#8RkhV
Minęło prawie 10 lat i ten obraz wrócił z wielką siłą. Dziś od rana leżę w łóżku, a po głowie chodzą mi wszystkie te sceny sprzed lat. Leżę i płaczę. Nie mogę się pozbierać. Nie jestem w stanie poradzić sobie z tym, co widziałem. Widziałem w życiu wiele złego. Zbyt wiele. Znajomi mają mnie za pozytywnego śmieszka, zawsze uśmiechniętego, duszę towarzystwa, z idealnym życiem jak z serialu. Nigdy nie marudzę, nigdy nie mówię złych rzeczy, nigdy nie doświadczyli ode mnie żadnych złych emocji i teraz nie chcę i nie potrafię nikomu opowiedzieć o tych moich słabościach. Jesteście pierwsi.
#oW7YH
Ludzie, co się stało po tej kroplówce!! Nigdy w życiu tak dobrze się nie czułam!! Byłam spokojna, przeszły bóle, przeszły nerwy... Tak się trzymałam całe dwa dni, raj, mówię wam, raj! Potem powoli wracało to, co wcześniej. Powiedziałam o tym lekarzowi na następnej wizycie i ten na szczęście tego nie zbagatelizował, lecz polecił mi znowu się zbadać. Znowu zaniżone...
Obecnie po przyjmowaniu dodatkowych elektrolitów czuję się świetnie. Żadnych nerwów, poza zwykłą codziennością, żadnych napadów lękowych, zimnych potów, bólu, budzenia się w nocy ze strachem. Nic.
Na razie szukam jeszcze przyczyny spadku tychże substancji, ale jestem dobrej myśli! Nie wiem, jaki morał z tego napisać... Może po prostu, jeśli leczycie się na coś i nic nie pomaga, spróbujcie szukać przyczyny gdzieś indziej.
#6E2GN
#M0kru
W pewnym momencie miałam już dość, więc powiedziałam jasno: „Albo skończysz tę relację z matką, albo skończysz ze mną”.
Nie wiedział, co ma zrobić, więc zadzwonił poradzić się matki...
To wystarczyło za odpowiedź.
#vedhk
Owszem, nikt nie słyszał, nikt nie poczuł. Szkoda tylko, że przy okazji się zesrałam. Nie można tego inaczej ująć.
Cóż było robić? Poszłam do toalety na stację, majtki wrzuciłam, spodnie założyłam i poszłam na jazdę.
Dziękuję za uwagę.
#katLP
Większość klasy znałam dobrze. Kamil był wyjątkiem. Widywałam go codziennie, a wciąż był dla mnie zagadką. Z jednej strony słyszałam, że lubi imprezować, nie stroni od alkoholu, pali, a z drugiej nie miałam pojęcia, z kim się zadaje. Nauczyciele go nie lubili. Mam wrażenie, że powodem było to, iż Kamil jest od nich inteligentniejszy. Grono pedagogiczne czasem próbowało go gasić, czy nawet „jeździć” po nim, ale on umiał im tak odpowiedzieć, że zawsze tego typu potyczki wygrywał. Bardzo mi tym imponował. Oceny miał słabe, nie zależało mu. Jednak jak przychodziło co do czego, był w stanie zrozumieć dość trudne rzeczy ot tak i radził sobie świetnie. Myślę, że gdyby wziął się za naukę, spokojnie moglibyśmy rywalizować na oceny.
Powoli dowiadywałam się o nim coraz więcej. Zaczęliśmy rozmawiać, a pewnego dnia nagle mnie pocałował. Oboje nigdy wcześniej nie mieliśmy nikogo, teraz zostaliśmy parą. Powoli wieści o naszym związku trafiały do szkoły. Nie afiszowaliśmy się, ale wkrótce nauczyciele się połapali. Ich reakcja nie była dla mnie zaskoczeniem. No bo jak to? Taka grzeczna, mądra dziewczyna z takim paskudnym, chamskim nieukiem?!
Szybko zaczęły się interwencje. Nauczycielki często kazały mi zostawać na przerwie. Wypytywały, czy naprawdę jestem z Kamilem, czy uważam, że to ktoś odpowiedni dla mnie itp. Z jednej strony rozumiałam ich obawy. Mówiłam zawsze, że mam oczy szeroko otwarte, jest w porządku, gdyby coś się działo, dam znać. Niestety, niektórym to nie wystarczyło. Nauczycielki rozmawiały też z nim i nie były to miłe rozmowy. Miały jeden charakter: „Zostaw ją”, oczywiście ubrane w ładne słowa. Nauczycielki, które wcześniej bardzo mnie lubiły, zrobiły się chłodne. Nagle przestały widzieć we mnie wielki potencjał. Wcześniej pchały mnie na każdy konkurs, teraz musiałam sama się o nie dopytywać.
Poprawiłam część przedmiotów, ćwiczyłam też z Kamilem po lekcjach. Koniec szkoły był dla nas bardzo ciężki. Jednak oceny miałam idealne, Kamil też się poprawił.
Minęło kilka lat, a my? Poradziliśmy sobie. Jesteśmy razem.
Pozdrawiamy nauczycieli. Wciąż pamiętamy.
Student politechniki i przyszła lekarka.
#7GRzx
Uciekając od chorej atmosfery w domu spowodowanej alkoholem i prochami, zostawiam wszystko. Mam niecałą stówkę w portfelu, uciekam do chłopaka. Na drugi koniec kraju, bo ten tam mieszka. Mam zaledwie 17 lat. Jednak nikt mnie nie szuka – ot, byłam zbędna. Dla mnie lepiej.
Niewiele później podejmuję pracę, na ćwierć etatu, ciężko tu o pracę. Chłopak pracuje na pół etatu. Niedługo potem mi się oświadcza, planujemy ślub. Rok później umiera jego Mama po ciężkiej chorobie, a w marcu tego roku także Tata. Cudowni ludzie, serce by innym oddali, lecz nie dorobili się właściwie niczego. Większość zarabianych pieniędzy szła na życie, wynajem mieszkania i naukę syna. Nie zostawili mu nic, a umowa najmu mieszkania się kończy. Nie zostanie przedłużona, właściciel sprzedaje mieszkanie. A my niestety nie mamy żadnych oszczędności, by móc pokryć koszty kaucji za inne mieszkanie, a te bez kaucji niestety wychodzą zbyt drogo w skali miesiąca. Mimo wszelkich starań i prac dorywczych wciąż brakuje nam 820 zł...
Dziś mam urodziny. Nie marzę o prezentach, imprezie czy alkoholu. Martwię się, co będzie w środę, gdy będziemy musieli opuścić mieszkanie, czy będziemy mieli dokąd pójść. Mimo że oszczędzamy, na czym się da, jemy od miesiąca makaron/ryż z sosem z paczki, ja chodzę w podartych biustonoszach, a on bez skarpetek, to i tak nam brakuje. Boję się, co będzie, gdy zostaniemy bez mieszkania. Boję się, czy damy radę...
#h5d9z
Ucieczką był powrót do pracy. Zbawienie. Szef poprosił mnie o pokierowanie dużym projektem. Zgodziłam się. Gdy mąż dowiedział się, że awansowałam, zaczął namawiać mnie na rezygnację z pracy, bo on i rodzina są najważniejsi, powinnam brać przykład z jego mamy i się poświęcić. Odmówiłam, praca to dla mnie odskocznia, zresztą z pomocą mojej mamy daję radę. Przynajmniej tak myślałam do wczoraj, gdy okazało się, że mimo zabezpieczania się, jestem w kolejnej ciąży. Nie wiem, co robić, jestem załamana.
#OWcz6
Klient płaci za paliwo, Aneta w akcji... Promuje kanapkę, która jest „najlepsza”, oczywiście dlatego, że ma krótką datę przydatności.
– Polecam panu pyszną, grillowana kanapkę z tuńczykiem i papryczkami jalapeno... Dodamy do niej sosy, posypiemy świeżą rukolą albo szczypiorkiem. Naprawdę polecam!
– Dziękuję. Raz spróbowałem, nie smakowała mi – odpowiada zdawkowo klient na jej nadmierną ekscytację.
– Oj... – i tutaj Aneta, swoim zdaniem najlepsza w kulinarnych wyczynach na bistro (oczywiście ograniczających się do zagrzania kanapki i polania sosem, bo takowe kanapki dostajemy już gotowe), z uśmiechem na twarzy zaznacza – ale wie pan, to zależy, kto przygotowywał, niektóre dziewczyny tutaj nie podgrzewają w piecu, przed włożeniem do grillowania. A to naprawdę zasadnicza różnica. Ja przyrządzę naprawdę pyszną!
– Hmm... Tylko tak się składa, że to pani wtedy mi ją przyrządzała.
BANG, BANG! Królowa bistra wymiękła.
Widok jej miny – bezcenny. :D