upadła i rozcięła sobie głowę o kant szafki. To już nie wyglądało na symulację, choć „omdleń” miała w życiu setki. Wystarczyło krzywo na nią spojrzeć.
Wuj wezwał pogotowie. W szpitalu badanie i diagnoza: nieoperacyjny guz mózgu...
Ciotce zostało kilka miesięcy.
Skarżyła się wcześniej... Na bóle, zawroty, że niewyraźnie widzi... Wuj przez dwadzieścia lat małżeństwa słyszał to tysiące razy. Zbagatelizował problem, czemu kompletnie się nie dziwię. Zdumiewa mnie natomiast inna rzecz... Ciotka okazała się być tak leniwa, że nie była w stanie sama pójść do lekarza, kiedy zaczęła się źle czuć. Zamiast tego truła wujowi i truła, żeby ją do przychodni zabrał, a on ze swoją anielską cierpliwością odpowiadał niezmiennie: „Zosiu, nie pie**ol...”.
Jako mała dziewczynka w kościele dokładnie obserwowałam wszystkich dorosłych, a kiedy na dłużej spotkałam wzrok jakiegoś pana czy pani, byłam pewna, że ten „rozpoznał” we mnie swoją dawno porwaną córkę i że po mszy na pewno się po mnie zgłosi.
Na co dzień jestem zwykłym studentem czwartego roku medycyny w Lublinie, moją pasją jest historia, a poglądy mam raczej konserwatywne. Moim sekretem jest to, że podziwiam nazizm i całą historię III Rzeszy. Uwielbiam o tym czytać i uważam, że ich ideologia była najbliższa ideału. Oczywiście wiem o zbrodniach i tego nie pochwalam, ale sam fakt wyjątkowego kraju i całej hierarchii wśród partii nazistowskiej mi imponuje. Nikomu o tym nie mogę powiedzieć, bo domyślam się reakcji, ale w głębi duszy czuję, że chciałbym, żeby III Rzesza wróciła.
Mój pradziadek śmieszek, leżąc na łożu śmierci w otoczeniu rodziny i przyjaciół, wziął ostatni oddech i wyszeptał: „Gdybym tylko pamiętał, gdzie w ogródku zakopałem te brylantowe kolczyki...”.
Rodzina niby się domyślała, że to tylko taki żart, ale nigdy wcześniej nie mieliśmy tak dokładnie przekopanego ogródka :)
Jestem z moim chłopakiem od pewnego, krótkiego czasu. Podczas ostatniej rozmowy doszliśmy do wniosku, że oboje jesteśmy aseksualni.
My nie odczuwamy do siebie pociągu seksualnego, do innych też nie odczuwamy, a seks okazuje się, że nie jest aż tak bardzo potrzebny, jak nam się wydawało na początku, gdy "zmuszaliśmy się", by tej drugiej osobie sprawić przyjemność.
Los to śmieszek :D
Przed laty miałam chłopaka, poznaliśmy się w liceum. Bardzo kochaliśmy naszą szkołę, dlatego postanowiliśmy, że po latach powrócimy do niej jako nauczyciele. Przed maturą jednak rozstaliśmy się i każde poszło w swoją stronę.
Nauczycielką nie zostałam, ale za to posłałam do tej samej szkoły moją córkę. Na pewnej wywiadówce jedna z twarzy grona pedagogicznego wydała mi się bardzo znajoma.
Zgadnijcie kim jest ksiądz, który uczy moją córkę religii :D
Jak byłam mała, to mieszkałam na wsi. Na wakacje nigdzie nie wyjeżdżałam, bo dla moich rodziców sam fakt mieszkania na wsi był już urlopem i wakacjami w jednym dla takiego nastolatka jak ja. Ale nie o tym.
Moi rodzice podczas wakacji prosili mnie często o ugotowanie obiadu albo przygotowanie czegoś do jedzenia, zanim wrócą z pracy. Tamtego dnia miałam obrać i ugotować ziemniaki. Wodę z ziemniaków zawsze odcedzaliśmy do takiego wiadra ze wszystkimi kuchennymi zlewkami, żeby potem dać to krowom, ewentualnie świniom. A zatem w tym wiadrze było dosłownie wszystko, co nie zaszkodzi zwierzętom i jest pochodzenia spożywczego. Zapach i konsystencja tego ustrojstwa jednak zwalały z nóg.
Tego feralnego dnia, po ugotowaniu ziemniaków, chciałam je odcedzić do tego właśnie wiadra. Niestety w wiadrze wylądowała nie tylko woda, ale i te pechowe ziemniaki. Ze strachu przed solidnym ochrzanem ze strony moich rodziców, że obiad niegotowy, wyłowiłam szybko kartofelki i opłukałam je w ostatniej chwili w czystej wodzie.
Jak się domyślacie, tego dnia nie jadłam obiadu. Powiedziałam rodzicom, że się czymś zatrułam i nie mam ochoty na jedzenie. Prawdę o tym wydarzeniu znam tylko ja i teraz Wy :)
ASMR... Zaczęło się niewinnie, od oglądania filmów w internecie. Szybko zauważyłem, że szczególnie działają na mnie filmy, w których akcja dzieje się u krawca – ktoś przychodzi na przymiarki ubrań, mierzenie, układanie materiału na ciele, rysowanie mydełkiem po ubraniu, czyli zaznaczanie miejsc do poprawek, jakie to jest cudowne.
Oglądając takie filmy, czułem się jak w ekstazie, bo było to bardzo przyjemne.
Szybko wpadłem na pomysł, by z byle przeróbkami wybrać się do pracowni krawieckiej, by na własnej skórze doświadczać tego, co do tej pory oglądałem na filmach. Kupiłem za duży garnitur i wybrałem się do krawcowej, prosząc, by mi go zmniejszyła... I tu zaczęła się magia. Kobieta najpierw mnie pomierzyła, potem mydełkiem, szpilkami układała na mnie materiał, czułem się jak w raju. Potem kolejna przymiarka i kolejna, i zawód, bo to już koniec, garnitur zmniejszony. Zapłaciłem i wróciłem do domu. Czułem niedosyt, chciałem więcej i więcej. Następnego dnia znowu kupiłem coś za dużego i pobiegłem do innej krawcowej, żeby mi to przerobiła, wstawiła w jednym miejscu inny materiał i znowu przymiarki, to „skubanie” materiału, ciarki, euforia nie do opisania.
Nie wiem, czy to jest normalne czy nie, czy przekroczyłem już jakieś granice, bo działam tak już pół roku. Kupuję rzeczy, które potem są mi niepotrzebne, byleby pójść na przymiarkę i czuć tę ekstazę. Wydaję niepotrzebnie kasę, nie mam innych zainteresowań po pracy, bo skupiam się na bieganiu po krawcowych. To jest jak nałóg – przyjemny, odprężający, sprawiający, że odlatuję. Nikt z rodziny i znajomych nie wie.
W październiku ub roku dostałam na adres służbowy dwie przesyłki. Jednego dnia. Pocztą. Druga w dyskografii kaseta audio mojego ulubionego zespołu. Po chwili kurier przyniósł przesyłkę w której była pierwsza wydana kaseta. Chodzi o zespół Hey. Wszystko byłoby ok gdybym wiedziała od kogo. Obydwie zakupione zostały na allegro przez niezweryfikowane konto założone na mnie. Odchodzę od zmysłów. Niby mam 40 lat, ustatkowane życie, ale nie daje mi ten fakt spokoju. Komu o tym nie powiem, twierdzą że to wielbiciel jakiś, ale teksty tych piosenek są tak skrajne w przesłaniu że mam wątpliwości że moze jednak ktoś chce mnie poprostu "dobić". Niestety nie mam znajomych którzy podzielaja mój gust muzyczny i nigdy za wielu o tym nie wiedziało. Jedyna osoba którą mogłabym podejrzewac wyparla się że zdecydowanie nie jest nadawca tych kaset, a zarazem była pierwsza osobą która "napatoczyła" się gdy je otrzymałam. minęło pół roku, a ja się ciągle zadręczam.
Było to, gdy miałam anginę ropną pierwszy raz w życiu. Był piątek wieczór, a że mieszkam na wsi, musiałam jechać na pogotowie. Dodam, że miałam wtedy jakieś 15-16 lat. Pojechałam z mamą.
Ja: Wchodzisz ze mną?
Mama: Nie.
Ja: Dlaczego?
Mama: Bo pewnie to jakieś gówno od robienia lodów facetom. Nie będę się za ciebie wstydzić.
Dodaj anonimowe wyznanie