#uBmG7

Parę tygodni temu zamówiłam mamie prezent na Dzień Matki. Odkładałam na niego kilka miesięcy, bo nie pracuję. Dałam mamie prezent, a jedyne co usłyszałam, to że kupiłam jej taki prezent, bo chciałam zabłysnąć przed rodziną... A ja po prostu chciałam jej zrobić przyjemność, bo wiem, że się nie dogadujemy, ale ja ją bardzo kocham.

#WsgYh

To wyznanie zmieni Twoje spojrzenie na gołębie.
Mam psa, dziś rano jak co dzień udałam się z nim na spacer. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że stanę się świadkiem niecodziennego wydarzenia. Miłą przechadzkę przerwał nam bowiem przykry widok martwego gołębia. W międzyczasie, gdy rozmyślałam nad kruchością naszego żywota, do tego trupa podszedł żywy przedstawiciel jego gatunku. Zrobiło mi się podwójnie przykro, gdy zobaczyłam, jak biedny ptak przygląda się martwemu gołębiowi, a raczej jak się później okazało – gołębicy... I wiecie co? Ów gołąb zaczął namiętnie posuwać zwłoki, które de facto rozkładały się na trawniku już od kilku dni... Na szczęście mój pies po chwili odgonił tego chorego napaleńca.

#o1VPa

Będąc w jednym ze sklepów odzieżowych, zapłaciłam gotówką za ubranie i jedna z pań, która miała mi wydać fakturę, poprosiła mnie o dane, a druga pani, która mnie obsługiwała, nie wydała mi reszty, i to nie takiej małej sumki. Nie zorientowałam się, dopóki ze dwie godziny późnej nie przeliczyłam gotówki i nic mi się nie zgadzało, brakowało mi pieniędzy. Robiłam zakupy w innym sklepie, ale  płaciłam tylko kartą, więc wróciłam do tego pierwszego. Obie panie tłumaczyły, że w kasie im się wszystko zgadza, poprosiłam o to, by sprawdziły sytuację na kamerkach. Od razu dziwnie zaczęły się zachowywać i widać było, że były zdenerwowane, lecz nagrań mi nie pokazały.
Nie wiem, co zrobić, bo pieniądze zapewne nie trafiły do kasy, tylko pod ladę.

#YBdkW

Odkąd byłam mała, mój ojciec znęcał się nade mną fizycznie. Często było to przez błahe przewinienia, takie jak powiedzenie czegoś niemiłego mojej młodszej siostrze (a jego ulubienicy) czy po prostu jego nadmiar nerwów. Gdy miałam 10 lat, urodził się mój młodszy brat i długo oczekiwany przez moich rodziców pierwszy syn. Wtedy przemoc fizyczna ze strony mojego ojca zmalała prawie do minimum, ale zastąpił ją ostrymi wyzwiskami. Wystarczyło, że zbiłam przez przypadek szklankę, a ten się już uruchamiał. Byłam zawsze jego „workiem treningowym”.

Od chyba jakiegoś roku znowu wrócił do swoich dawnych nawyków. Tu czasami mnie uderzył, tam czasami zwyzywał... Najbardziej jednak dotknęła mnie sytuacja, która miała miejsce w listopadzie. Siedziałam sobie z mamą i siostrą w salonie przy stole, układając puzzle. W tle grała muzyka z YouTube na telewizorze. Ojciec leżał na kanapie z tabletem w ręce i jak zwykle grał w jedną ze swoich gier. Był na chorobowym, ponieważ uszkodził sobie nadgarstek i całe przedramię miał w szynie gipsowej. Bardzo marudził, jak go bardzo ręka boli i że nic sam zrobić nie może. Nagle gry mu się znudziły i chciał obejrzeć film na telewizorze. Pilot leżał wtedy na stole koło mamy, więc szybko go wzięła, zanim zrobił to on i powiedziała, że teraz my korzystamy z niego, a on może sobie coś włączyć na tablecie, po czym podała pilota mnie. Ojcu się to nie spodobało i przeszedł koło mnie, próbując wyrwać pilota. Nie dałam za wygraną, starając się nie dać mu urządzenia. Wtedy zaszedł mnie od tyłu, otoczył ręką, a przedramię, na której miał szynę gipsową, przycisnął mi do szyi, a drugą próbował dosięgnąć pilota. Próbowałam odciągnąć jego rękę, drapałam, płakałam, a nawet próbowałam go ugryźć. Dopiero gdy mama zaczęła na niego krzyczeć i go szarpać, puścił mnie. Nie mówiąc nic, wyszedł z salonu, a po chwili wrócił na kanapę i włączył sobie jakiś film na tablecie. W tym czasie jak próbowałam złapać oddech i się uspokoić. Jak tylko byłam w stanie w miarę ustać na nogach, zaczęłam się pakować i wróciłam do internatu. Na skutek szarpaniny z ojcem miałam kilka otarć na szyi i przez tydzień bolała mnie szczęka, którą chyba trochę mi przestawił. Ledwie co mówiłam przez pierwsze cztery dni, a jeść mogłam tylko jogurty i bardzo miękkie owoce. Unikałam od tego czasu ojca i przyjeżdżałam do domu tylko pod jego nieobecność. Od tamtej pory nie pobił mnie ani razu. Jednak niektóre wyzwiska pozostały.

Aktualnie wróciłam do mojego rodzinnego domu z powodu zakończenia nauki szkolnej. Ojciec wie, że jestem do niego wrogo nastawiona i próbuje jak najszybciej się mnie pozbyć z domu, a w oczach dalszej rodziny zrobić ze mnie wariatkę.

#iUbqp

Kolegowałam się z dziewczyną, która miała beznadziejne poczucie własnej wartości. Na początku nie było to nic złego. Jednak z czasem za każdym razem, kiedy mówiliśmy jej, że jest fajna i miła, zaczynała się kłócić. Rozmawiałyśmy tylko na temat jej problemów. Nasza znajomość opierała się praktycznie tylko na tym, że ją pocieszałam. Jakiś czas temu nie wytrzymałam. Jestem osobą, która bardzo łatwo się stresuje i przejmuje innymi. Jej problemy zaczynały przechodzić na mnie. Kiedy mówiłam jej, że mam prywatne życie, dlatego nie mogę nieustannie pisać, denerwowała się i mówiła, że jasne, wszystko jej wina.
Postanowiłam zakończyć tę znajomość, bo mnie wykańczała. Zagroziła, że sobie coś zrobi, jeśli nie będę z nią utrzymywać kontaktu. Zerwałam go. Napisała, że w takim razie kłamałam i nie byłam jej przyjaciółką. Od trzech dni stresuję się z tego powodu i boli mnie brzuch. Mam wrażenie, że zrobiłam dobrze. Ta przyjaźń była toksyczna, a ja za bardzo się zaangażowałam.
Mam tylko nadzieję, że za kilka dni przestanę mieć takie wyrzuty sumienia. I przestanę się tak stresować.

#1MYf4

Kultura przegrywu – trend rozpowszechniany od kilku lat. Mnóstwo ludzi chwali się, jak to przegrali życie, są piwniczakami, incelami, nie mają żadnych szans. Często są to nastolatkowie, młodzież, ludzie dopiero po 20. Starannie opisują swoje wady, to, że nic ze sobą nie zrobili i nie zrobią. Oni już przegrali, więc po co się starać. Większość z nich wprost nazywa się przegrywami, stulejarzami, spaślakami itd. itp.
I szczerze powiedziawszy, strasznie mnie to irytuje. Wpychają swoje chwalenie się przegraniem w każdy zakamarek internetu, w kontakty z ludźmi, w rzeczywisty świat. Są niebywale toksyczni, przemądrzali, a każdą próbę pomocy/rady/pocieszenie traktują jak atak na swoje przegrane życie. Jasne, wolno im być kimkolwiek zechcą, choćby i hodowcą smoków. Jednak takie chwalenie się i bycie dumnym z „przegrywu” negatywnie wpływa na osoby rzeczywiście posiadające problemy oraz nastolatków. Nie ma w tym apelu, po prostu niewymownie denerwuje mnie kultura przegrywu.

#KTSgK

Kłamię, od kiedy pamiętam. Zaczęło się niewinnie – w wieku ośmiu, może dziewięciu lat. To były drobne kłamstwa w stylu: zjadłam zupę, byłam w kinie na tym filmie, czytałam tę książkę. Z czasem, gdy w szkole zaczęło się więcej nauki, moje kłamstwa przybrały na sile. Wmawiałam rodzicom, że któraś z prac była niezapowiedziana, coś nie było na ocenę, a o czymś innym nie wiedziałam. Kłamstwa wydały mi się fajną ucieczką od brutalnej rzeczywistości. Zawsze byłam indywidualistką o specyficznej osobowości, a co za tym idzie, nie byłam specjalnie lubiana przez innych. Często kłamałam na temat swoich podbojów miłosnych, relacji z innymi osobami czy nawet w sprawie zawodu wykonywanego przez moich rodziców. Byłam i jestem w tym naprawdę dobra, nigdy nie pomyliłam faktów, zawsze trzymam się tej samej wersji. Z czasem zaczęłam zauważać, że to problem. Kilka razy miałam zamiar powiedzieć o tym rodzicom czy pedagogowi szkolnemu, ale zawsze się wstydziłam. 
Dziś jestem dorosłą kobietą, która nie wie, co się dzieje. Każdego dnia boję się, że któreś z moich kłamstw wyjdzie na jaw. Codziennie próbuję z tym skończyć, ale często robię to nieświadomie albo z konieczności ciągnięcia kłamstwa, które już rozpoczęłam. Chciałabym to wreszcie zakończyć. Pragnę w końcu przestać kłamać.

#W5ThT

Pamiętacie historię dziewczyny która zimą kopnęła w odchody gołębia na balkonie i złamała palec?
To ja. I wracam do Was z kolejną.

Mam urlop, siedzę w domu, zbijam bąki. Urlopu nazbierały się aż 3 tygodnie i myślałam, że przez ten czas będę po prostu leżeć w wyrze, oglądać Netflixa i żreć. Jednak po tygodniu zaczęło mi się cholernie nudzić, mój facet urlopu nie ma, więc dzień w dzień zostaję sama. Pomyślałam, że zabiorę się za większe ogarnięcie mieszkania, wiecie - poodkurzam pajęczyny, umyję lustra, podłogi. Jako że z moim jesteśmy na co dzień dosyć zapracowanymi ludźmi, nasza kuchnia pozostawia wiele do życzenia. Nie mamy czasu na bieżąco myć kafelków, bo tłuszczyk popryska, czy szorować kuchenki. I o tę nieszczęsną kuchenkę się dzisiaj rozchodzi.

Postanowiłam ją umyć, ale tak na błysk. Po 20 minutach ostrego szorowania z tego obleśnego tłuszczu miałam dosyć, ale nie dałam za wygraną. Tak się wczułam w to mycie, zwłaszcza że tłuszcz był stary i serio trzeba było się namęczyć, żeby cokolwiek zeszło, że z tego wszystkiego... złamałam dwa palce.
W lewej ręce.
Po prostu tak mocno dociskałam szorując wokół palników, że palce nie dały rady.

I cóż, powtórka z rozrywki, pojechałam, żeby mi to wszystko złożyli do kupy. Zapytacie, czy bolało, nie - bolało bardziej to, że przyjmującym mnie facetem był ten sam, który nakładał mi gips na stopę w tamtym roku, i ze wszystkich swoich pacjentów musiał akurat zapamiętać mnie.

Teraz siedzę sobie w domu, do końca urlopu kilka dni, a ja próbuję wymyślić jak będę pracować przy komputerze z jedną sprawną ręką.

#pthOt

Mieszkam w niewielkim bloku, na spokojnym, strzeżonym osiedlu. Od niedawna wśród sąsiadów panuje panika i paranoja, wszyscy bardzo pilnują zamykania wszelkich bramek i bram wjazdowych na osiedle, drzwi garażowych, tych do klatek itp., ponieważ podobno czają się tu ZŁODZIEJE. I to nie tacy z przypadku, co tylko sprawdzają, czy ktoś nie zamknął drzwi. Nie, to szajka z prawdziwego zdarzenia, co używa wytrychów i innych specjalistycznych narzędzi!
Zaczęło się od sąsiadki z czwartego piętra, która usłyszała, że ktoś dobiera się do zamka, ale szczekający pies go wystraszył. Od tamtej pory co rusz ktoś mówi, że widział kogoś podejrzanego w okolicy, karuzela coraz to poważniejszych i bardziej absurdalnych podejrzeń i oskarżeń zdaje się rozpędzać.

A ja jestem pewna, że zmyślają.
No, oprócz pani z czwartego piętra.
Skąd pewność? Bo to ja byłam tym "złodziejem". Wracałam tak zmęczona po pracy, że zwyczajnie pomyliłam piętra i próbowałam otworzyć nie te drzwi.

Jestem zafascynowana tym, jak mocno co niektórzy potrzebują wymyślać niestworzone rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Owszem, sąsiadów mam dziwnych, sztywnych i lubiących burzyć się o pierdoły (ten typ ludzi, którym wszystko przeszkadza), ale nie sądziłam, że taka drobna pomyłka zaowocuje czymś takim.
Dodaj anonimowe wyznanie