#Q9xCo

Ostatnio wiele się u mnie pozmieniało. Ogólnie moi rodzice są dobrze zarabiającymi lekarzami, oprócz tego odziedziczyli ziemię po dziadkach (po odrolnieniu działki w okolicach dużych miast idą po parę milionów). Odkąd pamiętam, żyliśmy w luksusie: wakacje za granicą parę razy w roku, prestiżowe szkoły, penthouse na strzeżonym osiedlu. Na studia kupili mi mieszkanie w centrum Warszawy, poza tym de facto zapłacili za dyplom (prywatna uczelnia). Tak, jestem tym znienawidzonym przez wielu bananem, moi znajomi też zawsze należeli do „elity”. W związku z powyższym nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem drugiej połówki. Do tej pory byłem w jedenastu, nazwijmy to związkach, oprócz tego niezliczone noce w klubach i drogich hotelach. Z wyglądu jestem raczej przeciętny, ale nadrabiałem portfelem. Kupowałem tym dziewczynom drogie ciuchy, perfumy czy biżuterię. Na randki zawsze chodziliśmy do najdroższych restauracji. Żadna z nich nigdy nie wypominała mi różnych wad, akceptowały nawet zdrady. Każdy z tych związków zakończyłem ja, bo po prostu znalazłem sobie kolejną. Po osiemnastce założyłem kilka apek randkowych i musiałem kupić oddzielny telefon, bo wkurzały mnie ciągłe powiadomienia.

Niedawno pokłóciłem się z ojcem, poszło oczywiście o kasę. Zostałem zwyzywany od nierobów, bo mam już 25 lat i wciąż jestem na ich utrzymaniu. W związku z tym postawił mi ultimatum: dostanę kasę na miesiąc wynajmu i dalej mam sobie radzić sam. Jak przeżyję rok bez ich pieniędzy, to będę mógł wrócić. Niestety nie żartował, zablokował mi też dostęp do kont. Finansowo nawet jakoś sobie radzę, wynajmuję kawalerkę, znalazłem pracę w Żabce. Ale prywatnie jest tragedia. Od wyprowadzki nie byłem na żadnej randce, oczywiście próbowałem podrywać dziewczyny w klubach czy na Tinderze, ale po propozycji wyjścia do zwykłej kawiarni jestem automatycznie olewany. Przez pierwszy miesiąc trochę przestrzeliłem z wydatkami, więc musiałem sprzedać większość ubrań i pochodzić po lumpeksach. Oczywiście auta też nie mam, bo kupił je ojciec. Zawsze spotykałem się z kobietami 10/10, teraz obniżyłem wymagania, ale wciąż nikogo nie mogę znaleźć. Nawet na „profesjonalistkę” mnie nie stać.

Muszę przyznać, że do tej pory nie rozumiałem tego gadania o hipergamii. Myślałem, że wystarczy pewność siebie, ale faktycznie żyłem w bańce. To pewnie karma, bo przez całe życie wyśmiewałem się z biedniejszych od siebie. A teraz niestety rozumiem frustrację przeciętnych facetów. Jeżeli w mieście, gdzie jest ponad milion kobiet, żadna nie jest tobą zainteresowana, to naprawdę psycha siada. Serio dziewczyny, przemyślcie to. Każdy facet, którego zghostowałyście bez powodu, wyśmiałyście za wygląd czy podałyście fałszywy numer telefonu, też ma uczucia i prawa wyborcze. Chcecie za rok mieć konfę u władzy? Bo ja nie.

#LjDj7

Jako dziecko przeszłam zapalenie wątroby typu A, tzw. żółtaczkę pokarmową. Objawy były różne i niepokojące, np. białe kupy.
Kiedy wyszłam ze szpitala, na spacerach uświadamiałam inne dzieci, że te białe psie kupy są po psach chorych na żółtaczkę.
Nie dziwiło mnie wtedy, dlaczego tych kup, a więc i chorych psów, jest tak dużo.

#FhydB

Mam ponad 40 lat i przed nikim nie ukrywam faktu, że mój mąż mnie zostawił dla innej kobiety. Nie potrafi mi jednak przejść przez gardło bolesna prawda, że ta kobieta jest ode mnie 20 lat starsza. Zwyczajnie się tego wstydzę, jakby ten fakt czynił mnie gorszą.
anonimowe6692 Odpowiedz

Wszystko zależy od perspektywy. Mój mąż ma czteroletnią córkę z poprzedniego małżeństwa i generalnie mam z nią bardzo dobre relacje, ale od czasu do czasu jak się poczuje troszkę zazdrosna, to oznajmie ni stąd nie zowąd, że jej mama jest ode mnie starsza. Trochę się z niej podśmiechujemy z tego tytułu, wiadomo, ale w jej oczach to jest absolutne wywyższenie mamy. Więc no... Może Twój mąż miał mentalność czterolatki ;)

Alflen Odpowiedz

Widocznie mąż poluje na jej majątek. Jak go już odziedziczy to do ciebie wróci.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#rOtw8

Kiedy muszę iść na zakupy razem z dzieckiem, karmię ją tuż przed wyjściem, żeby była spokojna, a najlepiej spała w wózku.
Tak i dziś byłyśmy ubrane do wyjścia, ja w staniku do karmienia (to taki stanik z odpinaną miseczką) i sukience do karmienia (z zamkami pozwalającymi odsłonić pierś). Kiedy mała zjadła, poprawiłam stanik, ale zamek sukienki się zaciął i nie dałam rady go zapiąć jedną ręką, drugą podtrzymując dziecko. Uznałam, że najpierw odłożę małą do wózka i wtedy bez problemu oburącz zapnę sukienkę. 
I oczywiście o tym zapomniałam...
Byłam w dwóch sklepach i aptece i dopiero po powrocie do domu zorientowałam się, że cały czas stanik wyzierał przez niezapięty zamek.

#VRx9k

Martwię się o mojego chłopaka. 
Przyjeżdża do mnie – przywozi sobie piwa. Widzi się z kolegami – piją piwa. Idzie na mecz – pije piwa. Ognisko czy grill – piwa. Ostatnio co chwila widzę lub słyszę PIWO. Nie pamiętam, kiedy przyjechał do mnie bez niego. Ach, na urodziny mojego taty – wtedy przywiózł flaszkę. W jego otoczeniu są osoby nadużywające alkohol i bardzo się boję, że on do nich dołączy albo już dołączył.

#ZByHw

Moja mama nie dała rady pojechać na pogrzeb swojej kuzynki Marianny. Kilka tygodni później kupiła wiązankę i miała pojechać na grób. Obudziła się chora. Szybka decyzja – to ja pojadę z kwiatami.
Jako że też nie byłam na pogrzebie, zapamiętałam numer kwatery, przeczytałam wszystkie nazwiska na nagrobkach, ale Marianny Iksińskiej nie znalazłam. Zadzwoniłam do mamy, czy na pewno podała mi właściwy numer kwatery, bo żadnej Iksińskiej nie ma. Mama zdziwiła się, że nie wiedziałam, jakiego nazwiska szukać. Iksińska było nazwiskiem panieńskim (tak jak mamy), a Marianna kiedyś miała męża, rozwiodła się lata temu, a nazwisko zostawiła sobie po mężu, Igrekowska. Tak więc zaczęłam szukać Igrekowskiej, ale mama za moment zadzwoniła z pytaniem, czy wiem, że naprawdę była Marią Anną, a nie Marianną.
Bez problemu znalazłam Marię Igrekowską. Tak tylko się zastanawiam, czy to normalne w dalszej rodzinie, żeby nie znać nazwisk.

#z0p3i

Historia z okresu dzieciństwa. Przełom XX i XXI wieku. Wraz z bratem i kuzynką byliśmy u jakiejś ciotki na wsi i ona miała tam żółwia, który chodził sobie po ogrodzie w takiej specjalnej klatce. My jako dzieci oczywiście zaczęliśmy się bawić z tym żółwiem i on nam uciekł jakoś, zaginął nam w trawie i nie mogliśmy go znaleźć. Zamiast się przyznać, to nie powiedzieliśmy nic i udaliśmy, że nic się nie wydarzyło. Sprawa wyszła na jaw, gdy jakoś trochę później mieliśmy już jechać do domu, a okazało się, że żółwia nie ma. Koniec końców ten żółw przeszedł naprawdę spory kawałek, bo jeśli mnie pamięć nie myli ze 150-200 metrów i znaleźli go przy siatce na końcu ogrodu.

#Ugoeb

Kiedyś usłyszałam termin „bezpłodność społeczna”, a teraz opisuje on moją sytuację.

Jestem po rozwodzie. Ja chciałam mieć dzieci, były mąż zwodził mnie, że on też, ale zawsze znajdował wymówkę, żeby jeszcze zaczekać ze staraniami. Podczas jednej kłótni wykrzyczał prawdę.
Rozstaliśmy się, a ja czuję pustkę. Chciałam mieć dzieci właśnie z nim. Jestem po trzydziestce, zegar biologiczny tyka, nie zdecyduję się na samotne macierzyństwo z wyboru, bo dziecko potrzebuje ojca, z tego samego powodu nie zdecyduję się na adopcję. Myślałam nawet o co-parentingu, czyli wychowywaniu dziecka przez oboje rodziców, którzy nie są w związku, ale nie znam nikogo na tyle dobrze, żeby się zdecydować. Próbuję kogoś poznać, chciałabym znów być w związku, ale na razie trafiłam na dwóch panów nienadających się na rodziców. Jeden powiedział, że nie jest gotowy na założenie rodziny, a jest prawie dziesięć lat starszy ode mnie. Drugi przyznał, że nie chce mieć dzieci.

Statystyki są po mojej stronie, podobno więcej mężczyzn niż kobiet chciałoby mieć dzieci, więc może uda mi się znaleźć kogoś sensownego.

#OjA2t

Jestem nudziarą. Mam 24 lata, a czuję, że wszystko, co mogło mnie dobrego spotkać, już minęło. W tygodniu pracuję, w weekendy mam studia. Po pracy/zajęciach pójdę na zakupy, zjem coś, poczytam albo obejrzę serial i tyle. I następnego dnia to samo. Chociaż mieszkam ze współlokatorami, to u nich wiecznie przesiadują ich partnerki i nie mam nawet do kogo gęby otworzyć. Chciałabym mieć paczkę znajomych albo chociaż jedną bliską koleżankę, móc zwierzyć się z problemów albo ot tak pogadać. O wypadzie do klubu albo w góry już nawet nie marzę. Na studiach wszyscy natychmiast po zakończeniu zajęć się wylogowują i ograniczają kontakt do minimum. Na propozycję spotkania na żywo nikt nie odpowiedział. W pracy wszyscy traktują mnie z góry, bo jestem tam najmłodsza i pracuję najkrócej. Wcześniej miałam znajomych ze studiów, nie przyjaźniliśmy się jakoś specjalnie, ale zawsze można było pogadać na przerwach, a i chętni na piwo/kluby zawsze się znaleźli. Teraz nie mam już kontaktu z żadną z tych osób, próbowałam coś pisać, nawet nie żeby się spotkać, tak tylko zapytać co u nich. Takie rozmowy bardzo szybko się urywały, tak jakbyśmy nie mieli już o czym rozmawiać. Jako ekstrawertyk czuję, że niedługo oszaleję z samotności.
Dodaj anonimowe wyznanie