#qK0k8

Niedawno byłam dość chora. Miałam jakieś 39 stopni gorączki i byłam na stypie po mojej babci. Ze względu na mój stan stwierdziłam, że zwinę się do domu szybciej, żeby odleżeć, więc zaczęłam się ze wszystkimi żegnać.
Jeden z wujków (syn babci) spytał, czemu jadę do domu wcześniej. Na co ja ze smutną miną odpowiedziałam, że mam gorączkę i umieram.

Pozdrawiam, mistrzyni nietaktu...

#0HBJT

Zacznę od tego, że chodzę na gimnastykę. To takie dodatkowe pozalekcyjne zajęcia. Nasza pani choruje od dłuższego już czasu i na zastępstwo przychodzi pan od WF-u. Zajęcia z nim nie są tak rozwijające jak z naszą panią, ale jakiś tam ruch jest, powtarzanie tych samych ćwiczeń jest, bieganie, skakanie jest, itd. itp. Ćwiczymy w samym tylko body i na bosaka, na parkiecie albo na materacach.

Dziś było coś w rodzaju sprawdzianu. Urządził go na sam koniec, jak już „lekcja” prawie dobiegała końca. Która dziewczyna zdała, mogła biec do szatni. Tak się złożyło, że ja byłam ostatnia. Kazał mi m.in. stanąć na rękach. Sam zajął miejsce przede mną, aby złapać nogi, gdy będę je wyrzucała, choć nie było to potrzebne, bo umiem stanąć i bez pomocy i nie przerzuci mnie na plecy. On stanął i choć naprawdę nie było to potrzebne, to trzymał. W całej sali gimnastycznej został już tylko on i ja do góry nogami. Myślałam, że mnie puści, ale on nadal trzymał aż w końcu usłyszałam z góry „Zawinęło ci się” i poczułam, jak jedną ręką odciąga na moment pasek materiału znad krocza, odsłonił mi intymność i zaraz nakrył ją z powrotem materiałem. Dopiero wtedy puścił mi nogę. Kazał zmykać do szatni.

Nie wiem, co to było. Nic nikomu nie powiedziałam, bo głupio mi. Niby nic wielkiego się nie stało, ale czuję się dziwnie nieswojo. Przecież wszystko mi widział.

#ynvFB

Jestem tzw. coachem, mówcą motywacyjnym, szkoleniowcem, trenerem sukcesu (cokolwiek to znaczy), nauczycielem, a dla niektórych może nawet mentorem... Jak zwał, tak zwał. W skrócie chodzi o to, że mam dobre gadane i potrafię przez 3 godziny bez przerwy bajerować ludzi na widowni. Bajerować jacy to oni mogą stać się bogaci.

Aby podnieść swój prestiż jeżdżę samochodem, na który mnie nie stać i noszę na nadgarstku zegarek droższy niż inni mają samochody. Nikt jednak nie wie, że siedzę po uszy w kredytach. Rżnę człowieka sukcesu, a w rzeczywistości jestem zwykłym blagierem, komediantem, aktorem odstawiającym szopki przed widownią, która jeszcze mnie oklaskuje za wciskanie im kitu. Kuźwa, ludzie kochani, przecież gdybym ja naprawdę był takim fachmanem od robienia forsy to nie zawracałbym sobie tyłka urządzaniem pokazówek zwanych dumnie szkoleniami. Przecież to jest tak oczywiste, że aż śmieszne i czasem dosłownie mam ochotę parsknąć śmiechem widząc tych wszystkich zgromadzonych naiwniaków gotowych płacić ciężkie pieniądze za obejrzenie mego przedstawienia, które tak naprawdę nic im nie da, do niczego im się nie przyda. Za to wyjdą pełni energii i przeświadczenia, że odtąd wszystko mogą. I będą trwali w tym durnym przeświadczeniu dopóki nie wygaśnie w nich ekscytacja i dopóki się nie spostrzegą, że jednak w kosmos rakietą nie polecą, bo są za starzy i nie przeszliby testów sprawnościowych w NASA, a więc nie wszystko jednak mogą. Lecz oni nawet wówczas nie zmądrzeją. Przeciwnie, usłyszawszy ode mnie, że wymagają kolejnego szkolenia zapiszą się na następny mój kurs motywacyjny. Kretyni.
Czasem mam sny, że ludzie odkryją jakim ja jestem kretynem. No może nie tyle kretynem, co niezłym cwaniaczkiem żerującym na pragnieniach ludzkiego sukcesu. I wówczas runąłby cały mój wizerunek, a wraz z nim cały mój świat. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. Dlatego dalej odgrywam swoje role, dalej mówię ludziom, że wiem jak mają żyć, jak powinni się bogacić, jak robić karierę, jak się ubierać, a nawet ile guzików rozpiąć w marynarce, aby to było zgodne z etykietą. Tak jakby ta etykieta miała jakiekolwiek znaczenie, gdy się okażę, że masz kurwa raka trzustki.

Ja już chyba wiem czemu Bóg dopuszcza na ludzi choroby i cierpienia. Żeby wyrwać ich ze obłędnego świata i żeby oprzytomnieli. Bo ludzie nie żyją w realnym świecie tylko w swoich wyobrażeniach na temat świata. Żyją w fikcji. I dopiero twarde zderzenie z rzeczywistością choroby sprawia, że nagle się budzą. Najczęściej z ręką w nocniku. Powinienem im to wszystko powiedzieć, ostrzec, że nie pieniądze są w życiu najważniejsze. Ale któż by mnie wówczas chciał słuchać? Z czego bym żył? I tak oto błędne koło się zamyka. Oto wielka tajemnica świata. Świat to globalny dom wariatów.
Wybaczcie, musiałem się wygadać. Choć raz szczerze.

#sxByW

Wyobraźcie sobie, że macie czternasto-, prawie piętnastoletnią córkę, czyli mnie. Ta córka dobrze się uczy, ma dużo przyjaciół, czasem zdarzy jej się przekląć (ale tylko jak się mocno zdenerwuje, co chyba każdemu się zdarzyło kiedyś), nie pije i nie pali. Rodzice, czyli wy, jesteście z tej córki dumni.

Pewnego wieczoru jako wasza córka podchodzi do was i mówi, że jest lesbijką.

Co robicie?

1. Mówicie jej, że ją akceptujecie i jesteście z niej dalej dumni.
2. Wywalacie ją z domu jak moi biologiczni rodzice mówiąc, że nie macie już córki.

#J5PGh

Sytuacja sprzed paru lat. Miałam wtedy 16 lat, był to okres wakacyjny. Mieszkałam na wsi, miałam paczkę super przyjaciół i wszędzie się szlajaliśmy razem. Robiliśmy ogniska, chodziliśmy nad rzekę, graliśmy często w piłkę na boisku. Typowe rozrywki dzieciaków.

Któregoś dnia siedzieliśmy na placu zabaw, bo to było jedno z miejsc naszych spotkań. Pogadaliśmy, pograliśmy razem i towarzystwo zaczęło rozchodzić się do domów późnym wieczorem. Około dwudziestej trzeciej wyszło ze na placu zabaw zostałam tylko ja i moja przyjaciółka - Martyna. Stwierdziliśmy, że zwijamy się do domu i zaczęłyśmy iść w kierunku domów, które znajdowały się blisko siebie. Jak tylko wyszłyśmy z placu zabaw, obok nas przejechał samochód. Już wtedy wydało mi się to podejrzane, z tego powodu, że kierowca zwolnił. Obserwowałam go, żeby zobaczyć, że samochód skręca na ulicy i jedzie teraz przeciwnym pasem - w naszą stronę. Złapałam niczego nieświadomą przyjaciółkę i wbiegłyśmy na najbliższe podwórko jakichś ludzi, aby ukryć się w krzakach. Samochód zrobił kilka kółek, kierowca najwyraźniej nas szukał. Po kilku minutach dał sobie spokój i pojechał dalej. Martyna przekonała mnie, że powinnyśmy już iść, bo nie chciała wrócić za późno do domu. Nie byłam pewna, bo w jednym z odcinków drogi jaką miałyśmy do przemierzenia nie miałybyśmy jakiekolwiek drogi ucieczki. Jednak dałam się namówić i poszłyśmy dalej. Doszłyśmy do mojego domu i się oddzieliłyśmy. Martyna mieszkała kilka domów dalej od mojego domu. Proponowałam jej, że mogę ją odprowadzić. Powiedziała, żebym nie wymyślała, pożegnałyśmy się i poszła dalej.

Rano obudziła mnie mama. Martyna nie wróciła do domu. Do tej pory żałuję, że jednak nie uparłam się i nie odprowadziłam jej do domu. Uważajcie na siebie.

#yD3fh

Kiedyś późną porą chciałem umyć auto na myjni przy sklepie, spoglądając do portfela uświadomiłem sobie, że mam tylko zecisza, wokół nie było nikogo oprócz jednej osoby siedzącej na ławce. Podszedłem więc do jegomościa i spytałem, czy nie ma poratować jakimiś drobnymi. Dał mi piątaka i w ten oto sposób umyłem auto za 5 złotych od Pana Menela.

#ZUQOR

Denerwują mnie ludzie, co mówią coś w stylu: "Ty masz źle? Ja to mam jeszcze gorzej".

Wesele, przy wyjściu na papieroska jeden chłopak zapytany czemu chodzi o lasce powiedział, że jest chory i musi. Ogólnie choroba sprawia mu taki ból, że z trudem się porusza i posiada jakiś stopień niepełnosprawności. Usłyszała to Ciocia Klocia no i zaczęło się. Ty jesteś chory? JA jestem chora! I litania czego ona nie ma. Tarczyca, cukrzyca, nadciśnienie, podciśnienie, ogólnie wszystkie plagi egipskie...Tylko współczuć?
Oczywiście. Różnica pomiędzy chłopakiem a Ciocią Klocią jest taka, że owa Ciocia była zawsze pierwsza na parkiecie i schodziła ostatnia, a wymienione wszystkie dolegliwości jej nie utrudniały zabawy. Chłopak, pomimo tego, że młody i lubi tańczyć, to czuł się tak źle, że siedzenie go męczyło, a o potańczeniu nie było mowy.

Nasz naród chyba uwielbia opowiadać o tym, kto ma gorzej.

#S2Z7y

Nie cierpię memów o Januszach i Grażynach. Czemu? Bo idealnie odzwierciedlają moich rodziców. Mam 16 lat i nie chodzi mi wcale o życie w jakichś luksusach, drogie ubrania, telefony czy samochody. Chciałabym po prostu mieć takie przecięte życie, jak każda nastolatka, jednak moi rodzice zatrzymali się na etapie PRL-u. Są strasznie skąpi, zawistni, wredni, a uważają się za panów tego świata. Najgorsze jest chyba to, że zarabiają naprawdę dobrze, ale z przyzwyczajenia oszczędzają na wszystkim.

Mieszkamy w starym, obskurnym bloku z wielkiej płyty, wystrój mieszkania nie zmienił się od czasów młodości mojej mamy. Każdą moją prośbę o chociaż przemalowanie ścian w moim pokoju zbywają słowami "to tylko ściany, nie wymyślaj". A w rzeczywistości aż wstyd tu kogoś zaprosić, bo mój pokój wygląda naprawdę źle. Meble jak z innej epoki, ale przede wszystkim bardzo zniszczone i rozpadające się (jak cały dom zresztą). Telefon, komputer? Po co mi? Przecież "młodzieży to się od tej technologii w dupie poprzewracało, za naszych czasów to...". I tak za każdym razem.

Prowadzę żywot dokładnie taki jak w słynnych memach. Tylko schabowy, rosół, kościół w niedzielę, bo co sąsiedzi pomyślą, a każda osoba nieco nowocześniejsza to złodziej i prostak. A w rzeczywistości sami są bardzo "prości". Pamiętam, gdy kolega z klasy miał podejść do mnie po notatki do szkoły. Otworzyłam mu drzwi, po czym poszłam do pokoju po zeszyt. W tym czasie tata rzucił do niego tekstem "tylko bękarta nie zróbcie, he, he". Strasznie wstyd mi było, na szczęście kolega się nie obraził. Jednak problem robienia mi wstydu jest wszechobecny.

Podczas kupowania zeszytów do szkoły w markecie, tata próbował targować się o cenę z kasjerką! Bo jak to 15 zł, "obniżyłaby pani trochę, he, he". Myślałam, że zapadnę się pod ziemie. Gdy raz tata zobaczył mnie na ulicy z grupką znajomych, to podszedł nakrzyczeć, że zadaję się z dziećmi złodziei, bo kto to widział takie drogie telefony dzieciom kupować. Miliony razy próbowałam rozmawiać z rodzicami, ale dla nich jestem tylko gówniarą, która nic o życiu nie wie i za ich czasów... itd. Do tego mają obsesję na punkcie kościoła, chociaż nie są jacyś szczególnie wierzący. Całymi dniami leci Radio Maryja, a wszystko co tam usłyszą uznają za prawdę objawioną, bez poddania tego krytyce. Szczytem było, gdy poprosiłam na urodziny o książkę z gatunku fantasy, gdzie w tytule widniało słowo "magiczna". Mama oburzona stwierdziła, że w tych czasach nawet w książkach próbują dzieciom diabła wcisnąć do głowy. Ostatecznie zapytałam, czy mogę sobie w takim razie inną książkę zamówić przez internet, ale przecież "okradną cię w tym szatańskim internecie, absolutnie. Bogusia spod trójki opowiadała, jak atlas grzybów wnuczka miała jej zamówić i wcale nie przyszedł!".

I tak wygląda moje życie na co dzień. Nawet szamponu do moich bardzo słabych włosów nie mogę kupić (w sensie bardziej delikatnego), bo przecież nie można przepłacić i trzeba kupić szampon rodzinny za 2 zł, choć ten mój kosztowałby 1 zł więcej.
Dodaj anonimowe wyznanie