#YOKs1
Jest kierowniczką sali w jakiejś sieciowej odzieżówce.
Kierowniczką...
#WsgYh
Mam psa, dziś rano jak co dzień udałam się z nim na spacer. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że stanę się świadkiem niecodziennego wydarzenia. Miłą przechadzkę przerwał nam bowiem przykry widok martwego gołębia. W międzyczasie, gdy rozmyślałam nad kruchością naszego żywota, do tego trupa podszedł żywy przedstawiciel jego gatunku. Zrobiło mi się podwójnie przykro, gdy zobaczyłam, jak biedny ptak przygląda się martwemu gołębiowi, a raczej jak się później okazało – gołębicy... I wiecie co? Ów gołąb zaczął namiętnie posuwać zwłoki, które de facto rozkładały się na trawniku już od kilku dni... Na szczęście mój pies po chwili odgonił tego chorego napaleńca.
#o1VPa
Nie wiem, co zrobić, bo pieniądze zapewne nie trafiły do kasy, tylko pod ladę.
#YBdkW
Od chyba jakiegoś roku znowu wrócił do swoich dawnych nawyków. Tu czasami mnie uderzył, tam czasami zwyzywał... Najbardziej jednak dotknęła mnie sytuacja, która miała miejsce w listopadzie. Siedziałam sobie z mamą i siostrą w salonie przy stole, układając puzzle. W tle grała muzyka z YouTube na telewizorze. Ojciec leżał na kanapie z tabletem w ręce i jak zwykle grał w jedną ze swoich gier. Był na chorobowym, ponieważ uszkodził sobie nadgarstek i całe przedramię miał w szynie gipsowej. Bardzo marudził, jak go bardzo ręka boli i że nic sam zrobić nie może. Nagle gry mu się znudziły i chciał obejrzeć film na telewizorze. Pilot leżał wtedy na stole koło mamy, więc szybko go wzięła, zanim zrobił to on i powiedziała, że teraz my korzystamy z niego, a on może sobie coś włączyć na tablecie, po czym podała pilota mnie. Ojcu się to nie spodobało i przeszedł koło mnie, próbując wyrwać pilota. Nie dałam za wygraną, starając się nie dać mu urządzenia. Wtedy zaszedł mnie od tyłu, otoczył ręką, a przedramię, na której miał szynę gipsową, przycisnął mi do szyi, a drugą próbował dosięgnąć pilota. Próbowałam odciągnąć jego rękę, drapałam, płakałam, a nawet próbowałam go ugryźć. Dopiero gdy mama zaczęła na niego krzyczeć i go szarpać, puścił mnie. Nie mówiąc nic, wyszedł z salonu, a po chwili wrócił na kanapę i włączył sobie jakiś film na tablecie. W tym czasie jak próbowałam złapać oddech i się uspokoić. Jak tylko byłam w stanie w miarę ustać na nogach, zaczęłam się pakować i wróciłam do internatu. Na skutek szarpaniny z ojcem miałam kilka otarć na szyi i przez tydzień bolała mnie szczęka, którą chyba trochę mi przestawił. Ledwie co mówiłam przez pierwsze cztery dni, a jeść mogłam tylko jogurty i bardzo miękkie owoce. Unikałam od tego czasu ojca i przyjeżdżałam do domu tylko pod jego nieobecność. Od tamtej pory nie pobił mnie ani razu. Jednak niektóre wyzwiska pozostały.
Aktualnie wróciłam do mojego rodzinnego domu z powodu zakończenia nauki szkolnej. Ojciec wie, że jestem do niego wrogo nastawiona i próbuje jak najszybciej się mnie pozbyć z domu, a w oczach dalszej rodziny zrobić ze mnie wariatkę.
#iUbqp
Postanowiłam zakończyć tę znajomość, bo mnie wykańczała. Zagroziła, że sobie coś zrobi, jeśli nie będę z nią utrzymywać kontaktu. Zerwałam go. Napisała, że w takim razie kłamałam i nie byłam jej przyjaciółką. Od trzech dni stresuję się z tego powodu i boli mnie brzuch. Mam wrażenie, że zrobiłam dobrze. Ta przyjaźń była toksyczna, a ja za bardzo się zaangażowałam.
Mam tylko nadzieję, że za kilka dni przestanę mieć takie wyrzuty sumienia. I przestanę się tak stresować.
#1MYf4
I szczerze powiedziawszy, strasznie mnie to irytuje. Wpychają swoje chwalenie się przegraniem w każdy zakamarek internetu, w kontakty z ludźmi, w rzeczywisty świat. Są niebywale toksyczni, przemądrzali, a każdą próbę pomocy/rady/pocieszenie traktują jak atak na swoje przegrane życie. Jasne, wolno im być kimkolwiek zechcą, choćby i hodowcą smoków. Jednak takie chwalenie się i bycie dumnym z „przegrywu” negatywnie wpływa na osoby rzeczywiście posiadające problemy oraz nastolatków. Nie ma w tym apelu, po prostu niewymownie denerwuje mnie kultura przegrywu.
#KTSgK
Dziś jestem dorosłą kobietą, która nie wie, co się dzieje. Każdego dnia boję się, że któreś z moich kłamstw wyjdzie na jaw. Codziennie próbuję z tym skończyć, ale często robię to nieświadomie albo z konieczności ciągnięcia kłamstwa, które już rozpoczęłam. Chciałabym to wreszcie zakończyć. Pragnę w końcu przestać kłamać.
#W5ThT
To ja. I wracam do Was z kolejną.
Mam urlop, siedzę w domu, zbijam bąki. Urlopu nazbierały się aż 3 tygodnie i myślałam, że przez ten czas będę po prostu leżeć w wyrze, oglądać Netflixa i żreć. Jednak po tygodniu zaczęło mi się cholernie nudzić, mój facet urlopu nie ma, więc dzień w dzień zostaję sama. Pomyślałam, że zabiorę się za większe ogarnięcie mieszkania, wiecie - poodkurzam pajęczyny, umyję lustra, podłogi. Jako że z moim jesteśmy na co dzień dosyć zapracowanymi ludźmi, nasza kuchnia pozostawia wiele do życzenia. Nie mamy czasu na bieżąco myć kafelków, bo tłuszczyk popryska, czy szorować kuchenki. I o tę nieszczęsną kuchenkę się dzisiaj rozchodzi.
Postanowiłam ją umyć, ale tak na błysk. Po 20 minutach ostrego szorowania z tego obleśnego tłuszczu miałam dosyć, ale nie dałam za wygraną. Tak się wczułam w to mycie, zwłaszcza że tłuszcz był stary i serio trzeba było się namęczyć, żeby cokolwiek zeszło, że z tego wszystkiego... złamałam dwa palce.
W lewej ręce.
Po prostu tak mocno dociskałam szorując wokół palników, że palce nie dały rady.
I cóż, powtórka z rozrywki, pojechałam, żeby mi to wszystko złożyli do kupy. Zapytacie, czy bolało, nie - bolało bardziej to, że przyjmującym mnie facetem był ten sam, który nakładał mi gips na stopę w tamtym roku, i ze wszystkich swoich pacjentów musiał akurat zapamiętać mnie.
Teraz siedzę sobie w domu, do końca urlopu kilka dni, a ja próbuję wymyślić jak będę pracować przy komputerze z jedną sprawną ręką.
#pthOt
Zaczęło się od sąsiadki z czwartego piętra, która usłyszała, że ktoś dobiera się do zamka, ale szczekający pies go wystraszył. Od tamtej pory co rusz ktoś mówi, że widział kogoś podejrzanego w okolicy, karuzela coraz to poważniejszych i bardziej absurdalnych podejrzeń i oskarżeń zdaje się rozpędzać.
A ja jestem pewna, że zmyślają.
No, oprócz pani z czwartego piętra.
Skąd pewność? Bo to ja byłam tym "złodziejem". Wracałam tak zmęczona po pracy, że zwyczajnie pomyliłam piętra i próbowałam otworzyć nie te drzwi.
Jestem zafascynowana tym, jak mocno co niektórzy potrzebują wymyślać niestworzone rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Owszem, sąsiadów mam dziwnych, sztywnych i lubiących burzyć się o pierdoły (ten typ ludzi, którym wszystko przeszkadza), ale nie sądziłam, że taka drobna pomyłka zaowocuje czymś takim.