Mieszkam w bardzo małej wsi, gdzie jest jeden przystanek i to oddalony od mojego domu o dwa kilometry. Ostatnio zamknęli ten właśnie przystanek z powodu robót drogowych i nie miałam jak dojechać do większego miasta, więc wymyśliłam, żeby dojechać skuterem do mojej babci, a od niej z innego przystanku pojechać innym autobusem (którym od bardzo dawna nie jeździłam).
Wsiadłam do autobusu, założyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Po kilku przystankach wsiadło parę osób, a jako że autobus był dosyć pełny, starsza pani zajęła miejsce obok mnie. Uśmiechała się do mnie, więc ja odruchowo powiedziałam „dzień dobry”, na co ona odpowiedziała „Boże, jak ty urosłaś”...
A ja, jako że byłam zdezorientowana, że ta pani mnie zna, odpowiedziałam głupio: „Pani też urosła”.
Mina starszej pani bezcenna...
Ostatnio, gdy siedziałam w pracy, mój chłopak napisał mi wiadomość, że jesteśmy zaproszeni na wieczorną parapetówkę u jakiegoś jego dawnego znajomego. Nie kojarzyłam tego kolegi i jego żony, a z racji tego, że tego dnia miałam wyjątkowy młyn w pracy, nie zdążyłam podpytać co i jak.. I tym oto sposobem zaliczyłam dosyć spektakularny festiwal żenady. Ale od początku.
Dojeżdżamy na miejsce, wszystko ładnie pięknie. W którymś momencie wypłynął temat imion. Luźno rzuciłam, że kompletnie nie rozumiem tej „sebiksowej” mody na Jessiki, Brajany, Alany, Nikole itp. Nagle wokół cisza jak makiem zasiał. Po chwili pani domu, z piorunami w oczach, powiedziała, że ona wręcz przeciwnie, jest fanką tego typu „nazewnictwa” i ich 3-letnia córka ma na imię właśnie Jessika. Cóż... Zdarza się. Żeby jakoś ratować sytuację, durnowato się uśmiechnęłam i oznajmiłam zgromadzonym, że najważniejsze, żeby było zdrowe.
Znowu pudło. Jessika ma zespół Downa :))))))
Boję się szczurów. Niestety siostra mojego partnera ma ich w domu aż 3. Nie mam problemu z odwiedzaniem jej i jej męża – zawsze, gdy tam jesteśmy, starają się trzymać szczury z dala ode mnie lub po prostu zamykają je w klatce. Niedawno jednak pojechałam do ich domu, gdy nikogo nie było (ja miałam wolne, pozostali nie). Miałam odebrać paczkę – prezent dla mojego chłopaka, zamówiony online i wysłany pod adres jego siostry, by mój chłopak go nie znalazł. Na pewniaka weszłam do domu, przywitałam się z psem i skierowałam w stronę salonu, gdzie miała czekać na mnie paczka, gdy nagle zobaczyłam przebiegającego przez korytarz szczura.
Stan przedzawałowy. W panice... Chwyciłam psa na ręce, żeby go uratować i wybiegłam. Zamknęłam drzwi i w przedsionku tylko chwyciłam wiszącą smycz. Dopiero bezpieczna na zewnątrz uświadamiam sobie, co najlepszego zrobiłam. Nie chciałam uchylać drzwi i wrzucać psa do środka, bo było mi go szkoda, poza tym bałam się, że szczur może wybiec. No i na dodatek w środku była ta nieszczęsna paczka... Do powrotu „szwagierki” z pracy były jeszcze 4 godziny, a nie mogłam psa wziąć do siebie, bo przyjechałam do nich na motorze. Poszłam więc z psiakiem na spacer... Na bardzo długi spacer.
Po 4 godzinach, gdy „szwagierka” już była w domu, wróciłam i powiedziałam jej, że dopiero co przyjechałam i postanowiłam wyjść z psem, żeby nie musiała tego robić zmęczona po pracy.
Przynajmniej pies i jego pani byli zadowoleni.
Dzisiaj rano przytrzasnęłam sobie język deską klozetową...
Pewnego dnia wybrałam się z 17-letnią córką na spacer z psem. W pewnej chwili córka mówi, że ma ochotę na lody. No dobra, dałam jej parę złotych, mówiąc:
- Idź do sklepu, a ja tutaj poczekam z pieskiem.
W tym czasie pod sklep podjechało na motorze dwóch młodzieńców, którzy dość głośno zachowywali się, rozglądając się ciekawie wokoło. Po kilku minutach córka wychodzi ze sklepu z lodami, jednego już konsumując. Przechodzi obok chłopaków i wtedy słyszę, jak jeden z nich dość głośno mówi, zwracając się w jej stronę:
- Też chciałbym loda.
Córka, nie odwracając głowy, równie głośno, ale spokojnie, odpowiada:
- Poproś kolegę, to ci zrobi.
Mina koleżków – bezcenna. Moja też ;-)
Czytam dużo wyznań tutaj o samotnych facetach, który nie mogą znaleźć dziewczyny. Sam też długo należałem do tej grupy, aż w końcu mi się udało – miłość, motylki w brzuchu, randki, wspólne mieszkanie. Przez pierwsze miesiące było całkiem miło, namiętnie, wesoło. Jednak później zaczęły się drobne sprzeczki, brak wyjść (kolejny lockdown) i jakoś atmosfera zaczęła się lekko psuć, a ja rozmyślałem o zakończeniu tego związku, jednak przetrwaliśmy ten czas, znów się zrobiło miło, porozmawialiśmy o tym, co nam nie pasuje w nas. Starałem się zmieniać i dostosować do wymagań mojej partnerki, co nawet mi szło, jednak moje prośby o drobne zmiany w jej zachowaniu pozostawały bez żadnych rezultatów. W końcu po ponad roku zakończyłem ten związek i była to jedna z najlepszych moich decyzji. Teraz będąc znów wolnym facetem, jestem zdecydowanie bardziej szczęśliwy niż w związku. Do kolejnego się nie pcham, mam profil na Tinderze, by popisać z dziewczynami, czasem się spotkać, na kawę czy drinka, tak po prostu. Doszedłem do wniosku, że obecnym momencie bycie w związku jest nie dla mnie. Może się to jeszcze zmieni, kto wie, ale tak naprawdę doszedłem do wniosku, że dobrze mi jest samemu.
To tylko tak informacyjnie dla tych wszystkich, którzy narzekają, że nie mogą znaleźć dziewczyny. Jak znajdziecie, to super i gratulacje, ale pamiętajcie, że czasem bycie w związku to jednak nie to, czego oczekujecie od życia.
Jestem 28-letnim facetem i w życiu osiągnąłem wiele sukcesów poza jednym - ciągle byłem sam. Prawie pięć lat temu poznałem na portalu społecznościowym niesamowitą dziewczynę o pięknych piwnych oczach (niech będzie Ania), które mocno mnie oczarowały. Niestety, Ania mieszkała bardzo daleko ode mnie. Relacja doszła do takiego stopnia, że Ania chciała do mnie przyjechać na kilka dni, bo akurat zbliżał się u niej mały urlop. Jednocześnie byłem wściekły i szczęśliwy. Dlaczego wściekły? Ania nie powinna tak po prostu przyjeżdżać do obcego faceta, ale skomentowała to słowami "jestem w takim położeniu, że nie mam nic do stracenia, a mogą to być wspaniałe dni".
Były wspaniałe i to jeszcze jak! Pamiętam każdą chwilę z tamtych dni, a najbardziej utkwiły mi w głowie jej cudowne oczy. Pod koniec jej pobytu uświadomiłem sobie, że nic z tego nie będzie, o czym powiedziałem jej wprost. Ania zaczynała studia w innym mieście, wydawała się być osobą momentami nieodpowiedzialną, a ja miałem świetną pracę i byłem pewny, że nie znajdę drugiej takiej roboty.
Po wyjeździe Ani cały czas ze sobą pisaliśmy, Ania nawet wysłała mi długi list (do dziś go mam), ja zaś uparcie szukałem dziewczyny. Często randkowałem, ale to Ania miała "to coś" i powoli zaczynałem żałować swojej decyzji o tym, że dałem jej kosza. Każdą dziewczynę porównywałem do Ani. W końcu Ania znalazła sobie faceta, z którym była ponad trzy lata. Koleś był bardzo zazdrosny i zabronił Ani kontaktowania się ze mną. W sumie mu się nie dziwię, sam postąpiłbym podobnie, gdybym miał tak wspaniałą kobietę przy sobie. Przez te lata byłem sam, randki olałem, choć nie ukrywam, że często próbowano mnie z kimś swatać, co było upierdliwe.
W końcu stało się coś niebywałego. W wirze przygotowań do kolacji wigilijnej usłyszałem dzwonek do drzwi. Zobaczyłem Anię z blachą placka i małą torbą podróżną. Wyglądała uroczo z zaczerwienionym noskiem, jeszcze piękniej niż 5 lat temu.
- Ja już nie mogłam żyć jak ptaszek w klatce - szepnęła i schyliła głowę.
Między nami stanęła moja mama i ucałowała Anię na dzień dobry. Znała Anię z moich opowieści i widziałem, jak mocno się wzruszyła.
- Działałyśmy w konspiracji - zaśmiała się moja mama. - Ania do mnie zadzwoniła dwa dni temu, bo znalazła mój numer w internecie i wszystko ustaliłyśmy.
To był wyjątkowy wieczór i był zapowiedzią czegoś nowego. Kolejne dni spędziliśmy na dłuuuugich rozmowach, dzięki czemu utwierdziłem się w przekonaniu, że to jest ta jedyna. Ania nie jest idealna - jest roztrzepana, często się spóźnia, ale bardzo ją kocham. Po Nowym Roku Ania przeprowadziła się do mojego miasta i namówiłem ją, by ze mną zamieszkała.
Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi i życzę wszystkim tak cudownego happy endu, jaki spotkał mnie. Pozdrawiam wszystkich anonimowych :)
Wracałem tego dnia od stacji do wsi drogą przez pola. U ciotki sporo zjadłem i męczył mnie pełny żołądek, aż w końcu poczułem, że muszę zejść do rowu i poszukać ulgi. W rowie to trochę ryzykowne, bo może ktoś znienacka podjechać rowerem i zapytać, czy coś pomóc. Na szczęście sobie przypomniałem, że dalej jest pole kukurydzy.
Każdy kto widział pole kukurydzy wie, że to idealne miejsce, żeby się spokojnie wypróżnić. Wystarczy wejść kilka metrów i kompletnie nic nie widać. Nie przewidziałem tylko, że tę samą kukurydzę na schronienie wybrał sobie dzik.
Kiedy go zobaczyłem, nie dość, że usiadłem w to co przed chwilą zrobiłem, to jeszcze wyskoczyłem na drogę ze wszystkim na wierzchu! A tu akurat szły babcie z kółka różańcowego, żeby udekorować ołtarz przed procesją...
Co za wstyd!
Epilog: Kilka dni później babcia opowiadała, że na rozważaniach na kółku różańcowym jedna sąsiadka pięknie mówiła o tym, że nawet wśród swojskich pól i łąk można czasem zobaczyć diabła. Czy to było o mnie?
Mój tata jest strażakiem. Niedziela, gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Co rok straż pożarna pomagała w tym wydarzeniu nie tylko dbając o bezpieczeństwo, ale również pomagając w zbiorkach.
Zgadnijcie co wydarzyło się w 2017 roku?
Wszystkie komendy (w tym policja i wojsko) dostały list od partii rządzącej, w którym surowo zabrania im się uczestniczenia w orkiestrze. Dlaczego? Bo tak. Bo WOŚP jest zły. Bo Owsiak jest zły.
Wiem, jakie niektórzy ludzie mają zdanie o Owsiaku, ale nieważne co robi, pomaga ludziom. Dzięki sprzętom, które ufundował wielu ludzi dostało drugie życie.
To będzie jedno z wyznań, którego lepiej nie czytać przy jedzeniu.
Około dwóch tygodni temu namówiłem swoją dziewczynę na seks analny. Oboje nie mamy doświadczenia, więc zabraliśmy się za przymiarki. Alkohol nas ośmielił, więc w połączeniu z oliwką moje palce zwiedzały jej tyłek aż miło.
Po wszystkim oczywiście umyłem ręce, nie raz i nie dwa.
Mam niestety jeden problem życia. Mam nawyk ogryzania paznokci. Zupełnie nieświadomie więc zacząłem sobie je podgryzać następnego dnia.
Zaczęło się od gorączki. Później były wymioty. Następnie wymioty, biegunka i skurcze jelit. Trzy dni leżałem pod kroplówką. Kolejne dwa dni nie mogłem nic jeść, tylko piłem wodę.
Na paznokcie stosowałem żele, lakiery, nic nie pomagało na dłużej niż 3 dni. Musiałem włożyć komuś palce w dupę i zjeść trochę niewidocznych bakterii, żeby obrzydzić sobie ten nawyk na dobre. Od tygodnia jak tylko zbliżam dłoń do ust, to mam odruch wymiotny.
Dodaj anonimowe wyznanie