#DgehY

Jeśli mielibyście wybór: urodzić dziecko z pewną dysfunkcją lub nie urodzić go wcale, co byście zrobili? Ja niestety stoję przed tym wyzwaniem, odkąd wzięłam ślub. 
Mówiłam przed ślubem narzeczonemu, że nie chcę mieć dzieci. Powiedział, że dla niego to nie problem, lecz im dłużej jesteśmy po ślubie, tym częściej o tym myślę. Dziecko przybliża ludzi do siebie, spaja związek, ale byłoby mi cholernie ciężko skazać dziecko na takie cierpienie (wada dziedziczona), jakie ja przeżywam, bo wiem, jak to jest być innym, nie móc robić wielu przeczy normalnie, załatwiać różne sprawy z wielkim problemem, przepłakać wiele nocy myśląc, dlaczego mnie to spotkało.
Nie mogę cieszyć się życiem jak normalny człowiek, przybija mnie to coraz bardziej. A myśl, że miałabym skazać kogoś na takie życie, mnie zwyczajnie dobija.

#conJk

Pracuję jako sprzątaczka za granicą. Praca jest lekka i się nie nadrobię. Zrobię swoje i idę do domu, nie muszę myśleć o pracy po pracy, jak to w innych zawodach na wyższych stanowiskach. I wiecie co? Za tygodniową wypłatę mogę sobie kupić np. najnowsze buty, które w Polsce są warte 700 zł, i jeszcze mi zostaje na życie. W Polsce nigdy nie byłoby mnie na to stać.

Nigdy nie wrócę do Polski właśnie z tego powodu, tutaj jako sprzątaczka mogę się sama utrzymać, a nie zapieprzać po 12 godzin i nic z tego nie mieć.

#KxNch

Żona zostawiła mnie dla bogatszego faceta. Mimo szczerego serca i pełnego oddania nie udało mi się jej odzyskać. Przegrałem z pieniądzem, nowym samochodem i wypasionym mieszkaniem w apartamentowcu. Wyprowadziła się do niego wraz z naszym dzieckiem, niszcząc mi życie, załamując mnie totalnie i nie pozwalając mi dopełnić przysięgi małżeńskiej składanej przed ołtarzem. Za nic mając to, że ich kocham tak, jak nie pokocha nikt.

Podczas pierwszych odwiedzin u dziecka w ich nowym mieszkaniu, gdy udałem się za potrzebą do łazienki, zauważyłem szczoteczkę do zębów sponsora mojej (jeszcze) żony... Waszej wyobraźni pozostawiam to, co się z tą szczoteczką w moich rękach stało, zanim trafiła ponownie do kubka (polecam mocno puścić wodze wyobraźni).

Nie jest to podobne do mnie, ale to był impuls.
Ale od teraz potrafię na tego człowieka patrzeć z uśmiechem :)

#O3E6g

Rok temu popełniłam chyba najbardziej nieprzemyślaną rzecz w moim życiu.
Wyszłam za mąż...
Kocham męża, ale to, co się teraz dzieje, przerasta mnie psychicznie.
Nie sądziłam, że wyprowadzka z domu rodzinnego może tak boleć. Tym bardziej że mieszkamy z jego dużą rodziną. Na początku było mi łatwiej, nareszcie mogliśmy ze sobą spędzać dużo czasu. Ale z upływem czasu coraz bardziej brakuje mi moich rodziców, rodzeństwa, rozmów i czasu spędzanego z nimi. I w dodatku mają do mnie żal, że się wyprowadziłam...
Mąż jest bardzo uparty, innej możliwości nie widzi, jak tylko mieszkanie u jego rodziny. Dał mi jasno do zrozumienia, że mam wybór. On albo moi rodzice.
Nie mam pojęcia co robić.

#Ql0Px

Jestem jedynaczką. Wychowałam się na wsi. Mieszkałam w jednym domu z rodzicami, babcią i dziadkiem. Z ojcem miałam relacje dosyć... trudne. Nigdy mnie nie uderzył, ale często krzyczał o jakieś pierdoły. Dawał mi też do zrozumienia, że w sumie to do wielu rzeczy się nie nadaję. Ogólne nie ukrywał, że jest mną raczej rozczarowany. Kiedy miałam jakieś 10-11 lat, moja babcia zaczęła mieć początki choroby Alzheimera. Tyle tytułem wstępu.

Mieliśmy kury. No i ja te kury przez nieuwagę wypuściłam z zagrody. Rozbiegły się i potem trzeba je było wganiać, a nie było to proste. Ojciec oczywiście się wściekł. W domu nie było innych dzieci, więc podejrzenia od razu padły na mnie, że to ja na pewno te kury wypuściłam. Nie chciałam się przyznać. Bałam się, że ojciec będzie na mnie krzyczał, ale przede wszystkim nie chciałam, żeby znowu był mną rozczarowany. Kiedy więc zapytał, czy to ja (a raczej stwierdził, że to na pewno ja), to zaprzeczyłam. 
Mama też pytała, a ja dalej uparcie kłamałam, że to nie ja. Mama powiedziała, że mi wierzy. Podejrzenia więc padły na babcię. Zapominała się coraz bardziej, więc to było możliwe. Babcia też zaprzeczyła, ale nikt jej nie uwierzył. Jak wspomniałam, miała już początki choroby (zdiagnozowane), więc wszyscy uznali, że to jednak ona, tylko o tym zapomniała. Ojciec na nią krzyczał, a ja uciekłam za dom i płakałam. Miałam straszne wyrzuty sumienia, ale mimo to się nie przyznałam. Nigdy. Nikomu.

#PsZ5r

Moi rodzice są dość... specyficznymi ludźmi. Nie wiem za bardzo, jak sobie poradzić z ich niektórymi, dziwnymi zachowaniami. Ale o co tak właściwie mi chodzi? No cóż, u nas w domu nienormalne sytuacje są normalne. Przykłady?

1. Tata nie widzi żadnego problemu w chodzeniu przy mnie w samych dziurawych bokserkach. Mama kiedyś w żartach go upomniała, to się śmiał i wciąż to kontynuuje. Jeśli chodzi o mamę, wcale nie jest lepiej. Ona również chodzi po domu w samej bieliźnie, korzysta z toalety przy otwartych drzwiach, a kiedyś nawet chodziła bez majtek...

2. Cały czas publicznie głośno pierdzą i śmieją się z kupy. Jak dla mnie, to zachowanie jest co najmniej dziecinne, a ja nie czuję się przy tym komfortowo.

3. Kiedyś w nocy uprawiali seks przy otwartych drzwiach, dobrze wiedząc, że nie śpię. Nawet gdy głośno kaszlałam i chodziłam po domu, także obok ich sypialni, nie przestawali.

4. Moja mama twierdzi, że jestem ogromnie zboczona (serio, ja?). Wystarczy, że oglądam jakąś komedię, śmieszne koty, czy cokolwiek, wystarczy po prostu, że się zaśmieję lub nawet uśmiechnę do tego, co oglądam, od razu krzyczy, żebym nie oglądała porno. Nie wiem, skąd się to u niej wzięło, bo nigdy mnie na czymś takim nie przyłapała ani nic.

To tylko kilka przykładów, ale naprawdę mam tego wszystkiego serdecznie dość...

#YUP7y

Od jakiegoś czasu jestem z dziewczyną, z którą rozumiemy się bez przeszkód i jesteśmy bardzo podobni do siebie. Czuję się z nią lepiej niż z każdą inną, z jaką byłem, i zależy mi na niej i na jej szczęściu, bo w życiu nie ma łatwo. Problem polega na tym, że nie miała w dzieciństwie sporo miłości i jeśli chodzi o związki, to ja jestem pierwszą osobą, z jaką się spotyka. Niby wszystko to jest mi na rękę, bo mogę jej pokazać, co to znaczy kochać i sprawić, żeby czuła się doceniana, kochana i potrzebna, ale ma też to swoje negatywne strony. Niedawno, gdy wyszliśmy gdzieś razem, spędziliśmy super dzień, na którego zakończenie postanowiłem pierwszy raz powiedzieć jej: „Kocham cię”, wcześniej było ciężko, bo przeszliśmy z zakochanych skrycie przyjaciół w związek. Przytuliliśmy się na pożegnanie i powiedziałem jej to wyznanie miłosne, na co ona odparła: „Dziękuję”. 
Nie powiem, że mnie to nie zabolało z lekka, ale później dodała, że jestem pierwszą osobą, która jej to powiedziała, później podziękowała, że w ogóle miałem ochotę się z nią spotkać. Cieszę się, bo widzę, że uważa mnie za wyjątkową dla niej osobę, ale z drugiej strony mi źle, bo nie mam pojęcia, czy nie potrafi okazać miłości, czy nie jest jeszcze na tyle oswojona z tym jako pierwszym związkiem, czy po prostu nie odwzajemnia takiego uczucia. Jestem dzięki niej szczęśliwy, ale jak tylko wracam do siebie, to myślę o tym, czy za jakiś czas nie usłyszę: „To nie wypali...”. Nie mam pojęcia co myśleć ani co robić.

#4lgX9

Związałem się z kobietą z dwojgiem dzieci, po kilku miesiącach zrozumiałem, dlaczego była samotną matką. Postanowiłem się rozstać. I miałem problem. Mieszkaliśmy w moim domu, a ona nie chciała się wyprowadzić, argumentując, że nie mam prawa jej wyrzucić, bo ma dzieci i oni nie mają gdzie pójść. Imałem się różnych sposobów, a najgorsze jest to, że nie mogłem tego zrobić raz, a konkretnie, bo przecież nie mogłem wyciągnąć jej z domu za kudły razem z dziećmi, bo jeszcze sam sobie narobiłbym kłopotów. Policja nie mogła nic zrobić, a sądownie trwałoby to miesiącami albo latami. Chciałem po prostu zmienić zamki, kiedy jej nie będzie, ale ona nie opuszczała domu, bo wiedziała, że już tu nie wejdzie. Kłótnie i awantury były na porządku dziennym. Starałem się być tak mocno nieznośnym, jak tylko można. Robiłem imprezy w nocy. Zamontowałem wszędzie zamki i zamykałem łazienkę i inne pomieszczenia na klucz, ale ku mojemu przerażeniu zaczęły załatwiać się do zlewu i wiaderka. Aż się przeżegnałem, jak to zobaczyłem. Nie kupowałem jedzenia i wyłączyłem ogrzewanie w nadziei, że któreś z jej dzieci zachoruje i siłą rzeczy będzie musiała wyjść, żeby pójść z nim do lekarza. Zamawiały jedzenie na dowóz i niestety miały alimenty i 800+, więc miały z czego. Byłem kłębkiem nerwów we własnym domu, nie mogłem wypić nawet piwa, żeby przypadkiem nie zadzwoniła na policję i czegoś nie nawymyślała.

Poskutkowało dopiero wzięcie ich głodem. Pożyczyłem od rodziców dwa duże psy, jednego zostawiłem w domu, żeby bały się wyjść z pokoju, a drugiego puściłem na podwórko, żeby dostawca jedzenia bał się wejść na posesję. Dwa tygodnie szarpania się i aż nie wierzę, że to się skończyło.

Ja nie wiem, jak to możliwe, że w dzisiejszych czasach mogą dziać się takie cyrki. Jak można być takim pasożytem i zasłaniać się dziećmi? To, co się u mnie działo, przypominało scenariusz „Trudnych spraw”. Aż wstyd o tym komuś opowiadać.
Dodaj anonimowe wyznanie